Motocyklista, islamista, apostata, tajniak

1
| Brak komentarzy|
image_pdfimage_print

W młodości Morten Storm był członkiem duńskiego gangu motocyklowego, a potem przeszedł na islam. Był muzułmaninem przez dziesięć lat, a potem uświadomił sobie, jak koszmarny popełnił błąd i dokonał apostazji.

Przez sześć lat od porzucenia islamu ukrywał akt apostazji, dzięki czemu mógł pracować jako tajny agent duńskich służb bezpieczeństwa, pomagając wyeliminować niektórych terrorystów spośród grona swoich byłych współwyznawców.

Przedstawiamy fragmenty publicznego wystąpienia Mortena z Kopenhagi, z czerwca 2017 r., w którym opisuje swoją drogę do islamu i historię porzucenia go.

* * *
Przeszedłem na islam w 1997 r. Przez dziesięć lat byłem fundamentalistą, studiowałem islam w Jemenie i w Afryce Północnej. Brałem również udział w nauczaniu islamu i szkoleniu ugrupowań islamistycznych w Wielkiej Brytanii oraz innych miejscach w Europie.

Jako były muzułmanin jestem oczywiście zaniepokojony obecnym rozwojem wydarzeń w Danii. Jestem bardzo aktywny na Facebooku i w grupach dyskusyjnych. Staram się wykorzystać moje doświadczenie i wiedzę, żeby ostrzegać innych przed islamem. Mam tu na myśli konwertytów oraz tych, którzy chcą przejść na islam. Niekiedy mi się to udaje, ale czasami jest to trudna batalia.

Islam nie jest religią, ani ideologią stanowiącą część religii. Jest to tak naprawdę ideologiczny kult, w mojej opinii kult nienawiści, którego celem jest podkopanie ludzkości i zmiana ludzkich wartości i moralności. Kiedy w 1997 r. przechodziłem na islam, byłem członkiem Bandidos [gangu motocyklowego], ale zdecydowałem, że chcę być kimś lepszym. Szukałem czegoś, co nadałoby życiu wielkie znaczenie, czegoś, co uczyniłoby mnie szczęśliwym.

Pewnego dnia w Korsør, skąd pochodzę, przeczytałem książkę o życiu proroka Mahometa. Pomyślałem: „To jest religia i ideologia, za którą będę podążał. To jest właściwe, to jest prawdą”. Wiecie, czytałem tylko dobre rzeczy na temat islamu. Dowiedziałem się między innymi, że islam uznaje tych samych proroków co chrześcijaństwo. To była transakcja wiązana. Miałem dwadzieścia jeden lat, nigdy nie miałem rodziny, a islam dawał mi tożsamość, której szukałem.

Po przejściu na islam byłem tak bardzo szczęśliwy! Mogłem sobie wybaczyć przeszłość, mogłem zrównoważyć – za pomocą działań, które należy wykonywać w imię islamu – wszystkie nikczemności, których dopuściłem się jako członek gangu motocyklowego. Przeniosłem się do Wielkiej Brytanii i zmieniłem swoje życie. Rozmawiałem z żydami, z chrześcijanami, rozmawiałem ze wszystkimi.

CYTAT

Pewnego dnia jednak spotkałem rabina, który zapytał mnie, czy przeszedłem na islam. Kiedy odpowiedziałem twierdząco powiedział, że pewnego dnia go znienawidzę. Zaprzeczyłem, zapewniając, że z pewnością nigdy nikogo nie znienawidzę, i że nie dlatego przeszedłem na islam. Wtedy jeszcze tego nie wiedziałem. Nie znałem islamu wystarczająco dobrze.

Miesiąc później, wciąż w 1997 r., wyjechałem do Jemenu, żeby studiować islam i uczyć się arabskiego. Studiowałem w towarzystwie członków najbardziej fundamentalistycznych ugrupowań salafickich w północnym Jemenie. Wtedy dowiedziałem się, że islam oznacza podporządkowanie. Nie jest tym, co ludzie myślą, i w co wierzą – religią przebaczenia i pokoju. Oznacza podporządkowanie prawom Allaha, jego rozkazom i rozkazom proroka. Jest jedyną prawdą, a wszystko inne stanowi kłamstwo. Dałem się w to wciągnąć w mniej niż sześć miesięcy.

Stałem się najbardziej nienawistną osobą. Nienawidziłem każdego, kto nie zgadzał się z moimi przekonaniami. Jednak to nie ja powiedziałem, że powinienem nienawidzić – nakazywała mi to moja religia, islam. Pamiętam, jak któregoś razu zadzwoniłem do matki i powiedziałem, że nie powinna kazać mi wybierać pomiędzy nią, a islamem, ponieważ wybrałbym islam. W ten sposób całkowicie przeszedłem na islam. Odrzuciłem koncepcję bycia Duńczykiem, częścią duńskiej społeczności. Stałem się muzułmaninem, to była moja nowa tożsamość.

Islam to tożsamość. Nie jest rasą, lecz właśnie tożsamością. Zmieniasz przynależność wspólnotową i stajesz się jej częścią. Islam jest deklaracją wojny, wojny przeciwko wszystkiemu, co reprezentuje Zachód: wolności, równości płci, tolerancji…

W trakcie moich podróży do Jemenu i po Bliskim Wschodzie poznałem Al-Kaidę, spotkałem jej przywódców religijnych, liderów Asz-Szabab i religijnych przywódców Arabii Saudyjskiej. Studiowałem pod kierunkiem tych ludzi. Wysłano mnie do Wielkiej Brytanii i wyznaczono na przywódcę Al-Muhajiroon, [salafickiej dżihadystycznej organizacji terrorystycznej – zakazanej już w UK – red.], bardzo aktywnej w Syrii. Szkoliłem jednostkę paramilitarną pod Luton. Moja podróż przez islam dała mi wiedzę i doświadczenie, które, moim zdaniem, posiada niewiele spośród wciąż żyjących dziś osób. Moi przyjaciele zadawali się z ludźmi, którzy wysadzali się w Sztokholmie, w Syrii i ginęli w atakach terrorystycznych w innych miejscach.

Przyjaciele robili to jednak nie dlatego, że byli jakimiś ekstremistami. Problem polega na tym, że byli tak naprawdę fundamentalistami – podążali dosłownie za tekstem islamu. Tacy ludzie nie dodają niczego do islamu, ani nie kłamią na jego temat. Są w tej kwestii bardzo szczerzy i chcą podążać za takim islamem, jaki jest opisany w tekstach. I to właśnie prowadzi ich do przemocy.

Islam jest zbudowany na przemocy i dzięki niej odniósł sukces. Jak to powiedział prorok Mahomet (możecie to znaleźć w hadisach Bukhariego, Muslima i Tirmidiego i wielu innych książkach): „Zwyciężyłem dzięki terrorowi”.

W 2007 r. po raz pierwszy zdałem sobie sprawę, że z islamem coś jest nie tak. Próbowałem wyjechać do Somalii, żeby walczyć tam dla islamskich sądów, zwanych Mahakem al-Islamiya. Dostałem od nich zaproszenie. Zrobiłem wszystko, żeby tam pojechać i prowadzić dżihad, który jest dla muzułmanina największym zaszczytem. Można to porównać do sytuacji piłkarza, który wybrał grę dla drużyny narodowej i tylko dla niej. Wyobraźmy sobie, że piłkarz ten został powołany do kadry i ma właśnie zagrać w finale mistrzostw świata. Zbliża się finał, zawodnik czeka już w tunelu przed wyjściem na murawę i wtedy podchodzi do niego trener i oznajmia, że to nie on zagra. Tak wyglądała moja sytuacja. Nie pozwolono mi walczyć w dżihadzie w Somalii. Nie mogłem uwierzyć, że Allah mógł mnie powstrzymać przed sławieniem go poprzez dżihad! Było to dla mnie upokorzenie i spowodowało to straszne cierpienie.

Kiedy wróciłem do Danii, zacząłem zadawać sobie pytanie, czy w Koranie mogą istnieć sprzeczności. I w końcu je znalazłem. Po raz pierwszy od dziesięciu lat miałem odwagę, żeby zakwestionować własną religię. Wcześniej, za każdym razem, gdy pojawiały się wątpliwości, starałem się je odsuwać na bok. Allah przecież wie, co myślę, zna moje serce, a jeśli ktoś w całości nie poddaje się islamowi i ma w sercu wątpliwości, to jest apostatą.

W styczniu 2007 r. pomyślałem, że poszukam w Google frazy: „sprzeczności w Koranie”. Tak też zrobiłem. Znalazłem mnóstwo stron opisujących to zagadnienie. Przeczytanie ich zajęło mi dwa tygodnie. Po lekturze znalazłem potwierdzenie ich treści i zdałem sobie sprawę, jak bardzo się myliłem, jak niebezpieczny byłem nie tylko dla siebie, ale też dla innych istot ludzkich. Chciałem przecież, żeby zamordowano Nasera Khadera (duński publicysta i poseł pochodzenia arabskiego, założyciel ruchu demokratycznych muzułmanów – red.), chciałem śmierci Kurta Westergaarda (duński dziennikarz i antydżihadysta, uniknął zamachu na swoje życie – red.). Wydałem nawet fatwę nakazującą zabicie go. I nagle sam znalazłem się w ich położeniu.

Dokonałem wyboru – postanowiłem, że nie będę muzułmaninem. Jednak apostata powinien zostać zabity. Tak więc moja wolność słowa, moja ludzka wolność wyboru sprawiły, że musiałem zginąć. Taki jest islam. Podjąłem jednak decyzję. Powiedziałem sobie: „Będę z tym walczył, do cholery!”. Skontaktowałem się z agentami PET [duńskiej służby wywiadowczej], którzy już wcześniej starali się mnie zwerbować, i powiedziałem im, że chcę walczyć z terroryzmem. I robiłem to przez sześć lat, na najwyższych poziomach, ryzykując życiem. Z tamtych czasów żałuję tylko tego, że nie mogłem zrobić więcej.

Przez wiele lat mieszkałem za granicą. Jestem teraz w Danii od osiemnastu miesięcy. Obecny rozwój wydarzeń jest bardzo niebezpieczny i wydarza się tak szybko! Nie zdajemy sobie sprawy z tego zagrożenia i z jego powagi. Nigdy nie widziałem tylu islamistów infiltrujących grupy dyskusyjne na Facebooku i w sieci…. w języku duńskim! Nigdy nie spotkałem się z taką infiltracją na posterunkach policyjnych. Mają swoje pokoje modlitw, infiltrują organizacje polityczne itd. Według mnie jest to otwarcie prowadzona wojna. Nie jest to wojna fizyczna, lecz kulturowa, rozgrywająca się tuż przed naszymi nosami. A my tego nie rozumiemy. Owszem, widzimy, że muzułmanin wysadza się w Paryżu, groźniejsza jest jednak wojna kulturowa, którą islam rozpoczął i w której wygrywa.

Im mniej doceniamy powagę tej wojny kulturowej, tym większą ponosimy porażkę. Dlatego jako Duńczycy potrzebujemy tożsamości. Powinniśmy być dumni z tego, że jesteśmy Duńczykami. Powinniśmy powrócić do niektórych tradycji, tradycji rodzinnych, które [są obecne] w islamie. Islam to oferuje, dlatego wielu Duńczyków dokonuje konwersji. Mamy do czynienia z kulturową rywalizację, w której dotychczas przegrywamy.

Przegramy, jeśli nie przebudzimy się, nie zaczniemy współpracować i nie potraktujemy tej wojny poważnie.

Bohun, na podst. gatesofvienna.net

Tytuł – red. Euroislamu

Pełne wystąpienie (z tłumaczeniem na angielski)

Bądź na bieżąco. Polub euroislam.pl na Facebook

Komentarze