Magazyn „Time”: wolność słowa inaczej

RobertSpencer
| 7 komentarzy|
image_pdfimage_print

Robert Spencer

***

Magazyn „Time” nawołuje do cenzury i winą za muzułmański atak obarcza franuskich dziennikarzy, którzy żartowali z Mahometa.

W artykule na Front Page napisałem, że „najgorsze w tym pożarze jest to, że w ciągu kilku najbliższych dni na Zachodzie z pewnością odezwą się głosy – a niektóre z nich bez wątpienia będą wpływowe i szanowane – nawołujące do większej „wrażliwości” wobec muzułmanów i skończenia z przebrzydłym ranieniem muzułmańskich uczuć przez rysowanie karykatur Mahometa i mianowanie go ‘honorowym redaktorem’ magazynu satyrycznego”.

Jest to najgorszy aspekt tego zamachu, ponieważ owe apele o większą „wrażliwość” dla muzułmanów są zasadniczo nawoływaniem do ograniczenia swobody wypowiedzi i stworzenia specjalnej, uprzywilejowanej klasy, której nie wolno krytykować. Jest to śmierć wolnego społeczeństwa i droga do tyranii, ponieważ klasa, której nie wolno krytykować, będzie miała całkowitą swobodę działania, a nikt nie będzie mógł niczego na jej temat powiedzieć.

Bruce Crumley z magazynu „Time”, podobnie jak wielu innych „oświeconych liberałów” kamufluje swoje totalitarne ciągotki pod przykrywką „wrażliwości” właśnie oraz sprzeciwu wobec „islamofobii”. Jednak ogromną luką w jego argumentacji jest to, że muzułmanie zareagowali na satyrę przemocą. Regularnie żartujemy sobie z judaizmu i chrześcijaństwa, jednak Bruce Crumley nie podniósł palca, żeby wezwać o „wrażliwość” wobec religijnych odczuć wiernych, kiedy na przykład Piss Christ („rzeźba”, przedstawiająca krucyfiks zanurzony w urynie – red.) wystawiany był jako poważne dzieło sztuki. Tym samym argumentacja Crumleya sprowadza się do tego, że należy skapitulować w obliczu agresywnego zastraszenia. Nie chodzi tu o żadną wrażliwość. Chodzi o to, żeby spełnić oczekiwania oprychów po to, by więcej nie zrobili nam krzywdy.

Po moim trupie.

Za Bruce Crumley: „Podpalony francuski magazyn nie jest męczennikiem walki o wolność słowa”, Time Magazine, 2 listopada:

„Możemy w końcu dać sobie więc spokój z idiotycznymi, tworzącymi podziały i destrukcyjnymi zapędami przedstawicieli ‘głównych nurtów’ zachodnich społeczeństw, którzy próbują dręczyć muzułmanów nadąsanymi, płonnymi manifestacjami tego, że ‘oni’ nie będą mówić ‘nam’ co wolno, a czego nie wolno robić w wolnych społeczeństwach. Nie tylko dlatego, że takie islamofobiczne zabawy są bezsensowne i dziecinne, ale też same proszą się o siłową odpowiedź ze strony ekstremistów, którym owi autorzy dumnie rzucają wyzwanie w imię wspólnego dobra. Ale jakież jest owo wspólne dobro, które tworzy więcej podziałów i złości oraz prowokuje wojownicze zachowanie?

Problem z odpowiedzią na to pytanie sprawia, że trudno współczuć francuskiemu magazynowi satyrycznemu, którego siedzibę podpalono dziś rano po tym, jak opublikował głupi i zupełnie niepotrzebny numer, w którym naśmiewał się z islamu. W zamachu zniszczono paryską siedzibę redakcji „Charlie Hebdo”, po tym jak dziennikarze wydali numer, który musiał wywołać gniew skrajnych muzułmanów (i obrazić tych umiarkowanych). Znalazły się w nim artykuły i ‘zabawne’ rysunki przedstawiające Proroka Mahometa, czego islam zabrania. Jak się można spodziewać atak wywołał burzę nieuzasadnionego potępienia ze strony francuskich polityków, spośród których wielu nazwało spalenie słynącej ze swej impertynencji gazety ‘atakiem na demokrację’.

My natomiast mamy dla odmiany inny pogląd na ten zamach. Przykro nam z powodu waszych strat, Charlie, nic nie uzasadnia tak nielegalnych reakcji na bieżący numer magazynu. Czy uważacie jednak, że cena jaką zapłaciliście za wydrukowanie obraźliwej, żenującej i mało zabawnej parodii zgodnie z logiką ‘bo nam wolno’, była tego warta? Jeśli tak, to powodzenia z rysowanymi węglem obrazkami, które teraz będziecie publikować…

Dlaczego? Ponieważ podobnie jak wprowadzone w 2010 roku we Francji prawo zakazujące noszenia burek (a wcześniej prawo zabraniające noszenia hidżabu w szkołach), obecna debata na temat miejsca islamu w społeczeństwie odzwierciedla islamofobiczne tendencje żywe we francuskim społeczeństwie. Rzeczywiście takie działania rozumiane jako antyislamizm stały się punktem zapalnym dla rodzimych i zagranicznych muzułmanów bacznie wypatrujących kolejnych oznak agresji wobec ich religii. Odcisnęło to również piętno na pięciu milionach francuskich muzułmanów, tak że poczuli się dyskryminowani – żal, którego nie można skwitować stwierdzeniem, że Charlie Hebdo nabija się z islamu „tylko dla jaj” i korzysta w ten sposób ze swych swobód obywatelskich. Jeszcze zobaczymy, czy rzeczywiście za podpaleniem stoją islamscy ekstremiści, jednak aktualny numer magazynu oraz dążenia francuskich polityków, żeby uczynić z niego ikonę demokracji, sprawia, że nawet umiarkowani muzułmanie zaczynają myśleć „i dobrze wam tak”, gdy aktywiści w końcu przeprowadzą jakiś atak. Wszystko to jest zupełnie zbędne”.

Nieprawda. Nawet dziś jeszcze mieszkają we Francji miliony chrześcijan. Ich religia jest regularnie obrażana i ośmieszana w programach komediowych, filmach itd. Czy oni się przeciwko temu buntują? Czy dokonują zamachów? Nie. A dlaczego? Ponieważ rozumieją, czym są swobody obywatelskie. Jakże etnocentrycznie zachowuje się Crumley sądząc, że muzułmanom nigdy nie uda się tego zrozumieć i nawołuje, żebyśmy obniżyli wobec nich swoje standardy.

„To oczywiste, że wolne społeczeństwa nie mogą ulec histerycznym żądaniom każdej nie-białej grupy społecznej. To równie jasne jak fakt, że zastraszanie i przemoc należy potępiać i zwalczać bez względu na to, czym są powodowane – szczególnie jeśli mają na celu ograniczanie wolności i swobód otwartych społeczeństw. Jednak równie jasne jest, że członkowie tych społeczeństw muszą wykazać się minimum inteligencji, przewidywania, cywilizowania i przyzwoitości w korzystaniu ze swoich praw i wolności – a nie wydarza się to, gdy gazeta decyduje się wyśmiać całą religię zgodnie z logiką, że można wyrazić szlachetne stanowisko polityczne niepotrzebnie wkurzając ludzi”.

Innymi słowy: nie mów niczego, co niepotrzebnie rozzłości ludzi. Kto decyduje o tym, co niepotrzebnie wkurza ludzi? Oczywiście ludzie u władzy. Wspomniałem już o tyranii…

„Obrona swobody wypowiedzi w obliczu represji to jedno, upieranie się jednak przy swym prawie do bycia obraźliwym i nieprzyjemnym tylko dlatego, że nam wolno, jest dziecinne. Prowokowanie ekstremistów nie jest takie bohaterskie, gdy robi się to w sposób urażający uczucia milionów umiarkowanych ludzi. W klimacie, w którym przemoc – bez względu na to jak bezprawna – stanowi rzeczywiste zagrożenie, wyzywające obstawanie przy zasadach, których nikt nie kwestionuje, jest bardziej niż bez sensu: mówi raczej o bezsensownej postawie ludzi tak się zachowujących.”

Zasad, których nikt nie kwestionuje? Najwyraźniej Crumley nie słyszał nic o wieloletniej kampanii Organizacji Konferencji Islamskiej przeciwko swobodzie wypowiedzi. Nawet jednak pominąwszy ten fakt, pokazuje to jego skrajną krótkowzroczność – pisze to przecież z okazji podpalenia redakcji czasopisma z powodu tego, co tenże opublikował.

„Tak więc oczywiście przemoc wymierzona w Charlie Hebdo jest oburzająca, nie do przyjęcia, godna potępienia i bezprawna. Jednak, poza „bezprawnością”, to samo powiedzieć można o ostatnim numerze Charlie Hebdo”.

Być może. Jeśli jednak oprócz określeń „oburzający, nie do przyjęcia i godny potępienia” dodamy jeszcze „bezprawny”, wkrótce odkryjemy, że nóż, którym chcieliśmy odciąć raka „islamofobii” odcina również sporo zdrowych tkanek, a ostatecznie zabija i samego pacjenta.(p)

Tłum GeKo na podstawie http://www.jihadwatch.org/2011/11/in-my-article-at-front.html

 

 

 

Bądź na bieżąco. Polub euroislam.pl na Facebook

Komentarze