Korzenie Bractwa Muzułmańskiego: umiłowanie śmierci

Członkowie Bractwa Muzułmańskiego w Egipcie po ogłoszeniu o utworzeniu partii politycznej i wyznaczeniu Muhammada Morsiego na kandydata do prezydentury (2011)
Członkowie Bractwa Muzułmańskiego w Egipcie po ogłoszeniu o utworzeniu partii politycznej i wyznaczeniu Muhammada Morsiego na kandydata do prezydentury (2011)
| 3 komentarzy|
image_pdfimage_print

Fragment  nowej książki Ericka Stakelbecka “The Brotherhood: America’s Next Great Enemy” („Bractwo: następny wielki wróg Ameryki”).

Tariq Ramadan, ulubieniec lewicy europejskiej i prawdopodobnie najbardziej wpływowy islamista zachodni usłyszał właśnie, ze pozostało nam jeszcze osiem minut z wywiadu zaplanowanego na pół godziny. Spojrzał na mnie z nerwowym, prawie wymuszonym uśmiechem, zerknął na zegarek, najwidoczniej odliczając sekundy do chwili, kiedy będzie mógł zamknąć drzwi i powrócić w ciepłe objęcia swych dekadenckich wielbicieli na Uniwersytecie w Oksfordzie, gdzie wygodnie się usadowił jako profesor studiów o współczesnym islamie.

Członkowie Bractwa Muzułmańskiego w Egipcie po ogłoszeniu o utworzeniu partii politycznej i wyznaczeniu Muhammada Morsiego na kandydata do prezydentury (2011)
Członkowie Bractwa Muzułmańskiego w Egipcie po ogłoszeniu o utworzeniu partii politycznej i wyznaczeniu Muhammada Morsiego na kandydata do prezydentury (2011)

 Wyobrażam sobie, że w tej właśnie chwili Ramadan zastanawiał się, jak na Allaha jego asystent mógł w ogóle umówić nas na to spotkanie. Mój sposób zadawania pytań koncentrował się coraz bardziej wokół jego związków z Bractwem Muzułmańskim i choć z szacunkiem, drążyłem temat. Odbyłem ponad godzinną podróż, żeby dowiedzieć się od Ramadana więcej o wewnętrznej organizacji i pracy Bractwa. Od Ramadana, który jest zaliczany wręcz do królów BM. Byłem więc pełni zdeterminowany, by całkowicie wykorzystać mój czas z notorycznie unikającym odpowiedzi islamo-spin-doktorem.

 „Jestem wnukiem założyciela Bractwa Muzułmańskiego, to było i jest faktem i jest też powszechnie wiadome”, powiedział mi Ramadan, ledwo maskując irytację. „Nawet gdy zostałem zaproszony do Stanów Zjednoczonych przez Departament Stanu, w taki sam sposób mnie przedstawiano. Jest to więc powszechnie znany fakt. Nie jestem członkiem BM, nigdy nie byłem i to też jest powszechnie wiadome.”

 Lecz nie trzeba być „członkiem” ani formalnie związanym z władzami Bractwa w Egipcie, żeby propagować jego program. Jak się przekonamy, nie w taki sposób działa ta organizacja. Na przykład, poprzedni najwyższy przywódca Bractwa, Mustafa Mashour potwierdził w wywiadzie z 1998 roku, że przynależność do BM to podążanie za specyficzną ideologią i sposobem myślenia –  żadne formalne członkostwo nie jest do tego konieczne. Dodał on jeszcze, że praca, którą wykonuje Tariq Ramadan i jego brat Hani Ramadan jest „całkowicie zgodna z najczystszymi tradycjami Bractwa Muzułmańskiego”. Francuski analityk geopolityczny Olivier Guitta napisał natomiast: „Większość tajnych służb europejskich jest przekonana, że pod koniec lat osiemdziesiątych Bractwo Muzułmańskie wybrało Tariq Ramadana na swego europejskiego reprezentanta”.

 Tariq Ramadan, prawdopodobnie lepiej niż ktokolwiek z żyjących, w pełni zna i pojmuje brutalne dziedzictwo swego dziadka. Woli jednak kłamać na ten temat i co zadziwiające, te kłamstwa za każdym razem działają. Powód, dla którego uchodzi mu to na sucho, jest prosty. Mianowicie taki, że większość współczesnych zachodnich przywódców jest tak omamiona przez Ramadana i innych wygadanych rzeczników islamu, że najzwyczajniej w świecie ignoruje najważniejszą zasadę wojny: poznaj swojego wroga.

Jeśli mi państwo nie wierzą, proponuję przeprowadzić ankietę w obu izbach Kongresu amerykańskiego i zapytać jego członków: a) Kim był Hassan al-Banna?  b) W co wierzył Al-Banna? W większości przypadków powita was obojętne spojrzenie, którym rozdrażnieni pracownicy Kapitolu będą próbowali was przegonić. Spędziłem w Waszyngtonie dziesięć lat, w tym czasie przeprowadzałem wywiady z tuzinami prawodawców z różnych stanów. Oceniam, że z 535 członków Kongresu, być może czterdziestu zdałoby hipotetyczną ankietę o Al-Bannie. Z doświadczenia mogę powiedzieć, że Demokraci są jawnie niedoinformowani, ale większość Republikanów również nie wie zbyt wiele o naszych islamskich wrogach. Dodatkowo obie strony paraliżuje poprawność polityczna i odmowa łączenia terroryzmu islamskiego z ideologią islamską, która go inspiruje. Ponieważ wymagałoby to być może, boże uchowaj, wnikliwej analizy Koranu i hadisów- tekstów cytowanych bezustannie przez terrorystów. Być może konieczna byłaby refleksja nad tym, w jaki sposób te teksty zachęcają do przemocy. No, ale my po prostu nie możemy tego zrobić, bo przecież powszechnie wiadomo, że islam to religia pokoju i że jest bez zarzutu.

 W izbie reprezentantów jednymi z lepiej poinformowanych są Michele Bachman, Trent Franks, Louie Gohmert i Peter King. Senat natomiast leży odłogiem. John Mc Cain i Lindsey Graham to najgłośniej mówiący o bezpieczeństwie narodowym członkowie senatu. Obaj są również najbardziej zatwardziałymi interwencjonistami, których polityczne recepty dla Bliskiego Wschodu – czyli uzbrajanie rebeliantów i nadzieja, że wyłoni się z tego możliwa do zaakceptowania demokracja islamska – nieumyślnie pomogły Bractwu Muzułmańskiemu i innym wrogim nam islamistom. W 2011 roku byłem świadkiem dziwacznej wizyty Mc Caina w cieszącej się złej sławą wylęgarni dżihadystów, w Benghazi, w Libii. Jeden za drugim napływały raporty o tym, że w siłach rebelianckich próbujących obalić Kadafiego roiło się od typów z Al-Kaidy. Niektórzy z nich brali wcześniej udział w walkach przeciwko siłom amerykańskim w Iraku. Niezrażony tym Mc Cain zachęcał rząd Stanów Zjednoczonych do uzbrajania tych samych libijskich mudżahedinów, których nazywał ” bohaterami”. Pomimo aprobaty Mc Caina, nasz romans z islamistami z Benghazi raczej za dobrze nie zadziałał. Wskazywać na to mogą wydarzenia z września 2012, splądrowanie naszego konsulatu i zamordowanie tam czwórki Amerykanów, w tym ambasadora Chrisa Stevensa.

W erze, w której Ameryka prowadzi wojnę – zbrojną i ideologiczną – z fundamentalistami islamskimi, wszechobecna ignorancja Kongresu na temat Bractwa Muzułmańskiego i jemu podobnych jest nie do zaakceptowania, to jawny skandal. Nie można na przykład nawet próbować zrozumieć Al-Kaidy, bez zrozumienia historii i ideologii Bractwa Muzułmańskiego, organizacji która spłodziła Al-Kaidę i wiele innych organizacji islamskich, zawziętych by zniszczyć Stany Zjednoczone.

 To prowadzi nas z powrotem do Hassana al–Banny. Zastanawiali się państwo kiedyś skąd Al-Kaida, Hamas i inni islamikadze, terroryści samobójcy, czerpią swą inspirację?

W książce zatytułowanej „Jihad and Jew Hatred: Islamism, Nazism and the Roots of 9/11 („Dżihad a nienawiść do Żydów: islamizm, nazizm i korzenie 11/9”) niemiecki autor Matthias Kuentzel opisuje chorobliwą gloryfikację męczeństwa dżihadu, czy jak woli to nazywać Al-Banna, „sztuki śmierci”.

 Kuentzel pisze: „W 1938 roku w słynnym artykule wstępnym zatytułowanym „Przemysł śmierci”, Hassan al-Banna wyjaśnia szerszej publiczności swoją ideę dżihadu – ideę, w której termin przemysł śmierci nie oznacza czegoś przerażającego, wprost przeciwnie, oznacza ideał. Pisze on: „Narodowi, który udoskonalił przemysł śmierci i który wie jak szlachetnie umierać, Bóg daje szczęśliwe życie na tym świecie i wieczną łaskę w życiu, które nadejdzie”.

 Według Al–Banny Koran nakazuje wierzącym bardziej kochać śmierć niż życie. Niestety, twierdzi, muzułmanie poddali się „miłości życia”: „Iluzją, która upokorzyła nas najbardziej jest miłość do światowego życia i nienawiść śmierci”. Dopóki muzułmanie nie zastąpią swej miłości do życia miłością do śmierci, tak jak nakazuje Koran, ich przyszłość jest beznadziejna. Tylko ci, którzy staną się biegli w ”sztuce śmierci” zwyciężą. „Zatem przygotujcie się na wielkie czyny. Umierajcie z ochotą, a życie będzie wam zagwarantowane, działajcie na rzecz szlachetnej śmierci, a odnajdziecie całkowite szczęście” – pisze w tym samym eseju, opublikowanym ponownie w 1946 pod tytułem „Sztuka śmierci.”

 Tłumaczenie: Zenon Myszkowski

 https://creepingsharia.wordpress.com/2013/07/18/new-book-excerpt-the-brotherhood-americas-next-great-enemy/

Erick Stakelbeck jest analitykiem w sprawach terroryzmu i korespondentem sieci CBN. Publikował również w Wall Street Journal Europe, Weekly Standard, Washington Times, New York Post, Jerusalem Post. Napisał ksiązkę “The Terrorist Next Door – How the Government Is Deceiving You about the Islamist Threat”.

Bądź na bieżąco. Polub euroislam.pl na Facebook

Komentarze