Kiedy po wiośnie przychodzi zima

| 3 komentarzy|
image_pdfimage_print

Tak zwana arabska wiosna miała przynieść pozytywną odmianę w życiu społeczeństw Afryki Północnej i Bliskiego Wschodu. Przynajmniej taki przekaz krążył w mediach zachodnich, choć pierwotnie taka też idea przyświecała młodym ludziom w Egipcie, którzy postanowili obalić skorumpowaną dyktaturę prezydenta Hosni Mubaraka. Wśród protestujących „młodych gniewnych”, ramię w ramię z muzułmanami szli chrześcijańscy Koptowie. Zgadzali się, wręcz entuzjastycznie na zmianę władz, które dopuszczały i tolerowały prześladowanie chrześcijan, a nawet uczestniczyły w tym zbrodniczym dziele.

Wymienię tylko dwa znane przypadki krwawych ataków na chrześcijan, które ukazują sytuację wyznawców Chrystusa w epoce Mubaraka. Są to brutalne zamachy: w Nag Hammadi w 2010 r. oraz ubiegłoroczny – na kościół w Aleksandrii. Nie były to wcale incydenty, jak próbowały to ukazać zachodnie media, ale odsłona ogromnych cierpień mniejszości chrześcijańskiej, która pod rządami dyktatora i jego ludzi stanowiła klasę obywateli drugiej kategorii w tym turystycznym „polskim raju”.

Najpierw przykład Nag Hammadi. 7 stycznia 2010 r. trzech muzułmanów otworzyło tam ogień z karabinów do wiernych wychodzących z Pasterki. Zamordowano wówczas dziesięć osób: dziewięciu Koptów i jednego muzułmanina (najmłodsza ofiara miała 16 lat, najstarsza – 29!). Rok później wybuch bomby przed kościołem koptyjskim w Aleksandrii zabił 21 osób, a ranił 43. Tuż po północy w Nowy Rok 2011 r., kiedy wierni wychodzili z kościoła po wieczornej Mszy św. doszło do eksplozji samochodu-pułapki. Pierwsze doniesienia mówiły, że tego aktu terroru dokonała organizacja ściśle powiązana z Al-Kaidą, odpowiedzialną za zamachy z października 2010 r. w Bagdadzie. Później jednak Egipt zelektryzowała wiadomość, iż w styczniowy zamach uwikłany jest były minister spraw wewnętrznych w rządzie Mubaraka Habib el-Adli, a jego celem było zdyscyplinowanie Koptów – jak to określono – by nie wznosili zbyt dumnie swych głów. A zatem są to dwa różne przykłady tego samego zjawiska, czyli prześladowania chrześcijan dokonywanego przez terrorystów i państwowy aparat represji.

Po upadku Mubaraka sytuacja, zamiast ulec poprawie, jak oczekiwali chrześcijanie, stała się jednak jeszcze gorsza. W antychrześcijańskie ataki zamieszani są bowiem oficerowie, służby bezpieczeństwa kraju, żołnierze, w końcu – zwykli ludzie.

Wojsko wierne narodowi?

Od dawna w Egipcie krążyło powszechne przekonanie, że wojsko jest zawsze z narodem. Rzeczywiście, gdy obalano Mubaraka, w całym kraju armia stała niejako z boku. Nie angażowała się w rozruchy, nie strzelała do cywilów (jak np. w Syrii), lecz zdawała się czekać. Po obaleniu tyrana władzę przejęła junta z gen. Tantawim na czele. Władza zasmakowała im na tyle, że wciąż odkładali terminy wyborów i dopiero, gdy znowu doszło do wybuchów niezadowolenia, ogłosili datę głosowania na koniec listopada 2011 r. Jednak stała się rzecz straszna i szokująca. 9 października ub. r. w Kairze, doszło do rzezi, którą nazwano „masakrą w Maspero”. Młodzi chrześcijanie wyszli na ulicę, aby w pokojowej demonstracji domagać się wolności, sprawiedliwości i pokoju. W odpowiedzi wojsko, wjeżdżając w tłum czołgami i strzelając z ostrej amunicji zamordowało 28 młodych chrześcijan, zaś raniąc ponad 300 osób. Aby ukazać jeszcze bardziej skalę i rodzaj antychrześcijańskiej kampanii w Egipcie, należy wspomnieć, że przed sądem postawiono niewinnych księży koptyjskich, a winni rzezi oficerowie i żołnierze pozostają na wolności.

Więcej na: www.pch24.pl

Bądź na bieżąco. Polub euroislam.pl na Facebook

Komentarze