Islamonozja, czyli niedobrze mi się robi gdy…

Przestępstwa nienawiści wobec muzułmanów spadły... i są tylko ułamkiem przestępstw motywowanych religijną nienawiścią.
Przestępstwa nienawiści wobec muzułmanów spadły... i są tylko ułamkiem przestępstw motywowanych religijną nienawiścią.
| 10 komentarzy|
image_pdfimage_print

Jan Wójcik

Zostałem ostatnio zaproszony do grupy poświęconej dialogowi muzułmanów z islamofobami. Oczywiście miałbym tam występować w charakterze islamofoba, co jest absurdalne z dwóch powodów: po pierwsze dialog powinien zakładać równą płaszczyznę, a definiowanie jednej strony poprzez religię a drugiej poprzez ksenofobię nie spełnia tego kryterium.

Jeszcze głupszy jest pomysł dyskutowania z osobami irracjonalnie uprzedzonymi, wystraszonymi – bo takie jest znaczenie „fobii” – ponieważ dialog powinien zakładać rozmowę, racjonalną wymianę argumentów. Chyba, że chodziło o to, żeby tych ksenofobów oświecić, podobnie jak chciał robić Mariusz Turowski, redaktor naczelny As Salam, pisząc artykuł o tym, że islamofobia wynika z niewiedzy.

Przestępstwa nienawiści wobec muzułmanów spadły... i są tylko ułamkiem przestępstw motywowanych religijną nienawiścią.

Kiedy jednak zastanawiam się nad przypisywaną mi jednostką chorobową, to dochodzę do wniosku, że nie czuję lęku przed islamem, ani tym bardziej lęku irracjonalnego. Nie uważam, że wszyscy muzułmanie to terroryści i żadna chusta w metrze budzi mój niepokój czy dojadę do stacji końcowej. Nie twierdzę też, że istnieje jakiś globalny islamski spisek. Nie postrzegam islamu jako monolitycznego bloku. Nie twierdzę, że każdy muzułmanin kieruje się  ideologią polityczną, chociaż nie będę zaprzeczał, że ktoś kto twierdzi, iż ideałem jest państwo islamskie, nie zajmuje się polityką. Nie bronię jakiejś jednej cywilizacji przed drugą, Chrystusa przed Mahometem i w ogóle nie występuję z pozycji jednej jednorodnej tożsamości przeciwko drugiej. Cokolwiek do tej pory zrobiłem w tej sprawie, nie wynikało nigdy z lęku, więc śmiem twierdzić, że termin islamofobia jest stworzony wyłącznie po to, żeby uciszać krytyków islamu. By jakiejkolwiek krytyce islamu przylepić etykietkę irracjonalności, niewiedzy i problemów z akceptacją „obcego”.

Jeżeli jednak konieczne jest ujmowanie tego zjawiska w kategoriach paramedycznych, to zastanówmy się nad poniższymi zdaniami.

Mam dosyć zatruwających opowieści o zgniłym Zachodzie i o tym, że islam jest rozwiązaniem. Mam po dziurki w nosie wezwań, żeby zaakceptować prawa szariatu sprzeczne ze świeckim porządkiem panującym w Europie. Po uszy mam wykrętów na temat różnych przestępstw skorelowanych z muzułmańską imigracją, że nie mają one związków z islamem. Ulewa mi się, kiedy słyszę, że prawa człowieka są odzwierciedlone w Koranie i hadisach, bo nie muszą być i prawom człowieka religijne księgi są do niczego nie potrzebne, tym bardziej jeżeli to rzekome odzwierciedlenie jest nieprawdą. Czuję jak wywraca mi się żołądek, kiedy cenzurę nazywa się wolnością słowa, a dyskryminację równością, natomiast równość przedstawia się jako gorsze rozwiązanie od domniemanej sprawiedliwości przewidzianej dla obu płci przez Boga, o którym nie wiemy nawet czy istnieje. A pod gardło mi już podchodzi, kiedy instytucje publiczne, takie jak szkoły, sądy, więzienia, robią ustępstwa, żeby uszanować prawa sprzeczne z prawami naszych krajów. Mdli mnie, gdy słyszę powodowane jakimiś kompleksami wzbudzanie poczucia winy za kolonializm, jakby mówiący nie miał świadomości, że gdyby to nie państwa zachodnie pokonały Turcję, mielibyśmy do czynienia z o wiele gorszą sytuacją rdzennej europejskiej ludności pod osmańską okupacją. Dostaję drgawek, kiedy muzułmańscy imigranci próbują stroić się w żółte Gwiazdy Dawida, wcielając się w rolę Żydów z lat 30 w Niemczech, obrażając obywateli państw dających im dziś schronienie poprzez porównywanie ich do nazistów, nie rozumiejąc skali prześladowań Żydów i zapominając o tym, że pomysł znakowania żółtym emblematem żydów i chrześcijan pochodzi z wczesnych wieków islamu. A naprawdę niedobrze mi się robi, jak słyszę osoby przybywające z kręgu kulturowego, w którym nie potrafiły stworzyć sobie odpowiednich instytucji gwarantujących im prawa, dobrobyt, rozwój, twierdzące, że mają lepszy pomysł na idealne państwo.

Więc jeśli drogi muzułmański apologeto chcesz już koniecznie widzieć w tym jakąś chorobę, to lepiej odda jej charakter słowo „islamonozja” – od angielskiego nausea: nudności, mdłości.

Pojęcie islamonozji pojawiło się już kilka lat temu, używał go m.in. Pat Condell a ostatnio Nicolas Sennels.

Chętnie nas czytasz?

Od 9 lat w Polsce informujemy o zagrożeniu politycznym islamem.
Dostarczamy unikalne treści, publikujemy teksty naukowe, bierzemy udział w konferencjach, a także wpływamy na inne media i polityków.
Dzięki wsparciu jesteśmy w stanie utrzymać niezależność i zrealizować nasz cel:

Demokratyczna Europa wolna od islamskiego fundamentalizmu.

Wspieraj euroislam.pl

Bądź na bieżąco. Polub euroislam.pl na Facebook

Komentarze