Imigranci z „bliskiej zagranicy”

| 10 komentarzy|
image_pdfimage_print

Maciej Stanisław Zięba, filozof z KUL

rz: Minęło 50 lat, odkąd Niemcy zaprosili do siebie pierwszych gastarbeiterów z Turcji. Czy Polska też jest skazana na pomoc pracowników z zagranicy?

Maciej Stanisław Zięba: Polska jest w takiej sytuacji demograficznej i gospodarczej, że powinna zacząć rywalizować o to, by przyciągnąć imigrantów, a nie tylko czekać na tych, którzy przypadkiem do nas przyjadą. Pracownicy z zagranicy pomogliby w rozwoju gospodarczym Polski. Powiedziałbym nawet, że właśnie od ich pracy może zależeć wyjście z kryzysu.

Jak imigranci mają nam pomóc? Mamy przecież wysokie bezrobocie.

To prawda, stopa bezrobocia jest ogólnie wysoka, ale w niektórych sektorach mamy ciągle niedobór pracowników. I to nie tylko w tych najbardziej oczywistych, gdzie imigranci się przydają, np. przy pracach sezonowych w rolnictwie. Na Lubelszczyźnie prawie połowa nauczycieli języków obcych to cudzoziemcy. Przyjeżdżają do nas nauczyciele z Ukrainy, których kuszą wyższe płace. Polacy wyjeżdżają na Zachód, a do nas przyjeżdżają imigranci ze Wschodu.

O jakich imigrantów warto rywalizować?

O wszystkich, którzy chcą do nas przyjechać. Problemem jest bowiem to, że Polska jest dla nich tylko przystankiem. Po kilku latach i oni wyjeżdżają na Zachód. To błędne koło. Powinniśmy działać na rzecz tego, aby nie tylko do nas przyjechali, ale i  zostali.

Czy Polska jest w ogóle gotowa na przyjęcie większej liczby imigrantów?

Tak, ale tylko tych z „bliskiej zagranicy”. Ukraińcy, Białorusini, Rosjanie, a także ludzie z krajów kaukaskich już świetnie się z nami integrują i potrafią się przystosować do życia w naszym kraju. Natomiast jesteśmy bardzo słabo przygotowani, aby przyjmować większą liczbę gości z państw odległych kulturowo – z Afryki czy krajów arabskich.

więcej na rp.pl

Bądź na bieżąco. Polub euroislam.pl na Facebook

Komentarze