Historyczny dzień dla wolności w Anglii

Elisabeth Sabaditsch-Wolff
| 4 komentarzy|
image_pdfimage_print

Elisabeth Sabaditsch-Wolff była jednym z mówców podczas demonstracji Angielskiej Ligi Obrony (EDL) w Luton. Poniżej znajduje się reportaż Elisabeth z tego wydarzenia.

Co za dzień!

Wracam właśnie do domu, kończąc w ten sposób dzień, który trafi kiedyś do brytyjskich podręczników historii, a być może nawet do podręczników historii całej wolnej Europy. To co rozpoczęło się dwa lata temu niewielkim marszem przeciwko islamizacji Luton, dzisiaj zostało zwieńczone demonstracją około 6000 ludzi.

Demonstracja ta, zorganizowana przez Angielską Ligę Obrony na czele z Tommym Robinsonem, zgromadziła aktywistów i protestujących z całej Wielkiej Brytanii, a także z Norwegii, Szwecji, Holandii, Niemiec, Francji i Austrii. Protestowali mężczyźni i kobiety z różnych obszarów życia, młodzi, starzy, studenci, robotnicy, matki, ojcowie, wytatuowani pseudokibice pijący piwo za piwem, wykrzykujący „nigdy się nie poddamy” i śpiewający „Boże chroń naszą królową”.

Elisabeth Sabaditsch-Wolff
Elisabeth Sabaditsch-Wolff

Byli tam weterani wojny w Afganistanie „Jestem bardzo zawiedziony swoim krajem. Czuję, że państwo mnie zawiodło. Nie ma żadnej opieki dla tych, którzy powrócili z wojny bez szwanku”. Był tam młody mężczyzna, którego brat niedawno przeżył wybuch miny w Afganistanie i w związku z tym chciał on okazać swoje poparcie. Była pakistańska kobieta, żydowskiego pochodzenia, która przeszła na chrześcijaństwo kilka lat temu. Przede wszystkim jednak byli ci, którzy chcieli pokazać swój gniew i niezadowolenie. Było tam dużo tego gniewu, który wisiał w powietrzu tak, że dało się go wyraźnie poczuć.

Przechodząc ulicą gdzie zbierali się protestujący, spoglądałam na twarze tych ludzi próbując odnaleźć to co prasa nazywa „nienawiścią”. Bezskutecznie. Nastrój był ponury, pomimo dużego spożycia alkoholu, a przyczyna tego była bardzo prosta: rdzenni mieszkańcy Luton nie poznają już swojego miasta. Na ulicach panoszą się muzułmańskie gangi, zaczepiające kobiety i dziewczynki. Rada miasta zdaje się dbać jedynie o interesy muzułmanów, spełniając każde ich żądanie. Jednym z ostatnich – jak nie trudno się domyślić – jest wybudowanie w niedalekiej przyszłości mega-meczetu. Lutończycy nie są już Lutończykami, lecz obcymi we własnym mieście, miejscu gdzie się urodzili i wychowali.

Najbardziej niepokojący jest fakt, że wybrani przez nich urzędnicy nie liczą się już z ich zdaniem. Zamiast tego, członkowie EDL nazywani są rasistami za to, że chcą aby Anglia pozostała angielska, za sprzeciwianie się karmieniu ich dzieci w szkołach mięsem pochodzącym z uboju halal, za to że nie chcą aby prawo szariatu zostało wprowadzone w Luton lub gdziekolwiek indziej w Anglii.

Ci odważni mężczyźni i kobiety nie zasługują na etykietę „rasistów”, za to że stanęli w obronie swojej ojczyzny. W normalnym świecie, nie wychylająca się zwykle większość, wiwatowałaby na ich cześć, z wdzięczności za odwagę i obronę ich miasta. Jednak w dzisiejszym wypaczonym świecie są nazywani „rasistami”, „ksenofobami” i „faszystami”, nie wspominając o wielu mniej wybrednych epitetach.

Wraz z rabinem Nachumem Shifrenem, który przyjechał do Luton aż z Kalifornii, zaangażowaliśmy niektórych przedstawicieli prasy w dyskusję. BBC wykazało się jak zwykle żenującym poziomem, kiedy reporter tej stacji stwierdził, że „przecież można to wszystko znaleźć także w Starym Testamencie”. Podobnie zresztą jak dziennikarz Reutersa, wierzący że islam można zreformować. Wytłumaczyłam mu więc krótko historyczną koncepcję „zamknięcia bram idżtihadu” [zakaz stosowania twórczej interpretacji prawa – przyp.  red.], jednak nie zrozumiał on, że jeżeli islam potrzebuje reform, to znaczy że już jest poważnym problemem.

Podczas gdy ulice zapełniały się kolejnymi setkami protestujących, wymachujących flagami EDL i wykrzykujących swoje slogany, ja starałam się przedostać na przód demonstracji. Byłam zaskoczona jak przyjacielscy i czarujący byli młodzi mężczyźni, których prosiłam o umożliwienie mi przejścia. Jeden z nich nawet mnie rozpoznał i podziękował za to co robię. Ich życzliwość była dla mnie przyjemną niespodzianką. Było to tym bardziej zaskakujące, biorąc pod uwagę ilość spożytego przez nich alkoholu. Mimo iż wielu z nich było nietrzeźwych, nie czułam się w żaden sposób zagrożona. Byliśmy zgodni, woląc pijanych Anglików od narzucanego Anglii szariatu.

O drugiej po południu rozpoczął się marsz. Nie sposób było oprzeć się naporowi tłumu, ludzie chcieli iść i wyrazić swój gniew i niezadowolenie. Demonstracja odbywała się w asyście policji konnej, pieszych oficerów z krótkofalówkami oraz policyjnych obserwatorów. Biorąc pod uwagę historie o traktowaniu EDL przez policję w przeszłości, byłam zadowolona widząc niewzruszenie na twarzach policjantów i policjantek. Byli kulturalni i gotowi do współpracy, zapewniając jednocześnie poczucie bezpieczeństwa. Policji pomagała rzesza organizatorów ze strony EDL, sprawując wspólnie pełną kontrolę nad sytuacją.

Jedno napięte wydarzenie miało miejsce podczas przemarszu pod mostem, kiedy któryś z członków EDL zaczął krzyczeć „zdrajca, zdrajca, wiemy że jesteś zdrajcą” i starał się wyrzucić z tłumu mężczyznę infiltrującego protestujących.

Marsz kontynuowano bez dalszych incydentów, przechodząc środkiem opustoszałego rynku Św. Jerzego, gdzie ustawiono podia dla mówców. Rynek szybko wypełnił się tysiącami uczestników marszu, wymachujących flagami i skandujących „E-E-EDL!”.

Tommy Robinson zabrał głos jako pierwszy, wygłaszając jedno ze swoich najlepszych przemówień, w którym nazwał każdego z protestujących bohaterem. Obiecał, że będzie się starał zapobiec budowie meczetu w Luton. Następnie przedstawił pewną matkę, której historia poruszyła niejednego twardego mężczyznę do łez. Kobieta ta straciła córkę z powodu Pakistańczyka, który porwał jej dziecko i próbując uciec samochodem spowodował wypadek, w wyniku którego pojazd stanął w płomieniach. Podczas ucieczki z miejsca wypadku okłamał ratowników, mówiąc że nikt nie został we wraku, pozwoliwszy tym samym aby dziewczynka spłonęła żywcem. Człowiek ten jest obecnie w więzieniu, ale ma zostać wypuszczony na wolność „za dobre sprawowanie”. Okrzyki niezadowolenia dobiegające z tłumu dało się słyszeć głośno i wyraźnie. Tommy obiecał, że zrobi wszystko co w jego mocy, aby zapobiec zwolnieniu tego przestępcy. Matka dodała, że została skazana na dożywocie i że taką samą karę powinien otrzymać Pakistańczyk.

Było mi ciężko wejść na scenę po usłyszeniu tej poruszającej historii. Jednak moje przemówienie zostało dobrze odebrane i byłam dumna, że stoję tam wspierana przez zwykłych obywateli. O ile wiem, nie doszło do żadnych poważnych incydentów, tak jak się spodziewałam.

Niezwłocznie po wygłoszeniu mowy, zostałam sprowadzona ze sceny przez ochroniarzy i odeskortowana przez Tommiego i jego wujka Warrena, który zaoferował, że odwiezie mnie na lotnisko.

To był wielki zaszczyt, móc uczestniczyć w tym pamiętnym dniu. Spotkałam wielu miłych i fascynujących ludzi, niektórych tak różnych ode mnie, lecz podzielających wspólną wizję społeczeństwa wolnego od szariatu. Zamierzam wspierać tą grupę tak długo jak będzie trzeba, aby odnieść zwycięstwo.

Nigdy się nie poddawajcie!

Autorka: Elisabeth Sabaditsch-Wolff pochodzi z Wiednia. Jest feministką, obrończynią praw człowieka i kontrdżihadową aktywistką. Jej ojciec był austriackim dyplomatą i dzięki temu Elisabeth mogła przebywając w 1979 roku w Iranie obserwować tamtejszą Rewolucję. Była również w Kuwejcie podczas starć w Iraku, gdzie została użyta podczas walki jako żywa tarcza. Podczas zamachów z 11 września, przebywała w Libii i widziała reakcję tamtejszych ludzi na te tragiczne wydarzenia. (ms)

Tłumaczenie: Churchill

gatesofvienna.blogspot.com

Bądź na bieżąco. Polub euroislam.pl na Facebook

Komentarze