Hipnotyzujący taniec śmierci

Claudia Roth
Claudia Roth, liderka niemieckich Zielonych
| Brak komentarzy|
image_pdfimage_print

Alexander Maistrovoy

W artykule poświęconym wydarzeniom z Kolonii przywołałem wypowiedź redaktora jednej z rosyjskich gazet, który zadał naturalne, lecz niepokojące pytanie: „Gdzie byli wtedy niemieccy mężczyźni?”.

Bez wątpienia dla tych z nas, którzy dorastali w Rosji sowieckiej, nie do pomyślenia jest sytuacja, w której młodzi, pijani mężczyźni publicznie szydzą z dziewczyn i dokuczają im w Sylwestra w centrum Moskwy lub Petersburga. Gdyby ośmielili się to robić, nie doczekaliby poranka; staliby się „męczennikami” i otrzymaliby do dyspozycji 72 dziewice w zaświatach. Zaszczepione nam na poziomie genetycznym zasady etyczne wymagałyby podjęcia działań w imieniu kobiet. Zwłaszcza w sytuacji, gdy normalnych, dorosłych mężczyzn było więcej niż gwałcicieli, a ci ostatni nie byli ani terrorystami, ani cyborgami czy obcymi, lecz zwykłymi ulicznymi agresorami.

Okazało się, że w Niemczech, Szwecji, Austrii i w innych miejscach zasady te zostały w fatalny sposób naruszone. Wielu silnych, zdrowych mężczyzn, słysząc krzyczące i płaczące dziewczęta, będąc naocznymi świadkami zbrodni, nie zrobiło niczego, żeby ocalić ofiary. W nielicznych przypadkach w obronie dziewczyn stawali mężczyźni z Europy Wschodniej i krajów Trzeciego Świata.

To jednak tylko jedno z wielu nasuwających się pytań. Można by się spodziewać, że inne kobiety, dowiedziawszy się następnego dnia o molestowaniu dziewcząt, wpadną w szał. Sugerowałby to wrodzony u normalnych kobiet instynkt ochraniania dzieci i dziewczynek przed nadużyciami, gwałtem i molestowaniem. Jednak i w tym przypadku genetyczne wzorce nie zadziałały. Widzieliśmy w zamian kobiety, które oskarżały ofiary i broniły gwałcicieli. Na przykład Henriette Reker, burmistrz Kolonii, zdaniem której zawsze istnieje możliwość zachowania większego dystansu niż odległość ramion albo Claudię Roth z Partii Zielonych, która mówiła o zorganizowanym mobingu w Internecie, nawołującym do polowania na kolorowych.  Znamy przypadki kilkunastu dziennikarek, które ukrywały prawdę, ponieważ gwałciciele byli „uchodźcami”. Feministki? Nie usłyszeliśmy ich zdania. Milczały, podobnie jak miało to miejsce w Szwecji, Norwegii i Anglii, gdzie tysiące dziewcząt potraktowano jak „białe mięso”.

W zamian słyszymy jedynie subtelny bełkot, jak ten zaprezentowany przez ekspert Irmgard Kopetzky, utrzymującą, że przemoc na tle seksualnym występuje u ludzi wywodzących się ze wszystkich grup etnicznych. Jej zdaniem statystyki pokazują, że większość ludzi dokonujących ataków seksualnych w Niemczech nie wywodzi się ze środowisk imigranckich. Andrea den Boer z Uniwersytetu w Kent upatruje źródeł problemu w nieproporcjonalnej liczbie chłopców w stosunku do dziewcząt w tym samym przedziale wiekowym („114 chłopców przypada na 100 dziewcząt”). Naprawdę? W Chinach, Armenii i Azerbejdżanie liczba chłopców również przewyższa liczbę dziewcząt. Czy ktokolwiek jednak słyszał, żeby podobne wydarzenia miały miejsce w Pekinie, Erewaniu czy Baku? Dlaczego w trakcie demonstracji podczas rewolucji w Rumunii, na Ukrainie, w Gruzji i Mołdawii nie dochodziło do zbiorowych gwałtów na młodych kobietach, tak, jak to miało miejsce na Placu Tahrir?

Im szerzej otworzyć puszkę Pandory, tym więcej pojawia się pytań. Co z politykami? Czy którykolwiek z nich, czy to z prawej, czy z lewej strony sceny politycznej, nazwał rzeczy po imieniu? Nie. Premier Szwecji, Stefan Löfven, powiedział w Davos: Molestowanie seksualne nie jest w automatyczny sposób związane z imigracją. Jasne! Zgodnie z przygotowanym dwadzieścia lat temu przez Szwedzką Krajową Radę ds. Zapobiegania Przestępczości (BRÅ) raportem, najwyższy wskaźnik wyroków skazujących za gwałt występował wśród osób urodzonych w Afryce Północnej i w Iraku. Skazywano je za gwałt 17,5 razy częściej niż rdzennych Szwedów.

Mówimy tu o sytuacji typowej dla patriarchalnego świata muzułmańskiego – dla Irakijczyków, Afgańczyków i Somalijczyków – w której kobieta jest jedynie obiektem seksualnym, naturalną i łatwą ofiarą, kurwą. Koptyjki w Egipcie są regularnie molestowane tylko dlatego, że są chrześcijankami. Do wojny domowej w Libanie doszło między innymi z powodu masowych gwałtów dokonywanych przez Palestyńczyków na chrześcijankach. Jaki los może więc spotkać europejskie kobiety, przyzwyczajone do swobodnego ubioru, pozbawione ochrony ze strony własnych rodzin?

Gdyby „uchodźcy” kiedykolwiek odważyli się zrobić to samo u siebie w domu – w Algierii, Iraku, Afganistanie i Somalii – z islamskimi dziewczynkami, spalono by ich żywcem. W krajach tych obowiązują surowe i opresyjne prawa zemsty klanowej i nikt, nie chcąc narażać się na nieuchronną i okrutną karę, nie waży się molestować dziewcząt z innego klanu. Europejskie kobiety nie mogą liczyć na ochronę ze strony swoich rodzin, ani nawet ze strony państwa, które staje po stronie oprawców. Dlatego też ich los jest przesądzony.

CYTAT

Dlaczego zachodnich polityków paraliżuje strach? Dlaczego jedynie przywódcy z Europy Wschodniej – tacy jak Miloš Zeman i Bohuslav Sobotka, odpowiednio prezydent i premier Czech, premier Węgier Victor Orbán, czy premier Słowacji Robert Fico – mają odwagę, by mówić prawdę? Nie wchodzi tu w grę prawicowa lub lewicowa ideologia. Zeman, Sobotka i Fico są socjalistami. Chodzi tu o zdrowe, normalne postrzeganie świata, oparte na prawdziwie europejskich wartościach.

Dlaczego tylko ci politycy byli jedynymi przywódcami, którzy w odważny, a jednocześnie odpowiedni sposób potrafili zareagować na sytuację? Ich małe kraje, wciśnięte między dawne mocarstwa, przetrwały sowiecki despotyzm i znają teraz wartość wolności i godności. Zostały zaszczepione przeciw uniwersalistycznym ideologiom. Ciekawe jednak, że Czechy i Słowacja są jedynymi krajami, które przyjmują prawdziwych uchodźców stawiających czoła okropnemu losowi – czyli chrześcijan i jazydów z Iraku – i odmawiają przyjęcia dojrzałych i agresywnych młodych mężczyzn udających się do Europy po łatwe życie i „białe mięso”.
Co się stało ze światem, skoro mężczyźni, kobiety, politycy i elity zdradzają swoje córki i dzieci, żeby pozwoliły nowym przybyszom zaspokoić ich pierwotne instynkty i zrealizować kult męskiej siły?

Odpowiedź jest bardzo smutna. Kulturze postmodernizmu udało się osiągnąć to, czego nie osiągnęła nawet komunistyczna machina propagandowa. Machina ta zniszczyła instynkt samozachowawczy – naturalną reakcję zakorzenioną w ludzkiej genetyce, zdolność odczuwania współczucia i ochrony ofiary: kobiety, dziewczyny, dziecka. Abstrakcyjna ideologia poskromiła rozum i zmysły.

Opuściłem Związek Radziecki pełen nienawiści do sowieckiego totalitaryzmu. Teraz zdałem sobie sprawę z tego, że kulturowy totalitaryzm politycznej poprawności okazał się dużo bardziej trujący.

Reżim sowiecki dyktował trudne warunki i ustanowił cenzurę. Ludzie pozostawali jednak normalnymi istotami ludzkimi. Wyśmiewali władze, żartowali z Breżniewa, pomimo cenzury kręcili filmy satyryczne, nauczyli się czytać gazety – i pisać w nich – pomiędzy wierszami. Kulturowy totalitaryzm osiągnął dużo więcej. Ustanowił bezwzględną samocenzurę, przemienił ludzi w sterylne zombie, poddał eksterminacji podstawowe poczucie odpowiedzialności i godności. Zmienił samą ludzką naturę, a wszystko w ramach niepowtarzalnego eksperymentu przeprowadzonego na własnych obywatelach.

Syberię zamieszkuje małe mięsożerne zwierzę – gronostaj. Poluje na króliki i zające, choć te są od niego zdecydowanie cięższe, szybsze i silniejsze. Nie skrada się, nie czai w zasadzkach i nie łapie ofiary w biegu. Gronostaj odprawia hipnotyzujący taniec śmierci – kręci się, wykonuje akrobatyczne skoki, a następnie chwyta ofiarę za gardło. Króliki umierają z powodu szoku. Dlaczego ofiara pozwala się oszołomić i zabić nie stawiając oporu? Biolodzy do dziś nie są w stanie rozwiązać zagadki hipnotyzującego tańca gronostaja.
Zachodnie elity poprzez salta i akrobatyczne sztuczki skazały swoich obywateli na ten sam niepomyślny los, który spotyka króliki. Hipnotyzujący taniec śmierci nabiera rozpędu.

Bohun, na post. http://www.jihadwatch.org/2016/01/the-hypnotic-dance-of-death

Alexander Maistrovoy ukończył dziennikarstwo na Uniwersytecie Moskiewskim, a w 1988 roku wyemigrował do Izraela. Jest publicystą i autorem książki pt. “Agony of Hercules or a Farewell to Democracy (Notes of a Stranger)” [Agonia Herkulesa i pożegnanie z demokracją (Zapiski obcego)].

Bądź na bieżąco. Polub euroislam.pl na Facebook

Komentarze