Hillary Clinton: romans z Bractwem Muzułmańskim

Spotkanie-Clinton-z-Morsim-w-Kairze-w-2012-roku
Spotkanie-Clinton-z-Morsim-w-Kairze-w-2012-roku
| Brak komentarzy|
image_pdfimage_print

24 marca w Los Angeles Hillary Clinton, kandydatka na prezydenta USA, dała wyraz najbardziej problematycznym aspektom swojej służby publicznej, siedząc koło powiązanego z Bractwem Muzułmańskim zwolennika islamskiej supremacji.

Clinton grzecznie przytakiwała, kiedy Salam al-Marayati, przewodniczący Muslim Public Affairs Council, mydlił wszystkim oczy odnośnie islamu, kłamliwie deklarując współpracę z wymiarem sprawiedliwości w przeciwdziałaniu radykalizacji. Nie omieszkał również skrytykować tych, którzy mu nie ufają.

Pani Clinton dość często okazywała się entuzjastką ludzi pokroju al-Marayatiego. On i jemu podobni starają się zdominować innych muzułmanów (szczególnie w takich miejscach, jak Egipt, Libia i Syria) i przeciągnąć Stany Zjednoczone i resztę Wolnego Świata na swoją stronę, stosując – jak ujmują to Bracia Muzułmanie – „dżihad cywilizacyjny”.

Ta poważna zdrada amerykańskich interesów narodowych przyszła Clinton tym łatwiej przez jej zaufanie do Humy Abedin, kobiety którą z Bractwem łączą nie tylko świetnie udokumentowane związki osobiste, ale też i rodzinne. Zaangażowanie Abedin jako najbliższej współpracownicy Clinton jeszcze w czasach, gdy była ona pierwszą damą, niewątpliwie przyczyniło się do skoligacenia byłej sekretarz stanu z muzułmańską organizacją.

Oto kilka przykładów ilustrujących jak te koligacje przełożyły się na działania w czasie, gdy  Clinton sprawowała urząd Sekretarza Stanu. W tym okresie wraz z prezydentem Obamą krok po kroku wspierali BM i sankcjonowali jego działania.

– W 2010 Clinton osobiście nagięła obowiązujące prawo, żeby umożliwić Tariqowi Ramadanowi – jednemu z najważniejszych promotorów BM – dostanie się na teren USA

– Hillary Clinton osobiście zaakceptowała politykę formalnych kontaktów („dialogu”) z BM

– Clinton odegrała znaczącą rolę w opracowaniu i wcieleniu w życie inicjatyw administracji Obamy, których celem było doprowadzenie BM do władzy w Tunezji, Egipcie, Libii i Syrii

– Hillary Clinton osobiście zaangażowała się we wdrożenie agendy BM i Organization of Islamic Cooperation zakazującej „obrażania islamu/religii”. W czasie jej urzędowania Stany Zjednoczone poparły uchwalenie przez  Radę Praw Człowieka rezolucji dotyczącej tej kwestii (rezolucja 16/18).

– Clinton rozpoczęła i przewodziła tzw. „procesowi stambulskiemu” którego celem jest wprowadzenie w życie zawartego w rezolucji 16/18 wezwania do kryminalizacji zniesławienia religii. W lipcu 2011 oznajmiła, że w Stanach Zjednoczonych „użyjemy staromodnych technik presji koleżeńskiej i zawstydzania takm żeby ludzie nie wyrażali poparcia dla tego, czego my nie cierpimy” – jest to bez wątpienia groźba pod adresem wolności słowa

– Cel ograniczania wypowiedzi „obrażających” muzułmanów został również zrealizowany przez fałszywa interpretację wydarzeń, którą Clinton pospołu z innymi oficjelami administracji promowała na temat ataku w Benghazi. Według niej, to „nienawistne” wideo (film „Niewinność muzułmanów” – red.) rozpowszechniane w Sieci wywołało zamieszki, które z kolei doprowadziły do morderczych ataków na amerykańską placówkę dyplomatyczną 11 września 2012. Ujawniona korespondencja zawierała dowody, że Huma Abedin i Rashad Hussein – specjalny ambasador przy Organization of Islamic Cooperation -mieli za zadanie przekonanie OIC, że przeciwdziałają rozpowszechnianiu obraźliwych materiałów.

– Departament Stanu Hilary Clinton przyczynił się do zamknięcia dochodzenia w sprawie personelu i działań organizacji Tablighi Jamaat – należącej do misjonarskiej grupy Deobandi z Pakistanu. Dwóch z nich przeprowadziło atak dżihadystyczny w San Bernardino w grudniu 2015. Główny śledczy Philip Haney uważa, że jeśli nie zamknięto by tamtego dochodzenia i nie sfałszowano akt sprawy, udałoby się zapobiec temu zamachowi.

– Administracja Obamy, w tym Clinton, stanowczo wspierali związanego z Bractwem prezydenta Egiptu Mohammeda Morsiego i sprzeciwiali się obaleniu go przez ludową rewoltę wspartą potem przez wojsko.

Al-Marayati i jego organizacja są ściśle powiązani z BM i jego „dżihadem cywilizacyjnym”, którego celem jest promocja szariatu w Stanach Zjednoczonych. Muslim Public Affairs Council  została założona przez dwóch wysoko postawionych członków BM: Hassana i Mahera Hathout. Ściśle współpracuje z powiązaną z Hamasem Council of American – Islamic Relations (CAIR, Radą ds. Relacji AmerykańskoIslamskich), Islamic Society of North America i innymi ugrupowaniami powiązanymi z BM.

Podczas obrad z Clinton i burmistrzem Los Angeles, al-Marayati ujawnił swoją prawdziwą naturę islamskiego suprematysty, stosując klasyczne metody takiji – wyćwiczone do perfekcji islamistyczne praktyki udawania w imię wiary. Chodzi tu na przykład o cytowanie wybranych fragmentów Koranu, żeby oddzielić islam od działań ISIS. Gorliwie promował również ulubione frazesy BM, takie jak „Meczety nie są wcale ośrodkami radykalizacji” albo, że to „agresywny ekstremizm” jest zagrożeniem, a nie islamski dżihadyzm.

Natomiast Hillary Clinton skorzystała z okazji, żeby nadal promować mit, że muzułmanie tacy, jak al-Marayati nie mają dostatecznie wielu okazji, żeby wyprzeć się dżihadyzmu. Prawdziwy problem polega jednak na tym, że organizacje takie jak MPAC i ich rzecznicy mają liczne sposobności, oferowane zarówno przez media jak i rząd, jednak nie chcą z nich korzystać, żeby jednoznacznie odciąć się od zwolenników szariatu pragnących narzucić go reszcie społeczeństwa.

Oczywiście biorąc pod uwagę ich cel – islamski suprematyzm – al-Marayati i MPACs nie mogliby tego uczciwie uczynić. W końcu islamiści na całym świecie mają wspólną agendę i działają – prowadząc ukradkiem „dżihad cywilizacyjny” – na rzecz swojego triumfu w tej dziedzinie. Żaden przywódca narodu –  ani obecny ani przyszły – nie powinien nazywać ludzi mających takie cele swoimi partnerami.

Frank Gaffney

 

Tłumaczenie GB, na podst. http://www.breitbart.com

Bądź na bieżąco. Polub euroislam.pl na Facebook

Komentarze