Dania i inne kraje europejskie będą miały swoje własne „Strefy Gazy”

Nicolai Sennels
| 2 komentarzy|
image_pdfimage_print

Problem braku integracji muzułmanów ze społeczeństwem dotyczy nie tylko tak dużych krajów – takich jak Niemcy, ale także małych – takich jak Dania. W związku z kryzysem wywołanym publikacją kreskówek Mohammeda, Duńczycy bardziej krytycznie postrzegają działania muzułmanów w przestrzeni społecznej. Tamtejsi psychologowie zajęli się problemem przestępców – wyznawców Allaha. Poniżej przytaczamy rozmowę, jaką „The German Review of Book” przeprowadził z Nicolai Sennelsem, psychologiem, który przez szereg lat pracował z młodymi muzułmańskimi przestępcami w kopenhaskim więzieniu.

Nicolai Sennels
Nicolai Sennels

The German Review of Book: Panie Sennels, od opublikowania przez Pana w 2008 książki „Wśród muzułmańskich kryminalistów” nastąpiły pewne zmiany w duńskiej polityce integracyjnej. Na przykład, duński rząd właśnie ogłosił dziesięciokrotny wzrost budżetu mającego zachęcać do odwrócenia migracji. Jest to jedna z Pana głównych propozycji: zapłaćmy muzułmanom, którzy nie chcą się integrować, za powrót do kraju pochodzenia.

Nicolai Sennels:
Jest oczywiste, że moja książka miała wpływ na tę debatę. Wielu polityków cytowało ją i jest także oczywiste, że przyczyniła się do bardziej swobodnej dyskusji w Danii. Doświadczenie, jakie zdobyłem w czasie intensywnych podróży po naszym kontynencie, wykładach, jakie wygłaszałem, mediach, które śledziłem, wskazuje, że Danie jest chyba najbardziej świadomym krajem, jeśli chodzi o problemy z islamem i muzułmańską imigracją. Partie, które otwarcie mówią o tych problemach rosą w siłę, a te, które unikają tematu, są bliskie wymarcia. Nawet dwie największe partie lewicowe – Partia Socjaldemokratyczna i Ludowa Partia Socjalistyczna – zgadzają się, że nie należy zmieniać restrykcyjnego prawa imigracyjnego, stworzonego przez Duńską Partię Ludową. Wkrótce będziemy mieli prawo stanowiące, że imigranci, którzy utrudniają lub zakłócają pracę policji, będą wyrzucani z Danii. To prawo jest kluczowe, aby odzyskać świecką kontrolę nad obszarami zdominowanymi przez muzułmanów. Podczas gdy perspektywa pójścia do więzienia nie jest wystarczającą karą, aby imigranci przestali popełniać poważne przestępstwa, to wydaje się, że zagrożenie wydaleniem z naszego kraju, stanowi dla nich karę, której rzeczywiście się obawiają. Ta opinia wynika także z mojego doświadczenia z pracy z muzułmańskimi przestępcami: jedyną rzeczą, której się boją jest deportacja. Niestety, szefowie policji sami blokują te inicjatywy na terenach zdominowanych przez muzułmanów. Twierdzą, że nie chcą dolewać oliwy do ognia. Na krótką metę może to być oczywiście rozsądna strategia, ale oznacza to również, że islamskie prawa i organy stają się coraz potężniejsze na tych obszarach każdego dnia. Moje doświadczenia z pracy psychologicznej z muzułmanami, pokazują, że muzułmańska kultura ma problemy z pojęciem „równości”. W ich odczuciu albo jesteś ponad alb poniżej. Możesz być inny i nierówny, ale nie możesz być inny i także równy. Policja i wielu polityków liczą na rodzaj „wspólnej akceptacji”, lecz nie jest to możliwe w kulturze islamu.

TGRB: Mając na uwadze to obszary miast gdzie nawet policja boi się wejść oraz rosnące znaczenie islamskich duchownych, napisał Pan ostatnio w gazecie „Jyllands Posten”, że imamowie stanowią rodzaj czwartej władzy.

NS: Imamowie, islamscy duchowni, mają silny wpływ na swoich wiernych. Dla wielu muzułmanów sława imama są prawem – dla jeszcze większej liczby muzułmanów stanowią one wytyczne dotyczące stylu życia i poglądów politycznych. Wpływ islamskich duchownych na zachowania muzułmanów jest znacznie silniejszy niż oddziaływanie świeckiego prawa i norm społecznych. Reprezentanci świeckich władz są bardzo często atakowani na obszarach zdominowanych przez muzułmanów w Danii i Europie. Policja i politycy nie są bezpieczni na tych terenach. Policja jest tam wyśmiewana, zastraszana i często bezpośrednio atakowana. Ostatnio byliśmy świadkami zarówno tragicznego jak i komicznego wydarzenia, kiedy to, najbardziej politycznie poprawny polityk, Jakob Hougaard, burmistrz ds. integracji w Kopenhadze, został zaatakowany przez muzułmanów, którzy próbowali ukamienować go, wraz z dziennikarzem, podczas wywiadu, jakiego udzielał w Tingbjerg – muzułmańskim getcie w Kopenhadze. Ironiczne jest to, że Hougaard jest “po ich stronie”, twierdząc, że nie ma problemu z przemocą w Tingbjerg i że islam nie ma nic wspólnego z terroryzmem i integracyjnymi problemami. Hougaard nawet obiecał w islamskiej gazecie “Akhbar”, że zasponsoruje islamski festiwal religijny, jeśli zostanie wybrany ponownie w wyborach 17 listopada 2009 – których, nawiasem mówiąc, nie wygrał. Nie tylko policja i politycy są atakowani, także karetki pogotowia, straż pożarna, a nawet ludzie z opieki społecznej, którzy pomagają starszym. W tym ostatnim przypadku, tym, co powoduje agresję muzułmanów jest fakt noszenia przez tych opiekunów ubioru z godłem państwa. Podczas gdy tego rodzaju rzeczy dzieją się w Danii, na co dzień, widać, że „muzułmańskie władze” maja zupełnie inne warunki podczas wywierania wpływu na muzułmanów. Tak zwane „grupy ojców” składające się z dorosłych muzułmanów mogą patrolować ulice zdominowane przez muzułmanów np. Nørrebro i Gellerup, bez jakiegokolwiek ryzyka. Są respektowani i mogą przechadzać się bezpiecznie, mówiąc muzułmańskim przestępcom, czego nie wolno robić, nakłaniać do pójścia do szkoły, itp. Innym przykładem są imamowie, którzy wygłaszają swoje mowy co piątek. Przemowy te nie są tylko religijna, ale także polityczne. Prawie 10 000 muzułmanów wysłuchuje tych przemów, każdego tygodnia i dostaje informacje, jakie poglądy są słuszne, jak powinni zareagować na to, czy tamto, jak traktować kobiety, dzieci, nie muzułmanów, itp. Chociaż nieislamskie władze nie cieszą się poważaniem, a nawet brakiem szacunku i są narażone na ataki w muzułmańskich gettach, imamowie, głowy muzułmańskich rodzin, posiadają wielką siłę oddziaływania na muzułmańską społeczność w naszych zachodnich krajach. Władza ta nie jest kontrolowana i często stoi w sprzeczności z obowiązując prawem świeckim. Dla wielu muzułmanów, ta władza ma większe znaczenie niż trzy podstawowe władze w naszych krajach (legislacyjna, wykonawcza i sądowa). Rosnąca w siłę czwarta władza cieszy się poparciem lokalnych polityków i policji. Lokalni politycy w Kopenhadze płacą duńskiemu konwertycie i imamowi, Abdullowi Wahid Pedersenowi, za pisanie książek dla dzieci o „prawdziwych islamskich wartościach”. Pedersen oficjalnie popiera kamieniowanie kobiet, „honorowe” zabójstwa i obrzezanie kobiet. Płacą Pedersenowi, w imię dialogu, a naprawdę, z powodu, braku władzy nad społecznością muzułmańską. Z tego samego powodu policja płaci imamom, aby uspakajali muzułmanów, wtedy, gdy chce aresztować podejrzanych o terroryzm. Strategia ta, na krótką metę, może oszczędzić policji trochę pracy, lecz błędem jest w zatrudnianie imamów, jako pasterzy, którzy „uspokoją ” swoje stadko.

TGRB:W europejskich wyborach, w czerwcu 2009, Geert Wilders i jego prawicowa partia PVV uzyskała trzeci, licząc od góry, wynik w Holandii. Czy w Europie nastaje nowy, antyislamski, antyimigracyjny obszar?

NS: Oczywiście! Coraz więcej europejczyków zaczyna odczuwać wpływ islamu i muzułmanów, jaki wywierają na ich własne życie. Duńczycy są zmuszani przez muzułmanów i kryminalistów opuszczać swoje siedziby; coraz więcej ludzi posiada bliskich przyjaciół lub rodziny, które były zastraszane lub poszkodowane przez muzułmanów; coraz więcej rodziców doświadcza jak muzułmańskie dzieci doprowadzają do ruiny edukację ich własnych dzieci, itp. Kobiety coraz częściej doświadcza szowinistycznych zachowań muzułmańskich mężczyzn, a całe społeczeństwo ogląda tę cywilną wojnę w TV lub przez kuchenne okno. Konsekwencje ekonomiczne są także katastrofalne. Muzułmanie przybywający do Dani kosztują średnio podatników 300 000 euro. Szkoły, szpitale, domy starców, wynagrodzenia w sferze publicznej ogromnie cierpią z powodu tych wydatków. Prawie wszystkie ostrzeżenia, wysuwane przez krytyków islamu i muzułmańskiej integracji pod koniec XX w. sprawdzają się dziś. Nie sprawdziły się natomiast przepowiednie o powstaniu silnej, islamskiej partii. Jest jednak pewne, że i to się wkrótce wydarzy, choć moje osobiste odczucie jest takie, że brak sympatyków i poparcia rządzie, spowoduję, że nie będzie ona silna; przynajmniej w Danii. Z drugiej strony, jestem pewny, że nie potrzebujemy partii islamskiej, która siać będzie spustoszenie w naszych miastach i niszczyć nasze społeczeństwo. Nie potrzebujemy także islamskiej partii, która zbuduje równoległe muzułmańskie społeczeństwo, które będzie poza obowiązującym prawem. Wygląda na to, że Dania i inne kraje europejskie będą miały swoje własne „Strefy Gazy”. Zgodnie z kulturowo-psychologiczną cechą społeczności muzułmańskiej – brakiem możliwości, aby różne kultury i religie były sobie równe – te równoległe społeczeństwa nigdy nie będą w stanie żyć w zgodzie z otoczeniem. Nie potrzebujemy też islamskiej partii do tworzenia okresowego lub stałego stanu wojennego w różnych miejscach Europy. Jedynej rzeczy, której do tego potrzebujemy, to politycznie poprawni politycy, strachliwa policja i normalni ludzie, którzy nie piszą do gazet, nie mówią otwarcie o swoich poglądach na temat islamu i muzułmańskich przestępców.

Nicolai Sennels jest Duńczykiem i autorem książki „Among criminal Muslims. A psychologist’s experience from Copenhagen” opublikowanej w 2008 roku. Autor jest psychologiem i pracuje dla władz w Kopenhadze od kilku lat. Od 2005 do 2008 pracował w więzieniu dla młodocianych przestępców Sønderbro w Kopenhadze.

Tłum. JG na podst. The German Review of Books 18 December 2009
By Felix Struening

Bądź na bieżąco. Polub euroislam.pl na Facebook

Komentarze