Czarna dziura historii

"Islam jest religią pokoju. Widzisz nikt temu nie zaprzecza."
| 22 komentarzy|
image_pdfimage_print

Każdy wie, że Turcja, Egipt, Północna Afryka, Liban, Syria, Irak, Iran, Afganistan i pozostałe z pięćdziesięciu siedmiu islamskich państw są prawie w stu procentach muzułmańskie. Jednak wcześniej były to kraje  chrześcijańskie, buddyjskie i hinduistyczne. W jaki sposób doszło do takiej zamiany?

Podręczniki historii mówią o tym, że islam przybył w te rejony świata i w pewien magiczny sposób, tamtejsze kraje po prostu stały się muzułmańskie. Oczywiście takie zjawisko zwyczajnie nie miało miejsca, jednak nasze programy nauczania upierają się przy tym, że islam „po prostu się pojawia”. W rzeczywistości w naszych prywatnych, państwowych i religijnych szkołach pomija się milczeniem całą historię rozwoju islamskiego imperializmu. Nie uczy się o tym, że muzułmanie zamieniają każdy najechany przez siebie naród w społeczeństwo czysto islamskie, o tym, w jaki sposób to robią i jakie są tego konsekwencje. A mamy tu do czynienia z regułą przesycenia islamem.

Nasza historia zaprzecza prawdzie o islamizacji narodów, a ściślej mówiąc zaprzecza temu, że zaangażowana jest w to sama religia muzułmańska. Odpowiedzialność ponoszą Turcy, Arabowie, Maurowie itd.  Nie istnieje tu islam, lecz jedynie niektóre grupy etniczne.

Przyjrzyjmy się bliżej historii i odpowiedzmy sobie na pytanie: ilu niewiernych zginęło w wyniku islamskich podbojów? Można znaleźć informacje na temat liczby zabitych w tej czy innej bitwie, lecz odpowiedź establishmentu brzmi: zero zamordowanych w imię dżihadu, ofiar brak. Nie istniała nawet kategoria zwana „ofiary dżihadu”. Jak widzicie, islam po prostu „się pojawia”.

„Islam jest religią pokoju. Widzisz nikt temu nie zaprzecza.”

Po 11 września przyszła odpowiedź na intelektualną próżnię środowisk opiniotwórczych, ukazująca rzeczywistą twarz islamu. Naukowcy spoza cierpiącego na „śmierć mózgową” akademickiego establishmentu, zrewolucjonizowali studia nad islamem. Wysiłek umysłowy  Bat Ye’or, Spencera, Trifkovica, Bostoma, Warraqa, Warnera, Pharesa i wielu innych, pozwolił rozwiązać problem badań nad prawdziwą naturą islamu. Nowe studia dostarczyły odpowiedzi na wszystkie pytania dotyczące islamskiej kolonizacji świata.

Dla ofiar prawa szariatu Centrum Studiów nad Politycznym Islamem (Center for the Study of Political Islam) ukuło nazwę „Łzy Dżihadu”. Niemożliwe jest poznanie faktycznej liczby ofiar, ponieważ historię pisali muzułmanie (ostatecznie to oni byli zwycięzcami) i rzecz jasna została wybielona. Jedynym sposobem, by choć zbliżyć się do odpowiedzi, jest zaangażowanie uczelni – powinny podjąć ten temat i potraktować go priorytetowo. Jednak konferencje, wygłaszane referaty, publikacje i ich wzajemna weryfikacja oraz cała reszta akademickiego procesu krytycznego myślenia zajęłyby dekady i mnóstwo papieru.

Jeśli jednak to nie zero jest odpowiedzią na pytanie o łączną liczbę ofiar dżihadu, CSPI proponuje liczbę dwieście siedemdziesiąt milionów – tylu niewiernych zabito przez ostatnie 1400 lat. Ta liczba uwzględnia śmierć sześćdziesięciu milionów chrześcijan i osiemdziesięciu milionów hindusów. A co, jeśli zabitych zostałoby jedynie trzydzieści milionów chrześcijan? Czy znaczyłoby to, że kościoły mogą nadal ignorować dzisiejsze zabójstwa koptów w Egipcie i zaprzeczyć zamordowaniu milionów Ormian w XX wieku? Czy hindusi mieliby więcej czy mniej odwagi, gdyby zginęło ich jedynie pięćdziesiąt zamiast osiemdziesięciu milionów ?

Jest to problem cywilizacyjny, a nie rachunkowy. Nie chodzi nawet o to, że zaprzeczamy śmierci dwustu siedemdziesięciu milionów osób, które zostały zamordowane w imię dżihadu, ale  negujemy nawet to, że islam jest w stanie wojny z niewiernymi i ich cywilizacją. Dokładniejsza liczba ofiar nie wymaże tchórzostwa, które zaślepia nas dzisiaj i nie pozwala przyznać, że muzułmanie mają na swoim koncie unicestwianie całych cywilizacji, dokonywane na zasadzie przesycenia islamem.

Obserwowanie ludzkich reakcji na powyższe liczby dostarcza ciekawych wniosków. Ogromna większość je ignoruje. Nie chcą wiedzieć. Najbardziej polityczną pozycją jest liczba zabitych w imię dżihadu mieszkańców Afryki w czasach niewolnictwa. Władze mówią nam, że to chrześcijanie przywieźli niewolników do Stanów Zjednoczonych z zachodniego wybrzeża Afryki. Okazuje się jednak, że handel niewolnikami odbywał się również w rejonie Morza Śródziemnego i wschodniego wybrzeża Afryki – zaś wszyscy handlarze w Afryce byli muzułmanami. Ta wiedza istotnie podważa dogmat zła, wyrządzonego rzekomo przez chrześcijan.

Liczba dwustu siedemdziesięciu milionów  nie uwzględnia zoroastrian zabitych w Persji  i innych przedstawicieli mniejszości, takich jak bahaici czy sabianie. Kto wie, jak wielu mieszkańców zapomnianych wsi zginęło z powodu braku wiary w to, że Mahomet był prorokiem Allaha?

A jeśli nie dwieście siedemdziesiąt milionów ofiar, to ile? Jaka liczba lepiej odzwierciedlałaby stan faktyczny ? Posłużcie się krytycznym myśleniem, by odpowiedzieć na to pytanie i nie mówcie nam, że to zero. Poprawcie nas, ale  nie zaprzeczajcie. Zaprzeczeń słuchaliśmy przez ostatnie 1400 lat.

Fakty i liczby są ważne, ale rzeczywista tragedia polega na tym, że na lekcjach historii w naszych szkołach nie uczą o tym, że źródłem największego cierpienia na świecie jest  islamski imperializm. Odkąd wpływowi profesorowie i historycy odmawiają poruszania tematu „Łez Dżihadu”, musimy polegać na innych naukowych źródłach i do nich kierować pytania o możliwość pozyskiwania dokładnych danych dotyczących tego zjawiska. Jeśli zatem możecie uzupełnić, w oparciu o rzeczywiste dane, jakiekolwiek ze statystyk prezentujących liczbę ofiar, odwiedźcie blog: /blog/the-black-hole-of-history/ i podzielcie się waszymi informacjami. (es)

Bill Warner jest dyrektorem Center for the Study of Political Islam

Tłumaczenie: MP

Źródło: http://www.politicalislam.com/blog/the-black-hole-of-history/

Bądź na bieżąco. Polub euroislam.pl na Facebook

Komentarze