Nowy Jork: uliczny gang kontra muzułmański patrol

Muzułmański patrol z Brooklynu przekazał swojego byłego członka gangowi Bloods. Muzułmanin pobił nastoletniego syna „prawdziwego gangstera” z tego gangu ulicznego. Zajście miało miejsce przed meczetem Taqwa, a sprawę opisał Martin Mawyer z Christian Action Network.

Takie posunięcie zarządził radykalny imam z tego meczetu, Siraj Wahhaj, który jest także szefem muzułmańskiego patrolu (Muslim Community Patrol). Ruch ten miał na celu zażegnanie wrogości między dwiema grupami, a członek patrolu został poświęcony dla dobra ogółu. Gang Bloods zażądał wydania im człowieka albo przynajmniej podania adresu zamieszkania. Był to warunek zakończenia akcji odwetowych na meczecie.

Ali Karim, negocjator ze strony muzułmanów, który pracował bezpośrednio z Sirajem, odrzucił to żądanie i w zamian wynegocjował, że muzułmańskie patrole,  których auta stylizowane są na auta nowojorskiej policji, nie będą się zapuszczać w rejony podlegające Bloods. Przekazał też gangowi informację, że sprawca pobicia został wydalony z szeregów patrolu.

Wahhaj odrzucił plan Karima i powiedział, że sprawca powinien być wydany Bloods z zastrzeżeniem, że karą dla niego będzie „walka na pięści”. Jak scharakteryzował to jeden ze współpracowników imama, była to typowa umowa „oko za oko”. „Członek patrolu rzucił chłopakiem o płot, a potem trzymał go za kark. To było złe i powinien zostać za to ukarany. Koran uczy zasady oko za oko. Nic poza tym i taka była umowa. Bloods mogą ustawić z nim walkę, ale nic poza tym” – mówił Wahhaj. Co wydarzyło się potem, było dalekie od zapowiedzi.

Walka została umówiona na 29 grudnia o 21:00, w okolicach głównej siedziby Bloodsów. Muzułmanin pojawił się w asyście ośmiu uzbrojonych kolegów i z godzinnym opóźnieniem został przekazany pięciu uzbrojonym członkom gangu. Scena była jak wyjęta z musicalu West Side Story – muzułmanie stali po jednej stronie boiska, gang po drugiej, a pośrodku byli walczący.

Według relacji świadków, były członek muzułmańskiego patrolu, Ahmed, został rzucony na ziemię, po czym przez 31 minut był kopany i bity. Jego przeciwnik wyszedł ze starcia „bez szwanku”. „Nigdy nie widziałem czegoś takiego”, powiedział świadek walki i dodał, że Ahmed walczył „anemicznie”, był „zbyt przestraszony” aby oddawać ciosy. „Myślę, że Ahmed naprawdę się bał. Był dla przeciwnika jak szmata. Ale wiedział, że jeśli zacznie bić się z nim, inni członkowie gangu prawdopodobnie go zastrzelą. Walczyli przez 31 minut, ponieważ taka jest zasada gangu Bloods, walczysz przez 31 minut”, opowiadał świadek.

Niesnaski zaczęły się trzy tygodnie wcześniej, kiedy Ahmed rzucił nastolatkiem o ogrodzenie w odpowiedzi na jego „werbalny” brak szacunku względem muzułmanki koło meczetu na Brooklynie. Nastolatek okazał się być synem wysoko postawionego członka gangu. Po tym zajściu Bloods natychmiast określili wszystkich członków patrolu jak i innych członków muzułmańskiej społeczności przy meczecie jako „jedzenie dla swoich psów”.

Na pierwszy odwet muzułmanie nie musieli długo czekać. W kilka dni później przed meczetem został pobity przypadkowy muzułmanin, na tyle poważnie, że przewieziono go na intensywną terapię. Aby zapobiec eskalacji przemocy Ahmed został usunięty z szeregów patrolu, a Karim zorganizował spotkanie z pobitym nastolatkiem i jego ojcem. Padło wtedy żądanie przekazania Ahmeda gangowi albo ujawnienia jego adresu. Propozycję odrzucił Karim i zaproponował inne rozwiązanie. Kilka dni później zostało ono odrzucone przez imama Wahhaja, który zarządził przekazanie Ahmeda gangowi.

„Bloods nie lubi walczyć, wolą strzelać. Ahmed dostał siedem, może 8 ciosów w głowę, ale były to mocne ciosy i mocno go zraniły. Dostał mocno w tyłek” – mówił świadek.

Po zakończonej walce Ahmed przeprosił ojca nastolatka za dotknięcie jego syna. W odpowiedzi usłyszał, że powinien podziękować Aliemu, ponieważ to on „ocalił jego życie”. Gdyby nie Ali, Ahmed zostałby zastrzelony. Powiedziano też Ahmedowi, że jeśli jeszcze kiedykolwiek dotknie członka Bloods to „rozwalą mu łeb”.

Samochody muzułmańskiego patrolu naśladują wygląd aut policyjnych. (Twitter)

Poza żądaniem wydania Ahmeda, Bloodsi zażądali, aby auta muzułmańskiego patrolu trzymały się z dala od ich terenów.

Muslim Community Patrol jest organizacją non profit, która przykuła uwagę w zeszłym roku używając aut wyglądających jak radiowozy nowojorskiej policji oraz narzucając muzułmanom i niemuzułmanom przestrzeganie szariatu na ulicach. MCP Posiada obecnie siedem aut patrolujących głównie Brooklyn, ale docelowo chcą mieć 30 wozów patrolowych. Spór z Bloods może pogrzebać plany tej ekspansji. „Muzułmański patrol został zlekceważony, to niedobrze. Teraz będziemy mieć problemy z innymi gangami, które nie chcą naszych aut na ulicach” – powiedział anonimowy członek patrolu.

Oprac. Severus Snape, na podstawie https://clarionproject.org




Niepowodzenie islamistycznej kampanii Erdogana

Burak Bekdil

Sondaż przeprowadzony dla Arabskiej Sekcji BBC pokazuje, że w latach 2012-2013 zaufanie do islamistycznych partii politycznych w Egipcie, Maroko, Libii, Tunezji, Jordanii, na terytoriach palestyńskich, w Sudanie i w Iraku znacząco spadło, z około 40 procent do mniej niż 20 procent.

Ten sam sondaż wykazał również analogiczny spadek zaufania do przywódców religijnych w tych krajach. Tylko w Gazie zaufanie społeczeństwa do Hamasu zmalało z 45% do 24 procent. W Turcji islam nie wydaje się tak silnie przemawiać do mas, jak miał na to nadzieję prezydent Recep Tayyip Erdoğan.

W 2012, Erdoğan przedstawił swoją misję polityczną jako „wychowanie pobożnego pokolenia”; to określenie, dzięki  któremu główna turecka opozycja nazywała go ”handlarzem religią”. W listopadzie 2019 roku powtórzył swoje plany stworzenia ”pobożnego pokolenia”, tak ”abyśmy nie widzieli alkoholików na ulicach”. Prezydent przechwala się, że kiedy objął władzę w 2002 roku, szkoły imamów miały zaledwie 60 tysięcy uczniów i ta liczba wzrosła obecnie do 1,3 miliona. To bez wątpienia imponujące osiągnięcie islamistycznego męża stanu. Jednak być może ta radość jest przedwczesna.

Badania OECD Programme for International Student Assessment ujawniło, że 54% uczniów w szkołach imamów źle się w nich czuje, tymczasem w innych rodzajach tureckich szkół ten poziom niezadowolenia wynosi 27,5% do 29,1 procent. Jak się wydaje, wiele rodzin zmusiło swoje dzieci do zapisania się do szkół religijnych, ale przynajmniej w starszych klasach, ci uczniowie wcale nie są tam szczęśliwi.

Inne badania pokazują, że w Turcji wzrasta liczba teistów i to szczególnie wśród uczniów szkół imamów. Ośrodek badania opinii publicznej Optimar pokazuje, że w 2017 roku, 99% Turków identyfikowało się jako muzułmanie, ale w 2019 r. już tylko 89,5% deklarowało się jako muzułmanie. Niespodziewanie 4,5% zadeklarowało, że są teistami, 2,7% uważa się za agnostyków, a 1,7% zadeklarowało ateizm. (Brak odpowiedzi 1,6 procenta.)

Inny ośrodek badania opinii publicznej, Konda, ogłosił raport z sondażu na próbie 5800 osób, w którym informuje, że turecka młodzież w znacznie mniejszym stopniu niż reszta społeczeństwa skłonna jest określać się jako ”religijni konserwatyści”. Znacznie rzadziej mówią, że poszczą i modlą się regularnie lub (jeśli idzie o kobiety), że zakrywają włosy. Sondaż Kondy wykazał 3% ateistów, zaś procent ”pobożnych” Turków spadł w ciągu 10 lat z 55 procent do 51 procent.   Okazało się również, że liczba osób uważających, że kobieta musi mieć zgodę męża na podjęcie pracy, spadła z 69% do 55%.

Jak mówi Selin Özköhen, przewodniczący tureckiego Stowarzyszenia Ateistów, ”Najwyraźniej kampania Erdoğana, żeby wychować pobożne pokolenie przyniosła odwrotny skutek od zamierzonego.”

CYTAT

Tureckie Ministerstwo do Spraw Religijnych obwinia Internet. „Jest wiele błędnych informacji w Internecie. Jesteśmy często zaszokowani pytaniami (jakie ministerstwo dostaje od obywateli)… Pytają nas, czy muzułmanin może być teistą” powiedział Ekrem Keleş, który stoi na czele Najwyższej Rady do Spraw Religijnych.

Wysiłki Partii Sprawiedliwości i Rozwoju, by wykuć pokolenie młodych religijnych konserwatystów, zdaniem İhsana Eliaçıka, lewicowego islamskiego teologa i żarliwego krytyka Erdoğana, zostały podminowane przez ich własne działania. ”Ludzie widzieli, że również ci, którzy twierdzili, że są muzułmanami, popełniają najgorsze grzechy” – mówił Eliaçık w wywiadzie dla Financial Times, oskarżając rządzącą partię o naruszanie praw człowieka i korupcję.

Rząd Erdoğana przechwala się, że zorganizował ogromną sieć instytucji państwowych dostarczających religijnej edukacji, w tym Ministerstwo Oświaty, kursy koraniczne, Ministerstwo do Spraw Religijnych. Państwo zatrudnia 100 tysięcy imamów, 40 tysięcy nauczycieli Koranu, 3 tysiące religijnych kaznodziei oraz 1250 muftich. Jest 5 tysięcy szkół imamów (na poziomie średnim i wyższym). Najwyraźniej ta ogromna armia dostawców islamu daleko nie wszystkim Turkom zaimponowała. Według badań międzynarodowego ośrodka Ipsos, tylko 12 procent Turków darzy zaufaniem islamskich duchownych, co może być trochę żenujące i stanowi mniej niż połowę respondentów deklarujących zaufanie do ludzi zupełnie obcych (26 procent). Jedyną grupą zawodową, która ma w Turcji jeszcze mniejsze zaufanie, są, według Ipsos, politycy (ufa  im zaledwie 11 procent badanych).

Połowa tureckiej populacji to ludzie poniżej 32 roku życia. Im bardziej Erdoğan wykorzystuje policyjne państwo do indoktrynacji młodzieży, tym silniejsza wydaje się tendencja do dystansowania się młodych ludzi od kampanii ”pobożnego pokolenia”. Być może największą zasługą Erdoğana dla kraju okaże się to, iż pokazał młodym Turkom, co naprawdę znaczy życie w islamskiej dyktaturze.

 

Tłumaczenie: Andrzej Koraszewski

Źródło tekstu polskiego: http://www.listyznaszegosadu.pl

 

Burak Bekdil

Wieloletni publicysta wychodzącej w języku angielskim gazety tureckiej „Hurriyet Daily News”, w 2017 zwolniony za publikowanie artykułów na Zachodzie, wyemigrował z Turcji w obawie przed aresztowaniem.




Francja: 150 przyczółków radykalnego islamu

150 obszarów miejskich w całej Francji jest opanowanych przez islamskich radykałów. Mówi o tym dokument Dyrekcji Generalnej ds. Bezpieczeństwa Wewnętrznego (DGSI), który wyciekł do mediów.

W poufnym raporcie DGSI wymieniono między innymi słynne imigranckie przedmieścia Paryża – Seine-Saint-Denis czy przedmieścia Lyonu i Marsylii. Wszystkie mają długotrwałe problemy z radykalnym islamem, jak podaje dziennik „Le Journal du Dimanche”, który uzyskał dostęp do dokumentu.

Raport wymienia także gminę Maubeuge przy granicy belgijskiej na północy Francji, podkreślając fakt, że Unia Francuskich Muzułmańskich Demokratów (UDMF), muzułmańska partia polityczna, osiągnęła tam nawet 40 procent w sondażu. Gazeta stwierdza: „Sytuacja jest niepokojąca”.

W ubiegłym miesiącu UDMF ogłosiła, że będzie wystawiać listy kandydatów na nadchodzące wybory samorządowe, które odbędą się w marcu. Partia wystawi kandydatów w Mantes-la-Jolie, Les Mureaux i Guyancourt. W zeszłorocznych wyborach do Parlamentu Europejskiego uzyskała 16,74 procent głosów w jednej z dzielnic Mantes-la-Jolie.

Obszary takie, jak Górna Sabaudia, Annemasse, Bourg-en-Bresse, Oyonnax czy Bourgoin-Jallieu również znalazły się pod wpływem radykalnych islamistów.

Prezydent Emmanuel Macron wypowiadał się już na temat gettoizacji i komunitaryzmu, a Pałac Elizejski obiecał przedstawić plan rozwiązania tej kwestii przed wyborami samorządowymi.

JotPe, na podst. www.leparisien.fr ; www.lejdd.fr




Imam z Pragi sądzony za wspieranie terroryzmu

W Czechach trwa proces byłego praskiego imama Samera Shedadeha oskarżonego o wspieranie terroryzmu.

Historia muzułmańskiego duchownego skupia jak w soczewce przenikanie się ideologii dżihadystycznej z przywiązaniem do prawa szariatu, a także pozwala śledzić tło radykalizacji.

Oskarżenie oprócz byłego imama obejmuje także jego młodszego brata Omara i szwagierkę Fátimę Hudkovą. W relacjach rodzinnych wymienieni kierowali się prawem szariatu. Hudkova trzykrotnie się rozwodziła, by ostatecznie zostać wydana za Omara, który nie uczestniczył osobiście w zaślubinach, gdyż od dłuższego czasu walczył jako dżihadysta w Syrii.

Arabia Saudyjska i Zjednoczone Królestwo

Przy okazji procesu okazało się, że niektóre kręgi wyznawców islamu są hermetyczne i rządzą się swoimi prawami. Z zeznań świadków wynika, że Shehadeh pracował dla ambasady Arabii Saudyjskiej, jego brat zradykalizował się w czasie studiów w Wielkiej Brytanii, zaś czeska konwertytka miała się zmagać z problemami psychologicznymi. Na ławie oskarżonych zasiada jedynie były imam, a pozostała dwójka sądzona jest zaocznie, gdyż przebywa obecnie w Syrii i walczy po stronie organizacji An-Nusra.

Życie zgodne z szariatem

Proces rzuca także nowe światło na funkcjonowanie społeczności czeskich muzułmanów, którzy uchodzą za łagodnych. Okazuje się, że meczet nie prowadzi oficjalnej dokumentacji. Nie istnieją więc dowody na to, że Fatima Hudkova stała się muzułmanką. „Przychodzi do nas okryta kobieta, twierdzi, że jest muzułmanką, więc tego nie sprawdzamy. Formułę wyznania wiary może wyrazić równie dobrze w samotności” – wyjaśnia oskarżony i dodaje, często powtarzaną przez siebie frazę – „w islamie wszystko jest inaczej”.

Zgodnie z prawem szariatu formuła wyznania wiary, a także ślub i rozwód może mieć jedynie formę ustną i zachowuje swoją moc, co jednocześnie w żaden sposób nie wyklucza zawarcia pisemnego kontraktu małżeńskiego. Podobnie nie dziwi fakt, że imam był finansowany przez Arabię Saudyjską. Europa wciąż zmaga się z problemem wpływania na diasporę muzułmanów przez państwa Zatoki Perskiej, a także Turcji. Problemu tego świadome są władze austriackie, które w 2015 roku zakazały krajowym organizacjom muzułmańskim przyjmowania pieniędzy z zagranicy. Decyzja ta ma utrudnić procesy radykalizacji miejscowych wyznawców Allaha.

Świecka rodzina nie chroni przed radykalizacją

Z zeznań rodziny wynika, że bracia wychowywali się w rodzinie świeckiej. Ojciec Samera i Omara był dyplomatą. W 2006 roku były imam wyjechał studiować prawo szariatu w Arabii Saudyjskiej i przebywał tam przez pięć lat. Wyjazd dopełnił jego zainteresowanie islamem, które pojawiło się, gdy miał 18 lat. Po powrocie do Europy wygłaszał kazania w meczetach i uczył dzieci języka arabskiego. Mieszkający w stolicy Czech muzułmanie wybrali go na przewodniczącego gminy muzułmańskiej w Pradze.

Jego brat Omar studiował filologię angielską w Jordanii, następnie kontynuował naukę w Londynie. Najpewniej to tam uległ radykalizacji. Ostatecznie Omar przyłączył się do dżihadystycznej organizacji An-Nusra. Zrobił to w tajemnicy przed rodzicami. Kilka dni po wyjeździe jedynie wysłał matce list.

Przed sądem zjawił się także brat oskarżonych Abdullah, który obecnie mieszka w Irlandii. Samer, Omar i Abdullah wychowywali się w Czechach. Ich matka pochodziła z Libanu, ojciec zaś z Palestyny. W domu panowała świecka atmosfera, obchodzono Boże Narodzenie, oglądano bajki i słuchano muzyki. Rodzice się rozwiedli. Po rozstaniu ojciec wyjechał do Jordanii. Z zeznań brata wynika, że Omar porzucił już walkę w szeregach dżihadystów i w Syrii uczy języka angielskiego. Utrzymuje też, że ostatni kontakt z bratem miał pół roku temu. W mediach społecznościowych sprawdza, czy Omar jeszcze żyje.

Wspieranie terroryzmu

Prokuratura ustaliła, że Shehadeh pomógł swojemu bratu Omarowi wyjechać do Syrii. Udzielił mu niezbędnych wskazówek, pomógł nawiązać kontakty oraz dał mu pieniądze. Omar przybył do Syrii w listopadzie 2016 r. Tam przeszedł szkolenie w zakresie obsługi broni, wykorzystania materiałów wybuchowych i taktyki walki. Organizacja wyznaczyła mu rolę instruktora.

Fatima Hudková pochodzi z Mělnicka. Przed przyjęciem islamu posługiwała się imieniem Kristyna. Ojczym kobiety Otomar Sekvard opisał jej przemianę w następujący sposób: „Wyjechała do Finlandii i wróciła stamtąd zakryta. Potem powiedziała, że może rozmawiać ze mną jedynie za pośrednictwem matki, gdyż jestem mężczyzną i nie jestem jej ojcem”. Przed sądem złożył zeznania także były mąż Hudkovej, który wymówił formułę rozwodową po miesiącu małżeństwa i ją odrzucił. Oboje spotkali się w praskim sklepie z artykułami orientalnymi. Telewizja Czeska opublikowała nagranie Fatimy Hudkowej, w którym z dumą oświadcza, że „jest mudżahedinem dżihadu”. Ślady jej działalności prowadzą do Syrii, gdzie trop się urywa.

Oskarżony były imam wykorzystywał pośrednictwo brata i szwagierki do przesyłania organizacji terrorystycznej pieniędzy.

Samer Shedadeh został aresztowany w Jordanii. Wyjechał z Czech, gdyż bał się aresztowania. Były imam znalazł się pod obserwacją policji i służb specjalnych po tym, jak wzywał współwyznawców, żeby nie uczestniczyli w protestach przeciwko terroryzmowi razem z chrześcijanami. Jego działalność spotkała się ze sprzeciwem części muzułmanów. Dziś współwyznawcy się od niego dystansują.

Shedadehowi grozi 15 lat więzienia. Kolejna rozprawa odbędzie się 10 lutego.

Komentarz: Historia byłego praskiego imama pokazuje, że w istocie niewiele wiemy na temat wewnętrznego życia muzułmańskich społeczności. Zapewne są muzułmanie chętnie współpracujący z policją i służbami specjalnymi, są jednak i tacy, którzy na swojego przewodniczącego wybierają człowieka przywiązanego do politycznego aspektu religii Mahometa (szariat, dżihad). Proces radykalizacji i współpracy z islamskimi terrorystami trwał latami. Co ważne, dziś muzułmańskich fundamentalistów produkują nie tylko konserwatywne kraje islamskie, lecz także takie państwa, jak Wielka Brytania.

PŚ, na podst.

https://www.denik.cz/krimi/prazsky-imam-samer-shehadeh-soud-20200108.html

https://www.idnes.cz/zpravy/domaci/samer-shehadeh-soud-islam-praha.A200108_194002_domaci_mama




Zmiany klimatyczne uzasadniają prawo do statusu uchodźcy

W przełomowym i kontrowersyjnym orzeczeniu Komitet Praw Człowieka (KPC) orzekł, że nie można zawracać osób starających się o ochronę międzynarodową, a powołujących się na zmiany klimatyczne.

Decyzja zapadła po rozpatrzeniu skargi obywatela Kiribati, państwa na Pacyfiku. W 2015 r. uciekł z żoną do Nowej Zelandii, gdzie ubiegał się o azyl. Jego wniosek został odrzucony, rodzina deportowana. Skarga w jego przypadku została odrzucona, ale KPC stwierdził, że same zmiany klimatyczne mogą być warunkiem wystarczającym do przyznania azylu. Przy tym uchodźcy nie muszą udowadniać, że ich życie i zdrowie jest w niebezpieczeństwie. Wystarczy, że oświadczą, iż zagrożone jest prawo do życia.

Zmiany, które wymienia komitet, to między innymi wzrost poziomu wód oceanicznych i morskich, niebezpieczeństwo nagłych powodzi czy sztormów, a także degradacja ziemi. W przypadku skarżącego zdaniem KPC władze Kiribati podjęły stosowne działania zapobiegawcze, żeby chronić obywateli przed skutkami zmian.

Eksperci jednak uważają, że decyzja jest przełomowa, chociaż część twierdzi także, że może wywołać lawinę, która otworzy drzwi do wniosków o azyl spowodowanych czynnikami klimatycznymi. Brak także precyzji, bo w jaki sposób oceniać, czy państwa we właściwy sposób zajmują się problemem zmian klimatycznych na swoim terytorium. To właśnie kraje Pacyfiku mogą być „kanarkiem w kopalni” sygnalizującym innym, że niekoniecznie wyspy muszą znaleźć się pod wodą i doświadczyć rzeczywistych skutków zmian, żeby walczyć o status uchodźcy.

Media podają jednocześnie mylnie, że jest to decyzja ONZ. KPC, zwane też Komitetem Praw Człowieka ONZ nie jest ciałem ONZ, a organem kontrolnym powołanym przez „Międzynarodowy pakt praw obywatelskich i politycznych”. Nie zawsze też jego decyzje podtrzymywane są przez inne instytucje. Tak było w przypadku Francji potępionej przez KPC za zakaz burki, chociaż Europejski Trybunał Praw Człowieka prawo podtrzymał. (j)

Na podst. DW i Guardian




Gloryfikacja terrorystki na Marszu Kobiet

Jedno z ugrupowań biorących udział w niedawnym Marszu Kobiet w Chicago niosło transparent pokazujący członkinię Ludowego Frontu Wyzwolenia Palestyny (PFLP), uznanego przez USA za organizację terrorystyczną.

Baner niesiony przez członków marksistowskiej Party for Socialism and Liberation ukazywał zdjęcie Leili Khaled opatrzone podpisem: „Miejscem kobiety jest walka! Walcz z imperializmem!”.

Khaled to pierwsza kobieta w historii, która brała udział w porwaniu samolotu. W 1969 r. uczestniczyła w porwaniu samolotu lecącego z Rzymu do Tel Awiwu (lot nr 840 linii TWA), a rok później porwała samolot na trasie Amsterdam – Nowy Jork (lot nr 219 linii EL Al). W pierwszym przypadku uniknęła więzienia, w drugim została uwolniona w ramach wymiany zakładników.

Mural w Betlejem, upamiętniający czyny Leili Khaled (Wikipedia)

Współorganizatorka marszu, aktorka Harlene Ellin, powiedziała, że choć czuła się urażona transparentem jako Żydówka, to należy uszanować wolność wypowiedzi.

Przewodniczący organizacji NGO Monitor, Gerald Steinberg, powiedział: „Leila Khaled jest terrorystką. Próba przedstawienia jej jako bohaterki lub bojowniczki o prawa kobiet jest absurdalna. Wciąż należy do PFLP, którego działalność jest zakazana w USA, Kanadzie oraz w Europie ze względu na związki z terroryzmem. PFLP niedawno zamordowało w nikczemny sposób siedemnastoletnią Rinę Shnerb”. Dziewczynka zginęła w sierpniu 2019 r. w wybuchu na Zachodnim Brzegu. W tym samym zamachu ranny został jej brat i ojciec.

Warto przypomnieć, że w 2017 r. Parlament Europejski zaprosił Leilę Khaled do wygłoszenia przemowy, w której m.in. porównała działania Izraela do Holokaustu.

Bohun, na podst. https://www.algemeiner.com




Salvini: antysemityzm w Europie szerzą głównie muzułmanie

Według najnowszych sondaży, gdyby wybory parlamentarne odbywały się we Włoszech teraz, Matteo Salvini zostałby premierem. Jako wicepremier i minister spraw wewnętrznych dał się poznać głównie jako przeciwnik imigracji, który skutecznie powstrzymywał masową nielegalną imigrację z Afryki do Włoch.

Partia Salviniego, Lega (Liga), która jest bardzo krytyczna wobec Unii Europejskiej, obecnie pokonuje wszystkie inne partie polityczne w sondażach, z poparciem 34%. Obecnie prowadzi intensywną kampanię przed wyborami lokalnymi w regione Emilia-Romania, (stolica: Bolonia), tradycyjnym bastionie lewicy.

Polityczni rywale chcą pozbawić go immunitetu parlamentarnego, aby mógł stanąć przed sądem za to, że w sierpniu 2018 r. jako minister spraw wewnętrznych zablokował statek z 150 migrantami na pokładzie przez prawie tydzień u wybrzeży Sycylii, zanim w końcu dopuścił go do portu, gdy Albania, Irlandia i włoski Kościół Katolicki zgodziły się ich przyjąć. „Broniłem granic, bezpieczeństwa i godności mojego kraju i jestem z tego dumny” – powiedział o tym Salvini. W marcu 2019 r. włoski senat odrzucił ten postulat i stwierdził, że Salvini działał w interesie Włoch. Lega jest jednak również przedmiotem dochodzenia w sprawie domniemanego otrzymania finansowania ze źródeł rosyjskich, czemu partia zaprzecza.

Przy okazji zainicjowanej przez siebie debaty w senacie włoskim na temat antysemityzmu, Salvini nalegał na przyjęcie takiej definicji antysemityzmu, który obejmie działania przeciw Izraelowi, takie jak ruch BDS (Bojkot, Dywestycje, Sankcje).

Oto jego odpowiedzi w tej kwestii na pytania dziennika „Israel Hayom”.

– 75 lat po wyzwoleniu Auschwitz, dlaczego ponownie doświadczamy gwałtownego wzrostu antysemityzmu w Europie?

– Myślę, że ma to związek ze wzmocnieniem islamskiego ekstremizmu i fanatyzmu w ostatnich latach. Co najważniejsze, wiąże się to z faktem, że niektórzy naukowcy i media są zmobilizowani przeciwko Izraelowi i tworzą nienawiść do Izraela, aby usprawiedliwić antysemityzm. Istnieje oczywiście antysemityzm małych grup mniejszości politycznych – nazistów i komunistów. Ale teraz masowa obecność migrantów pochodzących z krajów muzułmańskich w Europie, wśród których jest wielu fanatyków, otrzymujących pełne poparcie niektórych intelektualistów, szerzy antysemityzm również we Włoszech.

– Mówi się jednak, że ten antysemityzm wiąże się z powstaniem nowych prawicowych partii w Europie.

– Istnieje skrajnie prawicowy antysemityzm i skrajnie lewy antysemityzm, który jest zinstytucjonalizowany. Można tu pomyśleć o Jeremym Corbynie z brytyjskiej Partii Pracy lub lewicowych aktywistach w Niemczech, którzy nie chcieli być tacy jak naziści i skończyli bojkotem izraelskich produktów. Jestem jednak pewien, że główną przyczyną obecnego antysemityzmu jest duża liczba muzułmanów w Europie.

JotPe, na podst. https://www.israelhayom.com




Wielka Brytania: System punktowy skończy niekontrolowaną imigrację

System punktowy, w odpowiedzi na masową imigrację do Wielkiej Brytanii, może zostać wprowadzony dwa lata wcześniej, twierdzi minister spraw wewnętrznych Piri Patel.

Patel powiedziała, że do końca roku jest gotowa wprowadzić system na podobieństwo australijskiego, co zbiegnie się z końcem przejściowego okresu po Brexicie.

Rząd uważa, że brytyjski biznes potrzebuje „utalentowanych i wykwalifikowanych pracowników”, a jednocześnie trzeba ograniczać masowy napływ tych niewykształconych. Zbiega się to też z planami premiera Borisa Johnsona, który chce, żeby Wielka Brytania w Afryce stała się partnerem inwestycyjnym, zapowiada więc, że jego rząd przedłoży „ludzi nad paszporty”. Oznaczać to ma, że liczyć się będą kwalifikacje, a nie pochodzenie.

Zapowiedzi te spotykają się z krytyką opozycji, która twierdzi, że jest to dalsze podsycanie wrogości wobec imigrantów i obarczanie ich za błędy polityki torysów.

W Australii obowiązuje system, w którym imigranci aplikując o wizę są wybierani ze względu na kryteria ekonomiczne, takie jak edukacja, znajomość języków, doświadczenie. System jest elastyczny, ponieważ punkty alokowane są w zależności od potrzeb gospodarki. (j)

Na podst. Sky News




Powracający dżihadyści przyczyną kryzysu rządowego w Norwegii

W wyniku sporu o zgodę na powrót do Norwegii kobiety związanej z ISIS, prawicowa Partia Postępu opuściła po sześciu latach koalicję rządową premier Erny Solberg.

Przyczyną tego ruchu była zgoda rządu na powrót do kraju kobiety powiązanej z ISIS – ze względów humanitarnych. Jej pięcioletni syn jest poważnie chory i wymaga leczenia. Partia Postępu zgadzała się na powrót i leczenie dziecka, ale nie chciała pozwolić na powrót jego matki świadomie związanej z ruchem dżihadystycznym. „Moglibyśmy być otwarci na dzieci, ale nie będzie kompromisu w sprawie ludzi, którzy byli członkami organizacji terrorystycznej”, powiedziała na konferencji Siv Jensen, liderka Partii Postępu.

Podejrzana o członkostwo w ISIS to kobieta urodzona w Pakistanie. W ostatni piątek została przywieziona z kurdyjskiego obozu w Homs do Norwegii.

Partia Postępu opuściła koalicję rządową, ale dalej popiera obecny rząd w parlamencie, więc prawdopodobnie w Norwegii z powodu sporu dojdzie do rządów mniejszościowych konserwatystów, centroprawicowych liberałów i chadeków. Do tej pory nie było w historii Norwegii sytuacji, by taki rząd funkcjonował. Tym ruchem Partia Postępu zwalnia się z porozumień koalicyjnych i będzie działać zgodnie ze swoim programem.

Powracający dżihadyści to duży problem dla państw europejskich i wokół decyzji czy zgadzać się na ich powrót, czy odbierać obywatelstwo i jaki powinien być stosunek do dzieci i rodziców, jest wiele sporów i dyskusji. W Norwegii przez lata rząd zmagał się z problemem deportacji radykalnego dżihadysty mułły Krekara.

Norwegia jest krajem, w którym relatywnie często odbiera się prawa rodzicielskie w trosce o dobro dziecka. Bardzo często przypadki są o wiele bardziej błahe niż udział w organizacji terrorystycznej. (j)

źródło: The Local, GCB




Polityczna poprawność wypaczyła śledztwo w sprawie gangu gwałcicieli

Gang gwałcicieli określany mianem „azjatyckiego” mógł swobodnie działać w Wielkiej Brytanii, ponieważ policja była skupiona na „znalezieniu przedstawicieli innych grup etnicznych” popełniających podobne przestępstwa.

Zorganizowany gang gwałcicieli mógł swobodnie poruszać się po ulicach i znęcać się nad swoim ofiarami, ponieważ policjantom kazano poszukiwać przestępców wśród innych grup etnicznych – twierdzi funkcjonariusz policji.

Na początku lat dwutysięcznych w południowym Manchesterze działał gang, składający się z mężczyzn pochodzących głownie z krajów, jak to ujmują brytyjskie media, „azjatyckich” (czyli w większości z Pakistanu), którego ofiarą, jak wynika ze wstępnych ustaleń, padło co najmniej 57 młodych dziewcząt. Siatka pedofilów uzależniała swoje ofiary od narkotyków, uwodziła je oraz wykorzystywała seksualnie. Jedna 15-latka zmarła po tym, jak 50-letni mężczyzna wstrzyknął jej dawkę heroiny. Winnych tej zbrodni policji nie udało się dotychczas ustalić.

Dwa lata temu burmistrz Manchesteru Andy Burnham zlecił opracowanie raportu badającego sposób przeprowadzenia operacji policyjnej „Augusta” z 2004 roku. Kryptonimem tym policja określiła dochodzenie w sprawie zorganizowanych gangów, wykorzystujących seksualnie dziewczynki, działających w południowym Manchesterze.

Z analizy wynika, że bezbronne dziewczęta były uwodzone i wykorzystywane „na widoku publicznym”. Dokument wykazał wiele błędów popełnionych przez miejscową policję (Greater Manchester Police). Szefowie formacji kierowali się bardziej wrażliwością wobec „relacji rasowych” niż dobrem ofiar i chęcią pojmania przestępców.

Detective Superintendent (funkcjonariusz wewnętrznego nadzoru) zaznaczył, że wszelkie obawy związane z tworzeniem kolejnych napięć społecznych nie wpłynęły na sam przebieg dochodzenia, ale „wyraźnie musiały być brane pod uwagę” przez wyższych rangą policjantów. Raport cytuje wypowiedź jednego ze śledczych, który przyznał, że wydano mu polecenie znalezienia przestępcy o „innym pochodzeniu etnicznym” niż azjatyckie.

Raport został opracowany przez specjalistę ds. ochrony dzieci Malcolma Newsama, który za swoją działalność na rzecz najmłodszych został odznaczony Orderem Imperium Brytyjskiego, oraz przez oficera Gary’ego Ridgway’a, który prowadzi dochodzenie w sprawie śmierci Victorii Agoglii. Dziewczynka ta przez kilka lat była wykorzystywana. W 2003 r. zmarła w szpitalu po wstrzyknięciu jej heroiny.

Bezpośrednim impulsem do przyjrzenia się działaniom manchesterskiej policji w sprawie gangów było doniesienie złożone przez byłą śledczą Maggie Olivier, która na swoim koncie ma prowadzenie wielu dochodzeń w sprawach karnych – morderstw, strzelanin, porwań, gwałtów oraz doświadczenie w ochronie świadków przestępstw.

Była policjantka skomentowała opublikowanie raportu w następujący sposób: „Dziewczyny przepadły. Ile kosztowało życie tych wszystkich osób? Nigdy nie będziemy w stanie określić liczby ofiar śmiertelnych. Chcę, aby zmieniło się prawo, żeby istniała wsteczna odpowiedzialność wobec tych, których obowiązkiem jest ochrona słabszych. Mamy do czynienia ze świadomym i celowym zaniedbaniem”.

Maggie Oliver przy reklamie swojej książki o sprawie gwałcicieli

Maggie Olivier domaga się, by funkcjonariusze zaangażowani w prowadzenie śledztw w sprawie „azjatyckich gangów” stanęli przed sądem, gdyż w jej opinii, dopuścili się „rażących uchybień”. Podkreśla również, że przez ostatnie 15 lat spotykała się z zarzutem, że jest „zbyt emocjonalnie zaangażowana w sprawę”. Zarzuciła również władzom próbę kontrolowania dyskusji o przestępstwach popełnionych przez gangi. „Tą sprawą żyłam przez 15 lat. Zniszczyło to moje życie. Jednak nie żałuję, ponieważ uświadomiliśmy opinii publicznej, że to prawda” – dodała Olivier.

Władze policyjne zapowiadają, że przyjrzą się sprawie pod kątem indywidualnej odpowiedzialności funkcjonariuszy, zaznaczając jednak, że zespół dochodzeniowo – śledczy zasługuje na pochwałę, choć jednocześnie przedstawiciele policji przyznają, że „cała operacja nie była zgodna ze standardami” i nie odpowiadała na uzasadnione oczekiwania ze strony ofiar.

PŚ, na podst. https://www.telegraph.co.uk/news/2020/01/14/police-officers-knowingly-neglected-girls-exploited-grooming/