Koniec segregacji płci w saudyjskich restauracjach

Arabia Saudyjska wprowadziła po cichu przepisy znoszące separację kobiet i mężczyzn w restauracjach. Dotychczas jedna sala przeznaczona była dla kobiet i rodzin a druga dla samotnych mężczyzn. Teraz Ministerstwo Spraw Miast i Wsi (Municipal and Rural Affairs) wydało rozporządzenie, regulujące kilkadziesiąt kwestii planowania przestrzennego i kodu budowlanego, wśród których znalazło się pół zdania o „zniesieniu dotychczasowego wymogu osobnych wejść i stref dla kawalerów i rodzin w restauracjach”.

Arabia Saudyjska stopniowo znosi przepisy dyskryminujące kobiety, w ubiegłym roku zezwolono kobietom na prowadzenie samochodu, w tym na wyjazdy zagraniczne bez zgody męskiego opiekuna. Jednak działaczki, domagające się zrównania praw kobiet i mężczyzn są  aresztowane, kilkanaście z nich oczekuje na procesy za podważanie porządku publicznego. Nie wiadomo, dlaczego rozporządzenie o likwidacji osobnych sal w restauracjach zostało ogłoszone po cichu, w odróżnieniu od poprzednich zmian prawa dotyczącego kobiet, być może chodziło o niedrażnienie konserwatywnych duchownych. Zniesienie segregacji płci w restauracjach nastąpiło kilka dni po zamachu terrorystycznym, dokonanym przez saudyjskiego pilota szkolonego w USA i być może jest to działanie zmierzające do pozyskania amerykańskiej opinii publicznej, która wrogo zareagowała na zamach ze strony „sojusznika”. (g)

Źródło: Saudi Gazette




Tunezja: #EnaZeda oznacza #MeToo

Molestowanie seksualne jest karalne w Egipcie, z karą od sześciu miesięcy więzienia i grzywną od 3000 funtów egipskich.

Jednak ostatnie głośne incydenty pokazują, że skala problemu zwykle nie spotyka się z równym publicznym potępieniem ani reakcją.

W przypadku piłkarza Amr Wardy na przykład, szybka akceptacja jego przeprosin i przywrócenie go do reprezentacji przez egipski Związek Piłki Nożnej po tym, jak znaczna liczba kobiet ujawniła jego chore zachowania, jest tragicznym przykładem tego, jak cierpienie ofiar jest minimalizowane, z jakim dystansem jest traktowane i jak jest odrzucane.

Podobnie, tunezyjski polityk oskarżony o molestowanie seksualne uzyskał prawny immunitet, gdy złożył przysięgę jako nowy członek parlamentu. Zouheir Makhlouf wygrał wybory pomimo tego, że znane było wideo dokumentujące, jak dokonuje aktu obscenicznego w aucie przed szkołą – donośny przykład na to, jak molestujący unikają kary za swoje nikczemne przestępstwa.

To oskarżenie słusznie wywołało odrazę i spowodowało, że tysiące tunezyjskich kobiet podzieliło się swoimi doświadczeniami bycia molestowaną seksualnie poprzez hashtag #EnaZeda, który oznacza #MeToo. Została założona prywatna grupa na Facebooku  oraz strona internetowa, żeby ofiary mogły ujawniać przypadki molestowania. Strona ma już 21 600 członków.

Hasztag najpierw pojawił się na Twitterze i od tego czasu spotkał się z dużą aprobatą, doprowadzając do spontanicznego powstania ruchu, który nadal codziennie rośnie. “Ruch EnaZeda jest po prostu kulminacją wysiłków trwających od lat – mówi Najma Kousri, jedna z osób zarządzających stroną EnaZeda. – Mamy dość tego, czego jesteśmy świadkami i czego codziennie doświadczamy.” Ruch ujawnia skalę problemu i jednocześnie jasno pokazuje, że uciszanie ofiar oznacza, że sprawa agresji seksualnej nigdy nie zostanie rozwiązana.

„Świadectwa mają na celu zapewnić „widoczność” kobietom będącym ofiarami molestowania seksualnego, chcemy także, aby władze były bardziej świadome skali agresji, z powodu której w życiu codziennym kobiety cierpią- mówi Kousri. – Nawołujemy, by skutecznie wdrożony został paragraf 58 o agresji wobec kobiet, aby nie pozostał tylko zapisem na papierze, ale żeby położył kres bezkarności seksualnych napastników.”

Wsparcie i empatia, które kobiety otrzymują poprzez media społecznościowe tego ruchu, w  dodają im odwagi, chociaż nie jest to jedyny cel, bo społeczna percepcja tego przestępstwa również powinna ulec zmianie.

“Molestowanie seksualne jest jeszcze jednym aspektem, poprzez który społeczeństwo stara się ograniczać dostęp kobiet do przestrzeni publicznej – dodaje Kousri – jednak dzisiaj kobiety już nie są własnością swoich rodziców lub obiektami należącymi do mężów, którym powinny być poddane. Są wolne i niezależne; powinny zatem domagać się takiej samej przestrzeni, jak mężczyźni w każdym aspekcie życia codziennego.”

Ruch jest dowodem na to, że same przepisy nie wystarczają, żeby radzić sobie ze sprawami społecznymi wymagającymi szerokich zmian kulturowych.  Wypowiadając się w trakcie Powszechnego Przeglądu Okresowego praw człowieka w Egipcie (przeprowadzanego przez Radę Praw Człowieka ONZ), prawniczka i aktywistka na rzecz praw kobiet, Nehad Aboul Komsan podkreśliła znaczenie mechanizmów sprawdzania skuteczności i szkolenia sędziów dla pełnego zapewnienia wdrożenia przepisów prawa. Te dwa aspekty, wdrożenie prawa i zmiany kulturowe, zawsze były ze sobą powiązane i dlatego nadal kluczowa jest praca nad nimi równocześnie.

Oprac. GJ/PJ, na podst.: https://egyptianstreets.com




Jak wielokulturowość podkopuje demokrację

Wtorek w ubiegłym tygodniu był tragicznym dniem dla brytyjskiej polityki. Dzień rozpoczął się od obszernej relacji medialnej poświęconej atakowi głównego rabina Wielkiej Brytanii na antysemityzm w Partii Pracy.

Rabin zaapelował do brytyjskiej opinii publicznej o to, żeby w nadchodzących wyborach zagłosowała „zgodnie ze swoim sumieniem”. Kilka godzin później Muzułmańska Rada Wielkiej Brytanii (Muslim Council of Britain, MCB) oskarżyła Partię Konserwatywną o tolerowanie islamofobii wśród swoich członków.

Hinduska Rada Wielkiej Brytanii, czując, że w tej sytuacji została nieco zepchnięta na margines, wydała oświadczenie, w którym wyraziła solidarność z głównym rabinem, po czym określiła Partię Pracy mianem „antyhinduskiej”. Uzupełniając karuzelę rozpaczy, Federacja Sikhów Wielkiej Brytanii wyraziła pogląd, zgodnie z którym „zbyt duży nacisk kładzie się na antysemityzm i islamofobię”. Jej przedstawiciele dodali, że jeśli mowa o rasizmie i dyskryminacji, to „inne grupy, takie jak Sikhowie, są regularnie pomijane”.

Czy można wyobrazić sobie lepszą ilustrację tego, jak nasza cudownie różnorodna demokracja została zainfekowana wirusem polityki tożsamościowej i jak jej uczestnicy popadają w przypominający farsę wyścig po tytuł największej ofiary?

Przez długi czas nasza klasa polityczna była oddana wielokulturowości i przedkładała różnice i różnorodność nad spójność. Jednocześnie nie udało jej się wykształcić zestawu zasad moralnych, które mogłyby połączyć rozmaite grupy etniczne i religijne zamieszkujące Wielką Brytanię.

Jedną z konsekwencji tej porażki jest to, że sytuacja geopolityczna na Bliskim Wschodzie i w południowej Azji stała się głównym argumentem dla mniejszości etnicznych biorących udział w wyborach parlamentarnych. Przez pewien czas politycy uzależniali to, po której stronie opowiedzą się w konfliktach i sporach międzynarodowych, od tego, co będzie bardziej korzystne w głosowaniu. Z tym z kolei wiązało się zacieśnienie więzi z poszczególnymi organizacjami.

Zagrożenie ekstremizmem w kraju wciąż wisi nad przestrzegającą prawa brytyjską większością.

Wśród nich jest i MCB, które w dwa tygodnie po brutalnym morderstwie w Glasgow, gdzie islamista pozbawił życia sklepikarza Asada Shaha z ruchu Ahmadijja, wydało oświadczenie,  w którym informuje swoich członków, że nie muszą uznawać przedstawicieli tego reformatorskiego ruchu za muzułmanów.

W Wielkiej Brytanii istnieje wiele organizacji religijnych, które odpowiadają za najbardziej prymitywne formy uprzedzeń. Jednostki oskarża się o zdradę wiary, gdy zajmują określone stanowisko w sprawie konfliktu izraelsko-palestyńskiego, hindusko-pakistańskiego sporu o Kaszmir czy secesji Chalistanu w Pendżabie. Samozwańczy liderzy takich społeczności uznają siebie za ostateczny autorytet w decydowaniu o tym, kto jest dobrym żydem, lojalnym muzułmaninem, porządnym hindusem czy prawdziwym sikhem. Oburzone stowarzyszenia religijne i organizacje powiązane z zagranicznymi partiami politycznymi grożą teraz, że wykorzystają swoją geopolityczne stanowisko do wywierania wpływu na wynik lokalnych wyborów.

Po tym, jak w trakcie konferencji prasowej Partii Pracy jej członkowie potępili rząd Indii i wezwali do „międzynarodowej interwencji” w sprawie Kaszmiru, Hindusi z organizacji Overseas Friends of BJP w Wielkiej Brytanii zapowiedzieli, że będą zwalczać kandydatów tej partii w wielu okręgach wyborczych w kraju. Przewodniczący organizacji, Kuldeep Singh Shekhawat, stwierdził, że „jeśli cała społeczność hinduska w Wielkiej Brytanii zagłosuje na konserwatystów, ci uzyskają około czterdziestu miejsc więcej w parlamencie, co odmieni rzeczywisty wynik wyborów”.

Z kolei lobbyści z The Muslim Public Affairs Committee (MPAC) rozpoczęli kampanię, w której zachęcają brytyjskich muzułmanów do pokonania „islamofobicznych” posłów Partii Konserwatywnej, wskazując na czternaście ważnych okręgów wyborczych. Propaganda MPAC krąży wokół sporów terytorialnych w różnych częściach świata, w tym w Kaszmirze i w Palestynie.

Jako brytyjski muzułmanin z południowo-azjatyckim pochodzeniem mogę osobiście powiedzieć, że w kampanii przedwyborczej słyszałem już zbyt wiele sporów o terytoria na Bliskim Wschodzie i subkontynencie indyjskim. Starania organizacji religijnych oraz instytucji powiązanych z niebrytyjskimi partiami politycznymi – zarówno dużymi, jak i małymi – mające na celu zmobilizowanie elektoratu wśród wiernych, powinny być źródłem politycznych obaw.

Zaledwie kilka tygodni temu duże połacie Wielkiej Brytanii zostały zniszczone przez powódź, która zrujnowała domy rodzinne i drobne biznesy. Opieka społeczna dla osób starszych i niepełnosprawnych znajduje się w stanie krytycznym. Wiele ubogich obszarów miejskich zmaga się przestępczością. Porzucone społeczności, niegdyś utrzymujące się z górnictwa i przemysłu stalowego, od dziesięcioleci wyczekują na państwowe inwestycje w infrastrukturę. Zagrożenie ekstremizmem w kraju wciąż wisi nad przestrzegającą prawa brytyjską większością. Spory terytorialne na całym świecie mogą mieć wielkie znaczenie dla graczy zainteresowanych sprawami wiary, ale dlaczego miałby interesować się nimi przeciętny brytyjski wyborca?

Wielka Brytania być może skroi na skraju załamania polityki tożsamościowej. I nie miejmy wątpliwości – nasi politycy zbierają plony tego, co sami zasiali.

Rakib Ehsan

Badacz w Henry Jackson Society, zajmujący się nastrojami i politycznymi zachowaniami wśród brytyjskiej opinii publicznej, brytyjski muzułmanin.

Tłumaczenie Bohun, na podst. https://www.spiked-online.com

Poglądy wyrażane przez autorów publikowanych tekstów nie muszą być zgodne ze stanowiskiem redakcji Euroislamu.




Saudyjski oficer zabił żołnierzy w amerykańskiej bazie

Trzy osoby zostały zabite a dziewięć ranionych przez Mohammeda Alshamraniego, saudyjskiego podporucznika, odbywającego szkolenie lotnicze w na Florydzie. Pencasola jest bazą, w której odbywają się szkolenia pilotów różnych amerykańskich formacji, przebywa też w niej ponad 200 pilotów z innych krajów, w tym kilkunastu z Arabii Saudyjskiej. Saudyjscy piloci pochodzą z elitarnych rodzi z Arabii Saudyjskiej i podobno są wszechstronnie sprawdzani przed przyjęciem na szkolenie.

Mohammed Alshamrani w piątek rano otworzył ogień w budynku, w którym miały odbywać się wykłady, zabił m.in. 19-letniego amerykańskiego muzułmanina Mohammeda Haithama, który po skończeniu liceum wstąpił do marynarki i chciał zostać pilotem. Podobno zginął próbując powstrzymać terrorystę. Inny z postrzelonych, 23-letni absolwent Navy Academy Joshua Kaleb Watson, pomimo kilku ran, z których potem zmarł, wydostał się z budynku i powiedział wezwanym policjantom, gdzie znajduje się zamachowiec. Terrorysta został zabity przez policjantów, z których dwóch odniosło rany.

Parę dni przed dokonaniem zamachu terrorysta zaprosił swoich saudyjskich kolegów na kolację, na której pokazywał filmy z zamachów podobnych do tego, jaki w kilka dni potem przeprowadził. Dwa dni przed zamachem umieścił na Twitterze wpisy atakujące Amerykę za jej poparcie dla Izraela i obecność na Bliskim Wschodzi i cytował Osamę bin Ladena. Najprawdopodobniej nie był jednak członkiem żadnej grupy terrorystycznej, żadna też nie wzięła za zamach odpowiedzialności.

Nie jest jasne, czy saudyjscy koledzy terrorysty wiedzieli o przygotowywanym zamachu, ale prawdopodobnie tak. Sześciu zostało zatrzymanych i są przesłuchiwani przez FBI. W momencie ataku jeden z nich filmował budynek stojąc na zewnątrz a dwóch z zaparkowanego obok samochodu.

Król Arabii Saudyjskiej potępił zamachowca i obiecał pomoc w dochodzeniu i dla rodzin ofiar, a prezydent Trump stara się chronić saudyjskiego sojusznika. Nie nazwał ataku zamachem terrorystycznym i oświadczył, że zamachowiec był wyjątkiem w saudyjskim społeczeństwie, które kocha Amerykanów. Jednak zamach dodatkowo skomplikuje wsparcie Trumpa dla Arabii Saudyjskiej, które ucierpiały na zamordowaniu w październiku 2018 roku saudyjskiego dysydenta w konsulacie tego kraju w Turcji; o zlecenie morderstwa obwiniany jest saudyjski następca tronu.

GL, na podstawie Reuters, tvnz.co.nz




Islamskie grupy w USA wspierają politykę Turcji

Muzułmańsko-amerykańskie grupy wspierane są przez rząd turecki, a celem jest ingerowanie w politykę wewnętrzną USA.

Według eksperta i dziennikarza śledczego Ahmeta S. Yayli,  w specjalnym raporcie dla The Investigative Journal, , amerykańskie grupy muzułmańskie, takie jak Council on American-Islamic Relations (CAIR), the Muslim American Society (MAS) i inne, działające pod egidą U.S. Council of Muslim Organizations (USCMO) „współpracują i koordynują działania” z rządem tureckim.

Najważniejsze dla tych organizacji jest wspólne dziedzictwo Bractwa Muzułmańskiego, które jest publicznie popierany przez tureckiego prezydenta. W ostatnich latach związek między rządem tureckim a grupami powiązanymi z Bractwem w USA pogłębił się. Współpraca między Turcją a amerykańskim Bractwem Muzułmańskim została dodatkowo ujawniona podczas protestu w grudniu 2017 r. przeciwko decyzji prezydenta Trumpa o przeniesieniu ambasady USA w Izraelu do Jerozolimy. USCMO przyłączyło się w proteście do Turkish American National Steering Committee (TASC), kierowanego przez Halila Mutlu, kuzyna Erdogana.

Podczas demonstracji przed Białym Domem Mutlu powiedział: „Erdogan jest moim prezydentem, waszym prezydentem, prezydentem ummy (światowej społeczności wyznawców islamu)”. Mutlu stał się również znany w mediach po ogłoszeniu darowizny w wysokości 1500 dolarów na kampanię muzułmańskiej kandydatki Demokratów z Minnesoty, Ilhan Omar. W mediach tureckich publikowano też apele o darowizny na jej kampanię.  Omar często przemawia na imprezach CAIR i MAS. Była wielokrotnie krytykowana za oddawanie głosów na korzyść rządu tureckiego, a nawet jako jedna z 11 osób głosowała przeciwko rezolucji uznającej ludobójstwo Ormian. Ponadto krytykowano ją za otwarte sprzeciwianie się sankcjom wobec armii tureckiej z powodu zarzutów popełniania zbrodni wojennych przeciwko Kurdom w północnej Syrii.

Jednak powiązania Omar z Erdoganem pochodzą już z czasów, gdy dostała się do Kongresu. Historia rozpoczęła się w Nowym Jorku we wrześniu 2017 roku, kiedy spotkała się z prezydentem Turcji za zamkniętymi drzwiami i bez obecności mediów. Powody spotkania oraz to, kto je zorganizował, jak również jego wszystkie szczegóły pozostają nieznane. Niektóre ujawnił jednak artykuł w somalijskiej gazecie Tusmo Times, autorstwa jej założyciela Abdirahmana Mukhtara. Chociaż gazeta pospiesznie usunęła artykuł ze swojej strony internetowej, informacje te zostały szeroko ujawnione i udostępnione. Gazeta wskazała, że Omar i turecki prezydent osiągnęli porozumienie w celu zapewnienia poparcia Turcji dla Somalii w zamian za wsparcie Omar dla poprawy wizerunku Erdogana w kręgach politycznych USA.

Najwyraźniej po tym zamkniętym spotkaniu Omar dotrzymała słowa i napisała artykuł do Washington Post promujący turecką politykę zagraniczną, a udający wezwanie do przestrzegania praw człowieka i sprawiedliwości.

Wizyta Erdogana w Waszyngtonie 13 listopada tego roku była kontrowersyjna, ponieważ toczyła się debata na temat tego, czy prezydent Trump w ogóle powinien go przyjąć w Białym Domu. Spotkanie odbyło się w czasie, gdy armia turecka przeprowadzała ataki na syryjskie siły kurdyjskie, a działania Erdogana wzbudzały wątpliwości dotyczące przestrzegania praw człowieka. Trump przyjął jednak pozę negocjatora i na spotkaniu, które nazwał „cudownym i bardzo produktywnym”, usiłował złagodzić spory i wezwać do bardziej stabilnego, pokojowego i dostatniego Bliskiego Wschodu. Odniósł się także do stosunków handlowych pomiędzy dwoma krajami. „Naszym celem jest rozwój handlu między Stanami Zjednoczonymi a Turcją, zmniejszenie naszego deficytu handlowego oraz zapewnienie prawdziwie uczciwych i wzajemnych relacji” – powiedział wtedy prezydent.

Oprac. Anna Żelazna, na podst.:
https://thebl.com




Niemcy już nie tacy hojni dla imigrantów

Niemiecka Rada Donatorów (Deutsche Spendenrat), skupiająca blisko 70 organizacji pomocowych, informuje, że Niemcy już nie tak chętnie przeznaczają własne pieniądze na pomoc dla azylantów i imigrantów.

Wpłacających na cele charytatywne jest zdecydowanie mniej. Między styczniem a wrześniem pomocy finansowej udzielało blisko 16 milionów mieszkańców Niemiec i w porównaniu z takim samym okresem w 2018 roku jest to osiemset tysięcy osób mniej. Tak źle nie było od 2005 roku. Spadek ten jednak w minimalnym stopniu przekłada się na zmniejszenie ogólnych wpływów finansowych i wynosi około ich 1,3 procenta.

Interesujące wydają się obszary, z których swoje pieniądze wycofują Niemcy. Trzy czwarte darowizn trafia na pomoc humanitarną. Więcej darczyńców mają organizacje wspierające kulturę, zabytki oraz sport.  Trzy procent mniej dostają organizacje ekologiczne. Natomiast największy spadek donatorów odnotowały organizacje pomagające azylantom. Dochody tych organizacji spadły aż o 33 procent.

Ta zmiana priorytetów po części wynika ze zmiany nastawienia obywateli Niemiec do kwestii imigracji. Pod koniec 2015 roku (apogeum kryzysu migracyjnego) przez media i instytucje publiczne przetoczyła się kampania na rzecz wspierania imigrantów. Pamiętamy tłumy na dworcach z transparentami „Refugees Welcome”. Dziś ten entuzjazm wygasa. Proces ten na swoje źródła w tym, że wbrew zapewnieniom polityków imigranci ani nie uratowali niemieckiej gospodarki, ani nie przyjechali nad Ren po to, by znaleźć chwilowe schronienie. Deportowani wracają bowiem do Niemiec, a państwo po prostu nie radzi sobie z odsyłaniem nielegalnych imigrantów.

Polskie Radio za „Die Welt” informuje, że „na dzień 30 października 2019 roku przebywało w Niemczech ponad 28 tys. osób, które ponownie przyjechały do kraju i starają się po raz kolejny o azyl”. Niektórzy składają wniosek już trzeci raz. Część z tych ludzi skorzystała z programów motywujących do dobrowolnych wyjazdów, po czym wróciła do Niemiec, by złożyć prośbę o ochronę międzynarodową raz jeszcze.

PŚ, na podst. (https://polskieradio24.pl/5/1223/Artykul/2414092,Byli-deportowani-znow-wracaja-do-Niemiec-Teraz-ma-im-grozic-pobyt-w-areszcie).




Potajemne arabskie dotacje dla amerykańskich uczelni

Amerykański Departament Edukacji prowadzi dochodzenie w sprawie ponad miliarda dolarów, przekazanych przez Arabię Saudyjską, Katar i inne kraje Zatoki Perskiej sześciu amerykańskim uczelniom.

O dochodzeniu departament poinformował Kongres, sugerując, że powinien on przeprowadzić własne dochodzenie w tej sprawie. W liście adresowanym do komitetu w Senacie, zajmującego się bezpieczeństwem narodowym, departamet stwierdził: ” Kongres może zechcieć dokładniej zbadać cele i metody zagranicznych darczyńców oraz działania, podejmowane przez niektóre uczelnie do pozyskiwania i przeznaczenia zagranicznych pieniędzy, wpływ i efekty zagranicznych pieniędzy dla badań i programów nauczania oraz możliwości, jakie zagraniczne pieniądze mogą dać jako środek dostępu do wrażliwych badań rządowych USA i / lub stworzyć wewnętrzne zagrożenia”.

Pieniądze z Kataru „mają wspierać strategiczne interesy tego państwa, a beneficjenci przyrzekają utrzymać fakt ich otrzymania i sumy w tajemnicy”.

Sześć amerykańskich uczelni, które otrzymały arabskie pieniądze, to znane placówki publiczne, otrzymujące również pieniądze federalne na prowadzenie różnego rodzaju badań: Georgetown University, MIT, Texas A&M University, Rutgers i Cornell; w ciągu siedmiu lat dostały 1,3 mld dolarów od rządów, fundacji i osób prywatnych z krajów arabskich i tych pieniędzy nie zgłosiły.

Przyjmowanie pieniędzy z zagranicy przez uczelnie jest legalne, ale musi być zgłaszane; prawo z 1965 roku przewiduje, że uczelnie mają zgłaszać zagraniczne dary albo umowy, z których otrzymują powyżej 250 tys. dolarów. Przepisy o jawności dotacji mają służyć ochronie przed kupowaniem przez inne kraje albo osoby z zagranicy wpływu na amerykańską debatę publiczną i politykę zagraniczną.

Jednak Departament Edukacji szacuje, że 70% otrzymywanych zagranicznych pieniędzy nie jest zgłaszanych, w tym kwoty pochodzące nie tylko z krajów arabskich, ale również z Chin. Departament chce obniżenia do 50 tys. dolarów kwoty, od której trzeba zgłaszać zagraniczne finansowanie.

Uczelnie nie wyjaśniły, dlaczego nie zgłosiły pieniędzy otrzymanych z krajów arabskich; przypuszczalnie zobowiązały się do utrzymywania tego w tajemnicy. Dziesiątki uczelni zaprotestowało natomiast przeciwko proponowanej obniżce sumy zgłaszanych dotacji i konieczności wypełniania sprawozdań, tłumacząc, że będą musiały zgłaszać każdego zagranicznego studenta, który płaci za studia i każdego pacjenta, który płaci za leczenie w uniwersyteckim szpitalu.

Jednak skandal z ponad miliardem dolarów, które przeznaczone były przypuszczalnie na tworzenie artykułów i wystąpień wspierających fundamentalizm islamski i autokratyczne reżimy Zatoki Perskiej, zmusi uczelnie do ujawniania ile, na co i od kogo dostały pieniędzy, bo politycy nie mogą pozwolić, żeby jakiekolwiek zagraniczne siły wpływały niejawnie na amerykańską politykę.

GL, na podstawie Al-Monitor

 




Włochy wydalają religijnych radykałów

Włoskie służby wydaliły pod zarzutem zagrożenia dla bezpieczeństwa krajowego dwóch islamskich ekstremistów. W sumie od 2015 roku wydalono już prawie 500 osób z uwagi na religijny radykalizm.

Jednym z wydalonych był obywatel Maroko Mohamed Bendafi, który działał na polu dżihadystycznej radykalizacji w internecie. Z kolei drugi to radykalny imam pochodzący z Bangladeszu, Jounayed Ahmed, pracujący w centrum kulturowym w Padwie, który był winny także złego traktowania nieletnich uczęszczających do ośrodka.

Bendafi w sieci udostępniał wideo, które zapraszały do dołączenia do ugrupowań dżihadystycznych w Syrii. Prokuratura twierdziła, że mężczyzna był już na drodze do radykalizacji i był powiązany z współobywatelem, który został skazany na podstawie zarzutów o działalność w organizacji terrorystycznej. Z kolei Ahmed prowadził lekcje koraniczne w Centrum Kultury Bangladeszu w Padwie, gdzie bił, upokarzał i groził dzieciom uczęszczającym na jego kursy islamskiej religii. Co więcej, imam przedstawiał radykalną wersję islamu.

Na podstawie podobnych zarzutów z Włoch wydalono już 454 osoby od 2015 roku. W tym roku było to 91 osób. (j)

Źródło: Ministero Dell’Interno




Terroryzm na świecie: ofiar mniej, zagrożenie nie maleje

W 2018 roku liczba ofiar terroryzmu spadła czwarty rok z rzędu. Global Terrorism Index, opublikowany przez Institute for Economics and Peace (IEP), mówi o 16 tysiącach zabitych.

To wciąż niemało, jednak w szczytowym pod względem aktywności terrorystów roku 2014 było ich ponad dwa razy więcej – 32 685 osób.

W roku 2018, podobnie jak w latach ubiegłych, jedynie garstka ugrupowań była odpowiedzialna za większość zabójstw. Spośród nich cztery o największej sile rażenia odpowiadają za 9 223 morderstwa, co stanowi 57,8% ogólnej liczby śmiertelnych ofiar działań terrorystycznych.

Niektóre z największych organizacji terrorystycznych straciły nieco impetu. Na przykład liczba zabójstw przypisanych Państwu Islamskiemu spadła w 2018 r. o 69% i wyniosła 1328, podczas gdy ogólna liczba ataków przeprowadzonych przez ugrupowania fundamentalistyczne zmniejszyła się o 63%. W 2016 r. ISIS miało na swoich rękach krew 9000 osób.

Aktywność innych ugrupowań dżihadystycznych także zmalała. Na skutek nalotów armii amerykańskiej, liczba ataków terrorystycznych przypisanych somalijskiej organizacji al-Shabaab zmniejszyła się o 24%.

Niektóre ugrupowania w ubiegłym roku wzmocniły swoje pozycje. Afgańscy talibowie – o czym już informowaliśmy – https://euroislam.pl/talibowie-najgrozniejsi-terrorysci-na-swiecie/ zdołali zamordować 6 103 osoby – o 71% więcej niż w 2017 r.

Państwo Islamskie można uważać za częściowo pokonane, przynajmniej pod względem terytorialnym, jednak jego wpływy widać wyraźnie w aktywności innych ugrupowań, takich jak Khorasan Chapter of Islamic State, które odpowiedzialne jest za ponad 1000 morderstw, głównie w Afganistanie.

Poza ścisłą czołówką znaleźć można również inne groźne grupy, takie jak Allied Democratic Forces w Republice Konga, New People’s Army na Filipinach, czy maoistyczne ugrupowania w Indiach.

Oto najgroźniejsze grupy terrorystyczne w 2018 r.

Boko Haram

Ta powstała w 2009 r. islamistyczna grupa ekstremistyczna przyczyniła się w ciągu ostatnich pięciu lat do śmierci ponad 15 000 ludzi. Boko Haram jest najbardziej aktywne w północno-wschodniej części Nigerii, w stanie Borno, ale zdarzało mu się przeprowadzać ataki również w Burkina Faso i Kamerunie. W 2018 r. BH było odpowiedzialne za śmierć 732 osób. To spadek o 42% w porównaniu z 2017 r. i o 89% w porównaniu ze szczytowym dla organizacji terrorystycznych rokiem 2014, kiedy BH zamordowało ponad 6 tysięcy ludzi. Większość ataków (85%) miało miejsce w Nigerii.

W ciągu ostatnich lat liczba ofiar BH spadła. Cztery lata temu podczas ataku ginęło średnio 15 osób; w 2018 r. były to 4 osoby. Cechą charakterystyczną tej grupy jest przeprowadzanie ataków terrorystycznych przez kobiety organizacji i dzieci. 66% zamachowców samobójców stanowiły kobiety, z tego 17% nieletnie.

Nigeryjskie siły specjalne podczas kampanii przeciwko Boko Haram, jako część MNJTF (Foto: en.wikipedia.org; VOA)

Boko Haram stało się celem Multinational Joint Task Forces (tworzą je Benin, Kamerun, Czad, Niger i Nigeria), którym udało się odzyskać tereny kontrolowane przez tę grupę. Spowodowało to jej rozbicie na mniejsze frakcje, z których największa – Islamic State West African Province (ISWAP), dowodzona przez Musaba al-Barnawiego, kontroluje rejony jeziora Czad. Inną frakcję stanowi Shekau, dowodzone przez Abubakara Shekau.

Khorasan Chapter of Islamic State

Grupa ta jest aktywna głównie w Afganistanie i Pakistanie, chociaż ma na swoim koncie również ataki w Indiach i próby ataków w Europie. W ubiegłym roku zamordowali największą liczbę ludzi od momentu założenia ugrupowania – 1 060 osób. W 2017 r. zdołali pozbawić życia 891 ofiar, co wystarczyło, by ugrupowanie znalazło się na liście czterech najbardziej niebezpiecznych organizacji terrorystycznych na świecie. Khorasan Chapter wywodzi się z północnego i wschodniego Afganistanu, ale uważa się, że posiada placówki również w Kabulu, Heracie, Dżalabadzie i innych miastach. Nazwa ugrupowania wywodzi się od Chorasanu – historycznej krainy na terenie północno-wschodniego Iranu, fragmentów Afganistanu i kilku środkowoazjatyckich republik, takich jak Tadżykistan, Turkmenistan i Uzbekistan.

Liczba ataków przeprowadzonych przez grupę spadła w ubiegłym roku, jednak siła rażenia jej zamachów była większa. Najwięcej ofiar (150 osób) zamordował zamachowiec samobójca, który zdetonował bombę podczas wiecu wyborczego pakistańskiej partii Balochistan Awami w lipcu 2018 r. Ugrupowanie doprowadziło również do śmierci 70 osób w ataku na komisję wyborczą w Kabulu w kwietniu ubiegłego roku.

Państwo Islamskie

Międzynarodowa interwencja wojskowa przeciw Państwu Islamskiemu w Iraku i Syrii oraz zaostrzenie kryzysu w Afganistanie znacznie osłabiły tę grupę, znaną również jako ISIS, ISIL oraz Daesh. Obecnie po raz drugi od 2014 r. nie jest ono już najbardziej niebezpieczną organizacją na świecie. Za pierwszym razem ustąpiło miejsca Boko Haram. W ubiegłym roku Państwo Islamskie było odpowiedzialne za śmierć 1 328 ludzi. To spadek o 69% w porównaniu z 2017 (4350 ofiar) i o 85% w porównaniu ze szczytowym rokiem 2016 (9132 ofiary). Zasięg międzynarodowy organizacji stopniowo zanika. W 2018 r. była aktywna tylko w pięciu krajach. W 2016 r. działała w 15.

Nie można jednak powiedzieć, że siła Państwa Islamskiego zupełnie zanikła. Raporty donoszą o setkach bojówkarzy i terrorystów należących m.in. do ISIS, Talibów, Boko Haram, Al-Shabaab, Chapter, ADF, Fulan, New People’s Army, którzy uciekli z aresztów po wycofaniu wojsk amerykańskich z północnej Syrii pod koniec 2019 r. i inwazji wojsk tureckich. ISIS jest nadal aktywne pod postacią Khorasan Chapter, a także Islamic State in the Greater Sahara.

Talibowie

Początki organizacji sięgają 1994 r., a w jej szeregach znalazły się grupy walczące z sowiecką inwazją w 1979 r. oraz z Pasztunami. Talibom udawało się tymczasowo stanowić znaczną siłę polityczną w Afganistanie. Od roku 1996 rządzili krajem do czasu inwazji wojsk amerykańskich w 2001 r. Na przestrzeni 2018 r. akty przemocy talibów przybrały na sile, zwłaszcza zamachy wymierzone w siły wojskowe i policyjne (3 600 osób). Działania te miały na celu wzmocnienie ich pozycji w negocjacjach pokojowych. IEP podaje, że ogólna liczba ataków grupy wzrosła o 39% (972 incydenty), zwiększyła się również ich siła rażenia – statystyczny atak doprowadził do śmierci 6,3 ofiar. W ubiegłym roku w sierpniu talibowie przeprowadzili największy atak terrorystyczny na świecie w mieście Ghazni, który pociągnął za sobą 466 ofiar. W ciągu ostatnich pięciu lat doprowadzili do śmierci 21 tysięcy osób.

Oprac. Borsuk, na podst. https://www.forbes.com




Policja brytyjska sprawdzi terrorystów na zwolnieniach warunkowych

Po ataku terrorysty Usmana Khana, który był na zwolnieniu warunkowymi i zabił w Londynie dwie osoby, policja brytyjska ma złożyć wizyty 67 terrorystom przebywającym na zwolnieniu warunkowym, żeby sprawdzić, czy nie naruszyli warunków tego zwolnienia. Część z nich może zostać odesłana do więzienia.

Jednym ze sprawdzanych w pierwszej kolejności będzie „kaznodzieja nienawiści” Anjem Choudary, skazany na pięć i pół roku więzienia w 2016 i zwolniony warunkowo po dwóch latach. Choudary, który był twórcą zdelegalizowanej organizacji islamistycznej al Mahaijourn i został skazany za zachęcanie do wstępowania do ISIS. Po ataku Usmana Khana okazało się, że Choudary był z terrorystą w bliskim kontakcie. (g)

Źródło: Daily Mail