„Malmö jak Bagdad”. O czym woleliśmy nie słyszeć

Jan Wójcik

„Czasami wydaje się, że Malmö ma więcej wspólnego z Bagdadem, niż z innymi europejskimi miastami”. Czy może coś takiego powiedział jakiś polityk PiS? Może Euroislam znowu coś wymyślił?

Otóż czytelnicy przekonani, że to kolejna porcja antyimigranckiej i „islamofobicznej” propagandy, będą zawiedzeni.

Te słowa padły w artykule na stronach niemieckiego Deutsche Welle. Magazyn nie tylko wylicza 29 zamachów bombowych w tym roku i 50 strzelanin w mieście liczącym niewiele ponad 300 tysięcy mieszkańców (coś między Lublinem a Białymstokiem). Zwraca też uwagę na to, że jest to najbardziej zróżnicowane szwedzkie miasto, a jedna trzecia jego populacji urodzona jest za granicą.

To nie jedyne porównania, jakie padają w tekście. Mieszkaniec Malmö, który przywykł już do codziennej przemocy, opisuje swoją wyprawę do Meksyku, gdzie ludzie sterroryzowani przez narkotykowe kartele też dają radę jakoś żyć. W Malmö na przykład zmieniają wystrój mieszkań, bo jeśli bomba wybuchnie gdzieś w pobliżu, trzeba zadbać, żeby dzieci nie zostały poranione jakimiś odpryskami.

Od lat pojawiały się u nas artykuły informujące o trudnej sytuacji w Szwecji. Prawda, że niektórzy autorzy, pomimo rzetelności co do opisywanych faktów, dawali się ponieść emocjom. Jednak z wielu stron słyszeliśmy zapewnienia, że nic takiego nie ma miejsca, a my nastrajamy społeczeństwo negatywnie do obcych.

Sytuacja w Szwecji jest poważna. Czy nie byłaby jednak mniej poważna, gdyby wcześniej nie towarzyszyło jej wyparcie i zaprzeczenie?

Za każdą negatywną informacją o Szwecji podążały różne wyjaśnienia. Więcej gwałtów w Szwecji? – bo ostrzejsze prawo. Strefy no-go? – byłem tam i żyję. Z drugiej strony: „Zamachy, wzrost przestępczości, gwałty, strach i strefy szariatu. Takie są konsekwencje multikulturalizmu i otwartych drzwi dla imigrantów”, napisała niedawno Beata Mazurek, polityk PiS. Niektóre opinie może są przesadzone, ale jak widać z niemieckich mediów, chyba nie do końca.

W każdym razie Wirtualna Polska opisała to jako mechanizm propagandy rosyjskiej. Czyżby tym mechanizmem stała się dzisiaj Deutsche Welle? Sami zwracaliśmy uwagę na propagandę Kremla w kwestii islamu i imigracji, ale też podkreślaliśmy, że zręczna informacja nie opiera się na czystych kłamstwach, lecz umiejętnie operuje faktami, dezinformując społeczeństwo.

Portal mieniący się weryfikatorem faktów, Oko.press, pisał: „Strefy no-go, gwałty, przestępstwa i terroryzm? Bzdury. Szwecja walczy z fake newsami o imigrantach”. Zawsze łatwiej walczyć z fake newsami, niż z prawdziwą przestępczością. Autor Kamil Fejfer wziął się nawet za weryfikację stwierdzenia czytelnika, który napisał do nas list, gdzie stwierdził, że w Szwecji „nie ma dnia bez gwałtu”. I jedyne, co Fejfer zweryfikował, to to, że w Polsce też.

Dzisiaj trudno już chyba zamiatać te sprawy pod dywan. Szwecja ma problem z przestępczością gangów. Są to gangi związane z imigrantami, nie z tymi najnowszymi z kryzysu imigracyjnego, chociaż tych zapewne próbuje się też wciągnąć w struktury przestępcze. I może się to udać, bo na miejscu istnieją społeczności, w których wzmacnia się wrogość do Zachodu.

Od wysokiej rangi specjalistów otrzymuję informacje, że Szwecja zaprasza ekspertów od przestępczości czy przeciwdziałania radykalizacji z innych krajów, żeby pomogli jej rozwiązać problem. Widocznie sytuacja jest poważna. Czy nie byłaby jednak mniej poważna, gdyby wcześniej nie towarzyszyło jej wyparcie i zaprzeczenie?




Zerwana zasłona zniewolenia

Andrzej Koraszewski

Yasmine Mohammed urodziła się w Kanadzie. Jako sześciolatka była przywiązywana do łóżka i bita w stopy przez dochodzącego „ojczyma”, ponieważ niedokładnie nauczyła się modlitw (jej matka była tajną drugą żoną tego potwora). Kiedy miała trzynaście lat ten sam człowiek ją gwałcił, bił ją również za najmniejsze przewinienie.

Kiedy napisała swoje imię zmieniając pisownię na angielską, związał ją i powiesił głową w dół w garażu, bijąc pasem tak długo, aż zemdlała. Kiedy w szkole opowiedziała nauczycielowi o tym, czego doświadcza w domu, pokazując blizny i siniaki, sprawa została skierowana do policji, która przeprowadziła dochodzenie. Oskarżony wyparł się gwałcenia, a jego wersja została poparta przez obydwie żony i pozostałe dzieci, bicie uznane zostało za „dyscyplinowanie” zgodne z islamską religią i kulturą. Kanadyjski sędzia orzekł, że dziewczynka powinna wrócić do rodziny. Yasmine zniknęła ze szkoły, a nauczyciel, który skierował sprawę do policji, miał się dowiedzieć o jej dalszych losach dopiero po trzydziestu latach.

W opowieści Yasmine słowem, które powtarza się chyba najczęściej, jest cement. Psychika zalewana jest cementem, warstwa po warstwie. Cementem, który próbujesz kruszyć, ale wtedy pojawia się kolejna warstwa i kolejna, żeby ostatecznie zmusić do całkowitego poddania się. Wyrwanie się z tego betonowego bunkra religii wydaje się niemożliwe. Przemoc, fizyczna brutalna przemoc, wpycha w syndrom sztokholmski.

Kary cielesne wobec dzieci w różnych krajach islamskich stosuje się w 70-90 procent rodzin. Bije się do krwi, bezlitośnie, tak każe religia, tak każe tradycja. Bije się tłukąc głową dziecka o ścianę, bije się pięścią, kijem, czym popadnie. Bije się dzieci, bije się żony, bije się siostry. Kobieta jest ćwierćczłowiekiem. Zabronione jest wszystko. Zabroniona jest muzyka, zabronione jest rysowanie ludzkich postaci, zabronione jest uczenie się, ale przede wszystkim zabronione jest obcowanie z niewiernymi. Tak jest wszędzie, gdzie pojawia się szariat, wszędzie, gdzie górę bierze islamski radykalizm.

Yasmine opowiada o swoim życiu, o życiu dziecka wychowywanego przez samotną matkę, którą z trojgiem dzieci porzucił mąż, która jest w związku z żonatym mężczyzną, w związku zalegalizowanym przez imama, ale ukrywanym przed władzami, żeby nie stracić prawa do zasiłku i nie narażać się władzom. Religijny fanatyzm jest narzucany przez partnera matki. Islamska szkoła, w której jest niemal wyłącznie religia, islamski terror w domu. Powtarzane bez końca modlitwy są ważniejsze od wszystkiego. Masz je powtarzać po arabsku nie rozumiejąc słów; religia dyktuje, którą nogą wejść do ubikacji i którą nogą z niej wyjść. Niestosowne pytania są prowokacją do bezlitosnych kar. Myślenie jest zbrodnią. Jeśli chcesz przeżyć, musisz się poddać. Jeśli gdzieś wywalczysz odrobinę wolności, zaraz pojawi się kolejna warstwa cementu.

Autorka ogląda stare fotografie. Islam został spowity w czerń na przestrzeni ostatnich dzisiątków lat. Wcześniej był niezbyt poważnie traktowaną tradycją, teraz stał się jedyną, totalitarną tożsamością. Ten marsz do średniowiecza dokonał się z walną pomocą bardzo pobożnych chrześcijańskich mężów stanu w rodzaju prezydenta Cartera i zachodniej postępowej lewicy, szukającej sojuszników w skrajnej islamskiej prawicy.

https://thetalon.ca/the-far-right-grift-ex-muslim-edition/

Dziewczynka ma nadzieję, że matka będzie jej bronić, przez wszystkie lata czeka na odrobinę miłości; ulega nie tylko ze strachu, ma nadzieję, że poddanie się coś zmieni. Z islamskimi rówieśniczkami jest zaledwie cień solidarności. Słowa byłyby niebezpieczne, bo donos jest samym fundamentem kultury, więc czasem, kiedy nikt nie widzi, jest demonstracyjne przewracanie oczyma, ale okruchy życzliwości pojawiają się tylko ze strony niewiernych. Okruchy, bo jest nakaz nienawidzenia niewiernych, zakaz przyjaźni, zakaz kontaktów wykraczających poza niezbędne minimum. Między „nami” a „nimi” ma być mur. Dla dziewczynek symbolem tego muru jest hidżab. Hidżab od dziewiątego roku życia, bo dziewczynka pokazująca swoje włosy jest naga, jest jak prostytutka prowokująca mężczyzn. Jest dziwką.

Słowo hidżab będzie się w tej książce pojawiać równie często jak słowo cement. Yasmine zrzuci go dopiero po ucieczce od męża i po ucieczce od matki. Nie od razu, bo cement trzyma mocno. Ona sama jest już samotną matką z córką.

Wcześniej było totalne poddanie się. W wieku siedemnastu lat matka zabiera ją do Egiptu, gdzie ma zostać wydana za mąż. Odmawia, manewruje, udaje jej się wrócić do Kanady. O dalszej nauce nie ma jednak mowy. Musi wyjść za mąż, jej mężem zostaje ledwie dukający po angielsku terrorysta z Afganistanu. Ona o tym nie wie, zna tylko tyrana w domu, z którym ma córkę, jedyną istotę, którą naprawdę kocha i jedyną istotę, która jej tę miłość odwzajemnia. Kiedy mąż żąda obrzezania córki, ta groźba wyzwala w niej odwagę. Ta odwaga nie wystarcza na ucieczkę w obcy świat, na ucieczkę od islamu i jego wyznawców. Ucieka do matki, która żąda, żeby córka wróciła do męża. Na szczęście ten mąż znika, okazuje się, że wylądował w egipskim więzieniu. Matka nie jest wsparciem, jej tyrania jest jednak mniejsza, nie ma już fizycznych ataków, ale terror psychiczny jest nadal koszmarem.

Jest tu cały rozdział o matkach, które zalewają psychikę dziecka cementem, o matkach, które koncentrują swoją nienawiść na córkach, jakby się mściły na nich za swój podły los. Są centralnym filarem kultury poddaństwa, zniewolenia, to one swoją nienawiścią do córek podtrzymują ten gmach, to one pilnują, żeby kolejne pokolenie kobiet zmieniło się w strażniczki zniewolenia.

Yasmine zerwie hidżab, kiedy wyprowadzi się do innego mieszkania w tym samym bloku, w którym mieszka matka, kiedy weźmie pożyczkę i zacznie studia. To oznacza jednak życie na granicy nędzy, codzienne problemy z nakarmieniem dziecka. Dla matki to szansa na kolejną próbę złamania córki przez presję ekonomiczną. Nadal na uniwersytecie i w pracy paraduje w hidżabie, zrzuca go po drodze do swojego mieszkania. Jest przekonana, że jest jedyna, że nikt się na to nie odważa.

Po zamachu we wrześniu 2001, dziekan wydziału prosi ją do siebie i pyta, czy aby nie spotykają jej jakieś przykrości. Patrzy zdumiona jak na idiotę. Jej mąż jest jednym z terrorystów Al-Kaidy, siedzi w egipskim więzieniu. Jedyni ludzie, którzy otoczyli ją życzliwością, to niewierni, to ofiary tego terroryzmu, ofiary, które odmawiają teraz zrozumienia, kto i dlaczego ich atakuje. Ci ludzie zwariowali.

Kiedy wreszcie przenosi się do sutereny na drugim końcu miasta, może przeciąć więzy z matką i jej światem. Dziecko, studia i praca to katorga, ale i początek wyzwolenia, powolne rozwalanie betonowego bunkra religijnego zniewolenia. Yasmine odkrywa krytyczne materiały o innych religiach, zaczyna rozumieć konstrukcję tego bunkra. Wcześniej o siebie nie miała już sił walczyć, ale dla córki była gotowa na wszystko. Córka nie powtórzy jej losu.

Powoli i mozolnie buduje od nowa swoje życie, zaczyna również odkrywać, że była sama, ale takich kobiet jak ona były miliony. Patrzyła ze zdumieniem na bohaterstwo irańskich dziewczyn zrywających hidżaby, żeby ryzykując wolnością, narażając się na tortury, a nawet na śmierć, wykrzyczeć swoje pragnienie wolności. Widziała jak ten ruch ku wolności zaczynał wychodzić z cienia, w krajach islamskich i w islamskich rodzinach na Zachodzie.

Nie ma i nie może być demokracji bez feminizmu, bez równych praw kobiet, wszystkich kobiet. Z narastającym obrzydzeniem patrzy na udające feministki zachodnie liberałki, całym sercem popierające islamski patriarchat, islamski mizoginizm, traktowanie kobiet jak podludzi. Są takie postępowe, tak właśnie rozumieją lewicowość, tak rozumieją kontynuację tradycji walki o prawa kobiet, zakładają sobie czasem hidżaby w ramach solidarności ze zniewoleniem.

Teraz, kiedy Yasmine jest eksmuzułmanką, kiedy wyrwała się z niewoli, kiedy założyła normalną rodzinę i ma kochającego męża, kiedy jej córkom nie zagraża los kobiety w hidżabie, zdobywa się na opowiedzenie światu o swoim życiu i na zaangażowanie się w pomoc innym kobietom w uwalnianiu się z betonowego bunkra. Ma wsparcie męża i córek, ma wsparcie takich muzułmanów, jak Maajid Nawaz, Tarek Fatah, eksmuzułmanów, takich jak Ayaan Hirsi Ali, osób takich jak Sam Harris.

Z rodziny udaje jej się zachować kontakt z jednym wujem i z daleką kuzynką, która wyszła za mąż za Żyda, reszta jej dawnego świata odpłynęła w niebyt. Przyszedł czas nie tylko na publiczną opowieść o własnym życiu, ale i na pomoc innym kobietom, Zakłada stowarzyszenie byłych muzułmanów i stronę Free Hearts Free Minds. Dzięki internetowi muzułmańskie kobiety z całego świata szukają tu porad i poczucia wspólnoty.

Yasmine zyskała nie tylko podziw i uznanie, zyskała również nienawiść, nienawiść islamskich radykałów i równie silną nienawiść postępowych liberałek i liberałów. Zachodnie postępowe feministki idą w pierwszym szeregu bojowniczek o dalsze niewolenie kobiet. Yasmine tego nie rozumie, ale nie ma czasu na próby rozumienia tych ludzi. Z pewnością jednak czyta również „recenzje” swojej książki pisane przez ludzi takich, jak An Anonymous Atheist. Tchórzliwy, ale oczywiście niezwykle szlachetny i nieskończenie postępowy anonim pisze o książce Yasmine Mohammed z pianą na pysku.

Oczywiście jej książka to według niego prezent dla islamofobów całego świata, to skrajnie prawicowe oszustwo. Fakt, że w przeszłości była ofiarą, jej nie usprawiedliwia, bo to ona „usprawiedliwia zbrodnie przeciwko muzułmanom”. Krytyka religijnego patriarchalizmu, islamskiej mizoginii, terroru wobec dzieci i kobiet, to dla tego anonima skrajnie prawicowe działanie, to obrona Trumpa i napaść na piękną wiarę z chęci zysku. Yasmine Mohammed jest dla niego „samozwańczą feministką”.  Złym człowiekiem, który psuje jego piękny obraz samego siebie – szlachetnego lewicowego obrońcy postępu. Liberałki całkowicie się z nim zgadzają.

Książka Yasmine Mohammed nosi tytuł Unveiled: How Western Liberals Empower Radical Islam. Być może musimy wybrać między postępowością takich liberałów i liberałek, a kontynuacją tradycji emancypantek wiedzących, że nie ma i nie może być prawdziwej demokracji i rozwoju bez obrony praw kobiet, wszystkich, a nie tylko tych, które po wizycie u fryzjera i kosmetyczki wsiadają w piękny samochód i jadą na Marsz Kobiet, żeby solidaryzować się z piewcami zniewolenia innych kobiet.

Czy znajdzie się w Polsce wydawca tej książki? Nie wiem, dla mnie ta książka jest jedną z najważniejszych pozycji w walce o prawa kobiet, a jest to również walka o wiele więcej.

Źródło: http://www.listyznaszegosadu.pl




„Pier…cie się”? TVN wznawia debatę o masowej imigracji

Jan Wójcik

Debata wokół najnowszego dokumentu Wojciecha Bojanowskiego „Niech toną” już trwa. Zostałem poproszony o zabranie głosu.

Film jest mocno poruszający. Uważam, że reportaże, które poruszają ludzkie emocje, pokazują dramatyczne sytuacje, są potrzebne, zwłaszcza, że pomimo sześciu lat trwania tej tragedii głosy widzów sugerują, że spotkali się z nią pierwszy raz.

Samo pokazanie tragedii nie rozwiązuje ani problemu utonięć, ani problemu masowej imigracji i irytuje mnie autor, który unika prób takiego rozwiązania. Komentując film mówi: „Ja tylko opisuję, co się dzieje. Inni są od podejmowania decyzji”. A przecież tworzy dokument o jednoznacznej wymowie, w którym do przeciwników rozszerzania akcji ratunkowych skierowane są słowa członka ekipy ratowniczej: „Pierdolcie się”.

Choćby bardzo chciał, nie uniknie kontekstu politycznego, bo jego dokument przytaczany jest przez europosłankę Janinę Ochojską w kontekście odrzuconej rezolucji Europarlamentu o rozszerzeniu akcji ratunkowych. Zresztą sam Bojanowski w programie mówi, że rezolucja miała jedynie uporządkować kwestie pomocy na Morzu Śródziemnym. Co nie jest prawdą, bo znalazły się tam zapisy o zwiększeniu akcji ratowniczych, o relokacji, o przeniesieniu migrantów z ośrodków detencyjnych w Libii do Europy.

Rezolucja odwołuje się do ONZ-owskich postanowień ułatwiających imigrację. Głosujących przeciwko niej przedstawia się jako zwolenników tonięcia ludzi. „Pierdolcie się” zatem już nie tylko posłowie PiS, ale także PO i PSL, którzy byli do niedawna za relokacją uchodźców.

Reportaż Bojanowskiego zawęża problem do pojedynczej historii. Imigrantka mówi w filmie: „Jest nas tylko 32 osoby, pomóżcie nam, przecież możecie”. Gdyby tylko tak było. Czy więc autor próbuje uniknąć dyskusji o skali problemu? Zapewnia, że nie chodzi o przyjmowanie wszystkich. Ale do czego miałaby prowadzić przedstawiona przez niego logika, kierująca się wyłącznie nakazem ratowania?

W teorii gier, nauce zajmującej się nie igraniem ludzkim życiem, ale próbą zrozumienia ludzkich decyzji, definiuje się gry jednokrotne i gry powtarzalne. Tu mamy do czynienia z sytuacją powtarzalną, gdy skutki pojedynczej decyzji warunkują następne decyzje uczestników.

Prześledźmy więc, jaki jest pomysł osób ratujących na morzu, a także europosłanki Ochojskiej i zapewne mediów emitujących dokument. Chodzi o to, żeby nie tylko uratować na Morzu Śródziemnym ludzkie istnienia, ale także, żeby zapewnić uratowanym lepsze życie w Europie, nawet jeżeli nie mają do tego podstaw, wynikających z przepisów o przyznawaniu ochrony międzynarodowej.

Sprowadzenie debaty o masowej imigracji przez Morze Śródziemne do wyboru pomiędzy „Niech toną” a „Pierdolcie się” jest raczej wyrazem niedojrzałości, niż próby rozwiązania problemu.

Załóżmy, że wysyłamy odpowiednią liczbę statków ratowniczych, większą nawet niż w latach 2014-16, gdy z powodu dużej imigracji tonęło więcej ludzi niż dzisiaj. Zwiększy to presję migracyjną, bo więcej ludzi będzie widziało szansę na dobre życie w Europie, wobec tego my zwiększymy liczbę statków i udzielanej pomocy. Dzięki temu coraz bogatsze będą organizacje przemytnicze.

Więcej ludzi zginie na Saharze, zanim dotrą na południowy brzeg Morza Śródziemnego.  Uratowaliśmy ludzi w konkretnych pojedynczych decyzjach, czy jednak poprawiliśmy ogólną sytuację dotyczącą kryzysu imigracyjnego oraz biedy, bezrobocia i konfiktów w Afryce?

Może więc pójdziemy dalej, rozszerzymy tę logikę i ustanowimy miejsca, gdzie ludzie będą odbierani z Czarnego Lądu? Musimy pamiętać, żeby zabierać wszystkich chętnych, ponieważ tych, których odrzucimy, skażemy znowu na ryzykowną podróż, a to jest nienegocjowalnym warunkiem naszych decyzji.

Takich chętnych i gotowych do migracji do Europy jest już dzisiaj około 40 milionów osób, według badań przytaczanych przez dr Grzegorza Lindenberga w książce „Wzbierająca fala. Europa wobec eksplozji demograficznej w Afryce”. Zachęceni możliwościami, przez Morze Środziemne przybywać też będą imigranci z Pakistanu, Iraku, Afganistanu, – a to kolejne kilkanaście milionów ludzi.

Taki jest więc rzeczywisty postulat: przyjmijmy dziś w Europie 40 milionów ludzi z Afryki i miliony z Azji, a w następnych latach przyjmujmy kolejne miliony. Jakie miałaby skutki jego realizacja? Wystarczy spojrzeć na Niemcy, które przyjęły tylko 2 miliony imigrantów. Nawet posiadając dużą nadwyżkę budżetową i prężną gospodarkę, kraj ten doświadczył bezprecedensowego w powojennej historii wzrostu popularności partii skrajnych. Jeśli przyjmiemy większe fale imigracji, to cały wielokulturowy sen się skończy, bo większość społeczeństwa nie chce masowej imigracji, a nawet ci, którzy deklarują chęć pomocy – jak pokazują wyniki jednego z eksperymentów – pozostają jedynie przy deklaracjach.

Tymczasem liczby, pokazujące wpływ możliwości dostania się do Europy na liczbę utonięć, są inne, mimo że w reportażu im także się zaprzecza. Mniej osób wyruszających przez Morze Śródziemne, to mniej śmierci przez utonięcie. Janina Ochojska pisze, żeby patrzeć na konkretnych ludzi, a nie na cyfry. Jednak różnica między czterema a dwoma tysiącami to dwa tysiące żywych, konkretnych ludzi.

Co prawda uratowanie tych ludzi poprzez ograniczenie migracji nie rozwiązuje wielu innych problemów mieszkańców Afryki – biedy, cierpienia, konfliktów. Tylko dlaczego rozwiązaniem ma być przenoszenie ich do Europy? To nie jest rozwiązanie problemów Afryki. Powinno zacząć się je rozwiązywać od zdecydowanego ograniczenia dzietności. Przydałoby się też zacząć mówić w  TVN24 o konieczności zmniejszenia dopłat dla europejskich rolników, obniżenia ceł i otwarcia na afrykańskie produkty rolne, ponieważ między innymi te środki pozwolą tworzyć w Afryce stabilny biznes i miejsca pracy. Czy TVN podejmie tę rękawicę?

Kolejny raz przedstawiam argumenty i rozwiązania, z którymi, zdaję sobie sprawę, można polemizować, ale debata wokół „Niech toną” powoduje, że doświadczam deja vu. Odpowiadając dzisiaj na nią, mógłbym przekleić inny artykuł z 2015 roku i byłby dalej aktualny.

Zamiast poszukiwania rozwiązania mamy do czynienia z kolejną pedagogiką wstydu. Minęły cztery lata i nie wyszliśmy poza debaty o relokacji i o tym, kto jest naiwnym lewakiem, a kto udającym chrześcijanina bezdusznym egoistą. Minęły ponad cztery lata i Unia Europejska, będąca jednym z najbogatszych i najpotężniejszych miejsc na Ziemi, nie potrafiła przygotować odpowiedzi na kryzys imigracyjny, takich jak hot spoty, efektywne procedury powrotów, plany wsparcia rozwoju dla krajów na południe od Morza Śródziemnego itd.

Sprowadzenie debaty o masowej imigracji przez Morze Śródziemne do wyboru pomiędzy „Niech toną” a „Pierdolcie się” jest raczej wyrazem niedojrzałości, niż próby rozwiązania problemu.




Turcja, Kurdowie, USA, Rosja, Syria… a gdzie jest Europa?

W obliczu tureckiego ataku na terytorium Syrii zamieszkałe przez syryjskich Kurdów pojawia się wiele pytań. Czy Stany Zjednoczone zdradziły sojusznicze Syryjskie Siły Demokratyczne (SDF)? Na ile można polegać na USA jako sojuszniku? Czy Turcja słusznie obawia się zagrożenia ze strony Rożawy? Jakie kolejne problemy wywoła ten konflikt? Czy zagraniczni terroryści uciekną z obozów kurdyjskich i wrócą do Europy?

Prawie w ogóle nie dyskutuje się jednak o najważniejszym dla Europejczyka pytaniu: Jak to się dzieje, że Unia Europejska i europejska część NATO jest po raz kolejny bezradna wobec konfliktu toczącego się u naszych granic i bezpośrednio wpływającego na nasze bezpieczeństwo?

Czego mogłaby chcieć Europa?

Każda ze stron tego konfliktu jest w stanie wyłuszczyć swoje interesy, obojętne, jak ocenimy ich prawdziwość bądź zasadność. Trump, który dał „zielone światło”, usuwając z drogi tureckiej armii jednostki amerykańskiego wojska, twierdzi że Ameryka kończy z rolą „światowego policjanta”. Nie ma zamiaru ponosić wysokich kosztów obecności militarnej w wojnach, które jej nie dotyczą. Turcja przekonuje do prawa do bezpieczeństwa swojego terytorium i konieczności repatriacji syryjskich uchodźców, których chce przesiedlić do strefy bezpieczeństwa. Kurdowie chcą zagwarantować sobie autonomię i bezpieczeństwo oraz przeciwdziałać siłowej zmianie struktury etnicznej na zamieszkałych przez siebie terenach. Syria, która na prośbę osamotnionych Kurdów włączyła się do wojny, chce przeciwdziałać rozpadowi terytorialnemu i utrzymać władzę Asada. Rosja z kolei chce powrotu status quo sprzed rewolucji, a dodatkowo psuje szyki NATO wikłając Turcję w zależność od siebie.

Unia Europejska w ostatnich dniach uchwaliła co prawda sankcje na dostawy broni z krajów UE do Turcji i potępiła inwazję, ale sposób realizacji sankcji ma pozostawać w gestii poszczególnych krajów. A tu już są różnice, bo na przykład Niemcy wprowadziły zakaz, ale tylko na tą broń, która może zostać użyta w toczącym się konflikcie. Wielka Brytania jeszcze w ostatniej chwili w ogóle próbowała storpedować jakiekolwiek wspólne stanowisko ministrów spraw zagranicznych UE w tej kwestii. Co jednak chce uzyskać UE poza wyrażeniem zaniepokojenia, ubolewania, czy wręcz potępienia?

Nie jest tak, że nie mamy interesów na Bliskim Wschodzie i nie jesteśmy, jak to może powiedzieć o USA Donald Trump, oddaleni od niego o „7 tysięcy mil”. Interesuje nas przede wszystkim bezpieczeństwo naszych granic, które nie będzie generowało niekontrolowanej imigracji finansowo obciążającej państwo. Istnienie konfliktów w pobliżu Europy, których elementem jest islamski radykalizm, prowadzi do przenikania dżihadystów na teren UE oraz do radykalizacji imigrantów pochodzących ze stref tego konfliktu. Kurdowie z Syrii i Iraku, w przeciwieństwie do Turcji, byli w tym przypadku naszymi sprzymierzeńcami. Zwalczali dżihadystów oraz oferowali bezpieczne terytorium dla wewnętrznych uchodźców w Syrii. Wsparci przez Zachód mogliby być istotną przeciwwagą dla strony rządowej w dyskusji o kształcie Syrii. Dlatego potępienie tureckiej agresji i działanie na rzecz uspokojenia konfliktu jest w naszym żywotnym interesie.

Agresywne zapędy Turcji wobec Kurdów i rozpalanie na nowo konfliktu w Syrii to nie jedyna oś sporu UE z Turcją. Na ostatnim posiedzeniu ministrów, w słowach prezydenta Rady Europejskiej Donalda Tuska został wyrażony sprzeciw wobec tureckich planów wiertniczych w okolicach Cypru, które naruszają prawa Cypru i Grecji do znajdujących się tam złóż gazu.

Mamy też problem udziału Turcji w schemacie omijającym sankcje nałożone na Iran za prowadzenie programu wzbogacania materiałów radioaktywnych w celu wybudowania broni atomowej. Właśnie rozpoczyna się postępowanie sądowe przeciwko tureckiemu bankowi, przez amerykańską prokuraturę oskarżanemu o udział w wielomiliardowym przedsięwzięciu, które za pomocą sieci podstawionych firm, fałszywych transakcji w złocie, żywności i lekach omijało  sankcje. W procederze mieli brać udział także tureccy urzędnicy państwowi włącznie z prezydentem Erdoganem. Wreszcie groźby zalania krajów europejskich imigrantami, którzy traktowani są przez rząd Turcji jako straszak na Unię Europejską, nijak nie przypominają postępowania, jakiego można spodziewać się po sojuszniku.

Dlaczego Europa boi się działać?

W tej sytuacji głosy krytyki europejskich publicystów i polityków wobec prezydenta USA ujawniają nic innego jak europejską słabość. Od dłuższego czasu Europa nie jest w stanie zadbać o swoje najbliższe sąsiedztwo i staje się przedmiotem, a nie podmiotem polityki międzynarodowej. Wodzona jest za nos i szantażowana przez prezydenta Turcji – państwa siedmiokrotnie mniejszego, o dwudziestokrotnie mniejszym PKB.

Problemom UE z masową imigracją, czy Turcją, nie podoła Europa biurokratów i polityków zsyłanych na margines polityki krajowej.

Dlaczego więc tak niewiele robimy? Głównym powodem geostrategicznym jest członkostwo Turcji w NATO. Formalnie Turcja jest sojusznikiem, chociaż część jej działań nie mieści się już w kategorii działań sojuszniczych. Podobne napięcie wewnątrz NATO nie jest niczym nowym. Do tej pory jednak istniało głównie na linii Turcja – Grecja, która w 1974 zawiesiła członkostwo, domagając się także zapisów w traktacie dotyczących sojuszu obronnego w przypadku agresji jednego członka NATO wobec drugiego.

Teraz jednak działania Turcji dotyczą nie tylko samej Grecji, ale większości członków sojuszu, a na to nakłada się jej flirt z Rosją i plany zakupu od niej systemów obrony rakietowej S-400 oraz  samolotów. Dowodem na to, że Turcja oddala się stopniowo od NATO jest też fakt, że próbuje stworzyć niezależny przemysł zbrojeniowy we współpracy z Malezją i Pakistanem, co ma też być kamieniem węgielnym powstania islamskiego bloku. Retoryka prezydenta Turcji Recepa Tayyipa Erdogana, który opiera swoje rządy na mariażu islamizmu i nacjonalizmu, jest jawnie antyzachodnia. Bezprecedensowe były też sytuacje, w których w związku z czystkami po puczu w 2016 roku, tureccy oficerowie w NATO występowali o azyl za granicą.

To wszystko powoduje, że Turcja, chociaż jest drugą armią NATO, chociaż jest jego południową flanką i umożliwia dostęp do Morza Czarnego i Bliskiego Wschodu, coraz bardziej szkodzi samemu sojuszowi. W związku z tym należy, nawet jeśli z punktu widzenia strategii wygląda to na tragiczną sytuację, przygotować się na powolne opuszczanie NATO przez Turcję, o ile nic w jej polityce się nie zmieni. I chociaż w takiej sytuacji część ekspertów doradza przyjmowanie ostrożnego kursu, by nie doprowadzić do gwałtownego zerwania z NATO, to właśnie taka postawa będzie oznaką słabości i będzie zachęcać prezydenta Erdogana do dalszego szantażu. Należy zauważyć, że UE posiada instrumenty ekonomiczne, które w obecnej sytuacji gospodarczej Turcji stawiają ją w sytuacji wrażliwej na naciski. A jeżeli Turcja w końcu zerwie swoje związki z Zachodem, powinna zrobić to maksymalnie osłabiona.

Drugim problemem jest ryzyko zemsty Turcji i realizacji gróźb, w postaci wywołania kolejnej fali imigracyjnej. To jest też sytuacja, z którą Unia do tej pory sobie nie radziła, a jedynym krótkowzrocznym rozwiązaniem, które wzmacnia tylko czynniki przyciągające imigrantów, jest ponawiane pytanie, ilu komu należy przekazać imigrantów. Należy więc opracować i wdrożyć plany ich powstrzymywania i zawracania, bo obecnie nie są oni jedynie osobami szukającymi schronienia, ale także narzędziem polityki wrogiej siły. W połączeniu z zagrożeniem terrorystycznym, manipulowanie nimi jest formą prowadzenia wojny proxy przy użyciu najbardziej pokrzywdzonych osób, uchodźców. Jeżeli Turcja jest w stanie powierzyć bandom dżihadystów przeprowadzenie czystek na terenach zamieszkałych przez Kurdów, nie będzie zaskoczeniem podobne wykorzystanie ich w Europie.

Nie można dłużej ulegać szantażowi i trzeba zmienić narrację z „rozwiązywania kryzysu imigracyjnego” na „obronę przed niegodziwym traktowaniem ludzi, zbrodnią humanitarną i celową destabilizacją UE”. Prezydent Turcji musi mieć świadomość, że w przypadku realizacji zapowiadanego szantażu spotka się ze zdecydowaną odpowiedzią Zachodu, a biorąc pod uwagę wskaźniki gospodarcze Turcji, może być to bardzo dla niego dotkliwe.

Rozwiązania problemów Europy leżą w Europie

I tu dochodzimy to sprawy kluczowej: UE powinna działać bardziej solidarnie. Z współczesnymi wyzwaniami pojedyncze kraje Europy na dłuższą metę sobie nie poradzą. Solidarność ta jednak powinna dotyczyć rozwiązywania problemów, a nie pogrążania się w nich coraz bardziej i skupianiu się jedynie na dzieleniu obciążeń. Nie podoła temu UE biurokratów i polityków wypychanych na margines polityki krajowej. Nie dadzą sobie z tym rady przesiąknięci pięknoduchostwem politycy, którzy lecieli do Libii po obaleniu Kadafiego, żeby obiecywać tam transfer polskich doświadczeń z 1989 roku. Unia stała się zbyt zachowawcza. Może dzieje się tak z powodu trudności uzyskania konsensusu w sprawach zagranicznych, może przez wewnętrzną opozycję w państwach i utopie wielokulturowości, świata bez granic i konieczności uwzględniania każdej perspektywy. Może przez niechęć polityków do konfrontacji, która spotka się z krytyką mediów.

Kiedy dla miesięcznika „Układ Sił” porównywałem reakcje świata muzułmańskiego na przetrzymywanie Ujgurów w chińskich obozach reedukacyjnych z reakcją na takie wydarzenia jak duńskie karykatury Mahometa, nie mogło ujść uwadze, że to Zachód Erdogan na potrzeby swojej retoryki obrał sobie za przysłowiowego chłopca do bicia, a wobec Chin przyjmuje postawę milczącą bądź służalczą. A jednak to my mamy z Turcją bliższe relacje i silniejsze powiązania gospodarcze i to ostatecznie my moglibyśmy bardziej jej zaszkodzić niż Chiny.

Na chwilę obecną wydaje się więc raczej, że w obliczu wspólnych wyzwań dotyczących wielu krajów, prędzej do takiego porozumienia dojdzie na szczeblu Rady Europejskiej niż na poziomie Komisji i Parlamentu. Oczywiście można krytycznie wskazywać na różnice interesów, partykularyzmy i kierowanie się polityką krajową, ale jednak to na tym szczeblu prędzej nastąpi zrozumienie wspólnego interesu w takich dziedzinach jak obronność, przeciwdziałanie nielegalnej imigracji i współpraca w kwestii bezpieczeństwa wewnętrznego. Jeżeli Unia ma być liczącą się siłą w polityce międzynarodowej, zapewniając bezpieczeństwo i dobrobyt swoim członkom, musi działać w sprawie promowania wspólnego interesu i rozwiązań, które ten interes zabezpieczają.

Jan Wójcik




Skrajna lewica wobec islamizmu – system iluzji i zaprzeczeń

Gdyby filozofowie Wieku Świateł, patroni współczesnej myśli sekularnej lewicy, wstali z grobów, zapewne zdziwiliby się, jak współczesna lewica wyzbywa się własnych ideałów, sprzymierzając się z religijnymi fanatykami.

Czterdziestopięcioletni Mickaël Harpon przez dwadzieścia lat pełnił służbę w policji. Był odpowiedzialny za tropienie przestępstw (w tym dżihadystów). Chociaż istniały przesłanki wskazujące na radykalizację mężczyzny (kontakty z ruchem salafickim), dalej pracował w policyjnej sekcji wywiadowczej. W ostatnim czasie w jego sposobie bycia zaszły wyraźne zmiany: nie życzył sobie kontaktów z kobietami, usprawiedliwiał ataki na redakcję „Charlie Hebdo”, jego ubiór także wskazywał na przeobrażenia, jakie w nim zachodziły. Ostatecznie 3 października 2019 roku zabił w budynku francuskiej prefektury policyjnej cztery osoby. Ten akt terroru wstrząsnął Francją. Zareagował także prezydent Macron, zapowiadając „wykorzenienie islamizmu” ze społeczeństwa. Słowa te spotkały się z potępieniem ze strony skrajnej lewicy. Na stronie Światowych Socjalistów czytamy, że obecny prezydent Francji, potępiając islamizm, stał się „neofaszystą”.

Prezydent Macron zwrócił się do policjantów, mówiąc: „Wasi koledzy padli ofiarą łotra i śmiercionośnego islamu, za wykorzenienie którego jesteśmy wszyscy odpowiedzialni. Sama administracja i służby nie są w stanie pokonać islamskiej hybrydy. Należy budować społeczeństwo czujności (…) Wiedzieć, jak w szkole, pracy, miejscach kultu, blisko domu pojawiają się wypaczenia, małe gesty, które świadczą o dystansowaniu się do praw i wolności Republiki”. Słowa te w kontekście zignorowania licznych znaków ostrzegawczych przez przełożonych i kolegów wydają się trafną, choć spóźnioną refleksją.

Jednak nie dla wszystkich. W mniemaniu socjalistów Macron w ten sposób próbuje zbudować państwo policyjne nastawione wrogo wobec muzułmanów. Zdaniem socjalistów islamizm (w tym ten wzywający do zabijania niewiernych) nie jest produktem „islamu, czy muzułmanów, lecz imperializmu”. Imperializmu, który ujawniał się w działaniach Francji w Syrii. Muzułmanie dokonują zamachów, lecz winne są prawicowe media, antyislamska propaganda, NATO oraz polityka Waszyngtonu. To rzekomo Macron „depcze prawa demokratyczne, budując państwo policyjne skierowane przeciwko całej klasie robotniczej”.

Argumentacja ta jeszcze niedawno wydawała się dominująca. Terroryści nie byli rzekomo motywowani przez religię, lecz odreagowywali kolonialną przeszłość pełną upokorzeń. Reagowali przemocą na niesprawiedliwość społeczną. Byli ofiarami wykluczenia. Każdy, kto wskazywał na kontekst religijno-ideologiczny tego terroryzmu, spychany był do narożnika „faszysty” i „islamofoba”.

Podstawowym błędem współczesnej, radykalnej lewicy jest fałszywa socjologia i antropologia. Człowiek wprawdzie funkcjonuje w określonych warunkach i kształtują go czynniki ekonomiczne oraz społeczne, lecz jest jednocześnie istotą zdolną do podejmowania decyzji oraz dokonywania wyborów, kierując się celami wynikającymi z określonego rozumienia religii.

Zapłatą dla dżihadystów nie jest wcale wyglądająca zza horyzontu zmiana stosunków społecznych, lecz raj; zabijanie niewiernych jest składaniem ofiary uświęconej. To właśnie redukcjonistyczna koncepcja człowieka nie pozwala zrozumieć, czym w istocie jest dla wyznawcy salafizmu religia. Bez tego zrozumienia nie będziemy w stanie ani walczyć z islamizmem, ani zapobiec kolejnym niewinnym ofiarom ich zbrodni. Zadziwiające, że to właśnie lewica bezkrytycznie powtarza tezy, które przemoc tę usprawiedliwiają i racjonalizują. To właśnie stałą figurą dżihadystycznej propagandy pozostaje mit świętych bojowników wiedzionych ideą słusznej zemsty. A przecież jedyną „zbrodnią” zabitych w tym akcie terroru było jedynie to, że są… niewierni i pochodzą ze „zgniłego i zdemoralizowanego” Zachodu.

Dotychczas za sprawą powieści „Uległość” Michela Houellebecqa mówiło się o zbyt miękkiej postawie francuskiego społeczeństwa, które woli nie dostrzegać zagrożenia płynącego z islamistycznego totalitaryzmu. Jednak, kiedy czyta się doniesienia o tym, że członek ruchu „The Revolution Is on the Move” Hadama Traoré został aresztowany w Paryżu, po tym, jak próbował oddać hołd Mickaëlowi Harponowi, gdyż, jak uzasadniał, zabójca czwórki policjantów „nie był wcale terrorystą” wówczas można odnieść wrażenie, że radykalna lewica nie tylko tworzy system iluzji, lecz także otwarcie zaprzecza faktom.

Piotr Ślusarczyk na podst. wsws.org leparisien.fr




Przybywa terrorystów wśród imigrantów

Terrorystów, którzy wykorzystali masową migrację do Europy nie było wielu, ale ciągle ich przybywa, twierdzi autor książki „Jihadist Infiltration of Migrant Flows to Europe: Perpetrators, Modus Operandi and Policy Implications”*, Sam Mullins.

Mullins identyfikował 144 przypadki domniemanych dżihadystów – terrorystów, którzy zinfiltrowali falę imigrantów przybywającą do Europy lub poruszającą się po kontynencie od 2011 do 2018 roku. W artykule opublikowanym przez Instytut Spraw Europejskich wymienia ostatnie, coraz częściej odkrywane przypadki. Między innymi jest to Uzbek, zatrzymany przez szwedzką policję w sierpniu; trzech Irakijczyków, którym w tym samym dniu postawiono zarzuty, a przybyli szukać azylu w Niemczech, czy Hassan F. zatrzymany dwa tygodnie później na Węgrzech, który otrzymał status uchodźcy w Grecji. Temu ostatniemu zarzuca się nadzorowanie mordu conajmniej 25 osób oraz osobiste ścięcie głowy imamowi z Homs.

Jak autor sam przyznaje, on i środowisko ekspertów sceptycznie traktowali w roku 2014 i 2015 podejrzenia, że terroryści mogą wykorzystać falę imigracyjną. Obecnie Mullins, profesor w Azjatycko-Pacyficznym Centrum na Rzecz Badań nad Bezpieczeństwem uważa, że ludzie tacy, jak Anis Amri, odpowiedzialny za zamach na berliński jarmark bożonarodzeniowy, w którym zginął Polak, czy Uzbek Rakhmat Akilov, zamachowiec ze Sztokholmu, to czubek góry lodowej.

Co prawda zbadane przez Mullinsa przypadki stanowią dużo mniej niż jeden procent wszystkich niedawno przybyłych imigrantów, ale jest ich więcej, niż wcześniej się sądziło. A nawet tej garstce udało się wywrzeć wpływ na sytuację bezpieczeństwa wewnętrznego w Europie.

Imigracja zwiększała ryzyko

Mullins stawia mocną tezę, popartą badaniami, że lwia część terrorystów trafiła do Niemiec, ponieważ był to kraj, który najszerzej otworzył się na niekontrolowaną imigrację. W większości terroryści przybyli szlakiem bałkańskim, a głównie są to Syryjczycy (40%), a następnie Irakijczycy, mieszkańcy Północnej Afryki i Afgańczycy. Nie wszyscy z podszywających się pod uchodźców zaangażowali się w działalność terrorystyczną w Europie – około 61%. Pozostali popełnili zbrodnie przed dotarciem do Europy. Ci, którzy zaangażowali się, dokonali 12 ataków w sześciu europejskich krajach, w których zginęły 182 osoby. 20 ataków zostało udaremnionych.

Mowa oczywiście o osobach związanych z terroryzmem, które wykorzystały kryzys imigracyjny. Osobnym problemem jest radykalizacja uchodźców i imigrantów.

Problemem jest także identyfikacja terrorystów. Posługują się fałszywymi danymi, bądź fałszywymi dokumentami. Rzadko zdarza się też, że ktoś ze społeczności imigrantów donosi na nich. A z drugiej strony zdarzają się próby wyrównywania porachunków poprzez fałszywe oskarżenia.

„Chociaż zdaniem Komisji Europejskiej kryzys migracyjny został oficjalnie zażegnany, jego efekty, w tym wzrost popularności populizmu i skrajnie prawicowego terroryzmu – poza aktami terroru ze strony dżihadystów – wciąż są odczuwalne”, twierdzi profesor Mullins. Przestrzega też przed obecną dużą imigracją oraz uważa, że w przyszłości można spodziewać się jej wzrostu.

* * *

Dokładnie te same podejrzenia o infiltrację imigrantów przez terrorystów, w roku 2015 podnosiło stowarzyszenie Europa Przyszłości, prowadzące portal Euroislam.pl. Posługując się kampanią plakatową staraliśmy się ostrzec społeczeństwo i rząd Platformy Obywatelskiej przed błędną decyzją otwierania Polski na niekontrolowaną imigrację i partycypacji w systemie, który napędzałby jeszcze większy kryzys imigracyjny. Pełnomocnik Rządu ds Równego Traktowania Małgorzata Fuszara skierowała wówczas sprawę do Prokuratora Generalnego, rzucając na nas podejrzenie „szerzenia nienawiści”.

Jan Wójcik

 

* „Infiltracja fali uchodźców przybywających do Europy przez dżihadystów: sprawcy, modus operandi i implikacje dla polityki”

____________________

Sam Mullins – profesor w Azjatycko-Pacyficznym Centrum na Rzecz Badań nad Bezpieczeństwem, na Hawajach, oraz honorowy wykładowca na Uniwersytecie w Wollongong, w Australii. W czasie przeprowadzania badań był wykładowcą antyterroryzmu w George C. Marshall European Center for Security Studies w Niemczech.

 




Kościół wobec migracji – dobre serce nie wystarczy

Piotr Ślusarczyk

Kościół Katolicki w sprawie uchodźców i imigrantów zachowuje się tak, jakby nie istniały ograniczenia wynikające z rzeczywistości społecznej i ekonomicznej.

Mało tego – stosunek do imigracji ma być nie tylko testem na „bycie prawdziwym katolikiem”, ale także miarą człowieczeństwa.

Utopia świata bez granic

29 września Kościół obchodził 105 Dzień Migrantów i Uchodźców. Z tej okazji zaproponował szereg inicjatyw. Jedne – takie jak pomoc humanitarna – cieszą, inne zaś w dużej mierze są w istocie uwzniośleniem oraz swoistą sakralizacją idei stworzenia świata bez granic.

Rada Konferencji Episkopatu Polski ds. Migracji piórem biskupa Krzysztofa Zadarko wystosowała list do wiernych. Oprócz przesłania ewangelicznego, możemy w nim znaleźć wyraźne sugestie polityczne. Z dokumentu przebija się apel o przyjmowanie do Polski większej liczby migrantów, a także – co charakterystyczne dla narracji zwolenników otwartych drzwi – brak dostatecznego rozróżnienia pomiędzy migrantem ekonomicznym a uchodźcą, który musi opuścić swój kraj z powodu prześladowań.

To właśnie masowa migracja z Afryki i Bliskiego Wschodu zatarła granicę między tymi migrantami, którym zgodnie z prawem należy się ochrona międzynarodowa, a tymi, którzy szukają lepszych warunków życia. O ile w pierwszym przypadku odmówienie pomocy osobie prześladowanej uznać należy za niemoralne, o tyle próba stworzenia świata bez granic stanowi prosty przepis na katastrofę – zarówno humanitarną, jak i polityczną.

Kościół – a przynajmniej jego zwierzchnicy – w obliczu kryzysu migracyjnego zachowuje się rażąco nieodpowiedzialnie i niezrozumiale naiwnie

Doświadczenia po kryzysie 2015 roku pokazują, że Europa nie radzi sobie ani z przyjmowaniem imigrantów, ani z ich integracją. W dodatku z dnia na dzień rośnie opór społeczeństw przeciwko masowej migracji z krajów kulturowo tak odmiennych, że o rzeczywistej integracji nie może być mowy.

Ewangeliczne przesłanie czy „pięknoduchostwo”?

We wspomnianym liście czytamy, że „wyzwania, jakie stwarzają migranci i uchodźcy stanowią okazję do refleksji nad naszym chrześcijańskim życiem i naszym humanitaryzmem. Spotkanie z uchodźcami odsłania nasze człowieczeństwo lub jego niedojrzałość, gdy nasze relacje, zdominowane przez niewiedzę, nacechowane są nieuzasadnionym lękiem, jakże często sztucznie wywoływanym dla celów populistycznych. Papież zmusza do refleksji nad lękiem przed imigrantami: ‚Zauważamy to szczególnie dzisiaj, w obliczu przybycia migrantów i uchodźców, którzy pukają do naszych drzwi w poszukiwaniu opieki, bezpieczeństwa i lepszej przyszłości (…). Problemem nie jest fakt, że mamy wątpliwości i obawy. Problem pojawia się wówczas, gdy te lęki determinują nasz sposób myślenia i działania do tego stopnia, że sprawiają, iż stajemy się nietolerancyjni, zamknięci, a może nawet – nie zdając sobie z tego sprawy – stajemy się rasistami. W ten sposób lęk pozbawia nas pragnienia i zdolności do spotkania się z bliźnim, osobą inną niż ja; pozbawia mnie szansy spotkania się z Panem’ (homilia podczas mszy św. w Światowym Dniu Migranta i Uchodźcy, 14 stycznia 2018 r.)”.

Roula i Malek Abo – syryjscy chrześcijanie, którym obiecano, że pojadą z obozu na Lesbos do Watykanu, lecz nie pojechali.

Przyjęty przez dostojników Kościoła ton razi retoryką moralnego szantażu, a także tworzy zupełnie fałszywy obraz problemu migracji. I tak, po pierwsze zarzut „nieświadomego rasizmu” trudno traktować poważnie. Używając tej samej retoryki można by powiedzieć, że papież „nieświadomie” zdradza ideały kultury europejskiej lub po prostu bezwiednie dąży do jej zniszczenia. Jeśli stawia się komukolwiek tak poważny zarzut, należy bezwzględnie dysponować żelaznymi argumentami.

Po drugie, lęki związane z migracją nie są, jak chce tego papież Franciszek, jedynie wymysłem populistów. Oficjalne statystyki ONZ i UE mówią o geometrycznym przyroście ludności w Afryce. Do 2030 roku na Czarnym Kontynencie przybędzie 400 milionów ludzi, czyli tyle, ile wynosi ludność całej Unii Europejskiej (wyjąwszy Wielką Brytanię). Przeludnienie będzie stymulowało migrację. Do 2030 będzie to 9 milionów osób z Afryki, zaś do 2050 aż 25 milionów.

Te miliony przybyszów z Afryki na trwałe zmienią krajobraz kulturowy Starego Kontynentu, który zmaga się z rosnącą przestępczością grup imigranckich, przemocą uwarunkowaną kulturowo (polityczny islam) oraz daleko idącymi napięciami społecznymi, które miejscami przywołują widmo masowych zamieszek na tle religijnym czy etnicznym. Doświadczenie wojny na Bałkanach powinno ostudzić szlachetne, lecz utopijne zapędy tych, którzy chcą budować wielokulturowy raj.

Problemy z migracją nie są wymysłem, są faktem. Niedostrzeganie tego stanowi jaskrawy przykład pięknoduchostwa. Kościół – a przynajmniej jego zwierzchnicy – w obliczu kryzysu migracyjnego zachowuje się rażąco nieodpowiedzialnie i niezrozumiale naiwnie. Czy rzeczywiście Kościół chce rozwoju w Europie równoległych społeczeństw, które odrzucają demokrację i prawa człowieka wyrosłe z idei ludzkiej godności? Czy Kościół nie dostrzega przerażających konsekwencji przeludnienia w Afryce? Czy w końcu Kościół wierzy nadal, że Europa, mówąc językiem kanclerz Niemiec, da radę przyjąć wszystkich, którzy chcą tu przybyć?

Wielkie słowa, takie jak humanitaryzm, słyszymy od dawna, od lat powtarzają się także argumenty odnoszące się do rasizmu, populizmu i ksenofobii, a jednocześnie cały czas problem migracji pozostaje nie tylko nierozwiązany, lecz narasta. Można obawiać się tego, że gdy będzie ciągle nabrzmiewał, zagrozi humanitaryzmowi oraz rzeczywiście obudzi demony rasizmu.

Źródło: https://episkopat.pl




Przestępstwa seksualne w Niemczech: testosteron czy kultura imigrantów

Nowi imigranci, którzy przybyli do Niemiec od 2015 roku, popełniają przestępstwa seksualne sześć razy częściej niż obywatele Niemiec.

Nie wynika to, wbrew lewicowym sympatykom imigrantów, z tego, że nowi imigranci to głównie młodzi mężczyźni. Gdyby Niemcy byli równie młodzi, jak imigranci, to i tak popełnialiby cztery razy mniej przestępstw seksualnych niż oni. Chociaż nikt już w Niemczech nie zaprzecza, że wysoka przestępczość imigrantów istnieje, bo dane o niej publikuje niemiecka policja, to lewicowi sympatycy islamskiego fundamentalizmu nadal próbują ją na różne sposoby minimalizować i usprawiedliwiać.

Zanim przyjrzymy się statystykom dotyczącym przestępstw seksualnych (inne omówione będą w kolejnym artykule), spójrzmy na skalę problemu przestępczości nowych imigrantów. Wśród wykrytych sprawców przestępstw nowi imigranci stanowili:

15% zabójców (550 morderców)
12% przestępców seksualnych (5626)
10% osób odpowiedzialnych za napaści i pobicia (60 109)
11% odpowiedzialnych za kradzieże (43 734)

Nowi imigranci, których przybyło do Niemiec 1,5 mln w latach 2015-18, stanowią około 2% ludności. Jak widać, przestępstwa popełniali wielokrotnie częściej. Pytanie – dlaczego?

Przyczyną nie jest młody wiek

W debacie publicznej pojawiły się dwie konkurencyjne odpowiedzi. Odpowiedź pierwsza brzmi: „To kwestia ich odmiennej kultury, ich lekceważenia naszych zwyczajów i norm”, ale na to pada odpowiedź druga: „Nie, to po prostu testosteron, bo imigranci to głównie młodzi mężczyźni, którzy w każdej kulturze popełniają najwięcej przestępstw”.

Oczywiście, młodzi mężczyźni popełniają więcej przestępstw. Ciekawe jednak, że wyjaśnienia odwołujące się od młodego wieku imigrantów nigdy nie są poparte analizą odpowiednich danych, nawet jeśli są dostępne. A to właśnie dane mogłyby wykazać, czy teza o niższym wieku imigrantów jako przyczynie przestępczości jest prawdziwa, czy nie. Analiza danych policyjnych pokazuje, że jest całkowicie fałszywa.

Polski dziennikarz mieszkający w Niemczech, Adam Gusowski, jest właśnie przedstawicielem tych, którzy próbują wmówić publiczności, że problemu zwiększonej przestępczości imigrantów nie ma i atakują polityków, którzy mówią co innego. W swoim tekście – opublikowanym na niemieckim portalu mediowym WR1, Gusowski napisał tak:

„’Migranci już kulturowo są bardziej skłonni do przemocy’ – tymi słowami minister spraw wewnętrznych Bawarii Joachim Herrmann rozpętał dyskusję, którą dotychczas prowadzili skrajnie prawicowi populiści. ‚Mamy tutaj do czynienia z podwyższonym ryzykiem, to dokładnie pokazują policyjne statystyki’ Tylko że te statystyki należy czytać właściwie i właściwie o nich mówić.

Federalna Policja Kryminalna zajmowała się w 2018 roku przestępczością wśród uchodźców. Wynik: przy niektórych rodzajach przemocy podejrzani migranci są ponadproporcjonalnie uwzględnieni. To dotyczy przede wszystkim aktów przemocy z możliwością utraty życia, okaleczenia, rabunku oraz aktów przemocy przeciwko wolności seksualnej. Z dokumentów BKA wynika jednak ważny powód tej ponadproporcjonalnej liczby podejrzanych migrantów przy tego rodzaju wykroczeniach. Powód, o którym Joachim Herrmann nie mówi, tak jak nie mówią o nim politycy AfD czy prawicowi populiści. BKA zwraca mianowicie wyraźnie uwagę na szczególną strukturę wieku i płci tej grupy. Młodzi mężczyźni w wieku od 14 do 30 roku życia są, niezależnie od ich pochodzenia, najczęstszymi sprawcami przy wykroczeniach z przemocą. To właśnie ta grupa jest procentowo wyraźniej wyższa wśród migrantów niż w niemieckiej ludności. Z danych Federalnego Urzędu Statystycznego z końca 2017 roku wynika, że średni wiek migrantów ostatniej fali uchodźczej to 29 lat, 63 procent to mężczyźni. Statystyczny Niemiec tego samego okresu miał 45 lat, a mężczyźni stanowili 49% społeczeństwa. Łatwo smaży się polityczne kotlety na ekstremalnych aktach przemocy. Jeszcze perfidniejsze jest okraszanie ich domniemanymi liczbami, statystykami i myślowymi skrótami”.

Statystyki należy czytać właściwie

Adam Gusowski umie wyrażać oburzenie, ale szkoda, że nie posłuchał własnej rady i nie zapoznał się ze dokumentami BKA, na które się powołuje. Dowiedziałby się wówczas, że minister miał jednak rację – to nie testosteron odpowiada za przestępstwa imigrantów, tylko ich kultura. Średni wiek imigrantów i niemieckich mężczyzn jest tu bez znaczenia. Dane BKA to jasno pokazują, chociaż nie prezentują wszystkich informacji wprost i trzeba spędzić nad nimi sporo czasu (źródła podane są na końcu).

Przestępstwa seksualne, którymi zajmuję się dalej, to w klasyfikacji niemieckiej policji bardzo szeroka kategoria, od pornografii dziecięcej przez molestowanie seksualne dzieci, do gwałtów zbiorowych. Do analizy wybrałem tylko dane dotyczące mężczyzn, bo to oni są przedmiotem publicznej dyskusji i oni popełniają ponad 90% tego rodzaju przestępstw. Porównuję nowych imigrantów z osobami o obywatelstwie niemieckim, które dalej w skrócie nazywam Niemcami.

Z danych policji wynika, że ogólnie nowi imigranci popełniają przestępstwa seksualne 6,4 razy częściej niż Niemcy. Wśród 992 tys. imigrantów płci męskiej w roku 2018 były 5544 osoby, które popełniły przestępstwa seksualne (współczynnik 0,56%), natomiast wśród 34,8 mln mężczyzn i chłopców z obywatelstwem niemieckim było 30 167 takich przestępców (współczynnik 0,09%).

Żeby sprawdzić, czy za tę sześciokrotną różnicę odpowiada nieproporcjonalnie duża liczba młodych mężczyzn wśród imigrantów, czy raczej ich większa skłonność do popełnienia przestępstw, musimy sprawdzić, jak często w każdej podgrupie wiekowej popełniane są przestępstwa.

.Przestępstwa seksualne w Niemczech 2018, mężczyźni

Przestępstwa seksualne w Niemczech 2018, mężczyźni (oprac. euroislam.pl)
(oprac. euroislam.pl)

 

Popatrzmy jak to porównanie wygląda na wykresie:

Odsetek przestępców seksualnych w podgrupach wiekowych, Niemcy 2018 (oprac. Euroislam)

Widać wyraźnie, że w KAŻDEJ podgrupie wiekowej imigranci popełniają przestępstwa seksualne kilkakrotnie częściej niż Niemcy, przy czym ta różnica systematycznie zwiększa się z wiekiem. Wśród nastolatków imigranci popełniają przestępstwa seksualne dwuipółkrotnie częściej niż Niemcy (0,74% i 0,26%), zaś imigranci w wieku powyżej 60 lat popełniają te przestępstwa aż 23 razy częściej niż Niemcy w tym samym wieku.

Nowi imigranci, którzy przybyli do Niemiec od 2015 roku, popełniają przestępstwa seksualne sześć razy częściej niż obywatele Niemiec, a niektóre inne przestępstwa nawet częściej.

Zauważmy jeszcze dwie rzeczy. Po pierwsze, nawet niemieckie nastolatki popełniają przestępstwa seksualne (0,28%) ponad dwa razy rzadziej niż najstarsi imigranci (0,63%) – co trudno wytłumaczyć poziomem testosteronu. Po drugie, wśród Niemców przestępczość seksualna bardzo spada z wiekiem (czyli tak, jak testosteron), a wśród imigrantów pozostaje cały czas na bardzo wysokim, niemal identycznym poziomie.

Metoda wyrównania ze względu na wiek

Zobaczmy jeszcze, w jakim stopniu zmieniłaby sytuację liczby przestępstw wśród Niemców zmiana ich wieku, gdyby proporcje osób młodych i starszych były dokładnie takie, jak wśród imigrantów – (określa się to jako „wyrównanie ze względu na wiek”).

Wynik takich obliczeń jest następujący: gdyby struktura wieku niemieckich mężczyzn była identyczna, jak struktura wieku imigrantów (czyli np. grupa w wieku 18-20 to byłoby nie 3% a 12% Niemców) to Niemcy mieliby 47 557 przestępców seksualnych, czyli ich odsetek wyniósłby 0,14% (teraz 0,09%). Zatem, nawet gdyby młodych mężczyzn było wśród Niemców proporcjonalnie tak samo dużo, jak wśród imigrantów, a starych równie mało jak wśród imigrantów, to i tak imigranci popełnialiby przestępstwa seksualne 4,1 razy częściej niż Niemcy. To jest odpowiedź dla red. Gusowskiego, wynikająca z „właściwego czytania statystyki”, którego się on domaga: jeśli wyeliminujemy wpływ różnicy wieku, imigranci popełniają przestępstwa cztery razy częściej niż obywatele Niemiec.

Spróbujmy podejść do porównań przestępczości imigrantów i Niemców jeszcze z innej strony. Nie zmieniajmy struktury wieku, tylko popatrzmy, co by się działo, gdyby w każdej podgrupie wiekowej Niemcy popełniali przestępstwa seksualne równie często jak imigranci (korzystamy z odsetek prezentowanych w poprzedniej tabeli). Poniższa tabelka pokazuje odpowiedź na to pytanie.

Ile byłoby przestępstw seksualnych popełnianych przez Niemców, gdyby popełniali je równie często jak imigranci?

Ile byłoby przestępstw seksualnych popełnianych przez Niemców, gdyby popełniali je równie często jak imigranci? (oprac. euroislam.pl)
(oprac. euroislam.pl)

 

Na szczęście Niemcy popełniają rocznie tylko 30 tysięcy przestępstw seksualnych; gdyby popełniali je równie często, jak imigranci, to tych przestępstw byłoby prawie 200 tysięcy – 6,5 razy więcej niż obecnie. To inny sposób oszacowania różnic pomiędzy przestępczością Niemców a imigrantów, który korzysta z rzeczywistej, a nie hipotetycznej liczebności osób młodych w obu grupach.

Zauważmy, że największe różnice widoczne są nie wśród młodych, lecz wśród starszych: tylko wśród niemieckich seniorów, gdyby popełniali przestępstwa seksualne równie często jak ich imigranccy odpowiednicy, byłoby dwa razy tylu przestępców, ilu dzisiaj jest wśród wszystkich Niemców.

Konkluzja

„Statystyki należy czytać właściwie i właściwie o nich mówić”, napisał Adam Gusowski i w tym się w pełni zgadzamy. Właściwe odczytanie statystyk niemieckiej policji pokazuje, bez żadnej wątpliwości, że różnice w średnim wieku Niemców i nowych imigrantów mają tylko minimalne znaczenie dla kilkukrotnie większej częstości popełniania przestępstw seksualnych przez imigrantów. Średnio popełniają oni te przestępstwa 6,5 razy częściej niż Niemcy, a gdyby wyeliminować różnice wieku byłoby to 4 razy częściej. To kultura i religia nowych imigrantów, a nie testosteron młodych mężczyzn są za ich zachowania odpowiedzialne.

Dlatego wszystkim, którzy wmawiają publiczności, że nie ma problemu z nadmierną przestępczością imigrantów i którzy „łatwo smażą swoje dziennikarskie kotlety na domniemanych liczbach”, proponuję, żeby zajęli się smażeniem realnych kotletów, bo dziennikarstwo, z jego zasadą rzetelności, jest dla nich zbyt trudne.

Grzegorz Lindenberg

Źródła:
Kriminalität im Kontext von Zuwanderung 2018 

Das Bundesamts in Zahlen 2018. Asyl, Migration und Integration 

Polizeiliche Kriminalstatistik Bundesrepublik Deutschland Jahrbuch 2018 Band 3 Tatverdächtige 

Polizeiliche Kriminalstatistik Bundesrepublik Deutschland Jahrbuch 2018 Band 1 Fälle, Aufklärung, Schaden

Polizeiliche Kriminalstatistik Bundesrepublik Deutschland Jahrbuch 2018 Band 4 Einzelne Straftaten/-gruppen und ausgewählte Formen der Kriminalität 

Polizeiliche Kriminalstatistik Tatverdächtige nach Alter und Geschlecht V1.0 erstellt am: 29.01.2019, Tabelle 20




Kto zgarnie nastepną wygraną za udział w dżihadzie?

Douglas Murray

Czytając niedawne wiadomości o pozbawieniu Jihadi Jacka (z domu Letts, z Oxfordshire) brytyjskiego paszportu* przypomniałem sobie kanadyjski program telewizyjny z początku tego roku.

Większość ludzi nie pamięta, co było wczoraj w telewizji, ale dla nas, koneserów zachodniego masochizmu, wielkanocna edycja „Tout le monde en parle” (Television de Radio-Canada) z 2019 roku była kolekcjonerską gratką. Tematem był Omar Khadr.

Jeżeli jeszcze nie mieliście przyjemności ich poznać, Khadrowie to kanadyjska rodzina pochodzenia palestyńsko-egipskiego. Od 2001 roku mają bardzo zszarganą opinię. Dokładniej mówiąc, członkowie rodziny wykazali fatalną skłonność do bywania na „weselach” w niewłaściwym miejscu i czasie. W szczególności wokół granicy pakistańsko-afgańskiej. I generalnie wymienili więcej kul z niewiernymi, niż ślubnych obietnic. Papa Khadr zmarł podczas jednej takiej wymiany (amunicji, a nie ślubów), a jeden z jego synów został ranny w akcji. Innego syna, Omara, schwytano i zabrano do bazy Guantanamo, gdzie został oskarżony o zabicie amerykańskiego sierżanta, Christophera Speera.

Matka Omara, po powrocie do domu, nigdy nie ukrywała lojalności ani oczekiwań rodziny, wygłaszając pamiętne zdanie, że kanadyjscy podatnicy muszą płacić za utrzymanie jej rannego syna: „Jestem Kanadyjką i nie błagam o swoje prawa. Domagam się swoich praw” – oznajmiła. Jak napisał Mark Steyn, rodzina Khadrów pokazała, że niezależnie od tego, czy zdecydujesz się walczyć w drużynie „gospodarzy” czy drużynie „gości”, w wojnach XXI wieku nie ma to większego znaczenia. Jeśli drużyna „gości” zawiedzie, dostaniesz te same bonusy, jakbyś grał po stronie „gospodarzy”. A w rzeczy samej nawet więcej.

Kilka lat temu kanadyjski rząd przyznał Omarowi Khadrowi ponad 10 milionów dolarów za niedogodności, jakich doznał w czasie po zamachach z 11 września. To znacznie więcej niż dostała jakakolwiek amerykańska, kanadyjska lub brytyjska wdowa za głębsze krzywdy. Jednakże jest to rodzaj gestu, w jakich lubuje się też Wielka Brytania. Wciąż pojawiają się nasi rodzimi brytyjscy dżihadyści, którzy zgarniają całą wygraną. Zawsze z walizką. Zawsze z prawnikami i armią popleczników. Niewielu jednak dostało tak ogromne wsparcie, jak Khadr podczas wielkanocnego programu.

Multimilioner, wchodząc do montrealskiego studia otrzymał owację na stojąco. Mówił ze smutkiem o wspomnieniach i zespole stresu pourazowego, na który cierpi od czasu, gdy znalazł się w „niefortunnym miejscu” w „niefortunnych okolicznościach”. Publiczność i inni goście byli pełni podziwu. „Jak możesz być tak silny psychicznie? – zapytał jeden – Wydajesz się taki opanowany po tym, co ci się przydarzyło.”

Niech dżihadyści nie wracają, bo gdy wracają, popadamy w żenadę.

Khadr wyjaśnił, że chociaż niektórzy uważają go za wyjątkowego, on tak nie uważa, ponieważ wszyscy mamy siłę i wszyscy powinniśmy w siebie wierzyć. Jego kolejne porcje mądrości z pocztówek okazały się równie odurzające dla Kanadyjczyków. „Z tego, co teraz widzę, jesteś silnym, gotowym do działania człowiekiem – kontynuował drugi gość – Jesteś niesamowity.” Khadr uśmiechnął się życzliwie.

Wspominam o tej scenie tylko dlatego, że grała mi w głowie od czasu ponownego wybuchu problemu terrorystów z ISIS powracających do Wielkiej Brytanii. Przypomnijcie sobie furię na początku tego roku, gdy ówczesny minister spraw wewnętrznych, Sajid Javid, ogłosił, że odbiera obywatelstwo Shamimie Begum, brytyjskiej uczennicy, która przyłączyła się do ISIS. Od tego momentu stało się pewne, że Jihadi Jack również straci swój paszport.

Podczas afery Begum byłem niewzruszony, jak wszyscy, wobec usprawiedliwiania jej przez rodzinę i prawnika. Nie robiły też na mnie większego wrażenia osoby, utrzymujące, że w jakiś sposób jesteśmy „winni” temu, że ta kobieta dołączyła do ISIS. Tym niemniej jedno zastrzeżenie brzmiało prawdziwie. Wielu wybitnych muzułmanów, w tym moi przyjaciele, których słucham, zauważyło, że nasz kraj zachowuje się jak ślepiec, gdy ktoś staje się przedmiotem reguły równości wobec prawa i podlegania mu tak, jak wszyscy inni. Niektórzy z nas mogą spierać się z rzeczywistością, ale tak wygląda sytuacja. Skoro jednak można odebrać paszport Shamimie Begum, czy nie sugeruje to, że istnieje dwutorowa rzeczywistość? Taka, w której niektórzy ludzie – zwłaszcza muzułmanie – mogą stracić paszport, podczas gdy nikt inny go nie straci w porównywalnych okolicznościach?

Ten argument był mocny. Nie tylko przez swoją trafność, ale też dlatego, że wywoływał autentyczny niepokój wśród niektórych spośród tych brytyjskich muzułmanów, którzy należą do największych przeciwników ekstremizmu.

Logika była na tyle mocna, że oznaczała kłopoty dla Jihadi Jacka. Aby zademonstrować, że rzeczywiście mamy jedno prawo dla wszystkich, uczeń z Oxfordshire też musiał zostać od-paszportowany. I w tym tygodniu tak się stało. Rodzina Lettsów jest przy tym pomocna dzięki swej niesympatyczności. Ojciec Jacka niedawno wyraził żal, że jego „rewolucyjne pierdoły z fotela” (jego słowa, nie moje) mogły wpłynąć na syna. Tymczasem Jack wyśmiał pomysł odebrania mu brytyjskiego paszportu, stwierdzając, że i tak nie chce mieszkać w kraju, w którym Boris Johnson jest premierem.

Niezależnie od zalet i wad Wielkiej Brytanii za rządów Johnsona, uważam, że przynajmniej to można nazwać małym zwycięstwem. A to dlatego, że choć dokładnie wiemy, jak działać na arenie międzynarodowej, społeczeństwa takie jak nasze wciąż nie mają pojęcia, co robić z takimi Shamimami i Jackami, gdy już powrócą.

Mogę przewidzieć, jak byłoby w Kanadzie. Pojawiłby się miękki wywiad w programie „Today”, a następnie specjalny, wazeliniarski program telewizyjny. Po opublikowaniu kilku sympatycznych opisów toczyłaby się gdzieś sprawa o niewłaściwe traktowanie, popierana przez współczujących prawników. I w końcu wielka machina państwowa zapewne wysupłałaby trochę pieniędzy dla Jacka. Publiczność w studio oklaskiwałaby jego odwagę, ponieważ musiał się z czymś zmierzyć, a w każdym razie „był w podróży”.

Nasza epoka „pisze się” sama. Nie potrafimy się powstrzymać przed udzielaniem przestępcom wszelkich możliwych korzyści w oparciu o każdą możliwą wątpliwość, natomiast rzadko, jeśli w ogóle, zadajemy sobie trud poznania imion ich ofiar. Dlatego niech dżihadyści nie wracają, bo gdy wracają, popadamy w żenadę.

* Jack Letts, vel Jihadi Jack stracił brytyjskie obywatelstwo w sierpniu tego roku (red).

Tłumaczenie Anna Żelazna, na podst. https://www.spectator.co.uk/2019/08/wholl-be-the-next-jihadi-jackpot-winner/

Douglas Murray jest redaktorem naczelnym „The Spectator”.




Co mówią przywódcy Bractwa Muzułmańskiego

Poniższy wybór cytatów z wypowiedzi liderów Bractwa Muzułmańskiego w pochodzi z raportu, opracowanego przez Counter Extremism Project – think-tank założony w 2014 roku przez byłych wysokich urzędników administracji amerykańskiej. Omówienie raportu publikowaliśmy w pięciu częściach w roku ubiegłym*.

* * *

Jusuf al-Karadawi, duchowy i intelektualny przywódca Bractwa

„Od zarania dziejów Allah zsyłał Żydom ludzi, którzy mają karać ich za zepsucie. Ostatnią karę wykonał Hitler. Za pomocą wszystkiego, co im im zrobił – mimo że Żydzi przesadzają, jeśli chodzi o doznane przez nich krzywdy – udało mu się umieścić ich na swoim miejscu. To była dla nich kara boska. Jeśli Allah pozwoli, następnym razem kara spadnie z ręki muzułmanów.”

„Naszą jedyną ambicją jest umrzeć na ścieżce Allaha i dla długiego życia Palestyny. Jestem pewien, że zwyciężymy. Nikt nie sądził, że naród zatriumfuje i obali tyranów rządzących Egiptem i Tunezją. Zwycięży także Syria, podobnie jak islam… Naszym życzeniem powinno być prowadzenie dżihadu do śmierci… Powinniśmy dążyć do wyzwolenia Palestyny, całej Palestyny, cal po calu.”

„Jedyną rzeczą, na którą mam nadzieję, jest to, że kiedy moje życie będzie zbliżać się do końca, Allah da mi szansę udania się do krainy dżihadu i prowadzenia oporu, nawet na wózku inwalidzkim. Zastrzelę wrogów Allaha, Żydów, a oni rzucą we mnie bombą, a tym samym przypieczętuję moje życie aktem męczeństwa.”

„Och, Allahu, zabierz tę opresyjną, żydowską, syjonistyczną zbieraninę ludzi… nie oszczędzaj ani jednego z nich. Allahu, policz ich dokładnie i zabij wszystkich, co do jednego.”

„Musimy zdawać sobie sprawę, że regulując popęd seksualny, islam zakazał nie tylko nielegalnych stosunków seksualnych i wszystkiego, co do nich prowadzi, ale także dewiacji seksualnej zwanej homoseksualizmem. Ten wypaczony czyn jest odwróceniem naturalnego porządku, zepsuciem seksualności mężczyzny i zbrodnią przeciwko prawom kobiet. (To samo dotyczy również lesbijstwa).”

„Nasi bracia w Palestynie są bez wątpienia w sytuacji skrajnej konieczności przeprowadzania męczeńskich operacji w celu wytrącenia z równowagi wrogów oraz zasiania przerażenia w ich sercach, aby odeszli i powrócili do miejsca, skąd przyszli.”

„Jaka broń może zaszkodzić wrogowi, odebrać mu spokojny sen i pozbawić go poczucia bezpieczeństwa i stabilności, z wyjątkiem tych ludzkich bomb – młodych mężczyzn lub kobiet, którzy wysadzają się w powietrze wśród swoich wrogów. Jest to broń, której wróg nie może zdobyć, nawet jeśli USA dostarczą mu miliardy [dolarów] i najpotężniejszą broń, ponieważ jest to wyjątkowa broń, którą Allah umieścił tylko w rękach muzułmanów. To rodzaj boskiej sprawiedliwości na ziemi.”

„Podczas gdy osoba [która popełnia] samobójstwo, wybiera ucieczkę, ten, kto przeprowadza zamach samobójczy, umiera atakując. W przeciwieństwie do samobójcy, który nie ma celu niczego poza ucieczką przed konfrontacją, ten, kto przeprowadza zamach samobójczy, ma wyraźny cel, a mianowicie zadowolenie Allaha.”

„Ataki samobójcze prowadzone przez frakcje palestyńskie w celu przeciwstawienia się okupacji syjonistycznej nie mieszczą się w żaden sposób w ramach niedozwolonego terroryzmu, nawet jeśli ofiarami są cywile”.

„Hamasu i jego odpowiedników nie można zniszczyć, ponieważ są rzecznikiem narodu islamskiego na całym świecie.”

„Muzułmaninowi nie wolno zawrzeć sojuszu z niemuzułmaninem przeciwko innemu muzułmaninowi. Sprzymierzenie się z innymi w celu zabijania [muzułmanów] wiąże się z grzechem i agresją. Zabronione jest również przekazywanie muzułmanów innym osobom. Coś takiego jest nie do pomyślenia. Szariat mówi, że jeśli kraj muzułmański zostanie zaatakowany, inne kraje muzułmańskie muszą mu pomóc, duszą i pieniędzmi, aż do wyzwolenia. Islam postrzega muzułmanów wszędzie jako jeden naród i nie uznaje granic geograficznych ani [różnic] rasy, koloru czy języka.”

„Istnieją dwa rodzaje dżihadu: dżihad, którego szukasz [atak], i dżihad, w którym odpierasz atak. W dżihadzie, którego szukasz, znajdujesz wroga i atakujesz go. Ten rodzaj dżihadu ma miejsce tylko wtedy, gdy państwo islamskie atakuje inne [kraje] w celu rozpowszechnienia islamu i usunięcia przeszkód stojących na jego drodze. Dżihad obronny ma miejsce, gdy twoja ziemia jest atakowana i podbijana… [W takim przypadku musisz] odeprzeć [najeźdźcę] najlepiej jak potrafisz. Jeśli go zabijesz, skończy w piekle, a jeśli on cię zabije, staniesz się męczennikiem [szahidem].”

„Muzułmańscy prawnicy mają różne opinie na temat kary za tę obrzydliwą praktykę [homoseksualizmu]. Czy powinna być taka sama, co kara za zdradę, czy też zarówno czynni, jak i bierni uczestnicy powinni zostać skazani na śmierć? Chociaż takie kary mogą wydawać się okrutne, pozwalają utrzymać czystość społeczeństwa islamskiego i utrzymać je w czystości od wypaczonych elementów.”

Mohammed Morsi, Bractwo Muzułmańskie, prezydent Egiptu 2012-13

„Drodzy bracia, nie możemy zapominać o tym, żeby wychowywać nasze dzieci i wnuki w nienawiści do syjonistów i Żydów oraz wszystkich tych, którzy ich wspierają. Trzeba je wychowywać w nienawiści. Nienawiść musi trwać.”

„Te daremne [izraelsko-palestyńskie] negocjacje to strata czasu i możliwości. Syjoniści kupują czas i zyskują więcej okazji, ponieważ Palestyńczycy, Arabowie i muzułmanie tracą czas i możliwości i nie czerpią z tego nic. Autonomia Palestyńska została stworzona przez syjonistycznych i amerykańskich wrogów wyłącznie w celu sprzeciwienia się woli narodu palestyńskiego i jego interesom.”

„Chcemy, aby cały teren Palestyny należał do Palestyńczyków. Całe to gadanie o rozwiązaniu dwupaństwowym i pokoju jest jedynie iluzją, za którą Arabowie gonią od dawna. Nie dostaną od syjonistów niczego poza tą iluzją.”

„Administracja USA nigdy nie przedstawiła żadnych dowodów na tożsamość tych, którzy dopuścili się tego incydentu [ataki z 11 września]. Bractwo Muzułmańskie i inni zażądali przejrzystego procesu z jasnymi dowodami i orzeczeń sądowych. Potwierdzamy, że nie jest to obrona tych, którzy popełnili te czyny, a my tylko szukamy prawdy”.

Hammam Saeed, głowa Bractwa Muzułmańskiego w Jordanii

„Nie zaakceptujemy mniej, niż unieważnienia traktatu pokojowego i deportacji izraelskiego ambasadora oraz ogłoszenia, że Żydzi są wrogami dla naszego narodu”.

„Jordania stanie się ‚stanem’ w kalifacie muzułmańskim”.

Khairat el-Shater, przebywający w więzieniu pierwszy zastępca najwyższego przywódcy egipskiego BM

„Szariat był i zawsze będzie moim pierwszym i ostatnim projektem i celem”.

„Wszędzie Bracia pracują nad przywróceniem islamu, w jego wszechogarniającej formie, do życia ludzi. Zatem misja jest jasna: przywrócenie islamu w jego wszechogarniającym wydaniu, podporządkowanie ludzi Bogu, ustanowienie religii Boga, islamizacja życia, wzmocnienie pozycji religii Bożej, ustanowienie renesansu ummy [ogólnoświatowego narodu muzułmańskiego] na podstawie islamu… Każdy aspekt życia należy islamizować.”

Były najwyższy przywódca BM, Mohammed Mahdi Akef

„Uważamy, że syjonizm, Stany Zjednoczone i Anglia to gangi, które zabijają dzieci, kobiety i mężczyzn oraz niszczą domy i pola. Syjonizm to mafia, a nie kraj. Więc będziemy stawiać opór, dopóki oni nie stracą kraju”.

Oficjalne stanowisko Bractwa Muzułmańskiego, 2001

„Mamy szczególne zadanie, aby ustanowić panowanie Boga na podstawie naszej wiary. To jest nasz prawdziwy i skuteczny sposób na uniknięcie wszystkich problemów wewnętrznych i zagranicznych, zarówno politycznych, gospodarczych, społecznych, jak i kulturalnych.”

Mustapha Mashour, były przywódca egipskiego BM

„Demokracja jest sprzeczna z islamem i kłóci się z nim. Ktokolwiek wzywa do demokracji sprzeciwia się planom Boga i walczy z islamem.”

Taha al Alwani, przewodniczący Rady Fiqh Ameryki Północnej

„[Homoseksualiści] są dewiantami [którym nie należy dać] żadnej okazji do przebywania w otoczeniu i psucia [muzułmańskich] dzieci [lub wejścia do meczetu].”

Tłumaczenie Gabbie Batyn, oprac. JP, na podst. www.counterextremism.com
Wypowiedzi pochodzą w większości z lat 2000-2014

——————————————————————-

* Kolejne części omówienia raportu CEP:
https://euroislam.pl/raport-o-bractwie-muzulmanskim-cz-1/
https://euroislam.pl/raport-o-bractwie-muzulmanskim-cz-2-struktura-i-finansowanie/
https://euroislam.pl/raport-o-bractwie-muzulmanskim-cz-3-rekrutacja-i-szkolenie/
https://euroislam.pl/raport-o-bractwie-muzulmanskim-cz-4-przemoc-i-zwiazki-z-terroryzmem/
https://euroislam.pl/raport-o-bractwie-muzulmanskim-cz-5-powiazania/