Dekret Erdogana: Hagia Sophia znowu jest meczetem

Prezydent Erdogan podpisał w piątek dekret, zmieniający status Hagia Sophii z muzeum na meczet. Na konferencji prasowej powiedział, że pierwsze modlitwy powinny się odbyć w meczecie  już za dwa tygodnie, a natychmiast po podpisaniu dekretu z minaretów Hagia Sophii rozległo się, transmitowane przez radio, muzułmańskie wezwanie do modlitwy.

Hagia Sohpia była przez ponad 1000 lat najważniejszym kościołem wschodniego chrześcijaństwa. Została zmieniona na meczet po podbiciu Konstantynopola w 1453 roku – wówczas dobudowano minarety –  a świecki przywódca Turcji, Kemal Ataturk zmienił jej status na muzeum w 1934 roku, jako część procesu modernizacji państwa. Teraz po piętnastoletnim procesie sąd orzekł, że decyzja Ataturka była nielegalna i muzuem – należące do wyróżnionych zabytków UNESCO jako World Heritage Site – powinno stać się meczetem. Dla Erdogana, który od lat starał się o przywrócenie meczetu, jest to okazja do odzyskania popularności wśród religijnej części ludności Turcji, która zaczęła zniechęcać się do niego i jego partii AKP. (g)
Źródło: BBC




Nielegalna imigracja spada

W ostatnim tygodniu do Grecji dotarło tylko 105 nielegalnych imigrantów, najmniejsza tygodniowa liczba od początku roku.

W pierwszym tygodniu marca, gdy Turcja otworzyła swoje granice i zachęcała imigrantów do podróży do Grecji, na greckie wyspy dotarło 1288 osób; od początku roku było ich 9486.

Obecnie Turcja wywiozła imigrantów spod granicy greckiej z powrotem do miast w głębi Turcji i zamknęła swoje granice, z obawy przed koronawirusem.  Minister spraw wewnętrznych Turcji Suleyman Soylu oświadczył jednak w czwartek, że do Grecji, dzięki otwarciu granic tureckich, przedostało się ponad 150 tysięcy imigrantów, co jest liczbą sto razy większą niż w rzeczywistości.

W Grecji przebywa obecnie około 100 tysięcy imigrantów, z tego 40 tysięcy w obozach na wyspach. Władze obawiając się wybuchu epidemii w przepełnionych obozach zaostrzyły zasady opuszczania ich przez mieszkańców, a kilka obozów ma zostać całkowicie zamkniętych. Na razie nie stwierdzono w obozach żadnego przypadku koronawirusa. (g)

Źródło: Voice of America 

Komentarz redakcji euroislam.pl:

Turecki minister spraw wewnętrznych w oczywisty sposób kłamie na temat liczby imigrantów, którzy dzięki otwarciu tureckiej granicy mieli przedostać się do Grecji – pod granicą grecką koczowało co najwyżej 20-30 tysięcy osób, które zostały obecnie przewiezione z powrotem w głąb kraju. Minister ratuje jednak twarz Erdogana, który próbował zaszantażować Europę wysyłając do niej imigrantów, aby uzyskać pieniądze i poparcie dla tureckiej interwencji wojskowej w Syrii. Szantaż się nie udał, Europa zajęta koronawirusem i pamiętająca doświadczenie kryzysu imigracyjnego z 2015 roku, obiecała niejasne pieniądze dla Turcji, ale wątpliwe, żeby je wypłaciła, zaś o poparciu politycznym dla tureckiej interwencji nie ma mowy.




Przecież nikt nie traktuje tego poważnie

Andrzej Koraszewski

Turecki prezydent wyruszył na podbój Syrii, wysłał broń i wojsko do Libii, często grozi również Unii Europejskiej zalaniem Europy uchodźcami z Bliskiego Wschodu; jest człowiekiem czułym, często mówi o rodzinie i swojej szczególnej trosce, żeby tureckie dzieci wyrastały w atmosferze pobożności i patriotyzmu.

Jednym z jego bliskich współpracowników jest  turecki dziennikarz i intelektualista, Yusuf Kaplan. Kiedy Kaplan miał udar, Erdogan siedział przy jego łóżku w szpitalu, pocieszając przyjaciela i dodając mu otuchy.

Kaplan jest już ponownie zdrowy i w pełni sił umysłowych. 31 stycznia 2020 roku opublikował w rządowej gazecie „Yeni Şafak” artykuł pod znamiennym tytułem Żydowski problem świata. Czy ten artykuł wyraża poglądy prezydenta państwa dysponującego drugą pod względem siły armią w NATO? Wskazuje na to nie tylko osobista przyjaźń między Erdoganem i Kaplanem, bo prezydent Turcji wyrażał podobne opinie w wielu swoich partyjnych wystąpieniach, chociaż jak dotąd swoje poglądy w tej kwestii formułował nieco ostrożniej. Artykuł Kaplana nie wzbudził silnych reakcji opozycji. Ludzie, którzy poczuli obrzydzenie i strach, nie mają siły przebicia, być może jakieś głosy protestu pojawiły się w Turcji na jakichś niszowych stronach.

Co napisał Yusuf Kaplan?

Turecki intelektualista zaczyna od stwierdzenia, że „Biali, którzy założyli USA… To są europejscy najeźdźcy, rabusie, łajdaccy biali kolonialiści”. Ten wstęp jest szczególnie ciekawy w kontekście zaledwie o kilka dni wcześniejszej wypowiedzi polityka z konkurującego o rząd muzułmańskich dusz Iranu. Hassan Rahimpour Azghadi, członek irańskiej Najwyższej Rady Rewolucji Kulturalnej oświadczył, że Iran „powinien wykorzystywać czarnych w Ameryce, żeby spowodować jej dezintegrację”. Dodał również, że rozlew krwi w drodze dżihadu jest formą miłosierdzia dla świata. Turcja i Iran zerkają na siebie z ciekawością i wiele wskazuje na to, że często stosują podobne, a może nawet zapożyczone od siebie strategie.

Yusuf Kaplan pisze dalej: „Żydzi odegrali decydującą rolę w założeniu nowoczesnego świata: kapitalizm jest w równej mierze dziełem Żydów, jak Brytyjczyków. Cały świat jest także ukształtowany przez Brytyjczyków i Żydów.”

Brzmi znajomo? To jednak dopiero początek. Dalej Kaplan pisze, że przez dwa stulecia kapitalizm zbudował widomą hegemonię. Czy ta „widoma hegemonia” ma się odnosić do Stanów Zjednoczonych, czy do Żydów, o tym czytelnik musi zadecydować sam, chociaż Kaplan służy pomocą: biali, anglosascy protestanci i potęga żydowska. Powtórzy to dwukrotnie, żeby czytelnik zapamiętał – Brytyjczycy i Żydzi.

Brytyjczycy winni są rewolucji przemysłowej, ostatnie kroki kapitalizmu to komputer i rewolucje cyfrowe, które – jak pisze Kaplan są dziełem amerykańskich Żydów, a przedstawicielem białych, anglosaskich protestantów i Żydów jest Trump.

„Finanse, gospodarka – pisze dalej turecki intelektualista – system bankowy, uniwersytety, Hollywood, Dolina Krzemowa, Pentagon, CIA, przemysł zbrojeniowy, przemysł broni miękkiej i mediów w USA są pod panowaniem Żydów! USA są teraz opanowane przez żydowską siłę!”

Dalej dowiadujemy się, że Stany Zjednoczone są okupowane przez Żydów, że po drugiej wojnie światowej Żydzi przeniknęli do wszystkich amerykańskich instytucji i cały instytucjonalny porządek jest pod ich panowaniem.

Czytelnik może być trochę zaskoczony, czytając dalej stwierdzenie, że „Trump i jego partnerzy zostali sprowadzeni do działania, żeby uratować Stany Zjednoczone przed tą żydowską potęgą.” Czy zdaniem autora tego artykułu amerykański prezydent reprezentuje Żydów, czy z nimi walczy? Kaplan próbując to wyjaśnić stwierdza, że Trump wiedząc, że „Żydzi dominują Stany Zjednoczone pod wszystkimi względami, podpisał barbarzyński dokument o Umowie Stulecia”. Te ustępstwa to uginanie kolan, bo Żydzi trzymają pętlę na szyi prezydenta. Jednak Trump, jak się dowiadujemy, próbuje zdać cios żydowskiej potędze w USA, a żydowski kapitał już zaczął opuszczać Amerykę i przenosi się do Chin.

Dalej przyjaciel Erdogana pisze, że żydowska potęga uświęca areligijny, pogański relikt, czyli kapitał i dlatego owija sobie świat wokół swojego małego palca. Dowiadujemy się, że to Żydzi z pomocą swojego kapitału igrają organizacjami terrorystycznymi i tworzą w świecie chaos, że globalne instytucje, takie jak ONZ, IMF, Bank Światowy i NATO służą jedynie konsolidacji żydowskiej potęgi. „Świat ma teraz żydowski problem – kończy swój artykuł Yusuf Kaplan – syjonistyczne zagrożenie, które nie zawaha się przed podpaleniem lontu, co uczyni świat żywym piekłem przez ogłoszenie Jerozolimy stolicą Izraela! […] Jeśli nie da się zatrzymać tych nadzwyczajnych żydowskich sił i syjonistycznego spisku, świat zostanie wepchnięty w sądny dzień!”

Majaczenia szaleńca? Bez wątpienia. Nie jest to jednak jakiś internetowy troll, psychopata publikujący swoje myśli na gazetowym forum bez moderacji. To wpływowa postać reprezentująca ideologię partii rządzącej w militarnie najpotężniejszym kraju muzułmańskiego świata.

Dwa tygodnie przed publikacją artykułu Kaplana, irański Najwyższy Przywódca, ajatollah Ali Chamenei wygłosił kazanie, w którym wezwał Palestyńczyków do wojny z Izraelem.  Wcześniej opublikował tweet, pisząc, że lekarstwem na plan Trumpa jest odważny opór palestyńskiego narodu, by pokonać syjonistycznego wroga w Ameryce przez dżihad. Nazwał niekompetentnymi zdrajcami państwa arabskie, które uznały, że ten plan wart jest  rozważenia. (…)

Dlaczego Najwyższy Przywódca Islamskiej Republiki Iranu wzywa Palestyńczyków do wojny, a muzułmanów całego świata do poparcia wojny przeciw czemuś, co jego zdaniem jest tylko marnowaniem czasu i pieniędzy oraz działaniem skazanym na niepowodzenie? Czy odpowiedzi na to pytanie udzielił palestyński duchowny, Nidhal Siam, który 20 stycznia 2020 roku w Jerozolimie (koło meczetu Al-Aksa) celebrował wiec zorganizowany dla upamiętnienia podboju Konstantynopola?

Zwracając się do zebranego tłumu wiernych duchowny mówił: „O muzułmanie, rocznica podboju [fath/فتح, dosłownie, „otwarcia”] Konstantynopola przynosi nowiny o rzeczach, które nadejdą. Przynosi nowinę, że Rzym zostanie podbity w niedalekiej przyszłości, z wolą Allaha. Zbliżamy się do spełnienia trzech proroctw i modlimy się, by Allah spełnił te proroctwa naszymi rękami. Pierwszym proroctwem jest ustanowienie słusznie kierowanego Kalifatu zgodnie z drogą proroka. Drugim proroctwem jest wyzwolenie meczetu Al-Aksa i ustanowienie Jerozolimy jako stolicy państwa Kalifatu. Trzecim proroctwem jest to, że islam rzuci swoich sąsiadów na ziemię i że jego zasięg obejmie wschód i zachód tej Ziemi. To jest obietnica Allaha, a Allah dotrzymuje swoich obietnic.

Trudno pozbyć się wrażenia, że „ofiary” nie są ofiarami, że ta martyrologia jest zaledwie strategią ludzi uważających siebie za forpocztę armii zdobywców, że w ich umysłach sprawiedliwość to zniewolenie innych, że antysyjonizm to tylko furtka pozwalająca na złamanie zakazu zabijania. Potem pójdziemy dalej. Powiedzenie, że zawsze zaczyna się od Żydów, nie zawsze jest prawdziwe, zawsze jednak zaczyna się od dawania fałszywego świadectwa.

Można twierdzić, że bełkot tureckiego intelektualisty, wezwania Najwyższego Przywódcy Islamskiej Republiki Iranu, proroctwa palestyńskiego duchownego to głupstwa, których przecież nie można traktować poważnie. Prawdziwe zło jest gdzie indziej i z tym trzeba walczyć.

Kiedyś zapytałem inteligentną, dobrze wykształconą i bardzo kulturalną luterankę dlaczego wszystkie reflektory jej szwedzkiego Kościoła kierują się niemal wyłącznie na Izrael. Odpowiedziała szczerze i z głębokim przekonaniem, że gdzieś trzeba zacząć.

Źródło: www.listyznaszegosadu.pl




Panislamistyczna polityka zagraniczna Turcji

Kiedy w lutym 2011 r. bezkompromisowy prezydent Turcji, Recep Tayyip Erdogan, wezwał prezydenta Egiptu Hosniego Mubaraka do uwzględnienia „głosu ludzi i ich najbardziej ludzkich postulatów”, tym samym zobowiązał Turcję do poparcia Arabskiej Wiosny. Było to zgubne oświadczenie.

Wydając je Erdogan naraził na niebezpieczeństwo wszystkie dotychczasowe polityczne i gospodarcze zdobycze Turcji w świecie arabskim. Trzy lata później Turcja była już całkowicie odizolowana w regionie i wplątała się w wojnę domową w sąsiedniej Syrii.

Dlaczego Turcja wstąpiła na tę ryzykowną ścieżkę i poparła Arabską Wiosnę? Zrozumieć ruch, który okazał się katastrofalnym wyborem, możemy tylko wtedy, gdy uwzględnimy islamistyczną ideologię, którą kierują się politycy w Ankarze w relacjach zagranicznych.

Analitycy powinni zająć się przede wszystkim koncepcją ittihad-i Islam, która zawsze była w Turcji kluczowym elementem islamizmu i należy ją traktować jako pryzmat, przez który skłaniające się ku islamizmowi kierownictwo rządzącej partii AKP interpretowało wydarzenia w regionie i na świecie. W oczach sunnickich islamistów sprawujących władzę w AKP, Arabska Wiosna była zwiastunem ludowej islamistycznej transformacji na Bliskim Wschodzie i w Afryce Północnej.

Oczywiste pytanie brzmi: jaka była turecka polityka zagraniczna przed 2011 r. i co zmieniło się w kontekście regionu Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej po tej dacie?

„Jedność islamu” w Imperium Osmańskim

Religię i nauki islamskie można łatwo zinterpretować jako skierowany do muzułmanów bezpośredni nakaz współpracy, wzajemnej pomocy i zjednoczonego działania w polityce zagranicznej. Często cytowany werset koraniczny brzmi: „I trzymajcie się razem węzła Boga, i nie rozdzielajcie się! Wspominajcie dobroć Boga nad wami! Oto byliście wrogami, a On uczynił przyjaźń w waszych sercach i staliście się przez Jego dobroć braćmi!” (Koran 3:103; przekład Bielawskiego). Jak mawia znane islamskie powiedzenie: „Wierni są jak ludzkie ciało żyjące we wzajemnym afekcie, współczuciu i sympatii. Kiedy jedna część ciała boli, pozostałe również zaczną boleć”.

Te oraz inne wersety sprawiły, że wielu religijnych uczonych i intelektualistów w XIX w. zaczęło nawoływać do bliższej współpracy i zacieśniania stosunków między muzułmanami wszystkich grup etnicznych i wyznań religijnych. Koncepcja ta nazywana jest ittihad-i Islam w języku tureckim lub wahdat al-Islam w arabskim i w obu przypadkach oznacza dosłownie „jedność (lub wspólnotę) islamu”.

Wezwanie to odbiło się szerokim echem wśród działaczy państwowych i biurokratów Imperium Osmańskiego – państwa, do którego wielu muzułmanów zwracało się w trakcie tego długiego wieku z prośbą o finansowe, wojskowe i dyplomatyczne wsparcie. Imperium Osmańskie podążało za ideą panislamizmu. Termin ten ukuli Europejczycy odnosząc się do polityki zagranicznej sułtana Abdula Hamida II, rządzącego w latach 1878 – 1909.

W XIX w. w świecie muzułmańskim zorientowano się, że istnieje brutalna i rosnąca dysproporcja siły pomiędzy Europą i światem muzułmańskim, Dysproporcję tę można by zignorować, gdyby nie wrogo nastawione środowisko międzynarodowe. Europejskie potęgi, a szczególnie Wielka Brytania, Francja i Rosja, kolonizowały kawałek po kawałku świat islamski, a islamscy przywódcy nie zdołali udaremnić tych kolonialnych ataków. W odpowiedzi na to, co wydawało się stanowić zjednoczony europejski atak na kraje muzułmańskie, zrodziła się idea ittihad-i Islam, która zdobyła popularność na obszarze od Karaczi aż po Rabat.

Idea ta była sensowna. Muzułmanie dzięki współpracy mogli stawić czoła Europie i bronić swoich interesów. Pomimo że sułtan Abdul Hamid II poparł tę koncepcję, Imperium Osmańskie nie zdołało zapobiec całkowitej europejskiej dominacji w trakcie kongresu w Berlinie w 1878 r. oraz na konferencji berlińskiej w latach 1884-1885. W XX wieku, w następstwie II wojny światowej i rozpadu Imperium Osmańskiego, dominacja Zachodu nad światem muzułmańskim stała się jeszcze wyraźniejsza.

W latach 1920. pozostało zaledwie kilka krajów islamskich niezależnych od Europy. Jednym z nich była Turcja, która powstała w 1923 r. na zgliszczach Imperium Osmańskiego i w 1924 r. obaliła kalifat. Przetrwała tam jednak idea ittihad-i Islam, która w drugiej połowie XX w. stała się częścią tureckiego islamizmu.

Postacią kluczową dla tej przemiany był Said Nursi (1878–1960), który był świadkiem upadku Imperium Osmańskiego i budowy republiki. Nursi przejął panislamizm jeszcze przed upadkiem Imperium. W artykule z 1909 r. deklarował, że walka o jedność islamu jest najwyższym obowiązkiem (fardh) muzułmanów. W czasie Republiki Nursi pielęgnował ten ideał i budował relacje z działaczami religijnymi i przywódcami w innych częściach świata islamskiego.

Konflikt między islamistami i kemalistami

Choć początki tureckiego i anatolijskiego islamizmu sięgają XIX w., rozwinął się on i przyjął swoje cechy w dialektycznym konflikcie z dominującą ideologią państwową, kemalizmem, której nazwa pochodzi od założyciela Republiki Tureckiej, Mustafy Kemala Atatürka.

W ciągu pierwszych dwudziestu pięciu lat Republiki Tureckiej przywódcy ruchu kemalistów wprowadzili szereg świeckich reform, które dramatycznie obniżyły rolę religii i zakładały surowe podejście w stosunku do religijnych ugrupowań i aktywistów. W rewanżu również islamiści traktowali kemalistów w wyjątkowo ostry sposób. Uważali oni kemalizm za ideologię antyreligijną, a zdaniem działaczy religijnych, takich jak Nursi, sam Atatürk był ucieleśnieniem islamskiego antychrysta –  sufjana lub dejjala.

Według islamistów kemalizm był w Anatolii – rolniczym zapleczu Turcji zamieszkałym przez tureckich i kurdyjskich wieśniaków – ideologią obcą. Oskarżenia o to stały się coraz częstsze wraz z rozwojem populistycznego islamizmu i idącej za nim wierze we wrodzoną pobożność zwykłych muzułmanów. Po 1924 r., pozbawiony ideałów kalifatu islamizm przestał koncentrować się na osmańskich pałacach i meczetach kosmopolitycznego Stambułu i skupił się na plebejuszach z Anatolii. W początkach Republiki islamizm był niemal prawdą tajemną, rzadko kiedy uznawaną przez elity władzy w wielkich miastach. Zakładał on, że muzułmanie w Turcji wciąż byli świadomie i podświadomie przywiązani do islamu, nawet jeśli republikańsko – kemalistyczna wersja państwowa brzmiała inaczej.

Szczególnie w kontekście Turcji, gdzie wpływy bardziej tradycyjnych form islamu pozostały znaczące i gdzie system polityczny pozwala na wyborcze politykowanie, z czasem całkowicie zaniknął ograniczony radykalizm islamizmu, a jego populistyczna forma zyskiwała na sile. Inne popularne w czasach wczesnej Republiki ideologie – kemalizm i komunizm – islamscy przywódcy przedstawiali jako obce, podobnie jak wszystkie pozostałe nurty mające przekształcić zwykłych ludzi na modłę inspirowaną Zachodem.

Islamizm w Turcji opierał się na poglądzie, zgodnie z którym wszystkie postkolonialne reżimy na Bliskim Wschodzie (w tym państwo kemalistyczne ze stolicą w Ankarze) prowadziły politykę antyreligijną i przejęły obce, wrogie muzułmanom ideologie. Idąc tym tropem, wielu tureckich islamistów twierdziło, że wszystkie te państwa nie były autentycznymi reprezentantami swoich obywateli. Islamiści posunęli się nawet dalej uznając, że represyjne świeckie reżimy w XX w. w sposób sztuczny podzieliły Bliski Wschód, oddzieliły od siebie ludzi, zasiały między nimi wrogość i uderzyły w kulturowe i religijne braterstwo i przyjaźń.

Innymi słowy, tureccy islamiści utrzymywali, że w XX w. islamiści, czy też pobożni muzułmanie w regionie, żyją w antyreligijnych reżimach. Wizja ta została w żywy sposób przedstawiona w powieści, która stała się bestsellerem, a następnie została zekranizowana w Turcji.

Powieść opowiada historię Abdullaha pochodzącego z Minyi w Egipcie (angielski tytuł – „Minyelli Abdullah”, odnosi się właśnie do pochodzenia mężczyzny).  Abdullah z powodu swojej gorliwej wiary zmaga się w Egipcie z ciągłym brakiem sprawiedliwości. Wydawca powieści, Timaş, w przekonujący sposób opisuje książkę następującymi słowami: „’Minyelli Abdullah’ opowiada historię muzułmanina żyjącego w XX w. Opowieść przedstawia życie Abdullahów mieszkających w Egipcie, ale także w Syrii, Iraku, Algierii, Pakistanie, Nigerii, Turcji oraz w każdym innym kraju. To historia człowieka, który poszukiwał i odnalazł prawdziwą drogę do światła (nur) w ciemnościach wieku niewierności (kufr) i herezji (dalalet)”.

Pomimo takiej deklaracji, powieść „Minyeli Abdullah” miała z pewnością charakter alegoryczny. W większym stopniu niż Egiptu dotyczyła Turcji. Nie powinno to jednak przesłaniać faktu, że islamiści w Turcji sympatyzowali z rozmaitymi tureckimi i nietureckimi muzułmańskimi ugrupowaniami i grupami etnicznymi. W swoją ideologię tureccy islamiści wprzęgli kult ofiar prześladowań, takich jak Hassan El-Banna, Sajjid Kutb, członkowie Bractwa Muzułmańskiego w Egipcie, Islamskiego Frontu Ocalenia w Algierii oraz wielu innych rewolucyjnych islamskich ugrupowań, reprezentujących prześladowaną muzułmańską większość – Palestyńczyków, mieszkańców Kaszmiru, Czeczenów, Bośniaków i Ujgurów.

Islamizm polityczny AKP Erbakana i Erdogana

Partia AKP Recepa Erdogana doszła do władzy w Turcji w 2002 r., uznając się za konserwatywną i demokratyczną. Niemniej jednak przywództwo partii wywodziło się z islamistycznego tureckiego zaplecza, ponieważ wszyscy jego członkowie w przeszłości byli wyznawcami lub współpracownikami Necmettina Erbakana (1926-2011).

Necmettin Erbakan (1926-2011) zwany był „dyżurnym islamistą kraju”. (Foto Wikipedia)

Od lat 1960. aż do czasów Erdogana i założenia AKP w 2001 r., Erbakan był czołowym islamistą w Turcji. W trakcie swojej kariery politycznej zabiegał o to, żeby Turcja zacieśniła relacje ze światem muzułmańskim, a nie z Zachodem. Unię Europejską, do której Turcja złożyła wniosek o członkostwo, nazwał „klubem chrześcijańskim”. Doprowadził do powstania międzynarodowej muzułmańskiej organizacji znanej jako D8, w skład której weszło osiem głównych krajów islamskich na świecie.

Erbakan nie mógł jednak osiągnąć zbyt wiele. Nigdy nie stanął na czele żadnej głównej partii politycznej i dlatego musiał dogadywać się z innymi partiami w rządzie i stawiać czoła kemalistom, którzy byli silniejsi dzięki kontroli nad siłami zbrojnymi, wymiarem sprawiedliwości, uniwersytetami i mediami.

Władze AKP wyciągnęły nauczkę z bolesnej porażki Erbakana w starciu z kemalistami. W 2002 r. złagodziły retorykę ideologiczną, zaakceptowały demokrację, a nawet sekularyzm i wreszcie zdołały zbudować szeroką koalicję społeczną. Po dojściu do władzy w pierwszych wyborach po rozstaniu z Erbakanem, przywódcy AKP rozpoczęli długi proces rozmontowywania kemalistycznego establishmentu. Zajęło im to niemal dekadę.

W pierwszych dziesięciu latach (2002-2011) kierownictwo AKP pozostało mniej więcej lojalne tradycyjnym nakazom tureckiej polityki zagranicznej. Ich program zakładał dołączenie do Unii Europejskiej, co było najbardziej ambitnym działaniem wśród wszystkich dotychczasowych tureckich rządów. Erdogan i AKP respektowali zobowiązania wobec NATO i pracowali nad poprawą stosunków z USA.

Na początku amerykańskiej inwazji na Irak, Erdogan opublikował na łamach „Wall Street Journal” artykuł o wiele mówiącym tytule „Mój kraj jest waszym wiernym sojusznikiem i przyjacielem”. W tekście tym Erdogan pisał nawet o tym, że [Turcy] „są  zdeterminowani, żeby utrzymać bliską współpracę ze Stanami Zjednoczonymi. Mają nadzieję i modlą się, żeby dzielni młodzi mężczyźni i kobiety wrócili do swoich domów z możliwie najmniejszymi stratami i że cierpienie w Iraku zakończy się najszybciej, jak to możliwe”.

Tymczasem na innych poziomach AKP prowadziło subtelną islamistyczną politykę zagraniczną. Przywódcy AKP, wierni tureckiej myśli islamistycznej, wierzyli, że muzułmanie stanowią jeden naród, pozornie podzielony na mniejsze narodowo – etniczno – wyznaniowe grupy tożsamościowe. Wielu z nich czuło, że muzułmanie powinni wykroczyć poza podziały i zacząć pracować nad stworzeniem jednego państwa islamskiego. Pod kolejnymi rządami AKP, od 2002 do 2011 r., celem Turcji była realizacja tego politycznego ideału, jakkolwiek utopijny mógłby się wydawać.

Rozwój islamistycznej polityki zagranicznej

To, co nie było oczywiste na początku XXI w., stało się jasne w latach 2010-2011. AKP wyeliminowała niemal wszelkie wpływy kemalistów w kraju i poza nim. Islamiści w Turcji zaczęli głośniej mówić o tym, że polityka zagraniczna AKP skłania się w stronę islamizmu. Po 2010 r. skrajni islamistyczni zwolennicy skrzydła medialnego AKP zaczęli przypisywać Erdoganowi coraz bardziej religijną rolę, częściej powtarzając kierowane do niego hasło: „Ty jesteś ziszczeniem marzeń tej ummy”.

Poza sloganami i relacjami medialnymi, Turcja pod rządami Erdogana podjęła konkretne kroki mające na celu zacieśnienie relacji z nietureckimi muzułmanami. Obroty w handlu ze światem muzułmańskim wzrosły ośmiokrotnie – z 8,4 miliarda dolarów w 2002 r. do 69 miliardów dolarów w 2018. Chcąc poprawić relacje z krajami zamieszkanymi w większości przez muzułmanów, państwo pod przywództwem Erdogana doprowadziło do obustronnego zniesienia wiz, stworzyło zaawansowane mechanizmy konsularne, zaangażowało się w mediacje w wieloletnich konfliktach wewnątrz- i międzypaństwowych, a także dołączyło do organizacji regionalnych, takich jak Rada Współpracy Zatoki Perskiej czy Liga Arabska.

Turcja zaczęła też promować bliską współpracę z pozarządowymi organizacjami ze świata islamskiego, poczyniła wysiłki na rzecz odbudowy Organizacji Współpracy Islamskiej (OIC), była gospodarzem dziesiątek konferencji międzynarodowych z udziałem wpływowych postaci religijnych oraz świeckich intelektualistów i uczonych z Bliskiego Wchodu i Azji Południowo-Wschodniej, rozpoczęła liczne projekty renowacji dziedzictwa Imperium Osmańskiego i zapewniała pomoc humanitarną przede wszystkim potrzebującym muzułmanom.

Za sprawą działalności AKP i Erdogana, mającej na celu wzmocnienie historycznych więzi z Bractwem Muzułmańskim i innymi ruchami religijnymi, Turcja stała się miejscem ponadnarodowych spotkań i dyskusji religijnych z udziałem islamistów kształtujących opinię publiczną.

Biorąc udział w Arabskiej Wiośnie rozumianej jako droga do ittihad-i Islam, tureccy islamiści, podobnie jak ich odpowiednicy w innych krajach Bliskiego Wschodu, z radością patrzyli na rozgrywające się wydarzenia. Podejście AKP w tamtych czasach najlepiej ilustruje wypowiedź ówczesnego ministra spraw zagranicznych Turcji, Ahmeta Davutoğlu. W trakcie wystąpienia w Al-Jazeera Forum w Doha (Katar), w marcu 2011 r., Davutoğlu stwierdził, że od upadku Imperium Osmańskiego Bliski Wschód był świadkiem dwóch tragicznych zjawisk, z których oba pogłębiły wyobcowanie ludności w regionie. Pierwszym z nich był kolonializm, drugim zimna wojna. Cały ten okres jednak, zdaniem Davutoğlu, był nienaturalnym odstępstwem, czymś niespotykanym w historii regionu.

To odstępstwo, zdaniem byłego ministra, powinno zakończyć się wraz z końcem zimnej wojny. W jego opinii nie stało się tak jednak, ponieważ w regionie nie wprowadzono demokracji. W swoim wystąpieniu Davutoğlu pompatycznie twierdził, że Arabska Wiosna tak naprawdę uregulowała historię Bliskiego Wschodu. „Wydarzenia rozgrywające się dziś wokół nas stanowią normalny etap rozwoju sytuacji. Oczywiście, rozgrywają się spontanicznie, ale musimy zauważyć, że to naturalne odzwierciedlenie naturalnego biegu historii”, utrzymywał Davutoğlu.

Zdaje się, że w jego opinii Arabska Wiosna miała wyprostować historię Bliskiego Wschodu, zamykając, słowami samego autora, „stuletni nawias” w regionie i łamiąc „szablon nakreślony w ramach umowy Sykes-Picot” https://pl.wikipedia.org/wiki/Umowa_Sykes-Picot  poprzez oddanie władzy w ręce takich partii politycznych, które naprawdę reprezentowały społeczeństwo na Bliskim Wschodzie i islamistów w regionie.

Turcja całkowicie poparła Arabską Wiosnę, bardziej niż jakikolwiek inny kraj, nawet pomimo tego, że przed wybuchem protestów utrzymywała doskonałe relacje gospodarcze i polityczne ze wszystkimi państwami i reżimami, w tym z Syrią. Tak całkowitego poparcia nie uzasadniał żaden ekonomiczny ani gospodarczy interes – poza przekonaniem AKP, że Arabska Wiosna utoruje drogę do ittihad-i Islam. A jak widać, to zawsze był cel polityczny i ideał islamistów w Turcji.

Dwa lata po wystąpieniu w Al-Jazeera Forum, Davutoğlu był pewny co do przyszłości ittihad-i Islam na Bliskim Wschodzie. W przemówieniu na Dicle University w Diyarbakirze w Turcji, w marcu 2013 r., zadeklarował, że „wraz z wiatrem zmian wiejącym na Bliskim Wschodzie i we współpracy z administracjami rządów, które doszły i dojdą do władzy,  granice zostaną pozbawione znaczenia”.

Cztery miesiące później marzenia Turcji o przyszłości Bliskiego Wschodu legły w gruzach wraz z odsunięciem od władzy prezydenta Egiptu Muhammada Mursiego, reprezentującego Bractwo Muzułmańskie. Postępujące i pogłębiające się wojny domowe w Syrii, Libii i Jemenie dały wyraźny sygnał, że wiatry historii nie wieją w kierunku pożądanym przez Davutoğlu oraz innych tureckich islamistów. Latem 2013 r. Turcja pozostała odizolowana w regionie i zwróciła się w kierunku jedynego kraju na Bliskim Wchodzie, który stawiał czoła podobnym kłopotom – Kataru.

Wydarzenia po 2013 r. i postępująca izolacja Erdogana

Rok 2013 był dramatyczny również pod innym względami. W maju wybuchły masowe protesty w parku Gezi w Stambule oraz i w innych tureckich miastach. Dochodzenie rozpoczęte w grudniu ujawniło korupcję wysokich funkcjonariuszy AKP. Islamistyczni zwolennicy partii patrzyli na to bez krytycyzmu. Oddalając zarzuty, tureccy islamiści, stanowiący fundament AKP, wyrazili uznanie dla stuletniego wyobrażenia  ittihad-i Islam na Bliskim Wschodzie.

Na łamach gazet wyjaśniali tureckim czytelnikom, że „międzynarodowi aktorzy” ukradkiem kolaborowali przeciwko Erdoganowi i jego administracji. Zamach wojskowy w Egipcie, protesty w parku Gezi oraz śledztwo w sprawie korupcji – wszystko to zdaniem tureckich islamistycznych mędrców miało doprowadzić do utrzymania status quo na Bliskim Wchodzie i światowego systemu wyzysku, który przynosił korzyści jedynie Stanom Zjednoczonym i Wielkiej Brytanii.

Od przełomu 2013 i 2014 r. w Turcji doszło do istotnych zmian, zarówno wewnątrz kraju, jak i w polityce zagranicznej. Stało się tak pomimo tego, że Erdoganowi udało się przetrwać sztorm z 2013 r., a nawet umocnić władzę. W międzyczasie zmienił się kierunek tureckiej polityki zagranicznej. Nie zmieniła się za to ambicja kraju związana z chęcią odgrywania aktywnej i przywódczej roli na Bliskim Wschodzie.

Chcąc utrzymać władzę w kraju, Erdogan wszedł w sojusz z tureckimi nacjonalistami. Przyjmując retorykę dobrych nacjonalistów, prezydent i przywództwo AKP twierdzili teraz, że głównym zadaniem Turcji na Bliskim Wschodzie jest pozbycie się z północnej Syrii Powszechnych Jednostek Obrony (YPG), uznanych przez państwo tureckie za syryjską gałąź Partii Pracujących Kurdystanu (PKK), czyli za poważne zagrożenie. W tym celu Turcja zorganizowała dwie operacje wojskowe, a obecnie szykuje trzecią. Niezależnie jednak od tego, jak bardzo Erdogan zbliży się do tureckich nacjonalistów, fundamentem wsparcia dla prezydenta będą tureccy islamiści.

Islamizm jest taki, jak opisują go islamiści. Kwestii, czy nowy kierunek polityki zagranicznej Turcji jest zgodny z ogólnym rozumieniem islamizmu, nie rozstrzygnie osoba z zewnątrz. Wystarczy zaznaczyć, że wielu islamistów w Turcji oraz za granicą musiało, przynajmniej publicznie, poprzeć politykę zagraniczną reżimu opartą na islamizmie. Wielu islamistów wciąż postrzega Erdogana jako reinkarnację postaci historycznych, takich jak Ertuğrul Ghazi czy Abdul Hamid II.

Analogię te przedstawiono w dwóch tureckich programach telewizyjnych: Diriliş Ertuğrul  i Payitaht. Ertuğrul Ghazi był ojcem Osmana Ghaziego, założyciela Imperium Osmańskiego. Islamiści utrzymują, że Ertuğrul uszedł z życiem z wielu zamachów planowanych w ramach międzynarodowych spisków. Abdul Hamid II żył w XIX w., był osmańskim sułtanem. Wielu islamistów uważa, że wspierał muzułmanów na całym świecie i wykorzystywał instytucję kalifatu do walki z zachodnim imperializmem.

Wykorzystanie polityki zagranicznej przez islamistów

Analitycy polityki zagranicznej często twierdzą, że państwa wykorzystują religię lub też mobilizują jednostki religijne do realizacji własnych interesów, które nie mają żadnego religijnego znaczenia lub zabarwienia. Analitycy ci postrzegają politykę zagraniczną jako odbicie politycznych i gospodarczych interesów kraju. Takie podejście nie daje jednak pełnego obrazu sytuacji, zwłaszcza gdy „motywowani religijnie” politycy formułują i egzekwują zapisy takiej polityki zagranicznej. Ograniczenia tego podejścia najlepiej widać na przykładzie powodów, dla których Turcja poparła Arabską Wiosnę.

Za tą decyzją nie stały żadne przekonujące powody polityczne i gospodarcze. Główna motywacja była związana z czynnikiem ideologicznym. Wywodząca się ze środowisk islamistycznych elita władz AKP postrzegała Arabską Wiosnę jako okazję do pozbycia się wyalienowanych kulturowo władców świata arabskiego i doprowadzenie do władzy „prawdziwego głosu” ludu.

Zgodnie z wyobrażeniem kierownictwa AKP, masy miały naturalną skłonność do popierania islamizmu, a demokratyczne rozwiązania miały umożliwić przejęcie władzy przez ugrupowania opozycyjne, takie jak Bractwo Muzułmańskie. Arabską Wiosnę uznano za początek transformacji, która miała doprowadzić do realizacji wieloletniego marzenia o ittihad-i Islam w świecie islamskim.

Birol Baskan

Autor jest badaczem pracującym dla Middle East Institute i autorem książek pt. „Turkey and Qatar in the Tangled Geopolitics of the Middle East” oraz  „From Religious Empires to Secular State”. Naucza na Georgetown University’s School of Foreign Service w Katarze oraz na State University of New York-Fredonia.

Tłumaczenie Bohun, na podst. https://www.thecairoreview.com

Opinie autorów publikacji nie muszą być zgodne z poglądami redakcji Euroislamu




Na rozkaz Erdogana rosną drzewa

Narodowy dzień sadzenia drzew, po raz pierwszy zorganizowany przez władze w Turcji 11 listopada, w efekcie przyniósł albo spektakularny sukces, albo kompletną porażkę, zależnie od tego, komu damy wiarę.

Ochotnicy, w tym prezydent Erdogan i przewodniczący parlamentu Mustafa Sentop, posadzili wówczas 11 milionów drzew, przy okazji bijąc rekord liczby posadzonych drzew w ciągu godziny w jednym miejscu – 303 150 drzew posadzono w anatolijskim mieście Corum.

Związek pracowników leśnictwa i rolnictwa przeprowadził teraz kontrole w 6 spośród 81 tureckich prowincji i stwierdził, że 90% sadzonek uschło – z powodu braku wody, a także nieodpowiedniego momentu i niefachowego sadzenia. Oburzone ministerstwo rolnictwa i leśnictwa odpowiedziało, że jest to całkowita nieprawda, bo 95% sadzonek jest zdrowych i znakomicie rośnie.

Liczba ta wydaje się nieco przesadzona: Şükrü Durmuş, szef związku badającego sadzonki stwierdził, że w warunkach tureckich, nawet w fachowo przygotowanych i przeprowadzonych nasadzeniach przeżywa najwyżej 65-70% sadzonek, a „liczba 95% nigdy nie jest prawdziwa”. Nie wziął oczywiście pod uwagę tego, że sadzonkom osobiście kazał rosnąć prezydent Erdogan, więc nie mogły być nieposłuszne i uschnąć. W Związku Radzieckim przecież wszystkie inicjatywy, którymi osobiście interesował się towarzysz Stalin, znakomicie się udawały.

Erdogan ogłosił, że narodowy dzień sadzenia drzew będzie organizowany co roku i że przez 17 lat sprawowania władzy przez jego islamistyczną partię AKP posadzono 4,5 mld drzew – ile z nich przetrwało, nie powiedział. Jego partia znana jest głównie z masowego wycinania starego lasu koło Stambułu, wyciętego dla zrobienia miejsca na wielkie lotnisko, które wymyślił Erdogan. Teraz ma być budowany kanał omijający Bosfor i przy okazji znowu wycięte zostaną tysiące hektarów starego lasu.

Informacje o sadzonkach Erdogana, które w cudowny sposób przetrwały brak wody i rosną lepiej niż zwykłe, byłaby tylko ciekawostką o dyktaturze, która udając wszechmoc zaczyna ocierać się o śmieszność. Jednakże jest też poważniejszy przypadek, gdy władze tureckie głoszą rzeczy, które są nieprawdziwe. Chodzi o 6 miliardów euro, które Unia Europejska w 2016 roku przyrzekła Turcji na pomoc dla 3,6 mln syryjskich uchodźców znajdujących się w tym kraju.

Władze tureckie twierdzą, że tylko połowa tych pieniędzy została przekazana, zaś władze Unii utrzymują, że przekazano wszystkie pieniądze. Syryjskich imigrantów zresztą władze Turcji liczą osobiście, nie dopuszczając do tego ONZ-owskiej organizacji UNHCR zajmującej się uchodźcami. Biorąc jednak pod uwagę doświadczenie z sadzonkami, można raczej podejrzewać, że to Turcy mają problemy z liczeniem.

Grzegorz Lindenberg

Na podstawie theguardian.com




Turecki sąd bezprawnie podtrzymuje wyrok na 12 dziennikarzy

Turecki sąd niższej instancji podtrzymał swój wyrok, skazujący na wieloletnie więzienie 12 dziennikarzy opozycyjnej gazety  „Cumhuriyet”, jednej z nielicznych obecnie gazet opozycyjnych. Postąpił tak wbrew decyzji Sądu Najwyższego, który obalił wcześniejsze wyroki tego sądu. Dziennikarze, przebywający w więzieniu od 2016 roku, oskarżeni są o wspomaganie organizacji terrorystycznych przez kontaktowanie się z nimi – organizacjami były zarówno ugrupowania kurdyjskie jak i skrajnie lewicowe i związane z islamistycznym przywódcą Gülenem, obwinianym przez władze tureckie o zorganizowanie nieudanego zamachu stanu w 2016. Dziennikarze zaprzeczają oskarżeniom.

W tureckich więzieniach przebywa rekordowa na świecie liczba 120 dziennikarzy, po zamachu z 2016 rząd turecki zamknął około 150 opozycyjnych mediów, gazet, stacji radiowych i telewizyjnych oraz portali. W rankingu wolności mediów Turcja znajduje się na 157 miejscu na 180 krajów. Nadal oficjalnie jest kandydatem do Unii Europejskiej. (g)

Źródło: dw.com oraz al-monitor.com




Turcja zaczyna odsyłać do Europy terrorystów z ISIS

Turecka telewizja państwowa poinformowała w poniedziałek, że zgodnie z zapowiedzią ministra spraw wewnętrznych, Turcja rozpoczyna odsyłanie do krajów europejskich terrorystów z Państwa Islamskiego, nawet jeśli zostali pozbawieni obywatelstwa. W więzieniach tureckich znajduje się 1201 terrorystów z ISIS, a po inwazji na kurdyjskie tereny w Syrii w ręce tureckie wpadło 287 terrorystów, którzy uciekli z kurdyjskich obozów.

Kraje europejskie, z których pochodzi co najmniej kilkuset terrorystów z ISIS, nie chcą ich powrotu, ponieważ obawiają się, że dowody przeciwko nim, jakich można by użyć w sądzie, byłyby niewystarczające do skazania ich na długoletnie więzienie. Wolą, żeby procesy odbywały się w miejscu popełnienia przestępstw – tak jak obecnie dzieje się w Iraku. Na terenach kurdyjskiej enklawy w Syrii w obozach przebywa kilka tysięcy terrorystów i ich rodzin, ale nie wiadomo, kto miałby ich sądzić. (g)

Źródło: Reuters




Turcja zmusza syryjskich uchodźców do powrotu do Syrii: raport Amnesty International

W opublikowanym w piątek raporcie, Amnesty International oskarża Turcję o przymusowe odsyłanie syryjskich uchodźców do opanowanej przez islamistów syryjskiej prowincji Idlib. Działania takie prowadzi Turcja od pół roku, wymuszając na uchodźcach zgodę na powrót do Syrii biciem, groźbami albo oszustwem, gdy policja twierdzi, że dokument, który uchodźca ma podpisać to prośba o pozostanie w Turcji, a jest to zgoda na przesiedlenie do Syrii. Uchodźcy odsyłani są autobusami, często w kajdankach, zdarzają się przypadki rozdzielania rodzin. W Idlib dostają się w ręce islamistów, nie ma tam przygotowanej żadnej infrastruktury dla powracających.

Nie wiadomo, ile osób zostało odesłanych do Syrii, Amnesty zgromadziła informacje o kilkuset, ale Turcja twierdzi, że 315 tysięcy Syryjczyków powróciło do kraju całkowicie dobrowolnie. Turcja zapowiadała, że do zamieszkałej przez Kurdów strefy bezpieczeństwa, na granicy syryjsko-tureckiej, z której wycofać się mają oddziały  kurdyjskie, ma zostać przesiedlone 2 miliony syryjskich uchodźców. (g)

Źródło: amnesty.org




Turcy tracą zaufanie do religii pod rządami AKP

Sibel HurtasIs

W ciągu ostatniej dekady wzrosła liczba Turków uważających siebie za ateistów, a zmalała liczba tych, którzy uważają się za osoby religijne. Ci drudzy nadal jednak stanowią zdecydowaną większość.

Wyniki niedawnych badań wywołały ożywione dyskusje na temat politycznego islamu i religijności w kraju, który jest oficjalnie świecki, ale od 2002 roku rządzony jest przez przychylną islamistom partię AKP.

Badanie, opublikowane przez firmę KONDA, opiera się na porównaniu sondaży prowadzonych w 2008 i 2018 roku i bada zmiany społeczne w Turcji w ciągu ostatnich dziesięciu lat. W badaniu przepytano prawie 5800 osób w 36 z 81 prowincji tureckich. Sondaż z 2018 roku wykazał, że 51% osób określało się jako „osoby religijne” (spadek z 55% w 2008 roku).

Ci, którzy opisywali siebie jako „osoby ściśle religijne” stanowili 10% w porównaniu z 13% badanych w 2008. Liczba osób określających się jako „ateiści” wzrosła z 1% w 2008 roku do 3% , a określających się „niewierzący” z 1% do 2%.

Kiedy Partia Sprawiedliwości i Rozwoju (AKP) doszła do władzy w listopadzie 2002 roku, w debatach publicznych często pojawiało się pytanie: „Czy Turcja stanie się kolejną Malezją?”. Niektórzy mówili o „malezjonizacji”, aby opisać to, co ich zdaniem może czekać kraj. Zasadniczo chodziło o pytanie, czy po zdobyciu władzy partia o islamskim charakterze będzie nieuchronnie kształtować społeczeństwo zgodnie ze swoim islamskim światopoglądem.

Dwa główne obozy reprezentowane były przez zwolenników kemalizmu, postrzegających AKP jako partię islamistyczną, zmierzającą do utworzenia państwa islamskiego, oraz islamskich konserwatystów, którzy utrzymywali, że ludność Turcji jest głównie muzułmańska, a więc państwo musi być kompatybilne z normami islamskimi. Istniały również mniejsze liberalne i lewicowo-socjalistyczne grupy, plasujące się w różnej odległości od tych dwóch przeciwstawnych bloków.

Po 16 latach rządów AKP ta konfiguracja pozostała mniej więcej taka sama. Ważną różnicą jest jednak to, że niektórzy konserwatywni islamiści, którzy jako członkowie klasy panującej nabrali pewności siebie, doszli do wniosku, że zbudują nowe społeczeństwo. To założenie było napędzane wewnętrznymi debatami pomiędzy islamistami.

W międzyczasie sporo myślicieli muzułmańskich podkreślało, że zjawiska takie, jak wykorzystywanie seksualne w internatach prowadzonych przez grupy islamskie lub szkoły koraniczne i gorliwość, z jaką społeczności islamskie rywalizują o względy ze strony państwa, nadszarpnęły wizerunek religii w społeczeństwie.

Prof. Mehmet Ali Buyukkara
Prof. Mehmet Ali Buyukkara

Mehmet Ali Büyükkara, teolog na Uniwersytecie Sehir w Stambule, powiedział, że nie jest zaskoczony wynikami badania KONDA. Napisał na Twitterze: „Ci, którzy są pobożni w obszarach  języka, wyglądu i być może wiary, zawiedli społeczeństwo jeśli chodzi o moralność, uczciwość i uważność dotyczącą tego, co zakazane (haram)”. Według niego publiczne wyrażanie pobożności stało się bardziej swobodne, ale zmiana ta nie przyciągnęła większej liczby ludzi do religii, a wręcz doprowadziła do pewnej alienacji.

Ishan Eliacik, teolog, którego prace dały podwaliny teoretyczne dla islamskiej grupy zwanej „antykapitalistyczni muzułmanie” również nie jest zaskoczony wynikami badań KONDA. W wywiadzie dla „Al-Monitor” powiedział, że wbrew powszechnemu przekonaniu społeczeństwa muzułmańskie rządzone przez konserwatywne rządy mają tendencję do odsuwania się od islamu. „Według moich ostatnich badań podobne wyniki są obecnie obserwowane w trzech krajach świata islamskiego – w Arabii Saudyjskiej, Iranie i Turcji. Kierowane są one przez religijne rządy, jednak wszędzie tam rozprzestrzenia się ateizm i deizm, religijność maleje i wzrasta nieufność względem religii. Z powodu tych rządów ludzie zaczynają myśleć, że islam jest w rzeczywistości kłamstwem, i że zostali oszukani” – stwierdził teolog.

Ishan Eliacik jest prześladowany w Turcji za swoje badania nad islamem
Ishan Eliacik jest prześladowany w Turcji za swoje badania nad islamem

Według Eliacika, te same tendencje można zaobserwować wśród młodych ludzi w tych trzech krajach: „Pierwsza grupa skłania się do ateizmu i deizmu, druga przesuwa się w kierunku radykalnych ugrupowań fundamentalistycznych, a trzecia grupa idzie w stronę muzułmańskich idei lewicowych.”

W przypadku Turcji jako bezpośrednią przyczynę wahań wśród muzułmańskiej młodzieży widzi politykę rządu. Wskazuje na korupcję jako pierwszy powód, przypominając stwierdzenie prorządowego teologa i felietonisty, że nie jest ona jednoznaczna z kradzieżą. Według Eliacika „ludzie widzieli jak powodziło się tym, którzy zbliżyli się do rządu. Teraz pytają, czy jest to zgodne z islamem. Polityka gospodarcza rządu sprawiła, że bogaci stali się bogatsi, a biedni jeszcze biedniejsi”. Dodaje również, że tłumienie różnicy zdań przez rząd, jego postawa w sprawie kwestii kurdyjskiej i stosunków z Izraelem, są również bacznie obserwowane przez środowiska religijne.

Uczony podkreśla, że młodzi ludzie zadają mu te same pytania: „Czym jest prawdziwy islam?”; „Gdzie jest prawdziwy islam – w Arabii Saudyjskiej, Iranie czy w Turcji?”; „Czy to, co robi Państwo Islamskie, to prawdziwy islam?”; „Czy islam sankcjonuje morderstwo, kradzież i niewolnictwo kobiet?”. Eliacik wyjaśnia, że „ich umysły są pełne pytań. Ci, którzy nie potrafią sobie z tym poradzić, odchodzą w stronę deizmu, a ci, których przekonują moje poglądy przechodzą do postawy muzułmańsko-lewicowej”.

Trend związany z deizmem trafił na nagłówki gazet po raz pierwszy w kwietniu 2018 roku, po prezentacji w Ministerstwie Edukacji raportu na temat uczniów przechodzących na deizm w publicznych szkołach religijnych. Następnie Dyrekcja do Spraw Religijnych (Diyanet) rozpoczęła „wojnę z deizmem” twierdząc, że za „niewłaściwe podejście” wśród młodych ludzi jest w dużej mierze odpowiedzialne „skażenie informacji w internecie”. „Al-Monitor” skontaktował się z Diyanet prosząc o komentarz, ale nie dostał odpowiedzi.

Dla Eliacika problem ten jest poza zasięgiem zarówno Diyanet, jak i wspólnot islamskich. Według niego „to, co jest potrzebne, to religijne oświecenie, reformy i ruchy odrodzeniowe, również w Europie. Nie można tego osiągnąć za pomocą odgórnej polityki Diyanet lub rządu. Zamiast tego powinno się propagować idee promujące niezależne, obywatelskie i reformatorskie oświecenie religijne. Gdy są tłumione, można zatopić się głębiej w ciemności”.

Jednak obecnie w Turcji swobodna dyskusja nad tymi kwestiami wydaje się być odległą perspektywą. Sam Eliacik po swoich uwagach na konferencji dostał w ubiegłym roku sześcioletni wyrok za „terrorystyczną propagandę”. Obecnie ma zakaz opuszczania Stambułu do zakończenia apelacji, grożono mu śmiercią i zgodnie z jego własnymi słowami, jest obiektem oszczerstw i ataków.

Chociaż islamizm cieszy się obecnie w Turcji wszelkimi przywilejami władzy, transformacja społeczna, do której zmierza, spotyka się z oporem. Sprzeciw ten nie jest jeszcze widoczny na ulicach, ale jak wskazuje badanie KONDA przyjmuje postać cichego braku przyzwolenia lub nawet wewnętrznego odłączenia się od wiary.

Oprac. A. Żelazna, na podst. https://www.al-monitor.com/pulse/originals/2019/01/turkey-becoming-less-religious-under-akp.html

Sibel Hurtas jest turecką dziennikarką, która koncentruje się wokół tematyki praw człowieka. Pracowała jako reporterka dla krajowych gazet Evrensel, Taraf, Sabah i HaberTurk i agencji prasowej ANKA. Laureatka nagród dziennikarskich, autorka książki na temat morderstw chrześcijan w Turcji.




Jak islam w Turcji sprzyja małżeństwom dzieci

Uzay Bulut

Stowarzyszenie Praw Człowieka w Turcji (IHD) wydało mrożący krew w żyłach raport o łamaniu praw dziecka w tym kraju. Od 2002 roku, za rządów AKP, 440 tysięcy dziewczynek poniżej 18 roku życia urodziło dziecko.

„Co czwarte małżeństwo w Turcji jest małżeństwem z dzieckiem” – powiedziała Selen Doğan z działającego w Ankarze Stowarzyszenia Komunikacji i Badań Kobiet Latającej Miotły.

Według tureckiego kodeksu cywilnego mężczyźni i kobiety nie mogą zawierać związków małżeńskich przed ukończeniem 18 lat. „Jest tylko kilka wyjątków, które pozwalają na ślub osobom, które nie ukończyły 18 lat. 17-letnia osoba może otrzymać pozwolenie na zawarcie małżeństwa za zgodą rodziców lub opiekuna prawnego, a osoba 16-letnia może dostać takie pozwolenie decyzją sądową i za zgodą rodziców lub opiekuna prawnego”.

Niemniej Zelal Coşkun, członkini Komisji Praw Dziecka przy IHD, powiedziała, że liczba małżeństw dzieci wzrosła w ostatnich latach:  „Według danych TÜİK [Turecki Instytut Statystyczny], w ciągu ostatnich 10 lat 482 908 dziewczynek zostało wydanych za mąż z pozwoleniem państwowym. W ciągu ostatnich sześciu lat 142 298 z nich zostało matkami; większość ślubów odbyła się według religijnej [islamskiej] ceremonii”.

Takie rzeczy dzieją się w wielu miejscach na świecie, ale w społeczeństwach muzułmańskich praktyka małżeństw nieletnich jest radośnie akceptowana przez wielu; w niektórych przypadkach władze chronią sprawców. Fakt, że islamskie pisma święte zachęcają do wczesnych małżeństw – dla dziewczynek już od dziewięciu lat – także wydaje się być używany do normalizacji małżeństw dzieci i macierzyństwa nieletnich.

Niestety, praktyka małżeństw dzieci, stara tradycja w społecznościach muzułmańskich, ma teologiczną podstawę. Mahomet, założyciel islamu, ożenił się z Aiszą, kiedy miała sześć lat i skonsumował małżeństwo z nią, kiedy miała dziewięć. On miał 54 lata. Koran zachęca do takiej praktyki.

„Lista hańby, która wstrząśnie Turcją”, brzmi tytuł  opublikowanego przez turecką gazetę „Hürriyet” reportażu, który wymienia imiona 115 nieletnich matek, jakie  urodziły dzieci w jednym tylko szpitalu w Stambule, Kanuni Sultan Süleyman, w ciągu pięciu miesięcy w 2017 r.

Co gorsza, administracja szpitala zatuszowała ten skandal. Nie poinformowała ani policji, ani pracowników wymiaru sprawiedliwości – mimo że jest zobowiązana do tego prawem i przepisami, kiedy dowiaduje się o ciężarnej lub wykorzystywanej seksualnie nieletniej.

Zamiast tego szpital i inne władze szykanowały pracownicę socjalną, Iclal Nergiz, która ten skandal ujawniła. Rozpoczęto przeciwko niej dochodzenie, dwukrotnie przesuwano ją na inne stanowisko i poddano ją poważnej presji i nękaniu. „Od czasu tego ujawnienia nic się nie zmieniło poza karą dla mnie [ze strony szpitala] – powiedziała Nergiz w wywiadzie. – Administracja uważa, że zdradziłam kraj i zniszczyłam wizerunek szpitala! Jestem narażona na ucisk i zastraszanie”.

Skandal wyszedł na światło dzienne, kiedy Nergiz zauważyła, że w dokumentacji szpitalnej brakuje karty 17-letniej, ciężarnej dziewczyny oraz zawiadomienia, które powinno było być przekazane policji. Starała się następnie o pomoc administracji szpitalnej i prokuratury.

„Zauważyłam, że dużo dziewcząt 15, 16, 18-letnich przychodziło do szpitala – relacjonowała. – Niektóre były w ciąży z drugim dzieckiem. Niemal wszystkie były poprzednio w naszym szpitalu. Ale przez lata nikt o tym nie informował. (…) Mówi się, że te dzieci zostały poślubione w małżeństwach imamów. Nie nazywałabym tego małżeństwem. Liczy się oficjalne małżeństwo. A te dzieci nie były oficjalnie zamężne. Widziałam 16-letnią Syryjkę, która była w ciąży z drugim dzieckiem. Pierwsze dziecko urodziła, kiedy miała 12 lat. Nie potrafię jej zapomnieć”.

Nergiz mówiła dalej: „W ciągu pięciu miesięcy i dziewięciu dni około 250 ciężarnych dziewcząt poniżej 18 roku życia było w tym szpitalu. Zobaczyłam, że 115 przypadków  nie zgłoszono policji. (…) Co roku szpital przyjmuje około 450 do 500 ciężarnych nieletnich. Nie ma ani jednych drzwi, do których nie stukałam w szpitalu w sprawie tych 115 dzieci. Skończyło się na marginalizowaniu mnie”.

Według prawa tureckiego osoby poniżej 18 lat są uważane za dzieci. Jednak, jak powiedziała Nergiz, „według administracji szpitalnej i dyrektora nie są one dziećmi. Ci ludzie nigdzie nie meldują o ciężarnych nieletnich, bo ich to nie obchodzi. To dlatego sytuacja jest tak zła. Dla nich to jest normalne. Kiedy mówię o 115 ciężarnych dzieciach, to jest optymistyczna liczba. Są lekarze, którzy o ciążach u dzieci nie informują nawet służb socjalnych. A więc prawdziwe liczby są znacznie wyższe”.

Pierwsza rozprawa sądowa, dotycząca tych, którzy nie poinformowali wymiaru sprawiedliwości o skandalu, odbyła się 25 czerwca. Akif Akça, zastępca lekarza naczelnego, i Nazlıcan Dilber, specjalistka opieki społecznej, którzy stoją przed sądem za ukrywanie ciąż dzieci, składali zeznania. Oboje odrzucili oskarżenie, że władze nie były informowane o obecności w szpitalu ciężarnych dziewczynek, twierdząc, że „procedury były wykonywane zgodnie z instrukcjami Ministerstwa Zdrowia i nie było żadnego zaniedbania”.

W wyniku pierwszej rozprawy sąd zniósł zakaz podróży zagranicznych narzucony na Akça i Dilber. Mogą teraz swobodnie opuścić Turcję. Sąd poinformował również ich oboje, że nie wymaga się od nich obecności na kolejnych rozprawach w tym procesie. Sąd wydał jednak zupełnie inną decyzję w sprawie Nergiz, która ujawniła skandal. Choć nie była ona obecna na pierwszej rozprawie, ponieważ to ona ujawniła skandal i zgłosiła sprawę do prokuratora, sędzia zdecydował, że musi być obecna na kolejnej rozprawie.

Rzeczywistość, która pomogła ujawnić, jest taka sama w całym kraju. „Sytuacja jest taka sama w całej Turcji. Ponadto, to, co zostało ujawnione w tym szpitalu, jest tylko czubkiem góry lodowej” – oświadczyła.

Ile spośród tych dziewczynek już jest zamężnych, kiedy przybywają do szpitala na poród i w jakim wieku wyszły za mąż? Czy też zostały wykorzystane seksualnie poza małżeństwem? Ile z nich zmusza się potem do wyjścia za mąż za człowieka, który je wykorzystał? Co dzieje się z ich dziećmi? Ile innych dzieci w Turcji jest ofiarami podobnego wykorzystywania? Wygląda na to, że te pytania pozostaną bez odpowiedzi.

Wiadomo jednak, że małżeństwa dzieci, gwałcenie dzieci, dziewczynki, które zostają matkami, podczas gdy same są dziećmi, i inne rodzaje seksualnego wykorzystywania dzieci są coraz powszechniejsze w Turcji.

„Turcja jest krajem o najwyższej liczbie małżeństw dzieci w Europie”  – napisano w raporcie z 2016 r., autorstwa Organizacji Zapobiegania Przemocy i Rehabilitacji  oraz Centrum Badawczego Przestępstw i Przemocy z uniwersytetu Acıbadem w Stambule. Ponieważ jednak małżeństwa religijne [udzielane przez imamów] są tak rozpowszechnione, nie było możliwe ustalenie rzeczywistej liczby małżeństw dzieci w Turcji. W raporcie opisano także straszliwe skutki medyczne, psychologiczne i społeczne ciąż dzieci, zarówno dla nieletnich matek, jak dla ich dzieci.

„Według raportu z 2015 r. organizacji ECPAT (Zakończyć Prostytucję i Handel Dziećmi) dzieci są grupą najbardziej narażoną na przemoc seksualną w Turcji” –powiedziała na sympozjum w Stambule Zelal Coşkun, członkini Komisji Praw Dziecka przy IHD. Coşkun podkreśliła, że z powodu wczesnego zamążpójścia wiele dziewczynek pozostaje niewykształcona i niezatrudniona: „W Turcji liczba lat nauki dla kobiet jest niższa niż dla mężczyzn na wszystkich poziomach, poza nauką zaoczną. Liczba dziewczynek, które kontynuują naukę w szkole średniej po ukończeniu podstawowej, jest coraz niższa”.

Według danych ministerstwa edukacji, 97,4% spośród osób, które nie mogą kontynuować nauki z powodu małżeństw dzieci, to są dziewczynki”.

Chociaż system prawny Turcji jeszcze nie opiera się o islamskie prawo szariatu, islamskie nauczanie i tradycje nadal w znacznym stopniu kształtują myślenie i zachowanie wielu ludzi – włącznie z ich poglądami na małżeństwa dzieci i ich wykorzystywanie. Największymi ofiarami islamizacji społeczeństwa nadal wydają się być dziewczynki i kobiety.

Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska

Źródło tekstu polskiego: http://www.listyznaszegosadu.pl