Zerwana zasłona zniewolenia

Andrzej Koraszewski

Yasmine Mohammed urodziła się w Kanadzie. Jako sześciolatka była przywiązywana do łóżka i bita w stopy przez dochodzącego „ojczyma”, ponieważ niedokładnie nauczyła się modlitw (jej matka była tajną drugą żoną tego potwora). Kiedy miała trzynaście lat ten sam człowiek ją gwałcił, bił ją również za najmniejsze przewinienie.

Kiedy napisała swoje imię zmieniając pisownię na angielską, związał ją i powiesił głową w dół w garażu, bijąc pasem tak długo, aż zemdlała. Kiedy w szkole opowiedziała nauczycielowi o tym, czego doświadcza w domu, pokazując blizny i siniaki, sprawa została skierowana do policji, która przeprowadziła dochodzenie. Oskarżony wyparł się gwałcenia, a jego wersja została poparta przez obydwie żony i pozostałe dzieci, bicie uznane zostało za „dyscyplinowanie” zgodne z islamską religią i kulturą. Kanadyjski sędzia orzekł, że dziewczynka powinna wrócić do rodziny. Yasmine zniknęła ze szkoły, a nauczyciel, który skierował sprawę do policji, miał się dowiedzieć o jej dalszych losach dopiero po trzydziestu latach.

W opowieści Yasmine słowem, które powtarza się chyba najczęściej, jest cement. Psychika zalewana jest cementem, warstwa po warstwie. Cementem, który próbujesz kruszyć, ale wtedy pojawia się kolejna warstwa i kolejna, żeby ostatecznie zmusić do całkowitego poddania się. Wyrwanie się z tego betonowego bunkra religii wydaje się niemożliwe. Przemoc, fizyczna brutalna przemoc, wpycha w syndrom sztokholmski.

Kary cielesne wobec dzieci w różnych krajach islamskich stosuje się w 70-90 procent rodzin. Bije się do krwi, bezlitośnie, tak każe religia, tak każe tradycja. Bije się tłukąc głową dziecka o ścianę, bije się pięścią, kijem, czym popadnie. Bije się dzieci, bije się żony, bije się siostry. Kobieta jest ćwierćczłowiekiem. Zabronione jest wszystko. Zabroniona jest muzyka, zabronione jest rysowanie ludzkich postaci, zabronione jest uczenie się, ale przede wszystkim zabronione jest obcowanie z niewiernymi. Tak jest wszędzie, gdzie pojawia się szariat, wszędzie, gdzie górę bierze islamski radykalizm.

Yasmine opowiada o swoim życiu, o życiu dziecka wychowywanego przez samotną matkę, którą z trojgiem dzieci porzucił mąż, która jest w związku z żonatym mężczyzną, w związku zalegalizowanym przez imama, ale ukrywanym przed władzami, żeby nie stracić prawa do zasiłku i nie narażać się władzom. Religijny fanatyzm jest narzucany przez partnera matki. Islamska szkoła, w której jest niemal wyłącznie religia, islamski terror w domu. Powtarzane bez końca modlitwy są ważniejsze od wszystkiego. Masz je powtarzać po arabsku nie rozumiejąc słów; religia dyktuje, którą nogą wejść do ubikacji i którą nogą z niej wyjść. Niestosowne pytania są prowokacją do bezlitosnych kar. Myślenie jest zbrodnią. Jeśli chcesz przeżyć, musisz się poddać. Jeśli gdzieś wywalczysz odrobinę wolności, zaraz pojawi się kolejna warstwa cementu.

Autorka ogląda stare fotografie. Islam został spowity w czerń na przestrzeni ostatnich dzisiątków lat. Wcześniej był niezbyt poważnie traktowaną tradycją, teraz stał się jedyną, totalitarną tożsamością. Ten marsz do średniowiecza dokonał się z walną pomocą bardzo pobożnych chrześcijańskich mężów stanu w rodzaju prezydenta Cartera i zachodniej postępowej lewicy, szukającej sojuszników w skrajnej islamskiej prawicy.

https://thetalon.ca/the-far-right-grift-ex-muslim-edition/

Dziewczynka ma nadzieję, że matka będzie jej bronić, przez wszystkie lata czeka na odrobinę miłości; ulega nie tylko ze strachu, ma nadzieję, że poddanie się coś zmieni. Z islamskimi rówieśniczkami jest zaledwie cień solidarności. Słowa byłyby niebezpieczne, bo donos jest samym fundamentem kultury, więc czasem, kiedy nikt nie widzi, jest demonstracyjne przewracanie oczyma, ale okruchy życzliwości pojawiają się tylko ze strony niewiernych. Okruchy, bo jest nakaz nienawidzenia niewiernych, zakaz przyjaźni, zakaz kontaktów wykraczających poza niezbędne minimum. Między „nami” a „nimi” ma być mur. Dla dziewczynek symbolem tego muru jest hidżab. Hidżab od dziewiątego roku życia, bo dziewczynka pokazująca swoje włosy jest naga, jest jak prostytutka prowokująca mężczyzn. Jest dziwką.

Słowo hidżab będzie się w tej książce pojawiać równie często jak słowo cement. Yasmine zrzuci go dopiero po ucieczce od męża i po ucieczce od matki. Nie od razu, bo cement trzyma mocno. Ona sama jest już samotną matką z córką.

Wcześniej było totalne poddanie się. W wieku siedemnastu lat matka zabiera ją do Egiptu, gdzie ma zostać wydana za mąż. Odmawia, manewruje, udaje jej się wrócić do Kanady. O dalszej nauce nie ma jednak mowy. Musi wyjść za mąż, jej mężem zostaje ledwie dukający po angielsku terrorysta z Afganistanu. Ona o tym nie wie, zna tylko tyrana w domu, z którym ma córkę, jedyną istotę, którą naprawdę kocha i jedyną istotę, która jej tę miłość odwzajemnia. Kiedy mąż żąda obrzezania córki, ta groźba wyzwala w niej odwagę. Ta odwaga nie wystarcza na ucieczkę w obcy świat, na ucieczkę od islamu i jego wyznawców. Ucieka do matki, która żąda, żeby córka wróciła do męża. Na szczęście ten mąż znika, okazuje się, że wylądował w egipskim więzieniu. Matka nie jest wsparciem, jej tyrania jest jednak mniejsza, nie ma już fizycznych ataków, ale terror psychiczny jest nadal koszmarem.

Jest tu cały rozdział o matkach, które zalewają psychikę dziecka cementem, o matkach, które koncentrują swoją nienawiść na córkach, jakby się mściły na nich za swój podły los. Są centralnym filarem kultury poddaństwa, zniewolenia, to one swoją nienawiścią do córek podtrzymują ten gmach, to one pilnują, żeby kolejne pokolenie kobiet zmieniło się w strażniczki zniewolenia.

Yasmine zerwie hidżab, kiedy wyprowadzi się do innego mieszkania w tym samym bloku, w którym mieszka matka, kiedy weźmie pożyczkę i zacznie studia. To oznacza jednak życie na granicy nędzy, codzienne problemy z nakarmieniem dziecka. Dla matki to szansa na kolejną próbę złamania córki przez presję ekonomiczną. Nadal na uniwersytecie i w pracy paraduje w hidżabie, zrzuca go po drodze do swojego mieszkania. Jest przekonana, że jest jedyna, że nikt się na to nie odważa.

Po zamachu we wrześniu 2001, dziekan wydziału prosi ją do siebie i pyta, czy aby nie spotykają jej jakieś przykrości. Patrzy zdumiona jak na idiotę. Jej mąż jest jednym z terrorystów Al-Kaidy, siedzi w egipskim więzieniu. Jedyni ludzie, którzy otoczyli ją życzliwością, to niewierni, to ofiary tego terroryzmu, ofiary, które odmawiają teraz zrozumienia, kto i dlaczego ich atakuje. Ci ludzie zwariowali.

Kiedy wreszcie przenosi się do sutereny na drugim końcu miasta, może przeciąć więzy z matką i jej światem. Dziecko, studia i praca to katorga, ale i początek wyzwolenia, powolne rozwalanie betonowego bunkra religijnego zniewolenia. Yasmine odkrywa krytyczne materiały o innych religiach, zaczyna rozumieć konstrukcję tego bunkra. Wcześniej o siebie nie miała już sił walczyć, ale dla córki była gotowa na wszystko. Córka nie powtórzy jej losu.

Powoli i mozolnie buduje od nowa swoje życie, zaczyna również odkrywać, że była sama, ale takich kobiet jak ona były miliony. Patrzyła ze zdumieniem na bohaterstwo irańskich dziewczyn zrywających hidżaby, żeby ryzykując wolnością, narażając się na tortury, a nawet na śmierć, wykrzyczeć swoje pragnienie wolności. Widziała jak ten ruch ku wolności zaczynał wychodzić z cienia, w krajach islamskich i w islamskich rodzinach na Zachodzie.

Nie ma i nie może być demokracji bez feminizmu, bez równych praw kobiet, wszystkich kobiet. Z narastającym obrzydzeniem patrzy na udające feministki zachodnie liberałki, całym sercem popierające islamski patriarchat, islamski mizoginizm, traktowanie kobiet jak podludzi. Są takie postępowe, tak właśnie rozumieją lewicowość, tak rozumieją kontynuację tradycji walki o prawa kobiet, zakładają sobie czasem hidżaby w ramach solidarności ze zniewoleniem.

Teraz, kiedy Yasmine jest eksmuzułmanką, kiedy wyrwała się z niewoli, kiedy założyła normalną rodzinę i ma kochającego męża, kiedy jej córkom nie zagraża los kobiety w hidżabie, zdobywa się na opowiedzenie światu o swoim życiu i na zaangażowanie się w pomoc innym kobietom w uwalnianiu się z betonowego bunkra. Ma wsparcie męża i córek, ma wsparcie takich muzułmanów, jak Maajid Nawaz, Tarek Fatah, eksmuzułmanów, takich jak Ayaan Hirsi Ali, osób takich jak Sam Harris.

Z rodziny udaje jej się zachować kontakt z jednym wujem i z daleką kuzynką, która wyszła za mąż za Żyda, reszta jej dawnego świata odpłynęła w niebyt. Przyszedł czas nie tylko na publiczną opowieść o własnym życiu, ale i na pomoc innym kobietom, Zakłada stowarzyszenie byłych muzułmanów i stronę Free Hearts Free Minds. Dzięki internetowi muzułmańskie kobiety z całego świata szukają tu porad i poczucia wspólnoty.

Yasmine zyskała nie tylko podziw i uznanie, zyskała również nienawiść, nienawiść islamskich radykałów i równie silną nienawiść postępowych liberałek i liberałów. Zachodnie postępowe feministki idą w pierwszym szeregu bojowniczek o dalsze niewolenie kobiet. Yasmine tego nie rozumie, ale nie ma czasu na próby rozumienia tych ludzi. Z pewnością jednak czyta również „recenzje” swojej książki pisane przez ludzi takich, jak An Anonymous Atheist. Tchórzliwy, ale oczywiście niezwykle szlachetny i nieskończenie postępowy anonim pisze o książce Yasmine Mohammed z pianą na pysku.

Oczywiście jej książka to według niego prezent dla islamofobów całego świata, to skrajnie prawicowe oszustwo. Fakt, że w przeszłości była ofiarą, jej nie usprawiedliwia, bo to ona „usprawiedliwia zbrodnie przeciwko muzułmanom”. Krytyka religijnego patriarchalizmu, islamskiej mizoginii, terroru wobec dzieci i kobiet, to dla tego anonima skrajnie prawicowe działanie, to obrona Trumpa i napaść na piękną wiarę z chęci zysku. Yasmine Mohammed jest dla niego „samozwańczą feministką”.  Złym człowiekiem, który psuje jego piękny obraz samego siebie – szlachetnego lewicowego obrońcy postępu. Liberałki całkowicie się z nim zgadzają.

Książka Yasmine Mohammed nosi tytuł Unveiled: How Western Liberals Empower Radical Islam. Być może musimy wybrać między postępowością takich liberałów i liberałek, a kontynuacją tradycji emancypantek wiedzących, że nie ma i nie może być prawdziwej demokracji i rozwoju bez obrony praw kobiet, wszystkich, a nie tylko tych, które po wizycie u fryzjera i kosmetyczki wsiadają w piękny samochód i jadą na Marsz Kobiet, żeby solidaryzować się z piewcami zniewolenia innych kobiet.

Czy znajdzie się w Polsce wydawca tej książki? Nie wiem, dla mnie ta książka jest jedną z najważniejszych pozycji w walce o prawa kobiet, a jest to również walka o wiele więcej.

Źródło: http://www.listyznaszegosadu.pl




Sudan odwołuje islamistyczne prawo przeciwko kobietom

Tymczasowe władze w Sudanie, sprawujące władzę po obaleniu islamistycznego dyktatora Omara al-Bashira, odwołały wprowadzone przez niego przepisy o „publicznym porządku”. Zabraniały one produkcji i spożywania alkoholu, ale przede wszystkim zwrócone były przeciwko kobietom, nakazując im zakrywanie włosów i unikanie kontaktów z obcymi mężczyznami, zakazując noszenia spodni i ograniczając możliwości pracy i nauki. Naruszające przepisy poddawane były chłoście. Odwołanie tych przepisów oraz zdelegalizowania dotychczas rządzącej partii, co również uczyniono, należało do głównych żądań grup organizujących demonstracje przeciw reżimowi Bashira.

Walcząca o prawa kobiet Hadia Hasaballah powiedziała, że odwołanie przepisów o porządku publicznym pokazuje bankructwo islamistycznej ideologii. Kobiety były niezwykle aktywne w wiosennych demonstracjach przeciwko islamistycznemu rządowi. W tym miesiącu w Chartumie odbyła się pierwsza od dziesięcioleci demonstracja o prawa kobiet. (g)

Źródło: Reuters




Saudyjka aresztowana za niepokojenie mężczyzn

Młoda Saudyjka została aresztowana za niepokojenie mężczyzn. Niepokojenie polegało na tym, że jadąc samochodem kobieta przez otwarte okno śmiała się do przechodzących mężczyzn, machała do nich ręką i rzucała żartobliwe uwagi – innymi słowy, flirtowała z nimi. W dodatku nie miała zasłoniętych włosów.  Tutaj można zobaczyć film, zrobiony przez drugiego pasażera samochodu. Film miał prawie milion wyświetleń.

Chociaż kobiety w Arabii Saudyjskiej zyskały ostatnio prawo prowadzenia samochodu i wyjazdu za granicę bez zgody męskiego opiekuna, to aktywistki walczące o prawa kobiet są aresztowane. Kilkanaście kobiet, walczących o prawo do prowadzenia samochodu, przebywa od ponad roku w areszcie i oczekuje na proces. (g)

Źródło: alaraby.co.uk




Sudan: szariat, chaos czy demokracja?

Kraj, który od ponad trzydziestu lat był dyktaturą opartą na szariacie, dziś próbuje rozwijać się w kierunku demokracji.

Po trwających prawie pół roku masowych protestach ludności przeciwko długoletniemu dyktatorowi Sudanu Omarowi al-Bashirowi, jego rząd został obalony w kwietniu tego roku przez wojsko. Ponad sto osób zostalo aresztowanych, od sierpnia władzę sprawuje wspólna rada (TSC – Transitional Sovereignty Council ) wojskowych i organizatorów demonstracji, nazywających się Siłami Wolności i Zmiany (Forces for Freedom and Change).

Zgodnie z porozumieniem, podpisanym przez Siły i wojsko, w ciągu 21 miesięcy na czele Rady stanąć ma osoba cywilna, a po 39 miesiącach, przed końcem 2022, odbyć się mają wybory. Nie wiadomo jednak, jakie w międzyczasie obowiązywać będzie w Sudanie prawo – czy oparte na szariacie, czy nie. Na razie zlikwidowano cenzurę i wypuszczono więźniów politycznych.

Jeszcze w roku 1983, za poprzedniego dyktatora Sudanu, Gaafara Niemiriego, zadeklarowano, że szariat staje się podstawą prawa sudańskiego. Wprowadzono kary chłosty, ukrzyżowania i ścięcia. Od tego czasu tysiące osób, głównie kobiet, były publicznie chłostane za „nieskromność”, setki osób zostały skazane na śmierć.

Sudan został też sponsorem różnych islamistycznych organizacji terrorystycznych i nadal jeszcze znajduje się na amerykańskiej liście krajów wspierających terror, co uniemożliwia mu dostęp do funduszy Banku Światowego i IMF.

W Sudanie nie wprowadzono jednak separacji płci, takiej jak w Arabii Saudyjskiej, ani nie zlikwidowano kształcenia kobiet, tak jak w Afganistanie. Dzięki temu są tam   wykształcone kobiety, które zaczęły odgrywać istotną rolę po obaleniu al Bashira.

Najważniejsza z nich to Neemat Abdullah Mohamed Khair, która została przez rządzący krajem komitet mianowana przewodniczącą sądu najwyższego. W Afryce są cztery inne kraje, w których kobieta jest przewodniczącą sądu najwyższego, ale w krajach arabskich taka sytuacja zdarzyła się po raz pierwszy. Sudan jest jednym z trzech krajów muzułmańskich, które nie ratyfikowały CEDAW, konwencji o likwidacji wszelkich form dyskryminacji kobiet. Wiele osób w tym kraju ma nadzieję, że pani Khair doprowadzi do ratyfikacji tej konwencji i do odwołania sudańskich praw, dyskryminujących kobiety.

Chartum (Foto: محسن الفكي; commons.wikimedia.com)

W TSC na jedenaście osób (po pięć mianowanych przez wojsko i Siły Wolności) są dwie kobiety. Jedna została mianowana przez Siły Wolności a druga, Raja Nicola, była wspólną kandydatką wojska i Sił. Nicola nie jest muzułmanką – jest Koptyjką, reprezentuje w Radzie kilkuprocentową sudańską mniejszość chrześcijańską. W rządzie ministrem jest jedna kobieta, Asma Abdullah, która została ministrem spraw zagranicznych.

Perspektywy Sudanu nie są dobre: rozwój gospodarczy jest bardzo wolny, a Sudan ma ogromny przyrost naturalny.

Nie wiadomo, czy mianowanie kobiet na wysokie stanowiska będzie początkiem ograniczania szariatu w Sudanie. W maju wojsko oświadczyło, że szariat – i lokalne tradycje –  powinny być w dalszym ciągu podstawą sudańskiego prawa. Prawdopodobnie jego rola będzie jednak ograniczana. W przyjętej w sierpniu przez wojsko i Siły Wolności deklaracji konstytucyjnej, która określa, jak Sudan ma być rządzony do nowych wyborów, przewidziano, że w nowym parlamencie 40% miejsc zarezerwowanych będzie dla kobiet – to więcej, niż jest w polskim sejmie (27%).

Czy w Sudanie uda się eksperyment z demokratyzacją – tak jak na razie udaje się w Tunezji – czy też wróci on do dyktatury – tak jak to się stało w Egipcie – pokażą najbliższe trzy lata. Perspektywy nie są dobre: rozwój gospodarczy jest bardzo wolny, a Sudan ma ogromny przyrost naturalny (2.5% rocznie). Protesty, które doprowadziły do obalenia dyktatora, były spowodowane nie tylko brakiem wolności, ale także korupcją, bezrobociem i biedą.

Europa będzie musiała zaangażować się we wspieranie polityczne i gospodarcze nowych władz, bo chaos albo krwawa dyktatura w Sudanie grożą nasileniem emigracji z tego kraju i z krajów ościennych, Erytrei – Etiopii, Republiki Środkowoafrykańskiej, Sudanu Południowego. Sudan graniczy z Libią i przez jego terytorium prowadzi część szlaków przemytników ludzi.

Grzegorz Lindenberg

Źródła:

https://www.africanews.com;

https://www.dabangasudan.org;

https://aawsat.com;

https://khartoumstar.com

 




Arabia Saudyjska: feminizm i homoseksualizm to ekstremizm

8 listopada 2019 r. departament kontrterroryzmu Arabii Saudyjskiej, który jest częścią Prezydentury Bezpieczeństwa Państwa (organu obejmującego wszystkie służby kontrterrorystyczne i wywiadu krajowego królestwa), tweetował rysunkowe wideo, informujące społeczeństwo o ekstremistycznych ideach i zachowaniu.

W filmie wymieniono feminizm wraz z homoseksualizmem, przyjmowaniem kultury Zachodu i rozwiązłością, jako rodzaje nieakceptowanego ekstremizmu. Paradoksalnie, departament kontr-ekstremizmu głosi na swojej stronie Twittera, że działa „by propagować środkową drogę, umiarkowanie i tolerancję”. Saudyjski prawnik powiedział rządowej gazecie „Al-Watan”, że nazwanie feminizmu rodzajem ekstremizmu znaczy, że działaczki feministyczne mogą być ścigane i skazywane na szeroki wachlarz kar, od grzywny do uwięzienia, a także chłosty.

Wideo rozprowadzono szeroko na Twitterze i wielu Saudyjczyków wyraziło poparcie dla jego przesłania, szczególnie dla określenia feminizmu jako ekstremizmu. W odróżnieniu od tego, kilku członków saudyjskiej rady Szura, kobiety w mediach i intelektualiści aktywni w dziedzinie praw kobiet, tweetowali przeciwko temu wideo, a jeden nawet napisał, że określenie feminizmu jako przestępstwa oznacza „przedstawianie wszystkich kobiet jako kryminalistek”. Krytykę wobec określenia feminizmu jako ekstremizmu wyraził także w artykule opublikowanym w „Al-Watan” członek rady Szura, Issa Al-Ghaith.

Narastająca krytyka wideo i niepokój, że krytyka wyjdzie poza granice królestwa do krajów Zachodu, skłoniły władze saudyjskie do usunięcia tego materiału kilka dni później i zdystansowania się od niego. W oświadczeniu wydanym 12 listopada Prezydentura Bezpieczeństwa Państwa wyrzekła się tego wideo i zaprzeczyła, by w jakikolwiek sposób była za nie odpowiedzialna, mówiąc, że „zawiera wiele błędów w definicji ekstremizmu” i że ci, którzy są odpowiedzialni za stworzenie i dystrybucję wideo, działali na własną rękę bez otrzymania aprobaty dla treści wideo.

W oświadczeniu wyjaśniano, że zostanie przeprowadzone dochodzenie i że procedury w sprawie nowych mediów zostaną zrewidowane, żeby taki incydent nie powtórzył się. Podkreślono także, że informacja „Al-Watan”, iż feministki mogą być ścigane i stanąć przed surowymi karami, jest „całkowicie bezpodstawna” i że zostaną podjęte kroki przeciwko gazecie za opublikowanie tego.

Jednak pomimo potępienia wideo przez władze należy wspomnieć, że w ostatnich latach, obok posunięć znoszących niektóre ograniczenia narzucane kobietom, saudyjski reżim działał na rzecz ograniczenia politycznej działalności kobiet i aresztował wiele działaczek ruchu praw kobiet.

Szczególnie zauważalna była fala aresztowań w maju – czerwcu 2018 r. znanych działaczek wzywających do równego traktowania obu płci, włącznie z zakończeniem systemu „opiekunów” i zakazem prowadzenia samochodów przez kobiety. Fala ta przyszła zaledwie w kilka tygodni przed wejściem w życie prawa pozwalającego kobietom prowadzić samochody. Zatrzymane działaczki oskarżono o związki z „zagranicznymi ambasadami” i o działalność przeciwko królestwu.

Ponadto w ostatnim roku w saudyjskich mediach panował wrogi i podżegający dyskurs przeciwko feminizmowi i przeciwko saudyjskim działaczkom feministycznym w kraju i za granicą, który przedstawiał je jako wrogów i obcych agentów. Określenie feminizmu jako ekstremizmu przez oficjalny saudyjski aparat bezpieczeństwa jest kolejnym środkiem do ograniczenia już i tak okrojonej wolności działaczy na rzecz praw kobiet i praw człowieka w Arabii Saudyjskiej.

Źródło: https://www2.memri.org

Raport (ang.): https://www.memri.org/reports/saudi-arabias-general-department-counter-extremism-describes-feminism-homosexuality




Pakistańczycy kupowali żony ze Słowacji, pozostaną bezkarni

Brytyjski sąd skazał na kary wieloletniego więzienia grupę osób, która w latach 2011-2017 przywoziła ze Słowacji kobiety, obiecując im pracę, a następnie zmuszała je do prostytucji albo fikcyjnych małżeństw z Pakistańczykami. W grupie było troje słowackich Cyganów i Nepalczyk, który początkowo sam chciał kupić sobie żonę. Ile kobiet zostało sprowadzonych i sprzedanych nie wiadomo, na pewno kilkadziesiąt.

Kobiety sprzedawane były za kilka tysięcy funtów Pakistańczykom, którzy dzięki temu uzyskiwali prawo pobytu w Unii. Kobiety były przez nich maltretowane, często zmuszane do prostytucji i więzione. Sprawa rozpoczęła się, gdy jednej z kobiet udało się uciec, w 2014 roku. Żaden z fikcyjnych mężów nie zostanie postawiony przed sądem „z braku dowodów”. Przypuszczalnie zachowają również prawo pobytu w Unii, oprócz jednego, który został deportowany. (g)

Źródło: BBC




Szariat w służbie przemocy wobec kobiet

Piotr Ślusarczyk

Dziennikarze BBC nakręcili przejmujący reportaż o tym, jak duchowni muzułmańscy, wykorzystując instytucję tymczasowego małżeństwa mutaa, prowadzą zorganizowaną działalność stręczycielską, której ofiarami padają nawet nieletnie dziewczynki.

W stolicy Iraku znajdują się liczne biura matrymonialne, których zadaniem jest udzielanie ślubów zgodnie z prawem szariatu. Oficjalnie nie udzielają one zabronionych prawem krajowym ślubów tymczasowych dla przyjemności. Jednak z reporterskiego śledztwa wynika, że proceder ten jest rozpowszechniony. Na dziesięciu duchownych zapytanych przez dziennikarza BBC o udzielenie ślubu tymczasowego zgodziło się ośmiu.

Duchowni stręczycielami

Proceder stręczycielski wygląda prosto. Szariackie biuro matrymonialne religijnie legalizuje ślub tymczasowy z kobietą przyprowadzoną przez mężczyznę lub duchowny przyprowadza mu „tymczasową żonę”, za ślub z którą oczywiście należy zapłacić. Nierzadko udzielający ślubów tymczasowych sami stają się stręczycielami. „Możesz poślubić dziewczynę na pół godziny, a jak tylko ten czas się skończy, możesz poślubić następną” – wyjaśnia nagrany przez BBC duchowny. Prowadzący „biura ślubów” instruowali swoich klientów, jak oszukać „tymczasową żonę”. „Posłuchaj mojej rady, nie mów jej, gdzie w Kadamiya jest moje biuro, wtedy nie będzie mogła przyjść domagać się swoich praw. Zaufaj mi, tak jest lepiej” – słyszymy w reportażu.

W świecie rządzonym przez islamski konserwatyzm nadal nie udało się odrzucić sprzecznych z humanitaryzmem praktyk, stosowanych wobec kobiet i dzieci.

Dokumentaliści BBC pokazują, jak kult „honoru” kobiety prowadzi do oceanu cierpienia i napędza przemoc oraz prostytucję. Najbardziej narażone na stręczycielstwo są nastolatki. Zgodnie z iracką obyczajowością dziewczynka tracąca dziewictwo przynosi hańbą rodzinie, stąd też zastraszone, oszukane lub po prostu zgwałcone młode kobiety są porzucane przez własne rodziny, a w niektórych przypadkach zabijane.

W dziennikarskiej relacji znajduje się między innymi taki fragment:

„W Kadamiya, Sayyed Raad zaoferował przeprowadzenie ślubu dla przyjemności między naszym reporterem a „młodą dziewicą”. Doradził mu niepozbawianie jej dziewictwa w czasie „małżeństwa”, dodając że „seks analny jest dozwolony”. „Jeśli, nie daj Boże, pozbawię ją dziewictwa, to co mam zrobić?” – zapytał nasz reporter. „Czy jej rodzina wie, gdzie mieszkasz?” – zapytał Sayyed Raad. „Nie, nie wiedzą”- potwierdził  reporter. „To po prostu odchodzisz” – zadeklarował duchowny”.

Rodzina mogłaby próbować dokonać zemsty na człowieku, który pohańbił ich siostrę czy córkę, stąd pytanie duchownego o możliwość jej zrealizowania.

Czternastolatka myśli o samobójstwie

Czternastoletnia dziewczynka Mona padła ofiarą starszego mężczyzny, który nachodził dziewczynę w szkole, uwodził, a na końcu naciskał na tymczasowy ślub. Jej historia przedstawia się następująco: „Poinformowałam (duchownego), że jestem dziewicą – wspomina ofiara ‚tymczasowego małżeństwa'”. Jednak on nie poprosił o zgodę jej rodziców, jak to jest w zwyczaju w Iraku, mówiąc, że nie jest to potrzebne, bo oboje, ona i ten mężczyzna, są dorośli. Teraz, w wieku 17 lat Mona znajduje się pod presją rodziny, żeby wyjść za mąż, ale bardzo się boi, że jej przyszły mąż odkryje, iż już nie jest dziewicą. Jej wuj, jak powiedziała, zabił jej kuzynkę tylko za to, że miała chłopaka. Teraz myśli o samobójstwie: „Nie mam innego wyjścia. Jak będę pod większą presją, to to zrobię”.

Dziennikarz BBC ujawnia również hipokryzję muzułmańskich duchownych, działających w Karbali. Jeden z przywódców islamu szyickiego, Szejk Emad Alassady, stanowczo potępił praktykę małżeństw tymczasowych, ale w okolicy jego siedziby znaleźli się duchowni, którzy udzielali wskazówek, jak wykorzystywać seksualnie dzieci, żeby uniknąć aresztowania. Z zeznań ofiar wynika, że przepis zakazujący małżeństw tymczasowych jest powszechnie łamany przez prominentnych duchownych, cieszących się autorytetem zarówno religijnym, jak i politycznym.

Jedna z kobiet opowiada, jak była wykorzystywana i gwałcona przez „słynnego w regionie duchownego”: „Zaproponował mi małżeństwo dla przyjemności. Musiałam to zrobić, żeby przeżyć. (…)  Zmusił mnie do pójścia do pokoju z tym przyjacielem” – wspomina. Duchowny pobierał od swoich kolegów po trzysta, czterysta dolarów za seks ze swoją tymczasową żoną. „Byli jak zwierzęta. Uprawiają seks z kobietą, a potem ją wyrzucają” – mówi ofiara.

Prawo stanowione tylko na papierze

Proceder małżeństw tymczasowych nie byłby możliwy bez zaangażowania szyickiego establishmentu religijnego, szyickiej milicji oraz konkretnych duchownych posiadających wpływy i polityczne koneksje. Ponadto kategoria mutaa jest umocowana zarówno w tradycji irackiej, jak i prawie koranicznym. Wraz z rosnącym w Iranie muzułmańskim konserwatyzmem spada autorytet prawa stanowionego. Regulacje chroniące prawa kobiet nie spełniają swojej funkcji, zaś prawo, które zakazuje małżeństw tymczasowych, obowiązuje na papierze i służy celom wizerunkowym. Jeśli zapytamy oficjalnie o stosunek do małżeństw mutaa, wtedy usłyszymy wyrazy potępienia. Jeśli w tym samym czasie na osobności poprosimy o „tymczasową żonę”, to istnieje duża szansa, że duchowny ułatwi nam schadzkę.

Podobnie rzecz się ma z przyzwoleniem na praktyki pedofilskie. 89-letni Ayatollah Sistani w książce opublikowanej 25 lat temu pod tytułem „Ścieżka prawych”, dokonując wykładni prawa koranicznego napisał: „Jeśli obiecano dziecko poniżej dziewiątego roku życia do poślubienia lub przeprowadzenia czasowego ślubu, dotykanie seksualne jest religijnie dozwolone”. Reporterów BBC zapewniono, że fragment ten zniknął z kolejnych wydań książki, gdyż „czasy się zmieniły”. Jednocześnie media brytyjskie pokazują nagranie dużo młodszego irackiego duchownego, który mówi, że czasowe małżeństwo z dziewczynką starszą niż 9 lat „nie jest w ogóle problemem”. Granica ta wynika z biografii Mahometa, który poślubił jedną ze swoich żon właśnie gdy miała 9 lat.

Pomimo że od czasów Proroka minęły stulecia, to w świecie rządzonym przez islamski konserwatyzm nadal nie udało się odrzucić lub przewartościować sprzecznych z wiedzą współczesną i humanitaryzmem praktyk, stosowanych wobec kobiet i dzieci.

Źródła: https://www.dailymail.co.uk; https://www.theguardian.com; https://www.bbc.com




Dla Egipcjanek cierpienie to codzienność

Prawie wszystkie Egipcjanki, a dokładnie 99,3 % z nich, doświadczyły jakiejś formy napastowania seksualnego. Władzom nie udało się zapewnić im wystarczającej ochrony, a w niektórych przypadkach to ludzie mający władzę wykorzystują kobiety.

Kair został nazwany “najbardziej niebezpiecznym megamiastem świata dla kobiet” w 2017 roku.

Organizacja We Record dokumentuje pogwałcenia praw kobiet w tym kraju od lipca 2013 roku. Zgromadziła dowody tortur fizycznych oraz psychologicznych, gróźb gwałtu oraz narażenia na molestowanie seksualne przez członków narodowych służb bezpieczeństwa.

Są mordowane

W ciągu ostatnich sześciu lat dokonano co najmniej 312 pozasądowych zabójstw na kobietach. Zostały one zamordowane w wyniku strzałów snajperskich albo zbłąkanych kul na demonstracjach; czasami zabijano je za mówienie o wydarzeniach politycznych lub chodzenie ulicą. Co więcej, 396 kobiet oraz 16 dziewczynek zostało zmuszonych do zniknięcia, a 115 innych trafiło do sądów, oskarżonych o akty terrorystyczne.

Raport organizacji wymienia prawniczkę Hend Mohamed Talaat Khalil, która była przetrzymywana przez 125 dni przez służby bezpieczeństwa w Aleksandrii. Musiała się tam zmierzyć ze złym traktowaniem, biciem, wstrząsami elektrycznymi oraz groźbami gwałtu. Spędziła również dwa miesiące w izolatce.

Powstanie egipskie z 2011 roku wydobyło na światło dzienne przemoc wobec kobiet, powodując powstanie wielu pozarządowych organizacji broniących ich praw, oraz kampanii mających na celu powstrzymanie przemocy. Niestety, od tego czasu niewiele się zmieniło.

Są zastraszane

Próbowano uciszyć wiele kobiet poruszających temat przemocy na ulicach kraju. W 2018 roku do więzienia w Egipcie trafiła kolejna, skazana za “rozprzestrzenianie fałszywych wiadomości” oraz “posiadanie nieprzyzwoitych materiałów”. W maju 2018 roku władze zatrzymały Amal Fathy, aktorkę i byłą aktywistkę, za publikację nagrania, w którym krytykuje nieudane próby ochrony kobiet przez władze.

Raport wymienia co najmniej 2629 kobiet umieszczonych w tymczasowych ośrodkach zatrzymań oraz więzieniach na różne okresy i ostatecznie zwolnionych; 127 wciąż jest tam przetrzymywanych.

Są poddawane testom dziewictwa

Niestety w Egipcie oraz większości krajów świata arabskiego dziewictwo kobiety wciąż jest wiązane z jej „honorem”. Dlatego miliony kobiet zmusza się do przechodzenia przez okrutne testy dziewictwa. Taki zabieg wykonuje się, kiedy rodzina albo mąż podejrzewają, że miała ona kontakty seksualne przed małżeństwem.

W 2016 roku Elhamy Ageena, egipski parlamentarzysta wywołał falę krytyki przez propozycję, żeby uniwersytety narzuciły testy dziewictwa studentkom w celu upewnienia się, czy są one wciąż dziewicami. Wojsko przeprowadziło testy dziewictwa na kilku kobietach aresztowanych podczas powstania egipskiego w 2011 roku.

Są okaleczane

Innym pogwałceniem ciał kobiet jest powszechna praktyka okaleczania narządów płciowych (obrzezanie, FGM). Jest to „częściowe lub całkowite usunięcie zewnętrznych narządów płciowych albo inne okaleczenie kobiecych narządów płciowych z przyczyn niemedycznych”.

Według badania z 2014 roku 92 % Egipcjanek w wieku od 15 do 49 lat zostało poddanych okaleczeniu. Może to prowadzić do dokuczliwych skutków ubocznych, w tym ostrego bólu, krwotoków oraz ryzyka zainfekowania rany. Praktyka ta powoduje również opóźnienie reakcji pobudzenia seksualnego u kobiet. Według oficjalnych danych z 2017 roku, 70-80 % wszystkich Egipcjanek nie może osiągnąć orgazmu z powodu okaleczenia. Chociaż władze uchwaliły w 2016 roku prawo podnoszące kary za obrzezanie kobiet, jest ono dalej praktykowane nielegalnie.

Brak egzekwowania tych przepisów oraz nadużywanie władzy w kraju nieuchronnie pogarszają sytuację  kobiet w Egipcie.

Leyal Khalife

Oprac. Veronica Franco, na podstawie: https://stepfeed.com

 




Egipt: fanatyczki atakują kobiety bez hidżabu

Kobiety w Egipcie doświadczają nękania na tle religijnym przez inne kobiety. Odnotowano przypadki obcinania włosów i słownych napaści na te, które nie noszą hidżabu.

Tego typu ataki zdarzają się szczególnie na stacjach metra. W większości przypadków napastniczkom udało się zbiec bez poniesienia kary dzięki zatłoczonym peronom i nieadekwatnym środkom bezpieczeństwa.

Ostatni udokumentowany incydent tego typu miał miejsce w sierpniu 2019 roku, o czym doniosła strona Vice Arabia po rozmowie z ofiarą, Nancy Magdi. Magdi wsiadła do żeńskiego wagonu kairskiego metra i nie znalazła wolnego miejsca. Stała obok dwóch kobiet noszących nikab. Gdy tylko wysiadła z metra, jedna z nich pociągnęła ją za włosy i ucięła je, posługując się jakimś ostrym narzędziem. Drzwi zamknęły się natychmiast i metro odjechało zanim Magdi mogła skonfrontować się z napastniczkami. „Zrobiłyśmy to, żebyś zaczęła się zakrywać!” krzyknęła jeszcze napastniczka.

Doświadczenie Magdi nie jest odosobnionym przypadkiem. W 2012 roku pasażerka metra nosząca nikab ucięła włosy trzynastoletniej wówczas chrześcijance Maggie Milad Fayez. Fayez przypadkiem wpadła na napastniczkę w zatłoczonym metrze, co najpierw doprowadziło do wymiany zdań między nimi, po czym kobieta niepostrzeżenie obcięła uczennicy włosy. Wkrótce potem dwie noszące nikab kobiety napadły na inną chrześcijankę w kairskim metrze i obcięły jej włosy siłą. Według Egypt Independent napastniczki nazwały ofiarę „niewierną” i wypchnęły ją z metra, co spowodowało złamanie jej ręki.

W kwietniu 2017 roku, egipska dziennikarka Rahma Samy ujawniła na Facebooku, że napadnięto ją w podobny sposób. Samy napisała, że jakaś kobieta próbowała obciąć jej włosy w metrze i powiedziała do niej: „Powinnaś się szanować, zamiast obnosić się z tymi włosami, z których jesteś taka dumna”. Na szczęście inni pasażerowie zareagowali, zanim napastniczka mogła zrealizować swój zamiar. Samy doniosła o incydencie władzom, lecz nie udało im się zidentyfikować napastniczki, chociaż nie nosiła zasłony na twarzy. „Nigdy bym nie pomyślała, że przydarzy mi się coś takiego w żeńskim wagonie i że nie będę w stanie dochodzić sprawiedliwości. Już nie czuję się bezpiecznie chodząc sama po ulicy, bo policja moralna zawładnęła całym społeczeństwem” – napisała Samy.

Ta sprawa rzuca światło na kilka kwestii nękających egipską społeczność: ekstremizm religijny, nietolerancję dla niemuzułmanów, klęskę władz w zapewnieniu wystarczającej ochrony kobietom, a także debatę na temat zakrywania twarzy.

Przynajmniej 10% z 95-milionowej populacji Egiptu stanowią chrześcijanie, z których wielu przyznaje, że nie czuje się bezpiecznie we własnym kraju. „Zawsze czujesz, że możesz zostać porwana lub zabita, po prostu będąc chrześcijanką bez hidżabu – powiedziała egipska chrześcijanka, Nour Al Masery. – Zawsze czuję się dyskryminowana.”

„Szeroko rozpowszechniona percepcja egipskich chrześcijan jako obywateli gorszej kategorii, mających mniej praw, tworzy podatny grunt dla osób chcących podżegać do agresji przeciwko nim” – napisał Timothy Kaldas, gościnny wykładowca Tahrir Institute for Middle East Policy, po atakach bombowych na dwa kościoły w Tanta i Aleksandrii w 2017 roku. Według niego, chrześcijanie w Egipcie cierpią z powodu „codziennej, powszechnej dyskryminacji, zarówno prawnej jak i społecznej.”

Ataki na kobiety nie noszące hidżabu rodzą także pytania o bezpieczeństwo związane z zasłonami twarzy, które dodają noszącym je odwagi do takich ataków bez obawy o identyfikację.

Oprac. Grażyna Jackowska na podst.: https://stepfeed.com




Gilead jest tu i teraz. W społecznościach islamskich

Wyobraźcie sobie kraj, w którym kobiety nie mają pracy i praw, a ich wartość zależy od sukcesu reprodukcyjnego. Wyobraźcie sobie kraj, w którym dziewczynek nie uczy się czytać, żeby za wiele nie myślały.

Wyobraźcie sobie, że kobiety i dziewczynki muszą zakrywać się od stóp do głów w utrudniające ruchy czerwone suknie i białe czepki, żeby mężczyźni za wiele sobie nie myśleli. Wyobraźcie sobie publiczne wieszanie i kamienowanie „zboczeńców” w celu narzucenia terrorem paranoicznej czystości. Witamy w Republice Gileadzkiej.

Minęło niemal trzydzieści pięć lat, od kiedy Margaret Atwood napisała „Opowieść podręcznej”. Książka przedstawia wizję Stanów Zjednoczonych stających się teokratyczną dyktaturą z jej bizantyjskim okrucieństwem, inicjowanym przaśnymi purytańskimi zawołaniami w stylu „Pochwalony!”. Wraz z coraz częstszymi przypadkami bezpłodności,  parom należącym do elit przypisuje się w tym świecie tzw. „podręczne”, czyli kobiety, które mają wydać na świat potomstwo dla elitarnych par. Te nieszczęsne klacze rozpłodowe przejmują imiona od swoich Komendantów. Główna bohaterka powieści Atwood ma na imię Offred, czyli należąca do Freda.

Na początku września opublikowano kontynuację tej powieści, „The Testaments”. Nie była to jednak zwykła premiera książki. Atwood brylowała w Królewskim Teatrze Narodowym w Londynie, podczas gdy aktorka Lily James odczytywała jej powieść na głos. Wydarzenie transmitowano na żywo w kinach na całym świecie. Z całym szacunkiem dla błyskotliwości literackiej autorki, zainteresowanie jej nową książką było napędzane w dużej mierze telewizyjną adaptacją „Opowieści podręcznej” (nagrodzoną Emmy, obecnie trzeci sezon).

Dowodem na to, że powieść stała się prawdziwym kulturowym fenomenem jest fakt, że wpływowa celebrytka od makijażu, Kylie Jenner, zorganizowała z okazji swoich urodzin imprezę przebieraną z tematem przewodnim „Opowieści podręcznej”. Gościom wręczono „kultowe” czerwone sukienki, kobietom dopisano “Of” przed imionami i wszyscy pili na umór napoje o nazwach takich, jak „Chwalmy Wódkę” (nawiązanie do „Pochwalony!”) oraz „Tequila Pod Jego Okiem” (z ang. „Under His Eye Tequila”, tytuł nawiązujący do powieści Atwood, w której wszyscy byli obserwowani przed szpiegów traktowanych dosłownie jako oczy boga” – przyp. red.). Dwudziestodwuletnią miliarderkę skrytykowano wprawdzie za bycie głuchą na wszelkie gwałty i tortury [obecne w powieści], ale…dajmy przecież spokój. Głowa do góry – popularność Gileadu rosła!

Co najlepsze, Atwood chwalono za napisanie przepowiedni przerażającej, totalitarnej epoki Trumpa. Elisabeth Moss, aktorka, która wcieliła się w rolę Offred, powiedziała, że nie mogła nie dostrzec podobieństw między Ameryką Trumpa i brutalnym reżimem przedstawionym w powieści. Ale zaraz – czy Trump naprawdę zamroził konta bankowe kobiet i wcielił w życie prawa pozwalające na gwałcenie ich i przekazywanie ich dzieci klasie rządzącej? Cóż, nie całkiem, ale wiadomo – to takie „mrożące w żyłach podobieństwa”, tak „zastraszającą zasadne”…

Feministki w Stanach Zjednoczonych, równie nieświadome jak Kylie Jenner, przejęły więzienne ubiory podręcznych służebnic w postaci purpurowych sukni i białych czepków jako symbol ruchu #MeToo i protestowały przeciwko zagrożeniu prawami reprodukcyjnymi. „­­­­­Chciałabym, żeby ‘Opowieść podręcznej’ była szaloną ‘Grą o Tron’ i czystą fantazją”, ubolewała Moss. „Chciałabym, żeby tak było. Ale nie jest”, dodała.

Moss ma oczywiście rację – tylko że nie taką, jak jej się wydaje. Dla kobiet w Arabii Saudyjskiej, w kontrolowanym przez Talibów Afganistanie i w mniej odległych społecznościach islamskich, Gilead nie jest budzącym przyjemne oburzenie przedstawieniem w Teatrze Narodowym, po którym można kupić sobie awokado i sałatkę w fast foodzie – jest znienawidzonym, opresyjnym miejscem, w którym kobiety te żyją na co dzień.

Wycinanie kobietom łechtaczek nie jest wymysłem autorki powieści science-fiction. To potworny fakt, z którym mierzą się brytyjskie dziewczynki od Bradford aż po Bristol

Jak to możliwe, że zachodnie feministki czytają „Opowieść podręcznej” i widząc idącą ulicami kobietę w burce nie myślą sobie: „Chwila, to właśnie te dranie robią dziewczynce w Gileadzie!”. Podczas gdy w Iranie kobiety codziennie idą do więzienia za odwagę ściągnięcia chusty, ich siostry w Europie i USA wciąż są pożytecznymi idiotkami w rękach fundamentalistycznych brutali, którzy starają się utrzymać je w nieświadomości.

Atwood jest zdecydowanie zbyt wielką i zbyt mądrą powieściopisarką, żeby nie uchwycić tej sprzeczności. W „The Testaments” pisze o daremnych wysiłkach dziewczynki, która składa zawiadomienie o gwałcie. Jej głos „nie jest nic wart lub wart jest niewiele. (…) Nawet wśród dorosłych kobiet zeznanie czterech żeńskich świadków warte jest tyle, co zeznanie jednego mężczyzny”. Czym jest ten fragment, jeśli nie nawiązaniem do szariatu, w którym zeznanie kobiety warte jest połowy zeznania mężczyzny?

Przedstawione w nowej powieści nastolatki, „obecne w szkole, a pewnego dnia już nieobecne… znikające ze swego poprzedniego życia”, to oczywiste nawiązanie do przymusowych małżeństw. W ubiegłym roku brytyjska instytucja ds. przymusowych małżeństw (Force Marriage Unit) udzieliła wsparcia w 1764 tego typu przypadkach – o 47 procent więcej niż w roku ubiegłym. Lato to szczyt sezonu pod względem liczby uczennic odsyłanych „do domu” w celu poślubienia wąsatych starców. Dlatego też policja wraz ze służbami granicznymi rozpoczęła w lipcu operację „Limelight at Heathrow” (Reflektor na Heathrow). Ma ona za zadanie analizę lotów „z krajów ze skłonnością do nadużyć, obrzezania kobiet i prasowania ich piersi”.

Wycinanie kobietom łechtaczek nie jest wymysłem nominowanej do nagrody Bookera autorki dystopijnej powieści science-fiction. Jest to potworny fakt, z którym mierzą się brytyjskie dziewczynki od Bradford aż po Bristol. Wystarczy spojrzeć na szkołę Al-Hijrah w Birmingham, która wciąż segreguje chłopców i dziewczynki pomimo orzeczenia sądu, który zdecydował, że jest to niezgodne z prawem. („Oddzielne obszary dla mężczyzn i kobiet lepiej służą społeczeństwu”, mówi Komendant Judd w „The Testaments”). W styczniu inspektorzy brytyjskiej agencji rządowej Ofsted odkryli, że w Al-Hijrah nie pozwalano dziewczynkom zjeść lunchu, dopóki chłopcy nie skończyli posiłku.

Margaret Atwood (Foto: www.flickr.com – Mark Hill)

Podziwiam Atwood nie tylko za piękno jej prozy, ale również za odważne, często niemodne przekonania. W listopadzie autorka skończy osiemdziesiąt lat i nie daje sobie wcisnąć kitu. Po tym, jak wyraziła zastrzeżenia co do ruchu #MeToo i wezwała do uczciwego procesu w sprawie byłego profesora oskarżonego o nadużycia seksualne, Atwood musi stawiać czoła gwałtownym reakcjom w mediach społecznościowych. „Ich ideologia staje się religią”, napisała o feministkach, które polowały na nią jak na czarownicę. „Każdy, kto nie małpuje ich poglądów, postrzegany jest jako apostata, heretyk i zdrajca. Unicestwia się stojące pośrodku osoby o umiarkowanych poglądach”.

Była to najbardziej orzeźwiająca i zabójcza riposta w tych paskudnie przegrzanych czasach. Chciałabym tylko, żeby Atwood powiedziała swoim fanom, że nie pisze – a przynajmniej nie z założenia –  o tym, jaka będzie Ameryka Trumpa w przyszłości, lecz o tym, jak dziś wygląda życie kobiet w opresyjnych społeczeństwach islamskich. W porównaniu z nimi mamy ogromne szczęście. Przywdziewanie czerwonej sukienki i białego czepka, udawanie, że ich cierpienie jest naszym cierpieniem i mówienie o tyranii, to przejaw najbardziej odrażającej moralnej próżności.

Wyobraźcie sobie kraj, w którym kobiety nie mają pracy i praw, a ich wartość zależy od sukcesu reprodukcyjnego. Wyobraźcie sobie kraj, w którym dziewczynek nie uczy się czytać, żeby za wiele nie myślały. Wyobraźcie sobie kraj, w którym dziewczynki muszą czekać, aż chłopcy skończą jeść lunch. Wyobraźcie sobie, że kobiety muszą zakrywać się od stóp do głów, żeby mężczyźni sobie za wiele nie pomyśleli.

To smutne, ale nie musimy sobie tego wyobrażać. Istnieją miliony „podręcznych”. Koszmar Gileadu rozgrywa się właśnie tutaj.

Allison Pearson

Autorka pochodzi z Walii, jest pisarką i felietonistką; obecnie publikuje w „The Telegraph”. Napisała m.in. „Gorzej być nie może” i „Nie wiem, jak ona to robi”.

Tłumaczenie Bohun, na podst. https://spectator.us