Justin Trudeau zawiódł Irańczyków, nie zawiódł reżimu

Pod rządami premiera Justina Trudeau Kanada stała się bezpiecznym schronieniem dla skorumpowanych członków irańskiego reżimu, a jednocześnie niebezpiecznym miejscem dla kanadyjsko-irańskich demokratów, pisze specjalista RAND ds. irańskich Alireza Nader.

Listę zaniedbań w sprawie kanadyjskich obywateli irańskiego pochodzenia otwiera 57 ofiar ukraińskiego lotu 752 zestrzelonego nad Teheranem oraz ich rodziny. Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej jest odpowiedzialny za omyłkowe zestrzelenie samolotu startującego z Teheranu 8 stycznia bieżącego roku.

Jednak zamiast realizacji obietnicy wyjaśnienia i dochodzenia sprawiedliwości, składanej rodzinom przez premiera Trudeau, otrzymują one obecnie groźby. Global Affairs, kanadyjskie MSZ, potwierdziło, że jest świadome pogróżek, które otrzymują rodziny ofiar. Chociaż nie ma jasno określonych ich nadawców, to oskarżenia o zdradę sugerują, że obawiają się oni zemsty reżimu islamskiej republiki. Krytykowanie irańskiego reżimu oznacza dla nich problemy przy wizycie w Iranie albo reperkusje wobec rodziny pozostającej w ojczyźnie.

Powodem zaniepokojenia kanadyjskich Irańczyków jest też coraz większa obecność oficjeli i popleczników szyickiego reżimu na terytorium Kanady. Na te ostrzeżenia Justin Trudeau i rząd liberałów w Kanadzie pozostaje głuchy. Tymczasem skorumpowani członkowie reżimu po wypraniu swoich pieniądze kupują luksusowe posiadłości w Toronto i w Vancouver. W Iranie Kanada jest postrzegana jako główny kierunek dla właścicieli nielegalnie zdobytego bogactwa.

Proces prania pieniędzy w Kanadzie ma już swoją nazwę: „snow washing”, a wysoka wiarygodność Kanady pomaga ukryć brudne pieniądze. Po przejściu przez kanadyjską gospodarkę stają się białe jak śnieg. Łatwość zakładania korporacji w Kanadzie jest przedmiotem troski Komitetu Finansowego kanadyjskiej Izby Gmin. Sprawę komplikuje też prawo, które pozwala uzyskać stały pobyt osobom inwestującym 1,2 miliona dolarów kanadyjskich w Quebecu.

W styczniu 2019 roku kanadyjska policja aresztowała siedmiu obywateli Iranu piorących pieniądze za pośrednictwem kantorów wymiany walut, a także rynków w Libanie, Chinach czy ZEA. Pieniądze trafiały z powrotem do krajów eksportujących narkotyki.

Jednym z przykładów podawanym przez Nadera jest były szef irańskiego banku Melli, Mahmoud Reza Khavari, który uciekł do Kanady defraudując 2,6 miliona dolarów. Dzięki pieniądzom otrzymał pozwolenie na osiedlenie się w Kanadzie i dzisiaj on i jego rodzina prowadzą biznesy w Torono.

Pewność, jaką odczuwają poplecznicy reżimu potwierdza ich publiczna obecność na szyickim święcie religijnym Aszura w tym roku, wyrażanie poparcia dla Najwyższego Przywódcy Ayatollaha Ali Khamenei czy zabitego przez USA generała Qassema Solejmaniego.

„Dlaczego rząd Justina Trudeau nie podejmuje żadnych działań?” pyta retorycznie Nader. „Może miliardy dolarów w inwestycjach ze strony reżimowych elementów przeważają nad zaniepokojeniem szerszej irańsko-kanadyjskiej społeczności i demokratycznych działaczy”, odpowiada.

Trudeau odrzucił sugestię Stanów Zjednoczonych, żeby Kanada uznała IRCG za organizację terrorystyczną. (j)

CBC, Radio Farda, FDD




Niemieccy pisarze żadają zwolnienia saudyjskiego blogera

Ponad 50 pisarzy niemieckojęzycznych podpisało petycję, domagając się zwolnienia z więzienia Raifa Badawiego, więzionego od 2016 roku.

Petycja adresowana jest do niemieckiego prezydenta i ministra spraw zagranicznych z nadzieją, że będą naciskać na rząd saudyjski.

Badawi, prowadzący liberalny blog, aresztowany został w 2012 roku a dwa lata później skazany „za obrazę islamu” na 10 lat więzienia, 200 tysięcy euro grzywny i 1000 batów, wymierzanych na raty. Po pierwszej egzekucji 50 batów międzynarodowe oburzenie zmusiło władze saudyjskie do odroczenia reszty kary, która przypuszczalnie byłaby śmiertelna. Żona i dzieci Badawiego przebywają obecnie w Kanadzie.

Petycja, zorganizowana przez niemiecki oddział PEN, międzynarodowej organizacji pisarzy walczących o wolność słowa, opisuje pogarszanie się stanu zdrowia blogera i wzywa władze niemieckie do natychmiastowej interwencji „dla ocalenia życia naszego kolegi”. W obronie Badawiego występowały już Amnesty International i Human Rights Watch.

Od początku sprawy Raifa Badawiego pisaliśmy o nim  wielokrotnie, m.in. tutaj, tutaj i tutaj. (g)

Źródło: dw.com




Pakistan: kolejny chrześcijanin skazany na śmierć za „bluźnierstwo”

Pakistański chrześcijanin Asif Pervaiz został skazany na śmierć za bluźnierstwo, którego miał się dopuścić odrzucając propozycję  przejścia na islam.

Sąd w Lahore uznał 37-letniego mężczyznę, który w areszcie przebywał od 2013 roku, winnym obrazy islamu. Wyrok ma zostać wykonany przez powieszenie. Pervaiz twierdzi, że jest niewinny, a były przełożony, który nalegał, żeby chrześcijanin przeszedł na islam, zareagował na odmowę oskarżając go o bluźnierstwo. Oskarżający twierdzi, że nie miał zamiaru nawracania Pervaiza, a ten przyjął teraz wygodną linię obrony, bo wysłał do niego obraźliwy tekst na temat islamu.

Szansą dla chrześcijanina jest apelacja złożona przez prawnika, który chce zmniejszyć wyrok do trzech lat więzienia i kary grzywny 300 dolarów (50 tysięcy rupii).

„To nie jest żadna sensacyjna wiadomość ‚z ostatniej chwili!’ – twierdzi studiujący w Polsce pakistański ateista Ammar Anwer. – To wydarza się prawie cały czas. Niektóre przypadki wychodzą na światło dzienne, inne nie”.

W Pakistanie bluźnierstwo wobec islamu, Koranu czy proroka Mahometa zagrożone jest karą śmierci. Około 80 osób czeka na wyrok z oskarżenia o takie przestępstwo, a połowa z nich może spodziewać się kary śmierci, twierdzi Komisja Stanów Zjednoczonych do spraw Międzynarodowej Wolności Religijnej.

Pomimo głośnej dyskusji o uchodźcach i udzielaniu ochrony międzynarodowej, mniejszości religijne, etniczne i seksualne w krajach muzułmańskich wciąż są prześladowane i nie otrzymują wystarczającej pomocy.

„Mój szok z powodu takiego podejścia do praw mniejszości pogłębił się, gdy usłyszałem, że brytyjski rząd odmówił przyjęcia Asi Bibi do Wielkiej Brytanii, powołując się na to, że nie mógłby jej zapewnić bezpieczeństwa” – nie kryje oburzenia Anwer. Ostrzega, że „doszliśmy do punktu, w którym nie możemy wypowiadać się przeciwko islamskim prawom o bluźnierstwie, ponieważ mogą one obrazić (lub nawet sprowokować) niektóre grupy wśród muzułmanów”.

Sprawa Asi Bibi była najgłośniejszym przypadkiem oskarżenia chrześcijanki o bluźnierstwo. Została ona fałszywie oskarżona i 8 lat spędziła w więzieniu. W 2011 roku zamordowano gubernatora Pendżabu, który bronił chrześcijanki przed karą śmierci.

Dopiero uniewinniający wyrok sądu najwyższego potwierdzający jej wersję, wstawiennictwo międzynarodowych organizacji i rządów doprowadziły do jej wolności. Jednak jeszcze przez kilka miesięcy przebywała w ukryciu i nie mogła opuścić kraju. Wielka Brytania odmówiła udzielenia jej azylu, a sprawę osobiście zablokowała premier Theresa May, mimo wniosku ówczesnego ministra spraw wewnętrznych (pochodzenia pakistańskiego) Sajida Javida. Ostatecznie Asię Bibi przyjęła Kanada.

Zdaniem Anwera, który sam porzucił islam, cała ta sytuacja „pokazuje, że nie tylko nie jesteśmy świadomi losu chrześcijan, apostatów i innych mniejszości w krajach islamskich, ale także wydaje się, że nie jesteśmy w stanie potwierdzić naszych wartości na naszej własnej półkuli”.

Realnym problemem Pakistanu nie są jednak fałszywe oskarżenia o bluźnierstwo, a sam fakt istnienia kary i jej wymiar. Karę śmierci za bluźnierstwo spotykamy także w prawie Arabii Saudyjskiej, Somalii, Mauretanii, Afganistanu czy Iranu.

Pakistan już kilkukrotnie próbował na forum ONZ tworzyć koalicję zmierzającą do zwalczania „islamofobii”, czy ochrony religii. Krytycy obawiają się, że pod płaszczykiem takich deklaracji prawa karzące bluźnierców zostaną umocnione w tych krajach, a ich krytyka ograniczona.

Jan Wójcik

Źródło: Daily Mail, Euroislam, Euroislam




Syria: Islamiści chcą zabić chrześcijanina, bo nie oddał im szkoły

Dyrektor szkoły w Efrin, na kurdyjskich terytoriach północnej Syrii został oskarżony o apostazję przez islamistyczne ugrupowanie lojalne wobec Turcji. Chcą ukarać go za to, że odmówił przekształcenia szkoły w islamską instytucję edukacyjną.

Czterdziestoletni Radwan Muhammad jest Kurdem wyznania chrześcijańskiego, jest dyrektorem i naucza angielskiego w miejscowej szkole. Obecnie, jak twierdzi Christian Solidarity Worldwide (CSW) został porwany i jest przetrzymywany w siedzibie Legionu Sham, Faylaq al-Sham (Sham to historyczna arabska nazwa regionu większej Syrii, zwanego też Lewantem – red.)koalicji ugrupowań, które związane są z ruchem islamistycznym i stanowiły wcześniej część Bractwa Muzułmańskiego w Syrii. Ugrupowanie domagało się przekształcenia szkoły Muhammada w instytucję edukacji religijnej, ale on odmówił. Miał powiedzieć, że „przekaże budynek dopiero wtedy, gdy Jezus Chrystus ponownie przyjdzie na Ziemię”.

O życie nauczyciela obawia się pastor kurdyjskiego kościoła w Bejrucie NIhad Hassan. „Te islamistyczne ugrupowania i ich tureccy panowie podążają śladami Państwa Islamskiego. Wielu z członków ich bojówek to byli członkowie ISIS czy Al-Kaidy”, twierdzi pastor.

Organizacja CSW domaga się natychmiastowego uwolnienia dyrektora oraz oczekuje od władz w Ankarze powstrzymania różnych islamistycznych grup działających pod tureckim dowództwem.

Turcja zdobyła kanton Efrin w marcu 2018 roku wspólnie z Syryjską Armią Narodową składającą się w dużej części z syryjskich islamistów i dżihadystów walczących wcześniej dla Al-Kaidy. Była to operacja wymierzona w syryjskich Kurdów, kontynuowana jako element zajmowania pasa przygranicznego w północnej Syrii. Ankara nigdy nie ukrywała, że zamierza tam przenieść uchodźców syryjskich z Turcji, co doprowadziłoby do zmiany demograficznej w tym regionie.

Turcja daje w północno-wschodniej Syrii wolną rękę ugrupowaniom wywodzącym się z ruchu islamistycznego i dżihadystom. Organizacje praw człowieka donoszą o prześladowaniach, grabieżach, wyrzucaniu z domów, przejmowaniu szkół i bezpodstawnych aresztowaniach.

Ugrupowanie Legion Sham było używane przez Turcję do walki z Kurdami w takich operacjach, jak „Tarcza Eufratu” czy właśnie atak na Efrin. Obecnie część oddziałów Legionu Sham została wysłana do Libii, żeby wesprzeć tamtejszy islamistyczny rząd w walkach o przejęcie kontroli na krajem.

W latach 2014-16 ugrupowanie było uważane przez Stany Zjednoczone za umiarkowaną islamistyczną opozycję wobec Asada i otrzymywało amerykańskie wsparcie w postaci uzbrojenia. W tym okresie Legion Sham przekonywał, że walczy o demokrację, chroni religię i chce skończyć z  niesprawiedliwością ze strony ugrupowań ekstremistycznych. Od Bractwa Muzułmańskiego ugrupowanie próbowało dystansować się jedynie po to, żeby otrzymać wsparcie od Arabii Saudyjskiej, ale bezskutecznie. (jw)

Christian Post, Carnegie, EER, ASO, Amnesty International




Hagia Sophia znowu jest meczetem ale Saudyjka może legalnie zamieszkać sama. Tygodniowy przegląd wydarzeń 13-19 lipca 2020

Sudan stopniowo odchodzi od szariatu, a Arabia Saudyjska od zniewolenia kobiet. Erdogan islamizuje kraj i chce przywrócenia imperium. Austria zaczyna badać polityczny islam, a salafici rosną w siłę w Niemczech. 

Wiadomości

W Austrii powołano pierwsze w Unii rządowe Centrum Dokumentacji Politycznego Islamu, które ma badać odziaływanie politycznego islamu na społeczeństwo austriackie i Europę. Instytucja ma badać stowarzyszenia i podmioty, których działalność związana jest ze środowiskiem muzułmańskim w Austrii, sieć powiązań między nimi, ustalać rzeczywiste źródła ich finansowania. Więcej…

Arabia Saudyjska przyznaje kobietom prawa, które w Europie przyznano 200 lat temu – ale w końcu przyznaje. Sąd saudyjski w precedensowym wyroku orzekł, że kobieta miała prawo wyjechać z domu i zamieszkać w stolicy bez zgody swojego ojca. Więcej...

Reformatorski rząd Sudanu ogłosił kolejne decyzje zwiększające swobody obywatelskie i dystansujące się od dotychczasowego prawodawstwa religijnego. Więcej…

Analizy i komentarze

Kraje arabskie będą musiały prowadzić wojnę z Turcją, która chce przywrócenia swojego imperium, pisze w gazecie saudyjskiej – ale wydawanej w Londynie – egipski dziennikarz. Erdogana uważa za niebezpieczniejszego od Hitlera. Więcej….

Tymczasem Erdogan wydał dekret przywracający muzeum Hagia Sophii, pierwotnie katedrze bizantyjskiej, funkcję meczetu. Pomimo krytyki ze strony różnych krajów Unii, USA i Rosji, prezydent Turcji postawił na wzmocnienie swojej pozycji przywódcy świata muzułmańskiego. Więcej…

We Francji w wielu miastach wzrósł do kilkudziesięciu procent odsetek dzieci pochodzenia imigranckiego, podobnie wzrasta tam udział takich osób w wieku aktywności zawodowej, wynika z raportu France Stratégie. Więcej…

Ukazała się książka brytyjskiego ochotnika, który walczył z ISIS, występującego pod pseudonimem z powodu gróźb śmierci. W książce ostrzega, że jeśli rząd brytyjski nie udzieli pomocy Kurdom w osądzeniu i więzieniu byłych członków ISIS, których tysiące znajdują się w  prowizorycznych kurdyjskich więzieniach, to setki mających brytyjskie obywatelstwo powrócą bezkarnie do kraju. Więcej…

Służby niemieckie dają sobie radę z zapobieganiem zamachom terrorystycznym, ale nieustannie rośnie w kraju liczba salafitów. Ta zbiorowość fundamentalistów muzułmańskich prowadzi propagandę takiego stylu życia, jak za czasów proroka Mahometa. Setki salafitów zasiliły szeregi ISIS. Więcej…

O negatywnym stosunku filozofów Leszka Kołakowskiego, Alaina Finkielkrauta i Terry’ego Eagletona do multikulturalizmu przypominamy w naszym archiwalnym – ale nadal aktualnym – artykule, opublikowanym na początku Euroislam.pl w 2009 roku. „Kołakowski namawia do odwrócenia perspektywy. Pyta, co wtedy, jeśli częścią danej kultury jest zwyczaj publicznego kamienowania kobiet; czy w imię „szlachetnej” ideologii równości kultur możemy przyzwalać na otwartą przemoc wobec nich. Argument ten pozwala sformułować tezę, że skrajny multikulturalizm w istocie jest rasizmem”. Więcej…

Krytykujemy raport „Od imigrantów do ministrów” dr Adama Balcera, w którym autor analizuje polityczną partycypację muzułmanów w Europie. Ogromna większość przytaczanych przez niego przykładów to „muzułmanie”, z którymi większość wyznawców islamu w Europie nie chciałaby mieć nic wspólnego. Więcej…




Arabia Saudyjska: „Świadoma, dorosła kobieta może mieszkać sama”

Sąd w Arabii Saudyjskiej orzekł na korzyść kobiety ściganej za wyjazd do stolicy królestwa Rijadu i zamieszkanie tam bez zgody ojca. Czy kraj ten zmienia swoje podejście do kobiet?

Adwokat Abdulrahman al-Lahim po ogłoszeniu wyniku napisał, że „dzisiaj wydano historyczne orzeczenie, które potwierdza, że niezależność zdrowej na umyśle, dorosłej kobiety w oddzielnym domu nie jest przestępstwem wartym kary”. Wyraził nadzieję, że zapobiegnie to kolejnym tragicznym historiom kobiet, z których Arabia Saudyjska jest znana. Sąd uznał, że „kobieta jest świadomą dorosłą osobą, która ma prawo decydować, gdzie chce mieszkać”.

Zdaniem adwokata to istotna zmiana w systemie prawnym królestwa. „Pokazuje pojawienie się nowej generacji sędziów, którzy egzystują i żyją nieoderwani od rzeczywistości Królestwa Arabii Saudyjskiej, w zgodzie z wizją księcia następcy tronu Mohammada bin Salmana”. To wyrok zgodny ze światowymi prawami człowieka, podkreśla al-Lahim.

Oskarżona, Meriam al-Eteebe, powiedziała, że broniła swojej wolności poruszania się „zagwarantowanej w saudyjskiej konstytucji, która twierdzi, że każdy obywatel ma prawo poruszania się i osiedlania”.

Decyzja co do podróżowania kobiet, nawet za granicę, bez towarzystwa męskiego opiekuna weszła w życie w 2019 roku. Wtedy wciąż jeszcze mówiono o tym, że wyprowadzenie się z domu bez takiego pozwolenia od mężczyzny nie będzie możliwe. W roku 2017 Arabia Saudyjska wyłączyła elektroniczny system powiadamiania opiekunów SMS-ami o wyjeździe kobiet za granicę.

O szansach na realizację projektu Mohammada bin Salmana „Vision 2030”, pisał pod koniec roku 2017 Grzegorz Lindenberg, twierdząc, że ograniczenie wahhabizmu byłoby w istocie największym dziełem władcy królestwa. (jw)

Źródło: Al Arabiya




Więcej wolności w Sudanie

Sudański rząd ogłosił podjęcie kolejnych decyzji zwiększających swobody i zrywających z przepisami dawnego islamistycznego reżimu Omara al-Bashira.

Jedną z nich jest traktowanie jako przestępstwa okaleczania kobiet (FGM), o czym pisaliśmy, ale są jeszcze inne kwestie, istotne dla muzułmanów i niemuzułmanów w Sudanie.

Najważniejszym z nowych przepisów jest dekryminalizacja apostazji, czyli porzucenia islamu. Dotychczas obowiązywała zasada „takfir” – każdy wierny mógł oskarżyć innego o porzucenie islamu, co karane było śmiercią.

Teraz „takfir” został zakazany, jako „zagrożenie dla ładu i bezpieczeństwa społecznego”, jak wyraził się sudański minister sprawiedliwości Nasredeen Abdulbari. Zniesiona ma być też kara chłosty, tradycyjnie przez szariat przewidywana za rozmaite przestępstwa.

Wedłiug nowych przepisów kobiety będą mogły podróżować z dziećmi bez zgody mężczyzny, co jest kolejnym krokiem na drodze ich równouprawnienia. W listopadzie ubiegłego roku zniesiono obowiązujące od ponad 30 lat przepisy ograniczające sposób ubierania się kobiet, ich relacji z mężczyznami i możliwości pracy (pisaliśmy o tym tutaj).

Niemuzułmanów ucieszy zezwolenie za handel i spożywanie alkoholu – wprawdzie tylko prywatnie, ale dotychczas nie wolno było mieć alkoholu w ogóle. Zakaz utrzymano jednak w stosunku do muzułmanów, stanowiących 98% spośród 42 milionów ludności tego kraju.

Informacje o przygotowywaniu przepisów dotyczących apostazji i zakazu okaleczania kobiet pojawiły się już na wiosnę (pisaliśmy o tym tutaj i tutaj), ale dopiero teraz rząd przyjął proponowane przepisy i podał je do wiadomości publicznej.

Być może jest to wynik demonstracji, jakie ostatnio odbyły się w Sudanie, gdzie ludność domagała się szybszych reform. Efektem demonstracji jest przetasowanie w rządzie i odwołanie szefa policji i jego zastępcy, którzy swoje stanowiska uzyskali jeszcze za poprzedniego reżimu.

W Sudanie, który przez ponad 30 lat był islamistyczną dyktaturą, doszło rok temu do obalenia prezydenta Omara al-Bashira. Władzę przejęły wspólnie wojsko i organizacje cywilne (głównie stowarzyszenia zawodowe), ogłoszono tymczasową konstytucję, która ma obowiązywać do wyborów w 2023 roku.

W nowej konstytucji nie wspomina się o islamie jako źródle prawa. Rząd zawarł też porozumienie z grupami rebeliantów z prowincji Darfur, gdzie w 2003 wojska i islamistyczne bojówki stłumiły powstanie czarnej ludności, zabijając 300 tysięcy osób, (g)

Źródła: Guardian, Sudan Tribune, New York Times




Egipt: trzy lata za nieprzyzwoite zdjęcia

Znana w Egipcie tancerka brzucha, 42-letnia Sama al-Masry skazana została na trzy lata więzienia i 18 tysięcy dolarów grzywny za zamieszczenie w mediach społecznościowych zdjęć i filmów, które „podżegały do rozpusty i niemoralności” i były „prowokujące seksualnie”.

Tancerka nie przyznała się do winy, twierdząc, że zdjęcia znajdowały się w jej skradzionym telefonie i ktoś umieścił je bez jej zgody.

Donos złożyły prezenterka telewizyjna Reham Saeed i jej prawniczka, która powiedziała, że”niegodziwe działania al-Masry podważają zasady moralne i są otwartą zachętą do prostytucji”, zaś deputowany John Talaat, który przyłączył się do skarg na al-Masry stwierdził, że”jest ogromna różnica między wolnością a rozpustą”.

Talaat złożył doniesienia na jeszcze inne kobiety zamieszczające zdjęcia w sieci społecznościowej TikTok, ponieważ „niszczą wartości rodzinne i tradycję, co jest zakazane przez prawo”Wydając wyrok na tancerkę, sąd wykroczeń gospodarczych zgodził się z tą argumentacją, orzekając, że naruszyła wartości i zasady rodzinne Egiptu, a konta w mediach społecznościowych założyła, żeby szerzyć niemoralność.

Wyrok jest nieprawomocny; al-Masry, którą aresztowano w kwietniu, zapowiada odwołanie. Tancerka znana jest w Egipcie m.in. z filmu przeciwko prezydentowi Obamie, a także filmiku nagranego w 2012 przeciwko Bractwu Muzułmańskiemu, na którym taniec brzucha wykonuje w chuście.

W Egipcie obowiązuje od 2018 roku prawo nakładające karę minimum dwóch lat więzienia na osoby, które używają Internetu do dokonywania przestępstw, do których w Egipcie należy „propagowanie rozwiązłości’ i
zachęcanie do prostytucji”. Z takimi oskarżeniami czeka na proces w Egipcie kilka kobiet, aresztowanych w ostatnich miesiącach i według deputowanego Talaata, dostaną wyroki podobne jak al-Masry.

Społeczeństwo egipskie jest głęboko konserwatywne; według przeprowadzonych trzy lata temu badań 87% mężczyzn uważa, że głównym zajęciem kobiety powinno być zajmowanie się domem i wychowanie dzieci, 90% jest zdania, że ostateczne decyzje w domu powinny należeć do mężczyzny, a 53% jest przekonanych, że kobieta czasem zasługuje na to, żeby ją zbić. W poglądach na temat relacji kobiet i mężczyzn nie ma różnic między starszymi i młodszymi mężczyznami. (gl)

Żródło: Reuters

 




Grecja zapłaci 50 tysięcy euro za stosowanie szariatu

Rząd grecki zapłaci 50 tysięcy euro odszkodowania za stosowanie przepisów szariatu wobec swojej obywatelki, zdecydował Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu. Decyzję na korzyść powódki, wdowy Chatitze Molla Sali, Trybunał wydał już w 2018 roku, obecnie zdecydował o wysokości odszkodowania.

Zmarły mąż, muzułmanin, zapisał notarialnie żonie Chatitze Molla Sali cały swój majątek, w tym mieszkanie i fabrykę. Testament został jednak podważony przez jego dwie siostry, które argumentowały, że ponieważ był muzułmaninem, zgodnie z szariatem trzy czwarte majątku powinny przypaść im, a nie wdowie. Sądy niższych instancji orzekły na korzyść wdowy, ale sąd apelacyjny uznał roszczenia sióstr, powołując się na traktaty zawarte w 1920 i 1923 między Grecją a Turcją i skierował sprawę do muftiego (muzułmańskiego prawnika). Zdecydowano w nich, że sprawy cywilne około 100-tysięcznej zbiorowości greckich muzułmanów będą rozstrzygane przez muftiego.

Chatitze Molla Sali wniosła w 2014 roku apelację do Trybunału w Strasburgu, uznając, że przepisy greckie ją dyskryminują, bo gdyby mąż nie był muzułmaninem, otrzymałaby cały spadek. Trybunał całkowicie zgodził się z jej argumentacją, uznając, że sądy greckie, stosując szariat, naruszają Europejską Konwencję Praw Człowieka. Grecja jest jedynym krajem europejskim, stwierdził Trybunał,  który stosuje przepisy szariatu wobec części swoich obywateli wbrew ich woli.

W efekcie sprawy wytoczonej przez Chatitze Molla Sali, greckie przepisy zostały zmienione. W styczniu 2018 grecki parlament uchwalił ustawę, zgodnie z którą prawo greckie ma pierwszeństwo przed szariatem we wszystkich przypadkach.  Sprawy spadków, małżeństw i rozwodów mogą być rozpatrywane przez muftiego tylko jeśli zgodzą się na to wszystkie zainteresowane strony. (g)
Źródło: corthousenews.com




Al Jazeera krzyczy „łapać złodzieja!”

Fala demonstracji w USA jest fantastyczną okazją dla wszystkich, którzy nienawidzą Stanów Zjednoczonych, do przyłączenia się do nagonki nie tylko na ten kraj, ale też inne kraje Zachodu, kraje „białego człowieka”. Wśród telewizji prym wiedzie Al Jazeera.

Katarska telewizja Al Jazeera  wykorzystuje okazję do maksimum, chociaż sama jest propagandową tubą kraju rządzonego przez dyktaturę, który wykorzystuje niewolniczą pracę milionów imigrantów, popiera fanatyków z Bractwa Muzułmańskiego i w którym dyskryminacja jest legalna.

Czarni uchodźcy z USA?

„Co to znaczy być czarnym w USA” – tak zatytułowany jest film Al Jazeery, którego narratorem jest pracująca w tej telewizji Sandra Gathman (o mały włos napisałbym „dziennikarka”, ale to propagandzistka) i z którego dowiadujemy się, że to po prostu koszmar. Taki koszmar, żeGdyby czarni Amerykanie chcieli ubiegać się o azyl, mieliby do tego podstawy” pisze na stronie Al Jazeery była pracownica agendy ONZ ds. uchodźców, Amali Tower.

Ucisk, którego doznają czarni Amerykanie, to przypadek prześladowań, o których mówi Konwencja ONZ ds. Uchodźców”, twierdzi w artykule w Al Jazeera pani Tower. „W żadnym wypadku nie doradzam, by czarni Amerykanie opuścili Stany Zjednoczone, ale gdyby szukali azylu za granicą, to same niepokoje społeczne i polityczne, które wstrząsnęły tym krajem w ostatnich tygodniach, wystarczyłyby, żeby  wesprzeć ich przekonanie, że mają ‚dobrze uzasadnione obawy’ o swoje bezpieczeństwo i spokojne życie w kraju”.

Na razie nie widać jakoś tłumu chętnych do opuszczenia USA i schronienia się pod skrzydłami Al Jazeery i jej fundatora, szejka Tamima bin Hamadiego.

Krytyka Al Jazeery nie ogranicza się do USA. Inny propagandzista Al Jazeery pochodzenia pakistańskiego, Imran Khan, krytykuje Wielką Brytanię, twierdząc, że „Wielką Brytanię zbudowano na plecach i duszach niewolników”. A ponieważ dwieście lat temu, gdy zakazano handlu niewolnikami, rząd brytyjski wypłacił handlarzom niewolników rekompensatę, dzisiaj jest winien pieniądze nie tylko potomkom niewolników, ale i zwykłym podatnikom, bo rekompensata została sfinansowana z ich podatków. Gdyby jeszcze uważał, że to potomkowie handlarzy niewolników powinni zwrócić pieniądze, jakoś trzymałoby się to kupy. Ale nie chodzi o logikę: chodzi o to, żeby dzisiejszy rząd brytyjski obciążyć odpowiedzialnością za to, co ktoś inny robił 200 lat temu.

Kto nie miał niewolników?

Może lepiej jednak nie przypominać, co kto robił 200 lat temu, bo mogą wyjść na jaw fakty raczej nieprzyjemne dla p. Khana. Na przykład jego współwyznawcy, muzułmanie, prowadzili wówczas handel niewolnikami z Afryki, wysyłanymi na  Bliski Wschód. Mieli w tym niezłe doświadczenie, bo robili to od VII w. n.e. i z Afryki  wywieźli przynajmniej 17 mln osób, głównie kobiet. Tyle samo, albo i więcej, niż wywieźli Europejczycy do obu Ameryk. Do tego dochodzą jeszcze miliony niewolników porywanych w Azji (Indie) i w Europie (również w Polsce – to z Europy pochodzili janczarzy, czyli dzieci przymusowo nawrócone na islam i wcielone do armii).

Nie trzeba nawet sięgać 200 lat wstecz. Żyją jeszcze ludzie, którzy osobiście mieli albo mają niewolników – Arabia Saudyjska zniosła niewolnictwo dopiero w 1962 roku, a Mauretania (też muzułmańska) w 1981. W ciągu ostatnich 15 lat trzy kraje muzułmańskie wprowadziły kary za posiadanie niewolników (Niger, Mauretania i Czad), więc można przypuszczać, że problem nadal nie został tam rozwiązany.

W Katarze niewolnictwo też nie jest opowieścią z zamierzchłej przeszłości, bo zostało tam zniesione w 1952 roku. Ale ponieważ Koran dopuszcza posiadanie niewolników i jeńcy wojenni (niemuzułmanie) traktowani są jak zdobycz, to nic dziwnego, że niewolnictwo tak długo dobrze się miało w różnych krajach muzułmańskich. A może muzułmańscy przodkowie p. Khana w Indiach jeszcze przed podbojem przez Brytyjczyków też mieli hinduskich niewolników? Byłby to wspaniały temat na artykuł: „Oddaję pieniądze potomkom niewolników mojej rodziny”.

Współczesne niewolnictwo w Katarze

Al Jazeera, pochylając się nad strasznym losem czarnych obywateli amerykańskich, jakoś nie widzi pod swoim nosem milionów ludzi, którzy pozbawieni są wszelkich praw i zmuszani do niewolniczej pracy. W Katarze, najbogatszym kraju świata,  tylko 320 tysięcy to obywatele (12%), ponad 2,3 mln to obcokrajowcy z Pakistanu, Indii, Iranu, Nepalu i innych krajów, pracujący na ten dobrobyt, ale bez szans na obywatelstwo.

Al Jazeera może się pochylać z troską nad losem amerykańskich czarnych, nie dostrzegając setek ludzi, których zabija system pół-niewolniczej pracy w jej własnym kraju.

Pracują oni w systemie wyzysku znanym na całym Bliskim Wschodzie pod nazwą „kafala” (sponsoring), ponieważ każdy przyjeżdżający do pracy musi mieć swojego miejscowego sponsora. Osoba objęta tym systemem nie może z kraju wyjechać bez zgody sponsora, dla pewności odbierany jest jej paszport. Pracować może tylko w jednym miejscu, chyba, że sponsor przeniesie ją w inne. Mieszka oczywiście w wyznaczonej, zatłoczonej kwaterze, wraz z innymi imigrantami, karmiona jest kiepsko. Do centrów handlowych może chodzić tylko w dni, kiedy zakupów nie robią tam miejscowi, żeby nie musieli się z nią stykać. Zarabia mniej, niż jej obiecywano (średnio nieco powyżej 200 dolarów na miesiąc). Za nadgodziny często nie dostaje pieniędzy. Oprócz tego wobec imigrantów-pracowników stosowana jest często przemoc fizyczna, a kobiety są molestowane seksualnie. No i za przywilej pracy muszą pośrednikom zapłacić przynajmniej półroczną pensję, a czasem więcej.

O warunkach pracy robotników cudzoziemskich zrobiło się głośno w 2012 roku, kiedy Katar za łapówki dla oficjeli z FIFA otrzymał prawo zorganizowania mistrzostw świata w piłce nożnej w 2022 roku („Oskarżenia FIFA o korupcję to rasizm”  cytowała wtedy Al Jazeera szefa FiFA) i zaczął budować wielkie klimatyzowane stadiony. Al Jazeera napisała o tym, lekceważąc problem, kilka razy. Siedem lat temu, gdy delegacja międzynarodowych związków zawodowych przyjechała sprawdzać co się dzieje, to, jak podała Al Jazeera, wprawdzie „znalazła niepokojące dowody złego traktowania robotników, ale władze twierdzą, że to mało znaczące przypadki”. Telewizja nie znalazła też okazji, żeby przyjrzeć się przyczynom utraty życia przez ponad 200 robotników z Indii rok w rok (o innych nic nie wiadomo) i nie przepytała szefa rządowego katarskiego Komitetu Praw Człowieka, który stwierdził, że to „normalne”.

Rasizm w krajach arabskich

Rasizm nie jest w krajach arabskich czymś nieznanym, wręcz przeciwnie. Słowo „abeed” oznacza czarnego niewolnika, ale tak samo określani są dzisiaj czarni mieszkańcy Afryki. Cytat z wiersza arabskiego poety sprzed tysiąca lat Al-Mutannabiego stał się przysłowiem: Nigdy nie kupuj niewolnika bez kija, bo niewolnicy są od urodzenia nieczyści. Tylko dwa kraje – Zjednoczone Emiraty Arabskie i Tunezja – kryminalizują dyskryminację (rasową, etniczną), w pozostałych jest ona legalna.

„Wydarzenia w USA są tym, co dzieje się w krajach arabskich codziennie, za zamkniętymi drzwiami”, pisze tunezyjska czarna działaczka. „Al Jazeera może się pochylać z troską nad losem amerykańskich czarnych, nie dostrzegając setek ludzi, których zabija system pół-niewolniczej pracy w jej własnym kraju”.

Te cytaty pochodzą z niezwykle ciekawego artykułu pod tytułem „Czerń i przemoc, które nie doczekały się hasztaga” z portalu o współczesnej kulturze arabskiej ScenArabia, pokazującego, że pogarda, jaką otaczani byli czarni niewolnicy, do dziś utrzymuje się w krajach arabskich. W telewizji i filmach czarni portretowani są negatywnie i ośmieszani, przedstawiani dla żartu w rolach prostytutek, służących, albo kompletnych głupków. Są postrzegani jako inni,animalistyczni, dzicy, moralnie zdegradowani i zdeformowani fizycznie„, pisze bahrański naukowiec Nader Kadhim. Poczucie wyższości i pogardy jest publicznie wyrażane i akceptowane.

Owszem, Al Jazeera opublikowała siedem lat temu tekst „Stawiając czoła rasizmowi wobec czarnych w świecie arabskim”, ale jedyny kraj, który został tam wyraźnie skrytykowany za rasizm, to Izrael – który nie jest chyba (jeszcze) krajem arabskim. Oczywiście, o Katarze w tekście nie było ani słowa.

Antysemityzm i islamizm – nierozłączne

Al Jazeera to nie jest jakaś zwykła telewizja. To najpopularniejsza telewizja satelitarna krajów arabskich, z osobnym anglojęzycznym serwisem przeznaczonym dla odbiorców w krajach zachodnich. Jest propagandową tubą emira Kataru, która ma wspierać Bractwo Muzułmańskie. Katar jest głównym sponsorem politycznym i finansowym Bractwa, międzynarodowej organizacji, która dąży do wprowadzenia na świecie kalifatu z tradycyjnym islamem.

Katar przekazał parę miliardów dolarów Egiptowi w latach 2011-2012 gdy rządziło nim Bractwo, wspiera setkami milionów Hamas, czyli palestyńską odnogę Bractwa. Na terytorium Kataru mieszkali i mieszkają przywódcy Bractwa i Hamasu, mieszka tam też główny ideolog Bractwa, szejk Al Karadawi, który ma w Al Jazeerze swój regularnie nadawany program. Zajmuje się w nim systematycznym szkalowaniem i szczuciem na Żydów, głosi wyższość islamu nad zachodnim stylem życia i mężczyzn nad kobietami. Gdyby jakikolwiek duchowny na Zachodzie mówił połowę rzeczy, które mówi Karadawi, zostałby w najlepszym wypadku symbolicznie ukamienowany na Twitterze, ale najpewniej znalazłby się w więzieniu za mowę nienawiści i wzywanie do przemocy.

Al Jazeera jest w bardzo wygodnej sytuacji. W USA wszystko jest jawne, śmierć Floyda została nagrana smartfonami przez kilka osób, a nagrania natychmiast rozpowszechniono. Dane o przemocy policji są zbierane i analizowane. W Katarze, ani w żadnym innym kraju arabskim, żadnych danych się nie zbiera, więc problemu przemocy ze strony policji nie ma. Nikogo za rasistowskie zachowania i dyskryminację nie stawia się przed sądem, bo są to działania legalne, więc rasizmu i dyskryminacji też nie ma.

Dzięki temu Al Jazeera może się pochylać z troską nad losem amerykańskich czarnych, nie dostrzegając setek ludzi, których zabija system pół-niewolniczej pracy w jej własnym kraju. Będąc na służbie dyktatorskiego reżimu, ubolewa nad niedostatkami amerykańskiej demokracji.

Grzegorz Lindenberg