Polscy sympatycy antysemity Karadawiego zasłaniają się Holokaustem

Jan Wójcik

„Ten bezprecedensowy i narastający atak przywołuje ma myśl sytuację społeczności żydowskiej na terenie przedwojennych Niemiec”, czytamy w liście polskich organizacji muzułmańskich w sprawie antymuzułmańskiego przekazu mediów państwowych, do Marszałka Sejmu Marka Kuchcińskiego.

Kto jednak podpisał głównie ten list? Poza Muzułmańskim Związkiem Religijnym założonym przez Tatarów – którzy akurat mają prawo powoływać się na pokojowe współżycie na ziemiach polskich – do listu dołączyły się też wszystkie trzy organizacje z nurtu Bractwa Muzułmańskiego, działające w Polsce.

Bractwo Muzułmańskie to fundamentalistyczna organizacja antysemicka, uznawana przez niektóre kraje za terrorystyczną, ściągająca zainteresowanie i zaniepokojenie służb wewnętrznych państw europejskich.

Liga Muzułmańska, która nie widzi niczego obrzydliwego w antysemickich wypowiedziach swojego autorytetu duchowego, dzisiaj używa holokaustu jako tarczy.

Liga Muzułmańska w RP, pomimo wielu wezwań, nie odcięła się od duchowego lidera Bractwa, szejka Jusufa Karadawiego. Jest on także szefem organizacji parasolowych Bractwa w Europie, do których Liga przynależy.

W jednym z kazań transmitowanym przez Al Jazeerę Karadawi powiedział: „Przez całą historię Allah sprowadzał na [żydów] ludzi, którzy karali ich za ich zepsucie. Ostatnią karę nałożył na nich Hitler. Patrząc na ogół tego, co im zrobił, nawet pomimo tego, że przesadził w tej kwestii, udało mu się wysłać ich na swoje miejsce. To była boska kara im wymierzona. Jeśli Allah pozwoli, następnym razem zostanie ona wymierzona rękoma wierzących”.

To nie jedyna antysemicka wypowiedź Karadawiego i nie jedyna wymierzona w prawa mniejszości.

Należy uznać za skandal, że dzisiaj ludzie nie widzący niczego oburzającego i  obrzydliwego w takich sformułowaniach, używają holokaustu jako tarczy. Dopóki nie odetną się od tego typu treści, nie mają prawa powoływać się na tę tragedię.




Radykalny islam zapuścił korzenie w Polsce

Jan Wójcik

Dwie sylwetki rodzimego chowu radykałów, konwertytów, zostały przedstawione w ostatnim „Plus Minus” przez Ewę Kaletę.

Kiedyś mieliśmy okazję porozmawiać z Ewą Kaletą, dziennikarką Gazety Wyborczej o jej bardzo liberalnych islamskich poglądach. Dzisiaj pytamy dlaczego tylko dwóch radykałów? Czy jest ich więcej? Na to pytanie dziennikarka odpowiada, że „nie wszyscy się chcieli zgodzić na rozmowę mimo zachowania anonimowości, ale też nie jest to duża grupa wśród muzułmanów”.

Może nie jest duża, ale wydaje się być aktywna. W niedawnej wypowiedzi dla Euroislam.pl rzecznik MZR Musa Czachorowski wspominał o problemach z – jak to eufemistycznie ujął – „bardzo religijnie nastrojonymi osobami”, które „są zdania, że nie mogą funkcjonować w polskim prawie”. Był to komentarz w sprawie szeroko dyskutowanego konfliktu o warszawski meczet przy ulicy Wiertniczej. Biorąc jeszcze pod uwagę poglądy imama tego meczetu, Nezara Charifa, który także popierał szariat, a stanął w konflikcie przeciwko MZR, można domniemywać, że meczet, który długo służył polskim Tatarom, jest obecnie przejmowany przez skrajnie konserwatywnych muzułmanów.

Aktywność muzułmanów o radykalnych poglądach zdaje się być większa od czasu przybycia do Polski misjonarzy z islamskiej organizacji iERA w ramach ich projektu „Mission Dawah”, który rozpoczęli właśnie na ulicy Wiertniczej. Choć początkowo wydało się, że te próby zaszczepienie salafizmu spaliły na panewce, podobnie jak apetyty na polskich muzułmanów deklarowane przez niemieckiego kaznodzieję nienawiści Svena Lau.

Aktywność radykałów jest większa od czasu przybycia do Polski misjonarzy z islamskiej organizacji iERA.

Kaleta jednak budzi nas z tego przyjemnego snu, że jesteśmy daleko od globalnych procesów. W wypowiedziach jej bohaterów da się wyczytać i poparcie dla terroryzmu, i gotowość samemu do walki, a przede wszystkim wizję przekształcenia Polski w kraj islamski. Wizję z pewnością nierealną, ale ewentualna próba jej realizacji może przecież kosztować czyjeś życie. Czy można zatem nadal udawać, że problem nas nie dotyczy i jest majaczeniem ludzi o ksenofobicznych postawach, a przeciętny Polak jest – jak to określa Katarzyna Górak-Sosnowska – islamofobem bez muzułmanów?

Taką strategię zdaje się wybrał Robert Biedroń, obecnie prezydent Słupska i jeden z liderów środowisk LGBT. Kiedy w Czechach w 2014 roku ukazała się książka doktora akredytowanego przy najważniejszym muzułmańskim uniwersytecie Al-Azhar, zalecająca m.in. zabijanie homoseksualistów jako lek na AIDS, Biedroń nie znalazł czasu, żeby odpowiedzieć na nasze pytania, a Agata Chaber z Kampanii przeciwko Homofobii nie widziała problemu w tym, „żeby wyznawcy różnych religii żyli obok osób nieheteroseksualnych”.

Teraz chęć zabijania homoseksualistów wyrażana jest już nie tylko u naszego południowego sąsiada, ale i u nas, gdzie bohater artykułu Kalety, Gabriel podkreśla, że w islamskim państwie dla przykładu należałoby zabić Biedronia, żeby homoseksualizmu nie propagował. Zaskoczenie? To samo robiło przecież ISIS, czyli właśnie Państwo Islamskie, ale wtedy uszy nam puchły od deklaracji apologetów, że ten twór nie ma nic wspólnego z islamem.

Takie same kary zalecał popularny kaznodzieja Jusuf Al-Karadawi. Kary te były wymienione we wspomnianej książce, która została wydana przez islamską uczelnię, prowadzącą dialog z chrześcijaństwem i papieżem Franciszkiem w imieniu islamu. I takie tezy nie funkcjonują w pustej przestrzeni, ale trafiają na podatny grunt – według sondażu ICM z 2016 roku, 52% brytyjskich muzułmanów chciałoby delegalizacji homoseksualizmu.

Organizacje LGBT dalej jednak mogą twierdzić, że nagłaśnianie takich faktów to podsycanie nienawiści, margines i że mniejszości powinny trzymać się razem i nie dać się skłócić. Można by rzec: do czasu, kiedy dadzą się skrócić… o głowę.

Wracając do radykalnych muzułmanów z naszego podwórka, podstawowe pytanie brzmi: czy służby monitorują to środowisko? Jednego z bohaterów z pewnością, bo czeka na proces. Co z resztą? Na Zachodzie służby powoli biorą się już nie tylko za samą przemoc, ale także za radykalizację i propagandę terroryzmu. Czy w Polsce nie powinniśmy więc skorzystać z doświadczeń naszych zachodnich sąsiadów?




ONR nauczy wiązania czarnych krawatów na Przystanku Woodstock?

Jan Wójcik

Na Przystanku Woodstock uczą wiązać hidżab – brzmią nagłówki oburzonych mediów prawicowych. Dlaczego nie lewicowych? Totalne pomieszanie.

Konserwatyści, po których można by spodziewać się radości z zaszczepiania młodzieży konserwatywnych religijnych wzorców, symbolizujących także rolę kobiety w społeczeństwie – przede wszystkim w roli rodzinnej – są oburzeni. Tymczasem postępowcy ze swymi hasłami ateizmu, krytyki religii, wolności seksualnej i postulatami równości kobiet milczą.

Znakomicie zdaję sobie sprawę, że może ktoś zaraz wyciągnąć z pudełka jakąś panią doktor w hidżabie i twierdzić, że hidżab nie przeszkadza w wyzwoleniu kobiet. To jednak raczej wyjątek od reguły, a nawet jeżeli występuje, to prawdopodobnie prawo do studiowania zawdzięcza świeckiej cywilizacji zachodniej, a nie snom islamistów o narzuconym przez Boga porządku społecznym.

Dopóki w Iranie kobiety walczą o prawo do chodzenia z odkrytą głową („podniesionym czołem”), dopóki Bractwo Muzułmańskiej uznaje chusty za narzędzie islamizacji społeczeństwa, dopóki muzułmanki mówią, że pierwszym symptomem radykalizacji społeczności muzułmańskich w Europie jest presja na ubiór i zachowanie kobiet – dopóty promowanie chusty jest co najmniej głupie i karygodne.

Zakaz noszenia chusty to na pewno nie jest rozwiązanie, ale jej krytyka, a nawet wyśmianie, powinna być w pełni dopuszczona

Ktoś powie, że to do kobiet powinna należeć decyzja, co zakładają. Pod takim też hasłem odbyły się tydzień temu protesty kobiet w stolicy Turcji, Stambule. Protestowały, żeby nikt nie decydował czy kobieta chce chodzić w hidżabie, czy w szortach. Jednak istotny jest fakt, że te protesty wywołało motywowane religijnie pobicie kobiety w szortach, w autobusie komunikacji miejskiej, w czasie świętego miesiąca postu Ramadan. Co oczywiście nie oznacza, że muzułmanki nie są atakowane za swój ubiór na ulicy – patrz ostatnia, głośna wizyta niemieckiej młodzieży w Polsce. A jednocześnie część z nich spotyka się z presją rodziny i społeczności, żeby jednak przywdziały konserwatywny strój. W efekcie zrozumiałe może być, że ktoś krzyknie: „Odp…cie się od kobiet!”.

I może to miałoby największy sens, gdyby nie wspomniana presja islamskich konserwatystów i społeczności, oraz promocja, którą chuście robią pożal się Boże lewicowcy. Zakaz noszenia chusty to na pewno nie jest rozwiązanie, ale jej krytyka, a nawet wyśmianie, powinna być w pełni dopuszczona. Zdaje się, że nie po to nasze babki i prababki zmieniały społeczeństwo wyzwalając się spod patriarchalnej wizji kobiecej moralności, żeby teraz pod płaszczykiem wolności religijnej wpuszczać patriarchat w wersji radykalniejszej niż wtedy.

I tu wracamy do Woodstockowej Akademii Sztuk Pięknych, która pielęgnuje, jak to pisze Wyborcza, rozpoznawalny znak Przystanku – „różnorodność”. Z tej różnorodności wykluczeni są jednak krytycy jej pewnych aspektów.

Kiedy dekadę temu członkowie naszego stowarzyszenia pojechali na Przystanek z ulotkami na temat prześladowania kobiet w islamie, żeby zrównoważyć cukierkowy obraz, jaki w owej ASP prezentował imam Ligi Muzułmańskiej w RP Ali Abi Issa, zostali wyrzucenia z niego przez Zbigniewa Hołdysa. I tak pan Hołdys zadbał o różnorodność, w ramach której o islamie wypowiadał się imam, autor publikacji „Czterdzieści hadisów imama Nałałija”, w której uzasadnia hadis dotyczący zabijania apostatów i cudzołożników – a ludzie mówiący o prześladowaniu kobiet nie mogli zabrać głosu.

Skoro więc organizatorzy imprezy dopuszczają do nauki wiązania chusty będącej symbolem patriarchalnej, islamistycznej wizji kobiety, dla zachowania różnorodności mogliby pozwolić ONR na kurs wiązania czarnego krawata przy mundurku. Wyjdzie mniej więcej na to samo.




Błaszczak zgadza się na relokację uchodźców do Poznania… z Góry Kalwarii

Prezydentom dwunastu polskich miast, które zobowiązują się przyjąć imigrantów, minister spraw wewnętrznych i administracji Mariusz Błaszczak proponuje transfery wewnątrz kraju.

„Podobno prezydent Poznania ma relokować uchodźców jako pierwszy. Mam taką propozycję: rozmawiałem z burmistrzem Góry Kalwarii, władze samorządowe Góry Kalwarii mają kłopoty z obywatelami rosyjskimi narodowości czeczeńskiej, którzy są tam w ośrodku. Może więc relokacja z Góry Kalwarii do Poznania, jeżeli jest takie zainteresowanie prezydenta Poznania” – odpowiada na deklaracje prezydenta Poznania Jacka Jaśkowiaka.

Szef MSWiA podtrzymuje stanowisko rządu w sprawie przyjęcia uchodźców i jest to polityka w gestii administracji rządowej, a nie samorządów i prezydentom miast sugeruje rozpisanie referendum. „Może wypadałoby zapytać mieszkańców Poznania w tej sprawie”, sugeruje Błaszczak, przypominając, że lokalne referenda odbywały się nawet nim powstała ustawa o metropolitarnym ustroju Warszawy, w gminach odbywały się wtedy referenda. (j)

źródło wPolsce




Dwie frakcje biją się w meczecie na Wiertniczej

„Bijatyka w meczecie na Wiertniczej w Wawie. Biją się dwie frakcje. Sześć radiowozów policji i ‚Solid’, pisze na Twitterze reporter Witold Gadowski.

Bijatyka prawdopodobnie dotyczy dwóch frakcji – związanej z Tatarami i konwertytów, związanymi z imamem Nezarem Charifem. Gadowski uzupełnia, że „Szef MZR chciał przejąć meczet”.

Od dłuższego czasu do meczetu na Wiertniczą przybywali kaznodzieje salaficcy. W 2014 roku Wiertniczą odwiedzili przedstawiciele ugrupowania Mission Dawah, chociaż wtedy wydawało się, że akcja nawracania Polaków na islam salaficki spaliła na panewce.

W maju meczet przeszukiwany był przez ABW w sprawie jednego z wyznawców. (j)

 




PO przeciwko przyjmowaniu uchodźców

Grzegorz Schetyna zapytany przez stacje TVP Info odpowiedział, że jest przeciwko przyjęciu uchodźców do Polski, co więcej potwierdził, że to oficjalne stanowisko jego partii.

Zapytany przez dziennikarza TVP Info czy jest za przyjmowaniem uchodźców, Grzegorz Schetyna odpowiedział: „Nie, jestem za tym, żeby nie przyjeżdżali do Polski”. Dopytany czy to oficjalne stanowisko partii, potwierdził: „Tak, tak. Platforma nie jest za przyjęciem uchodźców”.


W roku 2015 w szczycie „kryzysu imigracyjnego” Platforma Obywatelska bardzo głośno i stanowczo opowiadała się za przyjęciem kwot relokacyjnych narzuconych przez Unię Europejską. Projekt stanowczo wsparli posłanki i posłowie Michał Szczerba, Małgorzata Kidawa-Błońska, Julia Pitera, Marcin Święcicki czy Joanna Mucha. Z pewnym zastrzeżeniem wskazując na polską rację stanu i sojusz w ramach UE projekt wspierali Donald Tusk i Rafał Trzaskowski.

Stowarzyszenie Europa Przyszłości, wydające portal euroislam.pl, od początku próbowało przekonać PO do innego stanowiska w sprawie relokacji uchodźców. Ostrzegało także, że takie stanowisko może skończyć się większą niż wskazywały wtedy sondaże przegraną w wyborach.

PO o uchodźcach

Jan Wójcik




Jak dr Pędziwiatr tropił „islamofobię”

Piotr Ślusarczyk

Dr Konrad Pędziwiatr z Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie napisał raport na temat islamofobii. Dokument ten zleciła turecka organizacja pozarządowa, uznawana za think tank islamistycznej AKP, którego związki z reżimem Erdogana są dobrze udokumentowane.

Raport zawiera nieprawdzie informacje, wiele manipulacji, a także metodologiczne błędy.

Foundation for Political, Economic and Social Research (skrót turecki – SETA) ma swoją główną siedzibę w Ankarze. Organizacja, z którą współpracuje dr Pędziwiatr, usprawiedliwiała m.in. politykę czystek politycznych prezydenta Turcji po nieudanym puczu w 2016 roku, w wyniku których ponad 100 tysięcy osób straciło pracę, a kilkadziesiąt tysięcy trafiło do więzienia.

Kłamstwa, manipulacje, półprawdy

Działania Konrada Pędziwiatra tym samym wpisują się w dobrze znaną strategię, polegająca na tym, że etykietkę „islamofoba” najchętniej przylepiają innym ci, którzy chętnie wykorzystują religię do celów politycznych. Problem polega nie tylko na tym, że Pędziwiatr stygmatyzuje tych, z którymi się nie zgadza, ale także na tym, że kłamie, manipuluje i sięga po półprawdy.

Niby raport

Dokument nosi nazwę raportu, lecz w rzeczywistości nim nie jest. Tureccy wydawcy dokumentu odcinają się od jego treści, zapewniając, że pełną odpowiedzialność za tekst ponoszą wyłącznie autorzy, piszący o poszczególnych krajach. Trudno więc opinię pojedynczego człowieka uznać za zbiór faktów, przeanalizowanych zgodnie z najlepszymi standardami metodologicznymi.

Bezpodstawne oskarżenia

Pędziwiatr zestawia wypowiedź Grzegorza Lindenberga (współtwórcy i publicysty Euroislam.pl) z informacją na temat poparcia dla przemocy w społeczeństwie, której ofiarami mają być uchodźcy. Czytelnik może odnieść wrażenie, że dr Lindenberg – cytowany w takim oto kontekście, że „To, co mówiliśmy [portal Euroislam] o islamie i muzułmanach, stało się częścią głównego nurtu” i oskarżany o promowanie stereotypowej wizji muzułmanów – popiera w jakikolwiek sposób przemoc fizyczną czy psychiczną.

Tymczasem badania, na które powołuje się Pędziwiatr, mówią wyłącznie o przymusie ze strony państwa – a nie obywateli – zastosowanym zgodnie z obowiązującym prawem. Zręczne połączenie tych dwóch informacji uzupełnił autor raportu o pominięcie naszego oświadczenia – „Nasze nie dla barbarzyństwa”, w którym 22 czerwca 2016 roku potępiliśmy jednoznacznie i dosadnie akt przemocy wobec kogokolwiek.

Wiele artykułów liberalnych muzułmanów przedostaje się do polskiej opinii publicznej dzięki naszej pracy. Tego Pędziwiatr nie chce widzieć, ponieważ nie mieści się to w stereotypie „islamofoba”

Powodem naszego wystąpienia było zerwanie łódzkiej studencie w tramwaju hidżabu. We wspomnianym stanowisku zaapelowaliśmy: „Jeśli będziecie świadkami takiej przemocy, nie siedźcie biernie, jak pasażerowie tego łódzkiego tramwaju, reagujcie w każdy możliwy sposób. Słownie, fizycznie, robiąc zdjęcia napastnikom i udostępniając je policji. Nie powinniśmy być bierni wobec groźby islamizacji Europy, ale tak samo nie powinniśmy być bierni wobec bandyckiej przemocy, której ofiarami padają ludzie tylko z powodu wyznawanej przez nich religii – muzułmańskiej i każdej innej”.

Warto podkreślić, że zarówno nasze oświadczenie, jak i raport dr. Pędziwiatra dotyczą tego samego okresu, czyli roku 2016. W tym miejscu mamy więc manipulację przez selekcję i odpowiednie zestawienie informacji.

Poparcie dla islamskich reformatorów dowodem na islamofobię

Konrad Pędziwiatr zarzuca nam utrwalanie stereotypowego wizerunku islamu, a jednocześnie przemilcza fakt, że regularnie publikujemy informacje na temat działalności muzułmańskich reformatorów i dysydentów islamskich. Wiele artykułów autorstwa muzułmanów liberalnych przedostaje się do polskiej opinii publicznej dzięki naszej pracy. Tego Pędziwiatr nie chce widzieć, ponieważ nie mieści się to w stereotypie „islamofoba”, który pieczołowicie buduje.

Jawne kłamstwo

Autor raportu twierdzi, że wiążemy wszystkie formy muzułmańskiej publicznej religijności z „totalitarnym ruchem wrogim demokracji”. Expressis verbis piszemy coś zupełnie innego. Oto cytat z naszego portalu: „Uważamy, podobnie jak Bassam Tibi, muzułmański uczony i profesor stosunków międzynarodowych, że islamizm, wraz z jego ‚umiarkowaną’ formą próbującą działać poprzez instytucje, jest ruchem o charakterze totalitarnym i wrogim demokracji. Wszelkie idee związane z wprowadzeniem prawa szariatu jako prawa krajowego lub funkcjonującego do niego równolegle (…) traktujemy jako zagrożenie. Podobnie traktujemy głoszenie przez islamistów idei godzących w podstawy współczesnej demokracji liberalnej, takie jak prawo do wolności wypowiedzi, sekularyzacja, równość płci, wolność wyznania i prawo do jego zmiany”.

W tym samym miejscu mówimy, że „popieramy wolność praktykowania religii islamu przez muzułmanów, dopóki nie narusza to wyżej wymienionych zasad”. Co ciekawe, Konrad Pędziwiatr twierdzi, że posiada zrzut ekranu naszej strony z 15 grudnia 2015 roku, który ma dowodzić, że mamy takie poglądy, jakich nie mamy. W tym miejscu polecam wszystkim zainteresowanym nasze wypowiedzi broniące budowy meczetu przez członków Stowarzyszenia Muzułmańskiego Ahmadiyya. Czy dr Pędziwiatr przemilcza je z powodu ignorancji, czy złej woli? Tego nie sposób rozstrzygnąć.

Zarzuty bez argumentów

Pędziwiatr pisze także, że na Uniwersytecie Wrocławskim dr Piotr Ślusarczyk głosił poglądy islamofobiczne, ale jednocześnie nie dokumentuje swojego twierdzenia żadnym argumentem, ani konkretnym cytatem. Słowem., pisze o wystąpieniu, którego nie słyszał.

Publikacja Konrada Pędziwiatra narusza, w naszej opinii, standardy naukowej rzetelności oraz nasze dobre imię.

W języku polskim słowo „islamista” początkowo znaczyło tyle, co badacz islamu. Obecnie występuje częściej w znaczeniu – „zwolennik politycznego islamu”. Czytając elaborat Konrada Pędziwiatra można odnieść wrażenie, że te dwa znaczenia się w nim przenikają.




Dżihadysta z Polski zginął w prowincji Aleppo

Polski dżihadysta Abu Khattab Al-Bolandi zginął w prowincji Aleppo w Syrii, podało 1 marca biuro prasowe Państwa Islamskiego.

Informacja pojawiła się na forum dżihadystów Shumoukh Al-Islam, a także na wielu kanałach Telegramu związanych z ISIS. Abu Khattaba opisywano tam jako obywatela polskiego, prosząc Allaha, by go przyjął. To pierwszy raz kiedy Państwo Islamskie przedstawia terrorystę z Polski.

Część z doniesień mówi o tym, że Polak zginął w zamachu samobójczym prowadząc samochód wypełniony materiałami wybuchowymi. (j)




Euroislam.pl prostuje przekłamania raportu RPO

Jan Wójcik
Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar zamówił raport w redakcji Kultury Liberalnej na temat „Negatywnego obrazu muzułmanów w polskiej prasie”.

Nie mam intencji ani czasu zajmować się całym raportem przygotowanym pod redakcją dr Karoliny Wigury, ale w dwóch przypadkach autorzy raportu odnieśli się do publikacji Euroislam.pl, przedrukowanych przez portal Fronda. Postaram się wyjaśnić nieścisłości tych cytatów oraz ujęcie ich przez autorów raportu w dogodnym dla nich kontekście.

W pierwszym przypadku zostałem zacytowany personalnie, jako przykład autora piszące o „seks dżihadzie”, co bardzo mnie zaskakuje, bo nigdy o takowym nie pisałem. Zacytowano fragment artykułu o molestowaniu w Kolonii: „Sylwestrowe ataki dziczy w Kolonii, Hamburgu i Stuttgarcie przypominają plemienne wojny, w których chodzi o rozsianie swojego nasienia, poniżenie kobiet i mężczyzn, zniszczenie tkanki społecznej przeciwnika. To nie atak na osoby, a na całą społeczność”.

O ile rozumiem, że możemy się spierać czy publicysta powinien używać w ogóle słowa „dzicz” – chociaż nie zamierzam wycofywać się z określenia użytego wobec kolońskich napastników – to niezrozumiałe jest zainteresowanie drugą częścią wypowiedzi. W licznej literaturze przedmiotu gwałty, molestowanie, dokonywane masowo, mają nie tylko charakter indywidualny, ale i społeczny. Nawet jeżeli kobieta jest zawsze najciężej dotknięta gwałtem i molestowaniem, to nie cierpi ona sama, lecz cierpi wraz z nią rodzina, a w wojnach, w których gwałtów dokonuje się masowo, kobieta często jest narzędziem pognębienia przeciwnika. Podobne zdanie wyraziła we „Frankfurter Algemeine Zeitung” była kustosz katedry w Kolonii, bezpośredni świadek zajść pamiętnego Sylwestra, Barbara Shock-Werner, uznając całość za atak wymierzony w kulturę Niemiec.

Wierzę, że RPO na sercu leży także dobro mniejszości homoseksualnej czy żydowskiej, a także sprawa równości kobiet i stosunku islamu do innych wyznań.

Żeby jednak móc zakwalifikować tę opinię jako opis „seks dżihadu” musiałaby pani dr Wigura jeszcze wykazać, że wiążę to z nakazem wynikającym z religii i obowiązującym społeczność, a tego nigdy nie zrobiłem. Temat „taharrusz”, zwyczaju grupowego molestowania kobiet przez mężczyzn, zaimportowanego z Północnej Afryki, był szeroko omawiany na naszym portalu, nigdy jednak jako cecha określająca całą społeczność muzułmanów.

Piotr Ibrahim Kalwas, polski muzułmanin, próbował – wypowiadając się na Euroislam.pl – doszukiwać się innych przyczyn takiego zachowania: nadmiernego postu i wybuchu „czarnego mistycyzmu” w formie odreagowania, a także nadmiernej w islamie kontroli społecznej nad seksualnością.  Jednak zarówno on, jak też autorka książki „Seks i cytadela” Shereen el Feki, wiążą te zjawiska z religijną i patriarchalną opresją wobec seksualności, – więc związek z islamem istnieje, chociaż nie w formie „seks dżihadu” – jak chciałaby autorka raportu.

Sprawa drugiego cytatu jest łatwiejsza dla mnie, ale niestety świadczy o większej niekompetencji autorów raportu. Otóż zostaliśmy jako źródło powiązani z tytułem, jaki naszemu artykułowi nadała Fronda, mianowicie: „Będzie islam, będą gwałty”. Zalecałbym jednak w takich przypadkach sprawdzanie u źródła i większą rzetelność – bo nigdy u nas takiego tytułu nie było. Nasz brzmiał: „Islam zezwala na gwałt i molestowanie nieletnich”.

Był to artykuł duńskiego psychologa Nicolaia Sennelsa, krytyczny wobec islamu, ale nie bez podstaw. Jestem w stanie bronić tej tezy i wskazać te zapisy w podstawach islamskiego prawa, a także cytaty muzułmańskich uczonych, którzy takie zjawiska sankcjonują – ponieważ seks osoby dorosłej z osobą nieletnią (wiek zgody w Polsce to 15 lat) jest rozpatrywany przez prawo jako gwałt. A islam determinuje zgodę na seks od dojrzałości płciowej.

Na zdjęciach wśród zebranych podczas omówienia raportu u Rzecznika Praw Obywatelskich muzułmanów dojrzałem twarz muftiego Ligi Muzułmańskiej w RP, Nedala Abu Tabaqa. Można wtedy było skorzystać z okazji i zapytać go o twórczość jego syna, który tłumaczył w internecie, że muzułmanka dojrzała psychicznie i fizycznie, tak jak żona Proroka – chociaż według naszego prawa byłaby uznana za niedojrzałą – mając 13 lat w kraju muzułmańskim może zostać poślubiona. W tych samych wpisach Tabaq junior często wspominał o ojcu, że radzi się go w sprawach religii.

Kończąc prostowanie tych nieścisłości wyrażam nadzieję, że Rzecznik Praw Obywatelskich pan Adam Bodnar zajmie się nie tylko muzułmanami jako prześladowaną mniejszością, ale także dyskryminacją wobec innych mniejszości, jaką głosi się wśród części tego środowiska. Wierzę, że na sercu leży mu również dobro mniejszości homoseksualnej czy żydowskiej, a także sprawa równości kobiet i stosunku islamu do innych wyznań oraz do praw człowieka. W razie potrzeby portal Euroislam.pl służy odpowiednią dokumentacją.

PS: Zachęcam też do dyskusji z nami panią dr Karolinę Wigurę, której wywiad z profesorem Bassamem Tibim był dla mnie przyjemną lekturą. Może się okazać, że odwołując się do profesora Tibiego tak bardzo się nie różnimy.




Po Ełku, bez histerii

Jan Wójcik

Ujawnione do tej pory fakty dotyczące zabójstwa i zamieszek w Ełku nie są specjalnie skomplikowane.

Ofiara wg policji wpadła do kebabu i ukradła napoje. Za to została zadźgany nożem przez jednego z pracujących tam obcokrajowców, wśród których byli obywatele Tunezji, Algierii i Maroka. Prokuratura postawiła już zarzut Tunezyjczykowi i zastanawia się nad drugą osobą. Następnego dnia pod barem zebrali się mieszkańcy Ełku, którzy zaczęli w końcu demolować lokal, dalej doszło do konfrontacji z policją. Zaatakowany został też inny bar powadzony przez tego samego właściciela, nadmieńmy – polskiego przedsiębiorcę.

„Zaczęło się i u nas” twierdzą jedni, popierając tę społeczność, która gdyby mogła dokonałaby linczu na sprawcach. „Nie róbmy z chuligana ofiary”, mówią inni, jakby nie dostrzegając, że pracownicy kebaba dokonali samosądu i to bardzo nieproporcjonalnego w stosunku do przewiny. Komentarze typu, że „Arabowie nie rozumieją języka cywlizowanych ludzi” pomijając, że nie oddają prawdy to sugerują, że powinniśmy stać się dziczą. Jeżeli mamy pozostać państwem prawa, to nie można odpowiadać linczem na lincz.

Jeżeli mamy pozostać państwem prawa, to nie można odpowiadać linczem na lincz.

W pewnym sensie ma racje Marcin Celiński z Liberte, że „gdyby w lokalu swojski pan Zdzisio albo Grzechu sprzedawali zapiekanki, opisane wyżej tragiczne zdarzenie trafiłoby na 15 stronę lokalnej gazety jako notka w rubryce kryminalnej”.

Niestety prawdą jest też, że liczba ataków z użyciem noża w Wielkiej Brytanii wzrosła, a eksperci od kryminalistyki twierdzą, że ma to związek z migracją. W 2013 roku Metropolitan Police podała, ze ponad 70% rabunków z użyciem noża zostało dokonanych przez osoby pochodzące spoza Europy.

Przygotowując raport dla polskich polityków w sprawie otworzenia się Polski na imigrację, wskazywaliśmy (Stow. Europa Przyszłości), powołując się na badania różnych instytucji i statystyki rządowe, że na zachodzie Europy znacząco wyższa przestępczość w środowiskach imigracyjnych jest normą. W ubiegłym roku doszło też do kilku spektakularnych zamachów z użyciem noża w Europie Zachodniej.

Tak więc, mając liczną polską emigrację i powszechne w telewizji informacje, niepotrzebne jest – jak robi to Celiński – szukanie winnych w politykach tworzących „atmosferę strachu”, bo znowu mamy do czynienia z sytuacją, gdzie problem szerszy i poważniejszy wykorzystuje się do polskiego piekiełka.

I nie będzie niczego lepszego dla uspokojenia nastrojów, niż właściwe rozliczenie tej sprawy. Na razie dobrym krokiem jest to, że media polskie w przeciwieństwie do zachodnich nie mają problemu z określeniem narodowości sprawcy. Miejmy nadzieję, że nie włączą się jednak sympatycy wielokulturowości, którzy, jak przed laty w swojej „Brunatnej Księdze” organizacja Nigdy Więcej, posądziliby o islamofobię prokuratora, który zastosuje areszt tymczasowy wobec podejrzanych.