Dżihad i narkotyki: wykorzystać słabość niewiernych

Włoska policja finansowa skonfiskowała na początku lipca 14 ton amfetaminy – 84 miliony pigułek o wartości miliarda euro. To największa ilość amfetaminy przechwycona na świecie. Początkowo towar zidentyfikowano jako wysyłkę ze strony ISIS, ale okazało się, że za transportem narkotyków stał głównie reżim Asada.

Niezależnie od ostatecznego odbiorcy, ponownie wywołuje to pytanie o związki handlu narkotykami z terroryzmem.

Kontakty terrorystów z przestępczością zorganizowaną są monitorowane już od dłuższego czasu. Mafia pomagała przesłać pieniądze terrorystom odpowiedzialnym za zamach w Madrycie w 2004 roku. Mafia dostarczała broń, zabezpieczała logistykę, zapewniała podrabiane dokumenty, na których swoje działanie oparli zamachowcy z komórek terrorystycznych w Paryżu i Brukseli, którzy przeprowadzili ataki w 2015 i 2016 roku.

„Narkotyk dżihadu”

Narkotyki są tak lukratywnym biznesem, że przemyt broni i kamieni szlachetnych blednie przy nich, zwłaszcza jeżeli chodzi o kokainę. Tabletki przechwycone w porcie w Salerno miały na sobie logo Captagonu, kiedyś medycznego produktu, którego wytwarzanie zakończono, ale narkotyki z tym logo są często przejmowane na Bliskim Wschodzie.

Captagon znany był od lat jako „narkotyk dżihadu”, używany przez obie strony konfliktu w Syrii. O jego produkcję oskarża się także libański Hezbollah. Znajdowano go też w lokalach należących do komórek ISIS w Europie, jak ta odpowiedzialna za atak w Paryżu na Bataclan. Narkotyk redukuje strach i stymuluje, co przydaje się w przeciągających wymianach ognia.

Dla dżihadystów to nie tylko sposób na zebranie środków na działalność terrorystyczną. Starają się upiec dwie pieczenie przy jednym ogniu, gromadząc środki finansowe i zarazem osłabiając zachodnie społeczeństwa niewiernych (kuffar). Z jednej strony opierają się na przepisach Koranu zakazujących intoksykacji, uważających picie alkoholu za grzech. Z drugiej, traktują te nakazy jako obowiązujące muzułmanów, a działanie na rzecz osłabienia wroga jest także w zgodzie z ich interpretacją religii.

Zyskują także rozgrzeszenie w oficjalnej propagandzie ISIS, tak jak grupa francuskiej młodzieży „popierająca mudżahedinów”, która obrabowała z pieniędzy lokalnego dilera narkotyków. Robili to dla sprawy zbliżenia się do Boga, a nie po to, żeby szerzyć zepsucie i nieposłuszeństwo, jak wyjaśniał „Rumiyah”, magazyn internetowy Państwa Islamskiego. W praktyce wiele osób ze świata przestępczego, które przeszły na stronę terroryzmu, pomimo „nawrócenia” dalej piło alkohol czy sięgało po narkotyki.

Maki przeciwko niemuzułmanom

Za czasów rządów talibów w Afganistanie mułła Omar zakazał uprawy roślin do produkcji narkotyków przez rolników, ale jednocześnie sam Taliban starał się czerpać z tego zyski. „Uprawiamy to, ponieważ to niszczy niemuzułmanów. A powinniśmy robić wszystko, co przynosi straty niemuzułmanom…. Islam mówi, że to nie jest dozwolone. Natomiast my nie dbamy o to, czy to dozwolone, czy zabronione, ponieważ, my tylko mówimy, że hodujemy maki przeciwko niemuzułmanom” – oświadczył jeden z członków afgańskiego ugrupowania, cytowany w raporcie London School of Economics.

Jednym z klasycznych przypadków finansowania dżihadyzmu poprzez handel narkotykami była związana z Al-Kaidą i funkcjonująca na Sahelu grupa Ruch Jedności i Dżihadu w Zachodniej Afryce, MUJAO. Jej powstanie było sfinansowane przez watażków zajmujących się przemytem narkotyków i częściowo służyła do ochrony ich biznesu.

W Libii czy w Afganistanie ISIS używa swoich sieci, żeby „opodatkować” przemytników. Pojawiały się też doniesienia od kobiet, uciekinierek z obozów grupy Al-Shabaab, które informowały o zmuszaniu ich do przyjmowania narkotyków.

Pozostaje pytanie, dlaczego captagon, narkotyk, który jest powszechny na Bliskim Wschodzie i w rejonach konfliktów, trafił do Europy. Włosi podejrzewają, że ograniczenia związane z pandemią zredukowały podaż amfetaminy, dlatego mafia chce uzupełnić braki na rynku.

Jan Wójcik

Źródła: EER, CTC, LSE, ABC News, Euroislam

Obserwuj autora na Twitterze: @jankwojcik




Państwo Islamskie jako quasi państwo

Jak wyglądała struktura ISIS, jakie zasady panowały w Państwie Islamskim i jakie dżihadyści mieli cele? Badacze terroryzmu przeprowadzili wywiad z wysokim rangą, uwięzionym w Iraku członkiem ISIS.

Hajji Abdul Nasser Qardash był ważnym funkcjonariuszem Państwa Islamskiego. Zatrzymany przez siły amerykańskie w 2005 roku jako członek Ansar al-Islam, dwa lata później wypuszczony, złożył przysięgę na wierność Al-Kaidzie w Iraku. W 2011 roku przedstawiono go Abu Bakrowi Al-Baghdadiemu. Miał duży wpływ na tworzenie się ISIS; jego ideą było połączenie frakcji terrorystycznych w Iraku i Syrii.

Szczegóły, które Qardash podał prowadzącemu wywiad Hushamowi Al-Hashimiemu, powinny być traktowane z ostrożnością, ale weryfikowane były w innych wywiadach z członkami ISIS.

Przede wszystkim, głównym według Qardashiego powodem powstania ISIS była mobilizacja sunnitów wokół Baghdadiego, wykorzystująca sektariańskie podziały i konflikt z szyitami w Iraku i alawitami w Syrii. Mówi też o bezczynności sąsiednich krajów arabskich, które traktowały to początkowo jako sprawę konfliktu wewnętrznego Iraku i Syrii.

Zasady organizacji państwowości, która miała zająć tereny Iraku i Syrii, podważając ówczesne granice, opierały się na ścisłym podporządkowaniu Baghdadiemu i Abu Ala al-Afriemu (zginął w 2016), który był dowódcą organizacji w Syrii. Jedyną religią dozwoloną na tym obszarze był sunnicki islam w interpretacji Baghdadiego i Afriego. Ktokolwiek odchodził od tych zasad, nawet będąc salafitą czy członkiem Al-Kaidy, uznawany był za apostatę i przeciwnika.

ISIS zapewniało ochronę tylko tym, którzy złożyli przysięgę na wierność liderom – każdy, kto związał się z kalifatem miał zapewnione bezpieczeństwo osobiste i swojej rodziny oraz majątku. Wszystkie władze sądownicze czy administracyjne były rozdzielane ze względu na lojalność wobec przywódcy. Sędziowie mieli orzekać zgodnie z naukami wiary interpretowanymi przez Afriego i Baghdadiego.

ISIS nie musiało, jak inne organizacje terrorystyczne, zajmować się produkcją narkotyków, żeby utrzymać wojenną gospodarkę. Terroryści zdobyli dużą ilość zabytków ruchomych, które sprzedawali do Europy i innych krajów świata. Najgorzej szło im z artefaktami syryjskimi, które były dobrze udokumentowane, więc w zemście za niemożliwość ich eksportu na Zachód zostały zniszczone.

Drugim źródłem wpływów był przemyt ropy naftowej, który został dozwolony przy pomocy fatwy, dopuszczającej handel z wrogiem w trakcie zawieszenia broni. Zarządzał tym członek ISIS, który miał duże doświadczenie przemytnicze i relacje z lokalnymi i regionalnymi wrogami. Poza tym, incydentalnie i jednorazowo Państwo Islamskie wybiło złote monety z dwóch ton 21-karatowego złota.

Budżet był scentralizowany i każdy willajat, okręg, otrzymywał raz w miesiącu środki finansowe. Roczny budżet jednego z willajatów, którym zarządzał Qardashi w 2015 roku wynosił 200 milionów dolarów. I to pieniądze, jego zdaniem, najbardziej motywowały  miejscowych do brania udziału w dżihadzie prowadzonym przez ISIS.

Pozostała struktura organizacyjna była jednak zdecentralizowana. Poza głównymi liderami nie było ścisłej organizacji i wszystko opierało się na ogłoszeniu lojalności wobec ISIS. Poza terenem Syrii i Iraku, w innych krajach gdzie powstawało ISIS, struktura była już zupełnie niezależna. Cała komunikacja, finansowanie, ściąganie zagranicznych bojówkarzy, były pod kontrolą jednego człowieka, bliskiego Baghdadiemu, znanego jako Abu Ibrahim al-Qurashi al-Hashimi, który prawdopodobnie obecnie jest liderem ISIS. Miał on kontakty z Algierczykami, Tunezyjczykami, Egipcjanami i Libijczykami.

Struktura kalifatu opisana przez Qardashiego była nieskomplikowana. Na czele stał kalif Baghdadi, który wraz z wiernym, bliskim kręgiem dżihadystów jeszcze z czasów Al-Zarqawiego, decydował o polityce państwa. Decydowali oni o funduszach, mediach, działaniach wojennych czy obsadzie stanowisk. Komitet Delegatów zajmował się sprawami administracyjnymi.

Biuro Żołnierzy istniało w każdym willajacie i było odpowiedzialne za prowadzanie akcji militarnych pod dowództwem wojskowego lidera willajatu. Prowadzili walkę partyzancką, bezpośrednią, podkładali ładunki wybuchowe, dokonywali samobójczych zamachów i starali się infiltrować wroga. Z kolei Biuro Ogólnego Bezpieczeństwa odpowiedzialne było za rekrutację w social mediach, transport samobójców zamachowców, przygotowanie obozów szkoleniowych, zakup broni, a także organizację tajnych miejsc spotkań, kryjówek, śledzenie korespondencji.

Jednym z pilniej strzeżonych sekretów było Biuro Pieniędzy, Złóż i Datków, które dbało, by wszystkie inwestycje ISIS i osób sympatyzujących z nim, szczególnie te dokonywane poza Irakiem i Syrią, były utajnione. Qardashi jednak ze swojego doświadczenia wiedział, że we wschodniej Syrii były cztery główne źródła finansowania organizacji: przemyt ropy naftowej, przemyt broni i towarów, pieniądze z okupów za porwania celebrytów, dziennikarzy, członków organizacji humanitarnych i lokalnych notabli, oraz dochody ze sprzedaży ciał martwych lub zabitych osób – była to „sprzedaż ciała niewiernego”.

Za najważniejszą gałąź działalności ISIS Baghdadi uważał media. To obecność Państwa Islamskiego w mediach zarówno głównego nurtu, jak i społecznościowych, miała przyczynić się do jego zwycięstwa. Baghdadi twierdził, że ciągłe ataki, zmęczenie wroga, zwłaszcza poprzez zamachy przeprowadzane w Europie, były ważniejsze niż zwycięstwa w bitwach. Dopiero to miało przynieść sukces organizacji.

Jednym z wniosków, który analitycy wyciągnęli z rozmów z funkcjonariuszami ISIS, jest wiedza o  funkcjonowaniu terrorystów dzięki destabilizacji harmonii społecznej, dzięki niszczeniu lokalnych struktur, zastępowaniu ich swoimi i uzależnianiu społeczeństwa od pomocy Państwa Islamskiego. Przy braku dobrych teologów i prawników, organizacje ISIS powstające w innych krajach niż Syria i Irak mogą być zwalczane poprzez wzmacnianie, szkolenie i zbrojenie sunnickich muzułmanów do obrony przed terrorystami.

Jan Wójcik

Źródło: Center for Global Policy




Czy Sahel będzie nową twierdzą dżihadystów?

Rozmowa w polityko.com o tym jak wyglądają postępy dżihadystów na Sahelu, o ich ekspansji na południe do innych państw, o przyczynach tej sytuacji i o tym jakie stanowi to ryzyko dla Zachodu i jaka jest na nie odpowiedź.




Szwecja przyjmie dzieci ISIS, rodziców zostawi w Syrii

Szwecja planuje repatriację wszystkich nieletnich, które są dziećmi osób związanych z Państwem Islamskim. Rząd zamierza jednak rozdzielić rodziny.

„Szwecja pracuje nad repatriacją dzieci związanych ze Szwecją, gdziekolwiek i kiedykolwiek to jest możliwe”, powiedział ambasador ds. humanitarnych szwedzkiego MSZ Per Örnéus. W podobnym tonie wypowiadała się w kwietniu minister spraw zagranicznych Margot Wallström, która zapewnia, że każdy przypadek będzie indywidualnie rozpatrywany.

Procedura jednak zakłada, że dzieci zostaną oddzielone od rodziny. „Nigdy nie opuszczę dzieci. Nie zgodzę się, by wróciły do Szwecji beze mnie” – taki komentarz zdobył, przez przemycony telefon, dziennik „Expressen” od matki przebywającej z dziećmi w obozie strzeżonym przez Kurdów.

Matki pochodzące ze Szwecji, które po upadku Państwa Islamskiego przebywają w obozach na terenie Syrii, wiedzą, że droga do Szwecji jest dla nich zamknięta. Jedyną opcją, jak podaje dziennik, jest ucieczka i zapłata za przemyt.

Ich obawa przed rozdzieleniem może mieć związek nie tylko z troską o los oddzielonych dzieci. Dorośli związani z ISIS, zdaniem szwedzkiego rządu, powinni zostać osądzeni w północno-wschodniej Syrii. Może to także oznaczać kary śmierci dla niektórych. Kurdyjska autonomia na tym obszarze wyraziła także wolę przeprowadzenia procesów sądowych.

W obozach dla uchodźców przebywa około 80 dzieci ISIS związanych ze Szwecją, których rodzice udali się do Syrii, by walczyć po stronie dżihadystów z Państwa Islamskiego.

„Wiele z tych dzieci jest niedożywionych, ma zapalenie płuc czy inne choroby, tak więc to są niebezpieczne dla nich miejsca”, twierdzi organizacja „Save the Children” lobbująca za sprowadzeniem dzieci do krajów pochodzenia.

Ogółem w obozach przebywa około 9,5 tysiąca dzieci z czterdziestu narodowości, z czego w 2019 roku repatriowano tylko 350, najwięcej do Kazachstanu i Kosowa.

W 2019 roku do Szwecji przybyło pierwszych siedmioro dzieci, terrorysty Michaela Skårmo. Skårmo wraz z żoną, według relacji świadków zginęli w Syrii. Tu więc sprawa była o tyle łatwiejsza, że były to sieroty i uregulowanie ich statusu było w interesie i Szwecji, i Kurdów. Kobiety Państwa Islamskiego pochodzące ze Szwecji są już świadome, jak donosi dziennik, że Szwecja będzie naciskała na ich rozdzielenie od dzieci i nie chcą zgodzić się na taką sytuację.

Opublikowany w czerwcu raport West Point na temat resocjalizacji dzieci terrorystów z jednej strony podkreśla wagę rodziny w procesie przystosowania się do nowego życia, z drugiej jednak specjaliści są świadomi, że w niektórych sytuacjach jedynym wyjściem jest oddzielenie dzieci od patologicznego środowiska.

Trudno jest znaleźć też poparcie w krajach ojczystych dla takich działań. 89% Francuzów obawia się powrotu dżihadystów, a 67% jest przeciwnych repatriacji dzieci ISIS. Zostawienie ich na miejscu to jednak nie rozwiązanie –  specjaliści ostrzegają, że skończy się to ucieczkami i ludzie ci w efekcie pojawią się w sposób niekontrolowany i tak w innych miejscach, stanowiąc większe zagrożenie. Przypominają też, że Państwo Islamskie wylęgło się w więzieniach w Iraku.

Popularny w Szwecji film „Kalifat”, pozytywnie oceniany przez specjalistów od terroryzmu, pokazywał proces radykalizacji i niebezpieczeństwo, jakie dla społeczeństwa stanowią islamistyczni radykałowie. Pokazał także sytuację kobiet, które zostały zmanipulowane lub podstępem ściągnięte do kalifatu i jak dramatyczne próby podejmowały, żeby się z niego wydostać. (jw)

źródła: Expressen, The Local, Foreign Policy, Save the Children




Walka u boku Kurdów to nie terroryzm

Brytyjska prokuratura zdecydowała nie wnosić do sądu sprawy czterech mężczyzn oskarżanych o wspieranie zbrojnej organizacji syryjskich Kurdów, YPG, walczącej poprzednio z ISIS, a obecnie z inwazyjnymi wojskami tureckimi.

Oskarżonymi byli 29-letni Daniel Newey, jego ojciec, brat oraz przyjaciel, były spadochroniarz, Daniel Burke, który od grudnia przebywał w więzieniu.

Daniel Newey walczył w szeregach YPG z Państwem Islamskim w latach 2017-2018. Powrócił do Wielkiej Brytanii i udał się ponownie do Syrii w grudniu ubiegłego roku, po inwazji wojsk tureckich, które zmusiły Kurdów do wycofania się z części terenów przygranicznych.

Turcja uważa YPG, podobnie jak działającą z Iraku kurdyjską organizację PKK za organizacje terrorystyczne, natomiast Unia Europejska klasyfikuje tak tylko PKK, zaś YPG jest popierane zarówno przez Amerykanów  jak i kraje unijne.

Daniel Newey został pomimo to oskarżony o udział w organizacji terrorystycznej, jego brat o pomoc takiej organizacji (pomógł wypełnić wniosek o paszport), a ojciec o finansowe wspieranie terroryzmu (pożyczył synowi 150 funtów).

Przyjaciel Daniela Neweya, Daniel Burke, również walczył w szeregach YPG z ISIS, pomagał w wyjeździe Neweyowi i sam przygotowywał się do wyjazdu do Syrii, by pomagać Kurdom w walce z wojskami tureckimi. Postawiono mu w związku z tym kilka zarzutów i od grudnia 2019 trzymano w więzieniu. Teraz, bez wyjaśnienia powodów, prokuratura zrezygnowała z oskarżeń wobec niego i rodziny Neweyów, i Burke wyszedł z więzienia.

Z Wielkiej Brytanii do Syrii, aby walczyć w szeregach kurdyjskich przeciwko Państwu Islamskiemu, wyjechało od 20 do 60 osób. Tylko wobec dwóch sporządzono akty oskarżenia. Oskarżenie wobec byłego żołnierza Jima Matthewa, obwinianego o udział w obozie treningowym terrorystów, niespodziewanie wycofano w 2018, natomiast Aidan James został skazany na rok więzienia za obecność w obozie PKK w czasie szkoleń członków tej organizacji.

Po przeciwnej stronie, w szeregach ISIS, walczyło kilkadziesiąt razy więcej osób mieszkających w Wielkiej Brytanii. Szacuje się, że było ich około 900, z czego połowa powróciła do Wielkiej Brytanii. Około 40 oskarżono o różne przestępstwa kryminalne, ale tylko około 20 ma zarzuty związane z terroryzmem. Reszta, pomimo udziału w jednej z najbardziej brutalnych organizacji terrorystów muzułmańskich w dzisiejszym świecie, pozostaje bezkarna.

Zarzuty wobec walczących w szeregach kurdyjskich stawiane były w oparciu o Terrorism Act (Ustawę o Terroryzmie), pochodzący sprzed 20 lat. Definicja działalności terrorystycznej w tym dokumencie („działanie lub groźba działania, które ma wywrzeć wpływ na organizację rządową albo zastraszyć ludność cywilną z powodów politycznych, ideologicznych czy religijnych”) jest na tyle nieprecyzyjna, że w czasie ówczesnej debaty posłowie pytali, czy Kurdowie walczący z reżimem Saddama Husajna też będą uznawani za terrorystów. Minister spraw wewnętrznych uznał wtedy takie pomysły za wytwory „chorej wyobraźni”. Jak się okazało, posłowie mieli jednak uzasadnione powody do niepokoju. (gl)

Na podstawie BBC, BBC i Manchester Evening News

 




Nieletni z Państwa Islamskiego: trudna droga do normalności

Jak ma przebiegać deradykalizacja nieletnich związanych z Państwem Islamskim, opisują autorzy raportu centrum antyterrorystycznego w akademii West Point.

Nieletni, będący kiedyś pod jurysdykcją Państwa Islamskiego, kontynuują swoje życie w warunkach niebezpiecznych i bardzo zmiennych, co pogłębia ich radykalizację. Specjaliści uważają, że opóźnione działania podjęte wobec nich mogą skutkować tym, że w przyszłości staną się przestępcami.

Nie chodzi tu tylko o doświadczenia z Państwa Islamskiego, bo realistycznie wielu nieletnich spędziło więcej czasu jako osadzeni w obozach, niż w ISIS. Trzeba też pamiętać, że nie stanowią oni monolitu – różne czynniki, takie chociażby jak płeć, wiek, pochodzenie, droga do Państwa Islamskiego, status ich rodziny w ramach organizacji, powodują konieczność przyjęcia zróżnicowanych metod rehabilitacji.

Dzieci jako inwestycja taktyczna

Islamska propaganda używała dzieci do swoich materiałów, by pokazać determinację i wychowanie młodzieży na przyszłych bojowników Państwa Islamskiego. W jednym z materiałów z 2017 roku, 10-letni Yusuf grozi Zachodowi i przeładowuje magazynek karabinu maszynowego. Dzisiaj wraz z rodzeństwem przebywa w Stanach Zjednoczonych, oddzielony od matki, która wywiozła go do Syrii.

Dwoje starszych z rodzeństwa jechało do Syrii, a dwójka urodziła się na miejscu. Byli wystawieni na różne rodzaje przemocy, zabiedzeni i w inny sposób doświadczali swojej sytuacji. Ich ojciec zginął w ataku rakietowym. Rodzina posiadała trójkę niewolników jazydzkich. To wszystko stwarza skomplikowaną sytuację na drodze do ich rehabilitacji. A to tylko kilka przypadków w ramach jednej rodziny.

Państwo Islamskie nie traktowało dzieci, a w szczególności chłopców, jako ostatniej deski ratunku. Byli oni dla nich inwestycją taktyczną w przyszłe siły zbrojne. Poświęcano im tam wiele uwagi; przechodzili szkolenie bojowe, a także ideologiczne. Dzieci dołączały do ISIS na kilka sposobów: jako nastolatkowie uciekający z domu, podróżując z opiekunami, będąc schwytanymi przez terrorystów, czy po urodzeniu się już na miejscu.

Ich mobilizacja na rzecz terrorystów też była różna. Obejmowala skrajne sytuacje dobrowolności i przymusu. Inaczej podchodzono do szesnastolatków, inaczej do dziesięciolatków. Stworzono złożony system wciągania młodzieży w działalność organizacji, wykorzystując takie metody, jak oferowanie dóbr materialnych, osobistych relacji, nagród społecznych, potrzeby przynależności i inspiracji.

Socjalizacja do nienawiści i przemocy

Przygotowano też system socjalizacji nieletnich do warunków w Państwie Islamskim i akceptacji przemocy. Składało się to z kolejnych etapów cyklu: “uwiedzenie, kształcenie, selekcja, ujarzmienie, specjalizacja i umiejscowienie w strukturach”. Istotną rolę w wychowaniu chłopców i dziewczynek odgrywały matki.

Chociaż oburzają nas materiały propagandowe, w których dzieci są wykonawcami egzekucji, czy znęcają się nad więźniami ISIS, nie było to jednak powszechne.

Poświęcony był temu instruktaż pod nazwą “Rola sióstr w dżihadzie”. Wyjaśniono w nim, jak wzbudzić w dziecku złość do niewiernych, jak przygotować je przed bitwą, czy jak wystawiać je na kontakt z materiałami wideo z przemocą. Dziewczynki wychowywano tak, żeby spełniały model skromnej, posłusznej i czystej kobiety muzułmańskiej. Od pewnego wieku ich edukacja stawała się coraz bardziej domowa.

Chłopcy też mieli różne role w działaniach Państwa Islamskiego, byli na przykład przydzielani do zajęć niewymagających przeszkolenia militarnego, takich jak przenoszenie informacji czy broni. Starsi chłopcy, popularni wśród równiesników, szkoleni byli na kaznodziejów i osoby propagujące zasady  islamskiego państwa. Część jednak była także używana jako strażnicy graniczni czy szpiedzy.

ISIS upadło, przemoc pozostała

Chociaż oburzają nas materiały propagandowe, w których dzieci są wykonawcami egzekucji, czy znęcają się nad więźniami ISIS, nie było to jednak powszechne. Był to jedynie zabieg propagandowy mający na celu szokowanie odbiorców.

Dzieci były też narażone na przemoc domową i przemoc seksualną. Spotykały się z gwałtami, przymusowymi małżeństwami, handlem ludźmi, co dotyczyło szczególnie społeczności jazydzkiej. Ale kobiety także w domu doświadczyły przemocy, a powszechnie uznawano, że dziewczynki w wieku powyżej 9 lat nadają się do zamążpójścia.

Ich sytuacja wcale się nie poprawiła po upadku Państwa Islamskiego. Przebywają obecnie w obozach, w których doświadczają opuszczenia i porzucenia, bowiem ich rodzice często już nie żyją. Doświadczają tam także przemocy i braku podstawowych środków do życia. Przemoc ta może dotyczyć ich na różne sposoby. Mogą być jej obiektem, mogą stresować się, że ich też dotknie, aż wreszcie staje się czymś normalnym w codziennym życiu. Biorąc zaś pod uwagę ograniczenia życia obozowego, nikt nie ponosi za nią odpowiedzialności.

Co zrobić, gdy wrócą?

Jeżeli takie dzieci uda się repatriować do domu, badacze podkreślają problemy, jakie w związku z tym będą stały na drodze do ich rehabilitacji: zdrowie fizyczne i psychiczne, kwestie tożsamości, indoktrynacji, a także podatność na stygmatyzację i dyskryminację. Dlatego też autorzy raportu proponują, żeby najpierw zająć się fizycznym i psychologicznym dobrostanem nieletnich, a następnie – w zależności od kontekstu – indoktrynacją, której doświadczyli. Potem pomóc im zbudować nową tożsamość; a wreszcie zabezpieczyć przed stygmatyzacją i dyskryminacją.

W pierwszym przypadku chodzi o zniuansowane podejście. W zależności od doświadczeń dzieci do przeżywanych przez nich traum i stresów, zespołu stresu pourazowego PTSD itp. stosuje się różne metody, sięgając także po zastosowanie metod znanych terapii dzieci żołnierzy tj. rozbrojenie, demobilizacja i reintegracja (DDR).

Dzieci mogą doświadczać nadmiernej agresji, włączać przemoc w swoje zabawy, przeżywać koszmary nocne, doświadczać bólów brzucha, głowy i ograniczeń w nauce. Chroniczne doświadczenie stresu i przemocy mogło mieć też długoterminowe skutki wpływające na funkcjonowanie mózgu. Trzeba zająć się także tym, że dzieci, które wróciły do krajów ojczystych, mogą w dalszym ciągu być oddzielone od rodziców, co powoduje dodatkowy stres. Dlatego trzeba, zdaniem ekspertów, zadbać o przyjazne, otwarte, przyjmujące dziecko otoczenie. To długotrwały proces, a dzieci powracające z terenów walk i obozów mogą okazywać brak zaufania i ponaglanie ich będzie przeciwskuteczne.

Co do skutków indoktrynacji przeprowadzonej przez Państwo Islamskie, trwa dyskusja pomiędzy specjalistami. Osoby skłonne bardziej do deterministycznego postrzegania rzeczy będą uważać, że jest już za późno, ponieważ światopogląd ISIS przenika każdy element życia dziecka.

Inni, nie negując tych zastrzeżeń, uważają że i tak, pomimo wszystko mamy obowiązek podjąć skuteczne działanie. I tak jak Państwo Islamskie oddziaływało na dzieci na wielu poziomach, podobnie ich przywrócenie społeczeństwu musi również opierać się na wielowarstwowym podejściu. W szkole, w zajęciach pozalekcyjnych, w reunifikacji z rodziną, przy wsparciu psychologicznym, przy mobilizacji otoczenia dziecka i stworzeniu mu szans zawodowych. Chociaż wydawać się może, że zajęcie się indoktrynacją, jaką przeszło dziecko, jest najpilniejszą potrzebą po jego powrocie, to o wiele ważniejsze jest stworzenie mu na początku przyjaznego, otwartego otoczenia, twierdzą specjaliści.

Jak zbudować tożsamość w nowych warunkach

Dzieci, które wrócą do różnych krajów, nie będą też miały z nimi związku, a ich tożsamość łączyła się będzie bardziej z grupą osób, w której się wychowały. Może to skutkować izolacją i utrudnieniem procesu reintegracji. Nawet w przypadku tych nieletnich, którzy część życia spędzili wcześniej w krajach ojczystych, psychologowie sugerują, żeby raczej skupić się na budowaniu nowej odpowiedzi na to, kim jestem i kim mogę zostać, niż na próbie powracania do poprzedniego życia.

Dla części może być jednak trudne porzucenie swoich ról i odpowiedzialności wewnątrz Państwa Islamskiego oraz związanych z tym korzyści. Inni mogą trudniej odnajdywać się w społeczeństwie, które inaczej niż państwo szariackie traktuje role płci.

Wiele publikacji na tym etapie wskazuje też na potrzebę wzmocnienia decyzyjności dziecka, które do tej pory podlegało kontroli. Uzyskuje się to poprzez dokonywanie wyborów, zabieranie głosu w sprawie codziennych obowiązków czy samodzielne określanie swoich potrzeb. Ma to wzmocnić poczucie osobistej kontroli i własnej wartości. Tutaj ważna jest rola rodziny i opiekunów, co może być pomocą, ale też może komplikować sytuację, ponieważ dzieci wracają do różnych rodzinnych środowisk. Sama reunifikacja nie wystarczy, ponieważ rodzina musi brać udział w procesie psychologicznym nieletniego. W ostateczności może być wskazane oderwanie dziecka od jego rodziny.

Różnorodna będzie też odpowiedź na kwestię dyskryminacji i stygmatyzacji. Dzieci które były wykorzystywane w materiałach propagandowych, mogą napotkać duże problemy z prywatnością. Trudna może być też reakcja rodziców niezwiązanych z Państwem Islamskim, którzy mogą zabraniać lub mocno ograniczać swoim dzieciom relacje z tymi powracającymi, z uwagi na bezpieczeństwo. Chociaż te obawy i frustracja są zrozumiałe, to jednak będą działać przeciwko skutecznej reintegracji powracających.

Te wszystkie zastrzeżenia i problemy, pokazane w pracy specjalistów z West Point, mogłyby sugerować, że państwa zachodnie powinny unikać sprowadzania dzieci terrorystów do krajów ojczystych. Pamiętać jednak należy, że nie chodzi tu o decyzję w kwestii traktowania przestępców, a zarazem byłoby to porzucenie ofiar, którymi te dzieci tak naprawdę się stały.

Jan Wójcik

Obserwuj autora na Twitter @jankwojcik

Źródło: Combating Terrorism Center at West Point




Pierwsza kobieta planująca zamach samobójczy w Wielkiej Brytanii

Konwertytka Safiyya Amira Shaikh przyznała się, że planowała zamach samobójczy na Katedrę Św. Pawła w Londynie. Jak twierdzi jej obrona, szukała przyjaźni i akceptacji.

Terrorystka, 37-letnia była dyrektor firmy, we wrześniu 2019 roku przeprowadzała w Londynie rekonesans, sprawdzając poziom zabezpieczeń w Katedrze Św. Pawła. Miała przeprowadzić zamach na ten obiekt w trakcie świąt Bożego Narodzenia, ale, jak twierdzi obrona, z powodu wątpliwości przełożyła go na Wielkanoc. Została aresztowana po tym jak kontaktowała się z konstruktorem bomb, który okazał się tajnym agentem. Na przesłuchaniu w Old Bailey w zeszłym tygodniu prokuratura informowała, że oskarżona chciała „zabić jak największą liczbę osób”.

Na spotkaniu z agentem wręczyła mu walizki, w których miał umieścić IED (improwizowane ładunki wybuchowe). Jedną chciała zostawić w hotelu naprzeciwko katedry, z drugą chciała wejść do świątyni w trakcie dużego nabożeństwa i zdetonować na miejscu; chciała też strzelać do jak największej ilości „kuffar” – niewiernych, aż sama nie zginie.

Za pomocą internetowej aplikacji Telegram wysłała zdjęcie Katedry Św. Pawła, pisząc jednocześnie „Zawsze wysyłam pogróżki. Ale chcę te groźby zrealizować”. Tydzień później odwiedziła miejsce i przesłała wideo z deklaracją zamiaru przeprowadzenia zamachu. „Zawsze wiedziałam, że chcę dokonać czegoś wielkiego… zabicie jednego kafira (niewiernego) to dla mnie za mało”, twierdziła, dodając, że dzięki zamachowi umrze młodo i trafi do raju.

Michelle Ramsden w roku 2007 przeszła na islam zmieniając imię i nazwisko,  zainspirowana uprzejmością muzułmańskich sąsiadów. Jej rodzina nie zaakceptowała tego wyboru, a Shaikh izolowała się coraz bardziej od społeczeństwa. Jak twierdzi prokuratura „rozczarowała się wersją umiarkowanego islamu w meczetach”, do których uczęszczała. W roku 2016 przestała się w nich pojawiać, w tym samym roku trafiła na listę programu przeciwdziałania terroryzmowi Prevent.

Shaikh utrzymywała kontakty z innymi radykałami w Wielkiej Brytanii i Europie, m.in. ze skazanym kaznodzieją nienawiści i rekruterem ISIS Anjemem Choudary. Miała w 2019 roku wyjechać do Holandii na spotkanie z Yousrą Lemouesset, zwolenniczką ISIS, ale została zatrzymana na lotnisku i odmówiono jej wyjazdu z kraju. Na Telegramie prowadziła kanał, w którym zachęcała współwyznawców do przeprowadzania ataków, w międzyczasie sama planowała zamach samobójczy.

Adwokat orskarżonej przyjął na procesie linię obrony, według której Shaikh nie chciała tak naprawdę dokonać zamachu, a cała jej droga do terroryzmu to poszukiwanie przyjaźni i akceptacji. Do zamachu nigdy by nie doszło, twierdzi adwokat, bo dwoje z trójki spiskowców było agentami, nigdy nie powstałaby też bomba. Podkreśla też, że jak wynika z dowodów, oskarżona wstrzymała się z przeprowadzeniem zamachu i miała wątpliwości, ale kontynuowała przygotowania, nie chcąc zawieść pozostałych zamachowców. Postawa niedoszłej samobójczyni ma być wynikiem traumatycznego dzieciństwa. Po swojej konwersji, aby zadowolić innych, miała też udać się do Pakistanu i wziąć tam ślub, lecz wycofała się w ostatniej minucie i została odesłana do domu.

Sprawa jest w toku. Prokuratura nie zgodziła się z opisem psychologicznym przedstawionym przez obronę, świadczącym rzekomo o tym, że Shaikh jest tylko „typem podżegaczki”; jej zdaniem była w trakcie realizacji swojego planu. (j)

Źródła: Guardian, Evening Standard, Daily Mail




ISIS się odradza, ale nie dzięki pandemii

ISIS podnosi głowę, ISIS się odradza – czytamy w mediach, które zauważają zwiększoną ostatnio aktywność terrorystów. Wbrew tym doniesieniom nie jest to jednak efekt pandemii, lecz skutek dłuższych procesów zachodzących w tym samym czasie.

Na początku globalnego rozprzestrzeniania się wirusa, w marcu,  ISIS i inne organizacje terrorystyczne wzywały, żeby terroryści unikali miejsc, gdzie następowały wybuchy epidemii. Powoływano się na hadisy, słowa Mahometa, zalecające odpowiednie w takiej sytuacji zachowanie, czyli na przykład izolację.

Wkrótce jednak ustąpiło to terrorystycznej propagandzie, obwiniającej Zachód, czy Chiny, wzywającej do ataków i wykorzystania epidemii dla zbrojnego dżihadu, a wręcz do złagodzenia gniewu Allaha poprzez udział w nim. Łatwo jest więc postawić tezę, z jaką spotykamy się w nagłówkach CNN, Asia Times, czy Onetu, że oto ISIS wykorzystuje pandemię, a nawet dzięki niej się odradza.

Jeżeli przyjrzeć się procesom zwiększonej aktywności terrorystów szerzej, to można zauważyć inne, istotniejsze czynniki, niż pandemia.

To jednak błąd mylenia koincydencji z relacją przyczynowo-skutkową. Jeżeli przyjrzeć się procesom zwiększonej aktywności terrorystów szerzej, to można zauważyć inne, istotniejsze czynniki, niż pandemia. Jednocześnie, pomimo marcowych oświadczeń sanitarnych, terroryści w pandemii prowadzą „business as usual”, wykorzystując wszystkie nadarzające się okazje.

Zachód się wycofuje, przestrzeń dla ISIS rośnie

Wiele pisze się o odradzaniu się Państwa Islamskiego na pograniczu Syrii i Iraku. Tu jednak, przytomnie odchodząc od narracji o pandemii, Piotr Jendroszczyk z „Rzeczpospolitej” wskazuje na istotne przyczyny tego zjawiska. Mowa tu o stopniowym wycofywaniu się USA, które teraz udzielają mniejszego wsparcia kurdyjskim Syrian Democratic Forces, głównej naziemnej armii zwalczającej ISIS. SDF zostało dodatkowo związane przez konflikt z Turcją na północy Syrii.

Z kolei w Iraku mamy do czynienia ze zmniejszeniem amerykańskiej aktywości po zabiciu irańskiego dowódcy generała Sulejmaniego i z rosnącym wewnętrznym sporem szyicko-sunnickim oraz falą społecznych protestów. To wszystko powoduje, że przeprowadzanie ataków czy to na reżim Asada, czy na szyickie milicje, Siły Mobilizacji Ludowej w Iraku, staje się łatwiejsze.

Zwiększa się też aktywność terrorystycznych organizacji na Sahelu. Wcześniej w tym roku mówiło się o współpracy Al-Kaidy i Państwa Islamskiego, ale obecnie te organizacje informują o konfliktach między nimi. Niemniej jednak zadają one coraz większe ciosy czy to wojsku poszczególnych państw, czy organizacjom międzynarodowym, jak misja wojskowa Unii Afrykańskej i ONZ.

Powodem także i tutaj nie jest epidemia koronawirusa, a wycofywanie się Amerykanów z Afryki, niedostateczna obecność Europy, rosnące konflikty plemienne i brak przekonania o zdolności władzy centralnej do zapewnienia bezpieczeństwa obywatelom. Prowadzi to w efekcie do takiej sytuacji, że rząd Mali skłonny jest negocjować z organizacjami Al-Kaidy.

W Afryce wzrasta też aktywność dżihadystów na terenie Mozambiku, kolejnego słabego państwa, którego destabilizacja daje szanse na rozwój struktur ISIS, wykorzystanie lokalnego niezadowolenia i przejęcie bogatych zasobów, jakie zasilą budżet działalności terrorystycznej. To także jest typowy element strategii terrorystów, a nie szczególne okoliczności pandemii.

W Europie, być może z powodu ograniczeń w przemieszczaniu się i braku tłumów, mamy do czynienia jedynie z atakami o małej skali. Nie oznacza to, że terroryści zaniechali swoich planów. Świadczy o tym chociażby aresztowanie komórki Państwa Islamskiego złożonej z Tadżyków, którzy planowali w Niemczech zamachy na amerykańskie bazy. Aresztowano także kolejnego poszukiwanego terrorystę, który próbował dostać się do Europy z Syrii udając uchodźcę. W naszym rejonie świata także, jak w pozostałych miejscach, proceder terrorystyczny jest po prostu kontynuowany.

Działania militarne to nie panaceum na terroryzm

O wielu z wymienionych przyczyn informowaliśmy wcześniej. Pojawiały się już ostrzeżenia, że takie zjawiska, jak osłabienie Kurdów, brak odpowiedzi na sunnickie problemy w Iraku, czy wycofywanie się wojsk zachodnich, będą kreowały szanse dla terrorystów, pozostawią próżnię, którą oni wypełnią.

Być może główną przesłanką, skłaniającą do stawiania tezy, że koronawirus powoduje odbudowę ISIS, jest przekonanie, że problem terroryzmu można rozwiązać wyłącznie dzięki zastosowaniu środków militarnych. To prawda, zdecydowanie osłabiono dzięki nim aktywność terrorystów, a kontrola terytorium ogranicza ich zdolności przeprowadzania ataków czy gromadzenia środków. To jednak nie jest panaceum na problemy, które leżą u podłoża terroryzmu.

Osłabienie zaangażowania militarnego, czy wzrost niezadowolenia wśród społeczeństw na zagrożonych terenach, będą faktycznie powodować, że aktywność terrorystów się zwiększy. Ta aktywność, zwłaszcza w Syrii i Iraku, jest jednak na razie nieporównywalnie mniejsza od znanej nam sprzed kilku zaledwie lat. Jeżeli jednak wielorakie problemy dotyczące społeczeństw, gospodarki, funkcjonowania państw, nie zostaną rozwiązane, to religijna radykalizacja będzie zyskiwała przestrzeń do zwiększonego rozwoju.

Jan Wójcik

źródła: Rp.pl, Defense One




Niemcy: dżihadyści oskarżeni o zbrodnie przeciwko ludzkości

W Niemczech rozpoczął się w kwietniu precedensowy proces obywatela irakijskiego Taha A.-J, żonatego z Niemką, członka Państwa Islamskiego w Syrii. Oskarżony jest o zamordowanie pięcioletniej dziewczynki – Jazydki, która była wraz z matką jego niewolnicą.

Dziewczynka została ukarana przez mężczyznę za zmoczenie się w łóżku i przykuta łańcuchem do parapetu okna, gdzie zmarła z pragnienia. Jej matkę zmuszono do patrzenia na śmierć dziecka.

Proces jest precedensowy, ponieważ Taha A.-J. nie jest obywatelem niemieckim, ofiara nie była obywatelką Niemiec i zbrodnia nie została popełniona na terytorium niemieckim.

Prokuratorzy oskarżają go zatem nie o morderstwo, czyli przestępstwo z niemieckiego kodeksu karnego, lecz o ludobójstwo, zbrodnie przeciwko ludzkości i zbrodnie wojenne, czyli o przestępstwa, o których traktują międzynarodowe przepisy, pozwalające na sądzenie osób niezależnie od ich narodowości i miejsca popełnienia.

Żona oskarżonego, która była świadkiem przykucia dziewczynki i nie zrobiła nic, żeby jej pomóc, ma od roku osobny proces o nieudzielenie pomocy i handel ludźmi – na jej procesie zeznawała matka dziewczynki.

Do Niemiec powróciły 122 osoby, które przebywały w Państwie Islamskim w Syrii i Iraku, z tego 53 zostały sklasyfikowane jego „potencjalne zagrożenie” a 18 jako osoby „szczególnego znaczenia” czyli takie, które w Państwie Islamskim wyróżniały się działaniami lub stanowiskiem.

Udowodnienie im popełnienia najcięższych przestępstw, morderstw i torturowania ludzi, jest często niemożliwe z powodu braku świadków. Prokuratura stosuje natomiast różnego rodzaju zarzuty pochodzące również z prawa międzynarodowego – o handel ludźmi (posiadanie niewolników) albo o grabieży na wojnie.

Przypadki te dotyczą również kobiet, które twierdzą, że nie miały nic wspólnego z działaniami Państwa Islamskiego i pojechały tam wyłączne z miłości do mężów. W wielu wypadkach, jak opisywanej przez nas sprawie Omaimy Abdi, kobiety okazują się aktywnymi działaczkami tego terrorystycznego tworu, korzystającymi z niewolnic. W innych, których procesy toczą się w Niemczech, korzystały z mieszkań, z których wyrzucono lub zabito poprzednich lokatorów, co właśnie stanowi przestępstwo grabieży. Takie przestępstwa łatwiej będzie prokuraturze udowodnić, niż ciężkie zbrodnie. (gl)

Źródło: dw.com

 




Czterej Tadżycy zatrzymani. Werbowali w Polsce do zamachów

Straż Graniczna i ABW zatrzymały czterech obywateli Tadżykistanu podejrzanych o rekrutowanie dżihadystów w Polsce.

Do zatrzymania czterech Tadżyków służby przystąpiły w czwartek 7 maja, poinformował rzecznik prasowy ministra koordynatora służb specjalnych Stanisław Żaryn. Tadżykowie mieli radykalizować i werbować konwertytów na islam do przeprowadzania działań związanych z terroryzmem.

„Cudzoziemcy zostali osadzeni w strzeżonym ośrodku Straży Granicznej w celu wydalenia i wpisania ich do wykazu osób niepożądanych na terytorium RP i strefy Schengen”, poinformował prasę Żaryn. Osoby zatrzymane sympatyzowały z Państwem Islamskim (ISIS) oraz deklarują poparcie dla przeprowadzania zamachów terrorystycznych.

Zwraca uwagę fakt, że to kolejne działanie służb w sprawie obcokrajowców podejrzanych o terroryzm, które skończy się wydaleniem. Niecały miesiąc temu, 16 kwietnia, w podobnej akcji zatrzymano obywatela Libanu, który w Polsce miał tworzyć siatkę terrorystyczną. Podobnie jak w tym przypadku, został osadzony w strzeżonym ośrodku i podejmowane są działania zmierzające do deportacji. Podobne działania podejmują włoskie służby, które deportują osoby zradykalizowane, bardzo często nie doprowadzając w ogóle do procesów wobec nich.

Na razie nie wiemy, czy aresztowania z ubiegłego tygodnia powiązane są ze sprawą ukraińskiego konwertyty na islam Maksyma S., który planował zamach na centrum handlowe. Według informacji podanej wtedy przez rzecznika, wśród zaangażowanych w proces radykalizacji miały być osoby z Tadżykistanu. W rozmowie z Wirtualną Polską członek społeczności tadżyckiej w Polsce Muhamadjon Kabirow był zaskoczony tak szybką radykalizacją, jednak nie mógł wykluczyć, że „nowi koledzy Maksyma są radykałami”.

W analizie opublikowanej na portalu „Euroislam” dzień przed aresztowaniami Jan Wójcik wskazywał na możliwość podjęcia współpracy z umiarkowaną opozycją tadżycką w wychwytywaniu potencjalnych radykałów. (ax)

źródło: RMF24

Powiązane informacje:

Islamiści z Tadżykistanu jako uchodźcy w Polsce.

Po akcji ABW: potrzebujemy polityki imigracyjnej

Z ostatniej chwili: Polskie służby zatrzymały członka ISIS