„Islamskie getta” – idea i rzeczywistość

Kto jako jeden z pierwszych posłużył się pojęciem „islamskie getta” w odniesieniu do Europy? Czy słusznie kojarzymy je z prawicą?

Czytając informacje i analizy niektórych mediów można odnieść wrażenie, że pojęcie „islamskich gett” w odniesieniu do Szwecji jest produktem prawicowego populizmu i nieuprawnioną próbą dyskredytacji idei multikulturalizmu. Tymczasem to nikt inny, jak lider Bractwa Muzułmańskiego w Europie uważa, że drogą wiodącą do islamizacji Europy jest właśnie postawa izolacjonistyczna, przejawiająca się w tworzeniu czegoś na kształt „islamskich gett” przez muzułmańskich imigrantów.

Stworzyć równoległe społeczeństwo

Muzułmański teolog i wpływowy lider Bractwa Muzułmańskiego Yusuf Al-Karadawi w książce „Najpilniejsze cele Ruchu Islamskiego na obecnym etapie”  już w 1990 roku powiązał kwestię migracji muzułmańskiej z celem, jakim jest rozwój politycznego islamu w Europie. Uznał on, że wobec spodziewanego wzrostu liczby muzułmanów na Starym Kontynencie, powinni oni tworzyć własne skupiska i zakładać organizacje (szkoły, meczety, instytucje rekreacyjne) niezależne od społeczeństwa i państwa, do którego przyjeżdżają. Innymi słowy, muzułmanie powinni tworzyć coś na kształt quasi-państwa, które uchroni wyznawców Allaha przed wpływami Zachodu i zapewni respektowanie prawa koranicznego czy wywiązywanie się z innych obowiązków muzułmanina. Zresztą Karadawi zwrócił się wprost do współwyznawców, mówiąc: spróbuj stworzyć swoje własne „muzułmańskie getto”. Otwartość, o której Karadawi także wspomina, ma jedynie służyć szerzeniu islamistycznej ideologii, jest więc ona pozorna z punktu widzenia integracji. Podsumowując, Bractwo Muzułmańskie, stawiając sobie za cel islamizację Europy, nakłania wyznawców islamu do tego, żeby zamiast integrować się ze społeczeństwem, tworzyć enklawy od niego niezależne, co w konsekwencji ma doprowadzić do powstania społeczeństwa równoległego.

Czym jest „strefa wrażliwa”?

Jeśli przyjrzymy się terminologii, za pomocą której opisuje się zjawisko muzułmańskiego izolacjonizmu w aspekcie terytorialnym, wyraźnie ujawnią się różnice światopoglądowe i ideologiczne. Najlepiej widać to na przykładzie Szwecji. 3. czerwca tego roku policja szwedzka opublikowała raport, mówiący o strefach wrażliwych i tych zagrożonych przestępczością. To trzeci tego typu dokument. Poprzednie zostały opublikowane w 2015 i 2017 roku. Mówiąc o „imigranckich przedmieściach” władze szwedzkie raczej sięgają po eufemizm, wprowadzając pojęcie „stref wrażliwych” oraz „obszarów podatnych na zagrożenie”. Służby bezpieczeństwa koncentrują się bardziej na przestępczości niż na aktywności muzułmańskich radykałów, choć ten kontekst także dostrzegają.

Strefy wrażliwe to „obszar określony geograficznie, charakteryzujący się niskim poziomem społeczno-ekonomicznym, w którym przestępcy mają wpływ na społeczność lokalną”. Zdaniem policyjnych analityków sytuację tę wykorzystują ci, którzy chcą przejąć kontrolę nad takimi miejscami. Próbują zastraszać mieszkańców stosując przemoc bezpośrednią, groźby, wymuszenia czy pośrednią – publicznie popełniane akty przemocy. Do tego dochodzi prowadzony otwarcie handel narkotykami oraz świadome rozbudzanie resentymentów wobec państwa. Skutkiem tego, zdaniem policji, jest „ogólna niechęć do udziału w procesie sądowym”.

Używając pojęcia „sfery szariatu” w odniesieniu do tzw. „dzielnic wrażliwych” wypada wiedzieć, co w istocie się mówi.

Ta powszechna postawa dystansu wobec struktur państwowych przejawia się tym, że „misja policji jest trudna do wypełnienia albo zupełnie niemożliwa”. Co istotne, w dokumencie czytamy, że „obszar szczególnie wrażliwy” do pewnego stopnia „obejmuje równoległe struktury społeczne”, ale także fundamentalizm i ekstremizm religijny. Z tego jasno wynika, że publikowane przez policję raporty nie są tożsame z mapą fundamentalizmu religijnego, lecz do pewnego stopnia pozwalają uchwycić część problemu. A zatem dwa skrajne stanowiska okazują się nieprawdziwe: utożsamienie „stref wrażliwych” z terenami, nad którymi rząd dusz sprawują muzułmańscy fundamentaliści nie jest prawdziwe, lecz zaprzeczanie temu, że takie miejsca w Szwecji istnieją, jest również kłamstwem.

Co z tym szariatem?

Wiele emocji budzi użycie terminu „sfery szariatu” w odniesieniu do tzw. „dzielnic wrażliwych”. Używając tego pojęcia wypada wiedzieć, co w istocie się mówi. Po pierwsze twierdzenie, że w tych miejscach nie obowiązuje prawo szwedzkie z czysto formalnego punktu widzenia nie jest prawdą, bowiem rząd szwedzki nigdy nie zaakceptował de iure konkurencyjnego systemu prawnego. Jednak w praktyce państwo, o czym wspominają rządowe raporty, z trudnością egzekwuje przepisy prawa w odniesieniu do mieszkańców stref wrażliwych lub w wielu wypadkach egzekwować ich nie może. Po drugie należy pamiętać, że szariat nie jest przede wszystkim prawem w znaczeniu terytorialnym, lecz w znaczeniu podmiotowym, tzn. nie tyle obowiązuje na danym terenie, ile obowiązuje wyznawców Allaha niezależnie od tego, gdzie się znajdują, zaś jego zapisy, zgodnie z klasycznym islamem, powinny być stosowane w takim zakresie, w jakim pozwalają na to zewnętrze warunki. Mówiąc precyzyjnie, w Szwecji istnieją miejsca, w których ludność imigrancka ostentacyjnie lekceważy przepisy prawa, neguje instytucje państwa szwedzkiego oraz odnosi się wrogo lub obojętnie do funkcjonariuszy publicznych. Jednocześnie w większym lub mniejszym zakresie podporządkowuje swoje życie normom wynikającym z tradycji i religii islamskiej.

Marks czy religia?

W debacie nad źródłami tego zjawiska dominuje stanowisko, które można nazwać neomarksistowskim, zakłada ono bowiem, że ekstremizm religijny i fundamentalizm są efektem wykluczenia społecznego oraz wypadkową „kontekstu społeczno-ekonomicznego”. Teoria ta nie bierze w ogóle pod uwagę „projektu islamizacyjnego”, który realizuje w Europie przede wszystkim Bractwo Muzułmańskie. Postawy izolacjonistyczne w Szwecji widoczne były już w latach 90-tych, przejawiając się w traktowaniu kobiet zgodnie z tradycjami krajów pochodzenia i nakazami religijnymi, wyłączaniu ich z rynku pracy (bezrobocie motywowane kulturowo). Znawca zagadnienia Ryszard Michalak przypomina, że jeszcze w ostatnich latach XX wieku, „kiedy Szwedzi podjęli próbę zachęcenia nowo przybyłych do większego udziału w życiu Szwecji, „najbardziej oporne wobec planów integracyjno-asymilacyjnych były zamknięte kulturowo, ortodoksyjnie religijne grupy imigrantów islamskich”. Twierdzenie więc, że postawa ta wynika z ekonomicznych niedostatków czy braku otwartości po stronie szwedzkiej w żadnym razie nie wyczerpuje zagadnienia, ale stanowi raczej poprawnie polityczny sposób na to, żeby ominąć niewygodny problem islamskiego fundamentalizmu w Szwecji.

W moim przekonaniu model „neomarkstowski” myli przyczyny ze skutkami. To właśnie postawa izolacjonistyczna (zalecana mi.in. przez ideologów Bractwa Muzułmańskiego) jawnie przestrzegająca przed integracją, polegająca na utrzymywaniu także tych elementów religii i tradycji islamskich (w tym szariatu), które stoją w sprzeczności z wartościami i prawem społeczeństwa przyjmującego, zrodziła szereg problemów ekonomicznych czy społecznych. Doprowadziła w praktyce do „wyłączenia państwa”, na czym skorzystały zarówno gangi, jak i zwolennicy politycznego islamu.

Żeby uświadomić sobie skalę problemu, wystarczy zwrócić uwagę na to, co powiedział szwedzki pisarz Björn Ranelid w rozmowie z dziennikarzem gazety „Expressen”: „W ostatnią niedzielę czerwca 2019 roku wieczorem, dwóch młodych mężczyzn zostało zastrzelonych w Sollentuna. Mniej więcej w tym samym czasie inny młody człowiek został dźgnięty nożem w Vällingby. Później tego samego wieczora jeszcze jeden młody mężczyzna został postrzelony w Blackeberg. To się wydarza niemal codziennie gdzieś w Szwecji. To wojna na małą skalę, która dotyczy wszystkich mieszkańców tego kraju. Zapas usprawiedliwień dla sprawców już się wyczerpał”. Przypadki te wpisują się w szerszy, ponury kontekst masowego palenia samochodów, detonowania bomb i granatów w miejscach publicznych, czy fali antysemickich wystąpień.

Piotr Ślusarczyk




Winny ocet winny

Wyznawca islamu oskarżył producenta kanapek o naruszenie jego „praw jako muzułmanina”. Powodem awantury stał się… ocet. 

Khalid Qadeer z Londynu wszczął awanturę po tym, jak dowiedział się, że do jego ulubionej kanapki dodaje się ocet winny, a ten zawiera śladowe ilości alkoholu, którego spożycia islam zabrania.

Kiedy byłem nastoletnim, zbuntowanym wegetarianinem od jakichś trzech miesięcy i otrzymałem wegetariańską zupę warzywną tradycyjnie ugotowaną na kościach, byłem oburzony, że mama nie poszanowała moich praw wegetarianina.

Dzisiaj czytam, że dorosły człowiek, doradca podatkowy, muzułmanin awanturuje się, bo w jego ulubionej kanapce znalazły się śladowe ilości alkoholu związane z użyciem octu winnego. Przez lata myślał, że jest ona halal. Ważna uwaga, kanapka w brytyjskiej sieci Pret nie była reklamowana jako halal. Pan jednak kupował ją przez 12 lat, bo myślał, że składa się tylko z bułki, tuńczyka, majonezu i kawałków ogórka. Szczegółowa informacja o składnikach pojawiła się niedawno. Była to reakcja na śmierć dwóch klientów, alergików, po spożyciu szkodliwych dla nich składników.

Qadeer uważa, że firma naruszyła jego prawa jako muzułmanina. Jego zdaniem dla prawdziwego wyznawcy islamu spożycie alkoholu ma podobne skutki jak zjedzenie uczulającego pokarmu przez alergika. Przyznam, że widziałem w życiu kilku muzułmanów spożywających alkohol i nikt z nich nie puchł, nie dusił się i nie dostawał zapaści. Pojawiało się pewne zaróżowienie na policzkach, ale jest raczej typowe po spożyciu takiego produktu.

Klienta popularnej brytyjskiej sieci nie zadowoliło wyjaśnienie zarządu, że według wyliczeń techników żywieniowych, alkoholu w kanapce jest mniej niż śladowa ilość. Jest ona tak nieznaczna, że zgodnie z przepisami nie trzeba nawet o tym informować na etykiecie. Więcej alkoholu jest chociażby w soku pomarańczowym. Zdaniem urażonego mężczyzny tysiące muzułmanów nieświadomie kupuje kanapki z alkoholem, a przecież u pobożnych wyznawców Allaha tolerancja na alkohol „jest równa zeru”. Nie powiedział, czy teraz wyznawcy Allaha odrzucą soki pomarańczowe i nie będą jedli jabłek.

Powstaje pytanie czy chodzi tu o rzeczywiste poczucie lęku przed religijnymi konsekwencjami spożywania alkoholu? Przecież nieświadoma konsumpcja wyłącza odpowiedzialność. Raczej więc chodzi o wytwarzanie presji i szantaż emocjonalny urażonymi uczuciami religijnymi. Gra toczy się o to, żeby kolejna firma obchodziła się z muzułmanami jak z jajkiem. Ta zabawa w „bycie urażonym” trwa już od lat. W 2012 roku pisałem, jak „państwo obrażalscy” wywierają presję na osoby publiczne, artystów, gwiazdy. Wydaje się, że to co zrobiła sieć Pret, jest jedyną właściwą odpowiedzią: nie przejmować się taką roszczeniową postawą.

Jan Wójcik




Muzułmańskie szkoły, ekstremistyczne podręczniki

Różne organizacje muzułmańskie w Wielkiej Brytanii kształtują wyznawców Allaha, propagując idee dżihadu, prawa koranicznego, a także nienawiści wobec innowierców oraz osób homoseksualnych. W tym celu wykorzystuje się media, ale i szkoły trafiając do najmłodszych.

Uczniowie mogą poczytać, jak pomóc Talibom

Inspektorzy szkolni z Birmingham znaleźli w szkole przeznaczonej dla muzułmańskich chłopców książki, promujące radykalizm religijny. W bibliotece szkolnej można było przeczytać między innymi o tym, jak wesprzeć Talibów w organizacji państwa rządzonego według reguł szariatu oraz jak walczyć o stworzenie państwa, w którym wzorce kalifatu będą egzekwowane praktycznie. Jedna z książek zawierała motto: „Nie bierz sobie za przyjaciół żydów i chrześcijan”. Wizytatorzy stwierdzili, że materiały promowały mizoginizm, dyskryminację oraz nietolerancję.

Dyrekcja szkoły oświadczyła, że nie wiedziała o tym, że książki promujące wartości sprzeczne ze standardami demokratycznego państwa znajdują się w bibliotece, choć, jak wynika z raportu instytucji sprawującej nadzór pedagogiczny (Ofsted), publikacje zawierające fundamentalistyczne przesłanie wciągnięto do katalogu i ostemplowano. W szkole prowadzonej przez muzułmańską organizację Jamia Islamia Birmingham uczy się ponad 130 uczniów.

To nie jedyny przypadek i jak mówi powiedzenie „ryba psuje się od głowy”. W tym roku pisaliśmy o raporcie rządowym na temat brytyjskich szkół religijnych kształcących imamów w duchu nietolerancji i nienawiści. A sam Ofsted nie pierwszy raz alarmuje.

Peace TV: „Geje gorsi niż świnie”

Radykalizacja odbywa się nie tylko przez szkoły, ale dostępne za pomocą satelity programy kaznodziejów nienawiści. Telewizja Peace TV nadająca z Dubaju, dostępna na platformie telewizyjnej Sky, może zostać zakazana w Wielkiej Brytanii. Brytyjski odpowiednik rady radiofonii i telewizji stwierdził, że kanał ten łamie prawo, emitując programy podżegające do przestępstwa, a także zawierające „mowę nienawiści”. Uwagę regulatora rynku prasowego przykuła szczególnie audycja zatytułowana „Wzmocnienie twojej rodziny”, w której imam mówił, że geje umierają „z powodu choroby, na którą zapadli, ponieważ są homoseksualni”, a także, że homoseksualna miłość rodzi się z podszeptu szatana.

Muzułmański duchowny porównał gejów do świń: „nawet zwierzę uznawane przez islam za nieczyste, świnia – paskudna, zdeprawowana i skażona – nigdy nie widzi dwóch samców świni, które próbują uprawiać seks razem. To szaleństwo”. W innych programach widzowie mogli dowiedzieć się, że ci którzy porzucają islam, zasługują na śmierć, a także usłyszeć obronę małżeństw nieletnich dziewczynek. Związki te bowiem „nie stanowią problemu, nawet jeśli lokalne prawo tego zabrania”.

Problem radykalizacji dzieci w procesie edukacji stał się przedmiotem debaty na poziomie międzynarodowym.

Założona w 2006 r. Peace TV została zakazana w Indiach oraz Bangladeszu. Hasanul Haq Inu, bangladeski minister ds. informacji, powiedział o kanale: „Nie jest zgodny ze społeczeństwem muzułmańskim, Koranem, Sunną, Hadisami, konstytucją Bangladeszu, naszą kulturą, zwyczajami i rytuałami”. Władze Peace TV nie zgodziły się z rekomendacją urzędu, argumentując, że poglądy imama nie „wzywały do przemocy lub karania homoseksualistów”, a jego celem było „jedynie potępienie homoseksualnych praktyk”. Ponadto pogląd imama Qasima Khana na męski homoseksualizm „znajduje swoje odzwierciedlenie w nauce islamu”.

Imam Qasim Khan

Założyciel Peace TV, Zaskir Naik, został wydalony z Wielkiej Brytanii w 2010 r. za „niedopuszczalne zachowanie”. 44-latek miał wygłosić serię wykładów w Londynie i Sheffield.

Spór o saudyjskie podręczniki

Jeszcze w 2010 roku BBC ujawniło, że sponsorowane przez Arabię Saudyjską brytyjskie szkoły korzystają z podręczników porównujących Żydów do świń i małp. Kształcą  też młodzież w duchu poglądów o „syjonistycznym spisku” i nienawiści wobec niewiernych oraz osób homoseksualnych. Mijały lata, a problem nie znikał. W 2017 roku think tank Henry Jackson Society opublikował raport, w którym oskarżył Arabię Saudyjską, Iran i inne kraje Zatoki Perskiej o promowanie wahabizmu z wykorzystaniem sieci meczetów i szkół. Problem radykalizacji dzieci w procesie edukacji stał się przedmiotem debaty na poziomie międzynarodowym.

Amerykańska Komisja ds. Międzynarodowej Wolności Religijnej (USCIRF) w marcu 2018 roku alarmowała, że w ciągu ostatnich piętnastu lat zawartość podręczników, oficjalnie dopuszczonych do użytku szkolnego przez saudyjski rząd, nadal budzi poważne zastrzeżenia. Można w nich znaleźć pochwałę dżihadu, egzekucji konwertytów i apostatów, oraz nienawiść do innych religii. Książki te trafiały nie tylko do dzieci w Arabii Saudyjskiej, ale także do szkół w Europie i Stanach Zjednoczonych.

Saudyjski następca tronu Mohammed bin Salman zapowiada w czasie wizyt w państwach zachodnich umieszczenie w podręcznikach „bardziej otwartej formy islamu”. Problem jednak polega na tym, że oczekując od organizacji muzułmańskich i rządów promowania łagodnej wersji islamu – bez szariatu, idei dżihadu oraz w duchu tolerancji dla gejów i innowierców – w istocie domaga się islamskiej reformacji. Czy to jest możliwe, czy to jest rzeczywistą intencją saudyjskiego księcia?

Piotr Ślusarczyk




Malezyjska izba handlu zachęca: „Kupuj najpierw muzułmańskie”

W Malezji uruchomiono stronę, która ma informować muzułmanów o tym, które firmy prowadzone są przez muzułmanów, zwłaszcza jeżeli chodzi o rynek halal, gdzie 70% przedsiębiorstw należy do niemuzułmanów.

Malezyjska Islamska Izba Handlu (DPIM), skupiająca około 6 000 przedsiębiorców w kraju, twierdzi, że biznes halal powinen być kontrolowany przez muzułmanów. Organizacja pozarządowa twierdzi, że niemuzułmanie nie rozumieją w pełni koncepcji halal. „Myślą, że halal oznacza ‚nie’ dla wieprzowiny czy smalcu, a wszystko inne jest dozwolone – twierdzi przewodniczący DPIM Zahar Hashim. – To nie jest właściwe, ponieważ i drób i wołowina mogą nie być halal, jeżeli nie są odpowiednio zarżnięte, przygotowane lub ugotowane”.

DPIM chce użyć siły konsumenckiej, by wesprzeć małe i średnie przedsiębiorstwa lokalnych muzułmanów. Będzie więc informować o nich na stronie buymuslimfirst.com, która jest „częścią większej kampanii ‚Kupuj najpierw muzułmańskie'”.

Cztery lata temu akcja ta zyskała większą uwagę opinii publicznej po protestach przeciwko podpisaniu przez Malezję oenzetowskiej Międzynarodowej Konwencji na rzecz Eliminacji Wszystkich Form Rasowej Dyskryminacji. Rząd ugiął się pod presją grup muzułmanów obawiających się, że przyjęcie międzynarodowego paktu osłabi ich prawa. Obecnie Malajowie, w większości muzułmanie, cieszą się uprzywilejowanym statusem w konstytucji. W ramach akcji afirmatywnej daje im ona przywileje takie, jak zniżki przy zakupach domów, czy kwoty w instytucjach edukacyjnych.

Pomimo tych przywilejów, trwających ponad pół wieku, dochody malajskich gospodarstw domowych są niższe od dochodów etnicznych Chińczyków o prawie 30%, a od etnicznych Hindusów o prawie 15%.

Zahar Hashim zaprzecza, żeby kampania była rasistowska, ponieważ muzułmanie w Malezji składają się z innych etnicznych grup. (j)

Źródło: Global Islamic Economy Gateway




Niechęć do burki – uprzedzenia, czy zdrowy rozsądek?

Kontrowersja po wydanym w Londynie zakazie noszenia burki przestaje powoli być warta debaty po tym, jak kolejna osoba została zaatakowana przez napastników przebranych w takie stroje.

Atak na Djamila Mogdada był jednym z dwóch incydentów w których trzy osoby zostały oblane kwasem. Oblewanie kwasem jest powszechne w niektórych krajach południowej Azji, niemniej jednak nie ma nic wspólnego z islamem, nie licząc najbardziej restrykcyjnej interpretacji Koranu. W tym przypadku napastnicy nosili burki, żeby ukryć swoją tożsamość.

W Zjednoczonym Królestwie debata nad zakazem noszenia burki rozpoczęła się w 2006 roku, kiedy ówczesny minister spraw zagranicznych, Jack Straw, powiedział, że woli rozmawiać z kobietami, które nie zakrywają twarzy. Straw był zaniepokojony „skutkami odseparowania” i chciał, aby zasłony twarzy zniknęły z życia publicznego.

Jego opinia spotkała się z mieszanymi odczuciami oraz zarzutami o rasizm i uprzedzenia wobec mniejszości, pomimo tego, że ówczesny premier Tony Blair oraz poseł Boris Johnson, a także inni znani politycy brytyjscy, podzielali ten punkt widzenia.

Jak pokazuje przykład ostatnich ataków, burka stwarza zagrożenie dla bezpieczeństwa, utrudniając, lub wręcz uniemożliwiając, identyfikację napastników. Jednak obrońcy prawa kobiet do noszenia burki krytykują zakaz, utrzymując, że wynika z kolonializmu.

W związku z wydanym niedawno w Quebecu, w Kanadzie, zakazem noszenia symboli religijnych przez nauczycieli szkół publicznych, prawników rządowych, sędziów, strażników więziennych oraz innych pracowników agencji rządowych, w artykule w „New Statesman America” argumentowano, że zakaz używania strojów religijnych (w tym burki) jest „odzwierciedleniem kolonialnych nurtów kształtujących społeczeństwo”. W artykule czytamy:

„Patrząc przez kolonialny pryzmat, muzułmanie są uważani za żyjących w przeszłości. Kobiety noszące hidżab są symbolem braku postępu. Taki odbiór nie jest wynikiem jedynie starej, kolonialnej idei, według której muzułmanie są bardziej tradycyjni i zacofani. Opiera się również na przekonaniu, że muzułmański styl życia nie da się pogodzić z nowoczesnymi społeczeństwami Zachodu.”

Artykuł pokazuje zdolność adaptacji religijnych ubiorów do współczesnego świata, w tym różne sposoby, również modne i żartobliwe, noszenia okryć głowy i twarzy, oraz tłumaczy czemu są one noszone.

Może jest to prawdą, niemniej jednak ostatnie ataki kwasem pokazują, że zasłony twarzy mogą być najwyraźniej zagrożeniem dla bezpieczeństwa.

Severus Snape, na podstawie https://clarionproject.org/banning-the-burqa-uk-suspects-wore-burqa-in-london-acid-attacks/




Dlaczego nie wolno rozmawiać o islamizmie na amerykańskim kampusie

Gdy zmierzałem na University of Rochester, by wziąć udział w dyskusji panelowej, nie spodziewałem się, że kilkoro studentów rozpętało kampanię w celu nie dopuszczenia do tego wydarzenia.

Powody ich postępowania były wymowne. Ten jeden incydent, dotyczący jednego wydarzenia, na jednym kampusie, jest dobrą ilustracją dzisiejszego klimatu intelektualnego w Ameryce.

Udałem się do Rochester, żeby mówić o ideach stojących za lSIS, Al Kaidą  i ogólnie ruchem islamistycznym na Bliskim Wschodzie. W panelu brali również udział: Graeme Wood z magazynu „The Atlantic”, Faisal Saeed Al Mutar (świecki aktywista i założyciel organizacji Ideas Beyond Borders), Adnan Ahmed (pisarz i imam w muzułmańskiej społeczności Ahmadijja). Wydarzenie było wspólnie sponsorowane przez fundację Ayaan Hirsi Ali, Ayn Rand Institute oraz College Republicans tego kampusu.

Jeszcze zanim którykolwiek z mówców przybył na kampus, wśród studentów krążyła petycja o skasowanie spotkania. Gdy panel miał się zacząć, kilka grup studentów, a wśród nich Students for a Democratic Society, przybyło, żeby wywrzeć nacisk na administrację i organizatorów w celu zamknięcia spotkania.

Na szczęście nie odnieśli sukcesu. Jednak ich obecność w sali była odczuwalna. Wielu z nich uczestniczyło w zebraniu, od czasu do czasu przeszkadzając okrzykami; niektórzy stali na końcu z transparentem i zdominowali czas na pytania i odpowiedzi swoimi krótkimi przemówieniami i gniewnymi protestami. Dlaczego byli przeciwko panelowi? Czemu tak bardzo nie chcieli, żeby to spotkanie i ten temat zaistniały na ich kampusie?

Częściowo wyjaśniają to ich czasem nachalne, a czasem pełne furii pytania (na nagraniu poniżej). Jednak wiele więcej dowiedziałem się z rozmów ze studentami po oficjalnej dyskusji, gdy wszyscy czterej uczestnicy panelu prowadzili długie rozmowy poza audytorium.

Najpierw wydawało się, że główne zastrzeżenie dotyczy czasu. Panel miał miejsce 21 marca, sześć dni po masakrze w dwóch meczetach w Nowej Zelandii. Kilkoro muzułmańskich studentów mówiło, że wciąż czują żałobę i postrzegali nasz panel na temat ruchu islamistycznego jako próbę zaprezentowania pewnej opinii, w ich mniemaniu bagatelizującej ten atak.

Spotkanie było jednak planowane wiele miesięcy wcześniej. Na początku października 2018 roku ja i organizator, Mohamed Ali, student w Rochester, po raz pierwszy rozmawialiśmy o moim udziale w tym panelu. Ponadto, sama debata zaczęła się od minuty milczenia dla uczczenia pamięci muzułmanów, którzy zginęli w Christchurch, a pierwszym dyskutowanym tematem była szkodliwość białej supremacji i antymuzułmańskiej bigoterii.

Były też inne zastrzeżenia, na przykład takie, że wśród sponsorów był klub College Republicans. Żaden z mówców nie był jednak związany z partią republikańską ani tym studenckim klubem. Jak się okazało, chodziło też o to, że poprzedni przewodniczący tego klubu został przyłapany na dystrybucji ulotek białych suprematystów w pobliskiej społeczności. Jednak obecne kierownictwo klubu publicznie się go wyparło, a wszyscy mówcy jasno i dobitnie wystąpili przeciwko zarówno białej supremacji, jak i przeciwko ruchowi islamistycznemu.

Słuchając dalej studentów i sondując ich poglądy, dotarłem do dwóch głównych obiekcji. Żadnej z nich nie da się obronić i obie ujawniają wpływ pewnych destrukcyjnych poglądów, przeważających dziś na kampusach koledżów.

Pierwsza obiekcja dotyczyła tego, że kampusowe kluby protestujących studentów – w tym związki studentów arabskich i muzułmańskich – nie zostały włączone do wydarzenia, ani nie konsultowano się z nimi. Gdyby tak się stało, to nie atakowaliby panelu. By zrozumieć poglądy tych studentów zapytałem jedną z liderek klubów, o jaki rodzaj włączenia i o jaką rolę im chodzi? Jak inaczej wyglądałby ten panel z ich udziałem? Jakie tematy chcieliby przedyskutować?

Odpowiedziała, że w dyskusji należałoby omówić “imperializm Stanów Zjednoczonych” na Bliskim Wschodzie i konsekwencje polityki zagranicznej Ameryki, co według niej i innych studentów jest główną, jeśli nie wyłączną, przyczyną zjawiska islamizmu. Gdy opisała mi, jak powinna wyglądać taka hipotetyczna dyskusja, jasne było, że nie znalazłoby się w niej miejsca na odkrywanie ideologii stojących za ISIS, Al Kaidą i islamizmem w ogóle.

Byłoby to całkiem odmienne wydarzenie, marginalizujące temat islamizmu i skoncentrowane na interpretacji roli Ameryki na Bliskim Wschodzie. Zaznaczę tu, że chociaż sam jestem krytyczny wobec polityki USA w tym regionie, choć z innych powodów, błędem jest postrzeganie zjawiska islamizmu jako rezultatu politycznych resentymentów wobec amerykańskiej polityki.

Istotą zastrzeżenia było to, że panel koncentrował się na ideach ruchu islamistycznego, a nie na doktrynerskim poglądzie studentów na amerykańską politykę, zatem ta dyskusja panelowa nie powinna się ich zdaniem odbywać na kampusie.

Drugie kluczowe zastrzeżenie dotyczyło sprawy “reprezentacji”, która wypłynęła na etapie pytań i odpowiedzi, a szczególnie podczas dyskusji po spotkaniu. Przez cały czas grupka studentów z tyłu sali trzymała baner z napisem „Wy nas nie reprezentujecie”. Pełne znaczenie tego stwierdzenia ujawniło się w późniejszych rozmowach. Mohamed Ali, który zorganizował panel i moderował go, napisał w doskonałym artykule dla „Quillette”, analizując sytuację:

„Po spotkaniu usłyszałem, jak protestująca studentka krytykuje mówców i narzeka między innymi, że organizatorem nie był Arab. Przerwałem jej, mówiąc, że to ja organizowałem debatę i że jestem Arabem. “Ty się nie liczysz – odparła natychmiast. – Znamy twoją politykę”. Później odkryłem, że jest przewodniczącą stowarzyszenia arabskich studentów. Już wcześniej byłem świadomy tego, że członków mniejszości, kwestionujących pewne ich ortodoksyjne praktyki, przyrównuje się do „wuja Toma”, ale po raz pierwszy sam tego doświadczyłem. To podejście było dość powszechne wśród protestujących. Faisal Saeed Al Mutar – urodzony w Iraku adwokat i jedyny Arab wśród mówców, wziął na siebie główne uderzenie tych ataków. Oskarżono go, że jest marionetką i zdrajcą, ponieważ dyskutował o roli religii w motywacji grup typu ISIS w jego rodzinnym kraju.

Szczególnie nie do przyjęcia była insynuacja, że rasa nie jest po prostu kategorią opisującą, ale niesie za sobą pewne obowiązki i nakłada pewne prerogatywy względem jednostki. Aby utrzymać swój status „autentycznego” Araba (lub członka każdej innej „marginalizowanej” grupy), człowiek powinien wierzyć w pewne rzeczy. Ponieważ to ja [Arab] zorganizowałem dyskusję, stałem się persona non grata wśród tych, którzy chcą, żebyśmy nie widzieli potworności popełnianych w imieniu islamu.

Wszelka analiza tego zagadnienia jest jakoby zdradą w stosunku do mojego plemienia, za co karą jest ekskomunika. Zacząłem nazywać to podejście “nakazowym rasizmem” – ideą, mówiącą o tym, że tożsamość rasowa powinna określać sposób działania ludzi i ich przekonania. Więc chcąc być akceptowanym jako Arab, muszę przyjąć to samo podejście, co wszyscy inni Arabowie.”

Konkluzją tej obiekcji dotyczącej “reprezentacji” jest to, że nasz panel co do zasady był „nieuprawniony”, ponieważ nie objął akceptowalnych rasowo i plemiennie “przedstawicieli”. „Nie-reprezentujący” organizator i „nie-reprezentujący” mówcy nie mają więc prawa zajmować się tymi sprawami, bo jest ono zarezerwowane dla odpowiednich członków plemienia. Dlatego idee i poglądy, które my, mówcy, przedstawiliśmy tego wieczora, powinny zostać uciszone.

Obydwie obiekcje protestujących prezentują aspekty światopoglądu plemiennego. Pierwsza traktuje poglądy przeciwne do własnych dogmatów jako nieuprawnione; druga podkreśla kolektywną tożsamość jako czynnik definiujący poglądy jednostki. Obie są z gruntu antyintelektualne. Taki światopogląd jest szczególnie szkodliwy na kampusie uczelni, dokąd studenci przybywają się uczyć i odkrywać nowe idee. Zamiast tego zachęca się ich do przyjęcia właśnie takiego, antyintelektualnego poglądu.

Tłumaczenie Grażyna Jackowska na podst.:
https://newideal.aynrand.org/why-students-protested-event-analyzing-islam/

Autor: Elan Journo – analityk amerykańskiej polityki zagranicznej, dyrektor programu badań politycznych w Ayn Rand Institute Ayn Rand Institute

 




Dżihadystyczne wpływy w nigeryjskiej mafii we Włoszech

„Il Giornale” cytuje raport włoskiego Biura Dochodzeń Antymafijnych (Dia), które wskazuje na wzrost znaczenia nigeryjskiej mafii we Włoszech.

NIgeryjska mafia nie tylko bardzo dobrze rozprzestrzeniła się we Włoszech, weszła także w alianse z lokalnymi strukturami mafijnymi i przejęła rytualne zachowania, łącząc ze swoimi opartymi na praktykach voodoo. Z drugiej strony mafia posługuje się znakomicie nowoczesną technologią i nowoczesnymi alternatywnymi systemami finansowymi, żeby transferować do Nigerii przychody uzyskane z handlu narkotykami i ludźmi.

Bliskie kontakty z Nigerią budzą także zaniepokojenie ze względu na islamistyczną radykalizację. Ugrupowanie może nie tylko zajmować się przestępczością, ale pod wpływem Boko Haram włączyć się w działania terrorystyczne. Dia zwraca tu szczególnie uwagę na przeciwdziałanie radykalizacji w systemie penitencjarnym.  (j)

źródło: Il Giornale

 




„Islamofobia” wiecznie żywa

Raheel Raza

Rząd kanadyjski zaprezentował niedawno nową strategię walki z rasizmem, w ramach której przeznaczy 45 milionów dolarów na programy wspólnotowe, kampanie edukacyjne oraz zwalczanie nienawiści w sieci.

I choć dobrze jest walczyć z rasizmem i fanatyzmem na każdym poziomie, ta konkretna antyrasistowska strategia opiera się na kluczowych rekomendacjach, wywodzących się z antyislamofobicznej ustawy M103.

Od samego początku, gdy poseł Iqra Khalid wprowadzała ustawę M103, wyrażaliśmy obawę w związku z użyciem słowa „islamofobia”.

W trakcie konferencji w Ottawie, w której brałam udział wraz z kilkoma członkami parlamentu, wyjaśniałam, że termin „islamofobia” został ukuty w latach 90., gdy ugrupowania powiązane z Bractwem Muzułmańskim w Stanach Zjednoczonych, chcąc zamknąć usta krytykom, zdecydowały się odgrywać rolę ofiary. Odbywało się to równolegle z nieustannymi naciskami Organization of Islamic Cooperation (OIC, Organizacja Współpracy Islamskiej), żeby traktować wszelką krytykę islamu i muzułmanów jako przejaw rasizmu i fanatyzmu.

Komitet Światowego Dziedzictwa UNESCO, który promował ustawę M103 zasugerował, żeby rząd uaktualnił swój krajowy plan walki z rasizmem i stworzył departament, mający ten plan wprowadzić w życie. Kanadyjski rząd właśnie realizuje te zalecenia.

Ustawa M103 nie zdefiniowała „islamofobii”. Zrobił to natomiast rząd Kanady w ramach nowego planu. Zgodnie z nim „islamofobia” „zawiera w sobie rasizm, stereotypy, uprzedzenia, lęk oraz wrogie działania skierowane przeciw poszczególnym muzułmanom lub ogólnie wyznawcom islamu. Oprócz indywidualnych aktów nietolerancji i profilowania rasowego islamofobia może prowadzić do postrzegania i traktowania muzułmanów na poziomie systemowym i społecznym jako ogólne zagrożenie dla bezpieczeństwa”.

Definicję przyjęto po rekomendacji jednego z islamskich ugrupowań, które twierdzi, że reprezentuje wszystkich kanadyjskich muzułmanów – co nie jest prawdą. Pomimo że „islamofobia” stanowi główny element nowej antyrasistowskiej strategii, niektórzy muzułmanie wciąż nie są z niej zadowoleni. Ich zdaniem „islamofobia” nie jest w niej nadal wystarczająco doprecyzowana.

Jasmin Zine, profesor socjologii i studiów islamskich na Wilfrid Laurier University, będąca twarzą kampanii przeciwko tzw. rasizmowi i fanatyzmowi wymierzonym w muzułmanów w Kanadzie, jest rozczarowana, ponieważ dokument „ledwo wspomina” o islamofobii. Zawiera jedynie wzmiankę o strzelaninie w meczecie w Quebecu w 2017 r., w której zginęło sześć osób. „Brak woli politycznej stawienia czoła islamofobii lub chociażby przyznania, że ta istnieje, jest zniewagą dla osób zamordowanych w masakrze w Quebecu w akcie terrorystycznym inspirowanym białym nacjonalizmem. Stanowi też obrazę dla wszystkich kanadyjskich muzułmanów” – oświadczyła Zine.

Wciąż mamy jednak kilka zastrzeżeń.

Używając w dokumencie terminu „islamofobia” państwo wyróżnia tylko jedną wspólnotę wiary, tak jakby islam i muzułmanie byli wyjątkowi i potrzebowali specjalnej uwagi.

Kto otrzyma fundusze na walkę z rasizmem? Liczne islamistyczne organizacje, które udzielały rekomendacji i napisały tysiące listów popierających M103, już czekają w kolejce po fundusze.

W kraju świeckim (którym staramy się być) państwo nie powinno mieć żadnego interesu w angażowaniu się w sprawy religijne. Tematyce rasizmu, dyskryminacji i fanatyzmu należy stawiać czoła poprzez dialog, zaangażowanie i uczciwą debatę. Jest to możliwe tylko wtedy, kiedy możemy korzystać z wolności słowa.

Używając w dokumencie terminu „islamofobia” państwo wyróżnia tylko jedną wspólnotę wiary, tak jakby islam i muzułmanie byli wyjątkowi i potrzebowali specjalnej uwagi. Tymczasem statystyki pokazują, że zbrodnie nienawiści wymierzone są najczęściej w ludność rdzenną, Żydów, czarnoskórych i przedstawicieli LGBT.

Jeśli chodzi o muzułmanów – czy naprawdę są tak źle traktowani? W samym Toronto działa sto meczetów i pięćdziesiąt organizacji islamskich. Jedenastu posłów w rządzie to muzułmanie, a w niektórych państwowych szkołach odbywają się islamskie modlitwy. To nie wygląda na narzucony systemowo rasizm!

Swoją drogą, antyrasistowskie programy, takie jak ten, mają miejsce również poza Kanadą. Pakistan na forum ONZ zaproponował właśnie sześciopunktowy plan mający na celu walkę z nienawiścią na tle religijnym oraz „islamofobią”. Plan ten, w ramach wydarzenia zatytułowanego „Walka z terroryzmem i innymi aktami przemocy opartymi na religii i wierzeniach” zaprezentowała Maleeha Lodhi, stały przedstawiciel Pakistanu w ONZ. Wydarzenie zorganizował Pakistan we współpracy z Turcją i Watykanem. Ta bezczelna propozycja wyszła od dwóch krajów, w których mniejszości [niemuzułmańskie] są na co dzień dyskryminowane i prześladowane.

Tłumaczenie Bohun, na podst. https://clarionproject.org/islamists-in-canada-poised-to-grab-anti-racism-jackpot/

Raheel Raza doradza Clarion Project, jest cenioną autorką i producentką filmową zajmującą się tematyką dżihadu i szariatu. Przewodniczy organizacji The Council for Muslims Facing Tomorrow. Działa na rzecz praw człowieka, równości płci i różnorodności.




Ponad połowa artykułów w brytyjskiej prasie krytyczna wobec muzułmanów

Brytyjska Rada Muzułmanów (The Muslim Council of Great Britain), która jak twierdzi jest reprezentacją ponad 400 organizacji muzułmańskich z Wielkiej Brytanii, przedstawiła parlamentowi analizę 10 tysięcy artykułów i programów telewizyjnych z ostatniego kwartału 2018 roku. Według raportu w 59% artykułów prasowych i 43% klipów telewizyjnych muzułmanie i islam kojarzeni byli  z „negatywnymi zachowaniami”.

Nie wiadomo, jaka była metodologia badania i na jakiej podstawie dokonywano kwalifikacji tekstu i programu jako „kojarzonego z negatywnym zachowaniem”. Raport nie oskarża mediów o publikowanie nieprawdziwych informacji na temat muzułmanów, lecz o zbyt dużą liczbę negatywnych, a zbyt małą pozytywnych wzmianek o muzułmanach.

Na jesieni brytyjska rada mediów ma wydać zalecenia dotyczące „uczciwego” pokazywania muzułmanów i islamu w mediach. (g)

Źródło: BBC

Od redakcji Euroislam.pl: Odgórne ustalanie dopuszczalnych proporcji negatywnych tekstów na jakiś temat może dla polityków być atrakcyjne. Skoro można by ustalić, że o islamie i muzułmanach może być nie więcej niż 30% tekstów, to w kolejnym ruchu można ustalić, że o rządzącej partii nie może być więcej niż, powiedzmy, 20% informacji. Nie ma to wprawdzie nic wspólnego z wolnością słowa, ale za to zapewnia bezkarność.




Bractwo Muzułmańskie to nie „organizacja pokojowa”

Administracja amerykańska przygotowuje się do zakwalifikowania Bractwa Muzułmańskiego jako organizacji terrorystycznej. Liczne media potępiły ten zamiar, utrzymując, że Bractwo to organizacja pokojowa.

Clarion Project wielokrotnie dostarczał dowodów, że tak nie jest. Ostatnio analityk ds. arabskich CP, Ran Meir, spotkał się z działaczką na rzecz praw człowieka i włoską dziennikarką Antonellą Napoli, która sama doświadczyła niebezpiecznych i brutalnych działań Bractwa Muzułmańskiego. Dziennikarka dostarcza relacji z Sudanu od 15 lat.

W styczniu, podczas robienia zdjęć z obywatelskiego protestu przeciwko trudnościom ekonomicznym kraju, została aresztowana i brutalnie przesłuchiwana przez wiele godzin. Następnie zaczęła dostawać groźby. Pierwsza ostrzegała Napoli, żeby przestała rozpowszechniać „fałszywe informacje o Sudanie”. Druga brzmiała: „Nadal rozpowszechniasz kłamstwa na temat Sudanu i uważasz, że jesteś bezpieczna, ale Bractwo Muzułmańskie istnieje, nawet we Włoszech”.

* * *

Oto wywiad Rana Meira z Antonellą Napoli.

Clarion Project: Jak długo zajmujesz się wydarzeniami w Sudanie? Jak myślisz, co zwróciło  uwagę Bractwa Muzułmańskiego na twoją pracę?

Antonella Napoli: Od 2005 roku piszę o Sudanie. Jako korespondentka „Vanity Fair” byłam zaszokowana sytuacją w terenie. Zakochałam się w ludziach z Darfuru i głęboko czułam, że muszę im pomóc w każdy możliwy sposób. Spotkałam wiele kobiet, które padły ofiarą gwałtu i zebrałam ich poruszające historie. Pozbierałam także opowieści wielu innych ludzi, którzy stali się ofiarami naruszeń praw człowieka. Jestem dziennikarką, ale zorganizowałam też wiele kampanii na rzecz tych praw.

Antonella Napoli z ambasadorem Włoch w Sudanie, po jej uwolnieniu. (Foto: Clarion Project)

– Jak myślisz, kto był odpowiedzialny za twoje aresztowanie w styczniu i co dokładnie się stało, kiedy zostałaś aresztowana?

– Zostałam aresztowana przez sudańskie służby bezpieczeństwa. Trzymali mnie przez cztery godziny, podczas których stosowali wobec mnie przemoc fizyczną i psychiczną. Byli agresywni, ponieważ jestem kobietą, to wiem na pewno. Jednak ambasada włoska wywarła na nich presję i zwolnili mnie.

– Czy istnieje związek między siłami bezpieczeństwa a Bractwem Muzułmańskim w Sudanie?

– Uważam, że istnieje związek, ponieważ islamiści są tam mocno obecni oraz mają wpływy w obecnej radzie wojskowej, która przejęła władzę po upadku sudańskiego przywódcy Omara Bashira w kwietniu tego roku. Z pewnością mają wpływ na przywódcę rady, generała Mohameda Hamdana Dagolo, który ma przydomek Hemeti i był szefem Janjaweed – arabskiej milicji odpowiedzialnej za ludobójstwo w Darfurze (region w zachodnim w Sudanie) w 2003 roku. Hemeti jest wspierany przez islamistów z Darfuru. Chociaż formalnie jest zastępcą przewodniczącego rady, jest traktowany jako jej faktyczny i prawdziwy przywódca.

– Jak radzisz sobie z groźbami, które dostałaś od Bractwa Muzułmańskiego?

– Obecnie jestem pod obserwacją policji, ale nie boję się, bo wiem, że jestem po właściwej stronie. To jedyna rzecz, która się dla mnie liczy.

– Jak silne jest dzisiaj Bractwo Muzułmańskie w Sudanie?

– Bractwo zapewnia wsparcie reżimowi wojskowemu i ma potencjał do zdominowania sudańskiej polityki. To jest bardzo niebezpieczne.

– Co Zachód może zrobić, żeby walczyć z ich ideologią i działalnością w Sudanie, a także w innych miejscach? 

– Żeby walczyć z obecną sytuacją w Sudanie, społeczność międzynarodowa musi okazać swoją siłę i przyjąć wspólne stanowisko.

– Czy wrócisz do Sudanu, czy stało się to dla ciebie zbyt niebezpieczne?

– Oczywiście, że wrócę. Obecnie czekam na wizę. Planuję wyjazd w przyszłym miesiącu lub we wrześniu, ale nie później. Nie boję się. To nie tylko kwestia pracy, bardzo ważne jest dla mnie udzielenie wsparcia Sudańczykom.

Tłumaczenie Anna Żelazna, na podst. https://clarionproject.org

——————————-

Ran Meir jest analitykiem do spraw arabskich Clarion Project. Można się z nim skontaktować pod adresem ran@clarionproject.org