Czy istnieje „islamistyczny separatyzm?”

W trakcie spotkania w Miluzie (luty 2020) Emmanuel Macron udzielił długiej wypowiedzi na temat „islamistycznego separatyzmu”, w której stwierdził, że zamierza z nim walczyć nie tworząc przy tym planu wymierzonego w sam islam.

Ogłosił przy tym pakiet środków do walki z „zagranicznymi wpływami” wywieranymi na islam we Francji, począwszy od wpływu zagranicznych imamów, po finansowanie meczetów na terenie kraju. Francuski prezydent nakreślił swą doktrynę w tym wrażliwym temacie w przeddzień kluczowych wyborów lokalnych, które obyły się 15 i 22 marca 2020 r., w momencie, gdy jego partia musiała zmierzyć się z wizją porażki.

Macron spędził dzień w Bourtzwiller, dzielnicy klasy robotniczej w Miluzie, jednym z około pięćdziesięciu – a dokładnie czterdziestu siedmiu – obszarów, na których toczy się skoordynowana walka z radykalizacją i alienacją społeczności. W tej społeczności od dziesięciu do trzydziestu pięciu policjantów walczy z przestępczością i przemytem.

Separatyzm zastępuje komunitarianizm

Leksykon polityczny wykorzystywany do opisu islamistycznej radykalizacji został wzbogacony o użycie „radykalnego” słownictwa, konkretnie o słowo „separatyzm”. Oznacza to, że w debacie politycznej przyjęto fakt, który znany był we Francji od pięciu lat, mianowicie to, że islamizm oznacza radykalne zerwanie z modelem republikańskim i jego wartościami.

Określenie „separatyzm” zastąpiło „komunitarianizm”. O ile Francja nie uznaje istnienia społeczności lub mniejszości ze szczególnymi prawami, o tyle poczucie przynależności społecznej jest socjologiczną rzeczywistością, która nie sprowadza się oczywiście tylko do islamistycznego radykalizmu. Stąd idea, że nie samo poczucie przynależności, ale pragnienie separacji od narodowej wspólnoty, Republiki, jest problemem.

Jedną z pierwszych osób, które użyły słowa „separatyzm” w tym znaczeniu był Bastien Faudot, kandydat w wyborach prezydenckich w 2017 . „Sprawa z burkini nie jest anegdotyczna. Widzimy wyraźnie społeczną, kulturową, seksualną i religijną ofensywę separatyzmu, który zagraża republikańskiemu paktowi”, powiedział Faudot w wrześniu 2016 r.

W debacie politycznej przyjęto fakt, znany we Francji od pięciu lat, że islamizm oznacza radykalne zerwanie z modelem republikańskim i jego wartościami.

Rok później francuska filozof, Elisabeth Badinter, podjęła tę ideę w przedmowie do książki Georgesa Bensoussana pt. „A submissive France” (Uległa Francja). Pisała w niej, że „drugie społeczeństwo stara się podstępnie narzucić się Republice, odwracając się do niej plecami, zmierzając w stronę separatyzmu lub nawet secesji”.

Termin „separatyzm” zyskał popularność dzięki opublikowanej ma łamach „Le Figaro” petycji przeciwko „islamistycznemu separatyzmowi”, podpisanej przez sto znanych osobowości, w tym byłych ministrów Luca Ferry’ego i Bernarda Kouchnera. W ich liście mogliśmy przeczytać, że „nowy separatyzm rozwija się pod przykrywką. Chce być postrzegany jako łagodny, gdy tak naprawdę jest islamistyczną bronią politycznego i kulturowego podboju. Islamiści chcą być traktowani jako oddzielna grupa, ponieważ odrzucają innych, w tym muzułmanów, którzy nie podzielają ich poglądów”.

Separatyzm powraca w obszar religii

W przeszłości słowo „separatyzm” przeniesiono z obszaru religii do polityki. W Anglii odnosiło się ono początkowo do przypadku chrześcijan, którzy nie chcieli się podporządkować kościołowi anglikańskiemu (prezbiterianom, purytanom, kwarkom itd.). W Europie protestanckiej stosowano go także w różnych czasach w odniesieniu do kilku odłamów luteranizmu.[2]

Jednak dopiero w polityce zaczęto używać tego terminu w kontekście regionalnych ruchów separatystycznych, przeciwstawiając je zwolennikom autonomii i federalistom. Niekiedy wciąż używa się tego słowa w tym znaczeniu. Po II wojnie światowej separatyzm zyskał nową warstwę znaczeniową za sprawą generała De Gaulle’a, który w trakcie zimnej wojny mianem separatystów określał komunistów.

9 października 1947 były przewodniczący ruchu „Wolna Francja” w trakcie wystąpienia w Vincennes powiedział: „Separatyści wykorzystując cierpienia i gniew starają się doprowadzić do sytuacji, w której społeczeństwo będzie na tyle zrozpaczone, że uda im się ustanowić dyktaturę w służbie obcym panom i wykorzystać wszelkie kłamstwa, innymi słowy własną propagandę, żeby nie dopuścić do zjednoczenia społeczeństwa i odbudowy państwa, co skazałoby ich co najmniej na bezsilność”.

Podejście Macrona przywróciło ten termin do sfery religijnej. Nie opisuje on już schizmy, lecz radykalizm prowadzący do separacji od pozostałej części francuskiego społeczeństwa. Trzeba przyznać, że obecny kontekst, naznaczony napięciami na tle tożsamościowym i alienacją społeczności – co odciska piętno na całym europejskim kontynencie – sprawił, że polityczny dyskurs i zachowania stały się bardziej surowe i skłoniły polityków i opinię publiczną do odrzucenia kompromisów w przypadku „podważania paktu republikańskiego”.

Powracająca religijność będzie podważać fundamenty świeckości, wynikające z ustawy z grudnia 1905 r., która, co należy wyraźnie podkreślić, w pierwszych dwóch artykułach wyraźnie ogłasza koniec zachowań religijnych w sferze publicznej oraz kategorycznie zabrania finansowania i uznawania poszczególnych wyznań przez władze państwowe.

W tym kontekście możemy uznać, że przebudzenie religijności w wersji islamskiej jest oznaką kryzysu w demokratycznej przestrzeni publicznej, w której, zdaniem filozofa i socjologa Marcela Gaucheta, obserwujemy trudności z zarządzeniem i włączaniem we współczesną historię „religijnego faktu jako elementu tożsamości społecznej”.[2] Impas ten świadczy również o nieustannych problemach, jakie wiążą się z funkcjonowaniem islamskiej wiary w świeckiej Europie.

Francuska Rada Kultu Muzułmańskiego (z fr. Conseil français du culte musulman, CFCM), powstała za kadencji Nicolasa Sarkozy’ego, zdaje się być przytłoczona problemami związanymi z obecnością islamu we francuskiej sferze publicznej. Władze zmuszają ją również do promowania rozwiązań, które z jednej strony łączą osadzenie muzułmanów we francuskim społeczeństwie z kategorycznym nakazem dostosowania się do wymagań wynikających ze świeckich wartości Republiki, a z drugiej strony z presją opinii społecznej.

O kompromis będzie trudno

Wydaje się jednak, że CFCM ma trudności ze szkoleniem imamów i nauczaniem arabskiego przez wykwalifikowany, znający życie codzienne i realia francuskiego społeczeństwa personel. Organizacja ta dobrze orientuje się w sytuacji w krajach, z których pochodzą muzułmańscy imigranci (Algieria, Maroko czy Turcja) i rozumie napięcia istniejące w tych regionach pomiędzy rozmaitymi nurtami religijnymi i społecznymi. Nie orientuje się jednak równie dobrze w realiach francuskich. To paraliżuje jej funkcjonowanie i uniemożliwia jej realizację misji, którą sama sobie wyznaczyła w statutach.

Jednocześnie mamy do czynienia z paradoksalnym nakazem. Z jednej strony państwo wzywa religijnych muzułmanów do zerwania z „konsularnym islamem” i zagranicznymi źródłami finansowania, z drugiej powstrzymuje się przed interwencją w imię poszanowania świeckości. Pokazuje to, że znalezienie akceptowalnego i wiarygodnego „kompromisu” jest niezwykle złożoną kwestią.

Abderrahim Hafidi

Autor jest politologiem, uczonym islamskim i dziennikarzem. Ukończył prawo na Sorbonie. Prowadzi program „Islam” w publicznej telewizji France 2

Tłumaczenie Bohun, na podst. https://www.opendemocracy.net

[1] Elizabeth A. Livingstone, ‘’The Oxford Dictionary of the Christian Church’’. Publishers, Frank Leslie Cross. Date of original publication, 1957.

[2] M. Gauchet, Le désenchantement du monde. Une histoire politique de la religion, bibliothèque des sciences humaines, Gallimard, 1985, XXIII – 306 p.

 




Nikab: romantyczny czy ekstremistyczny?

Zachwyt nad romantycznymi islamskimi obrazami prezentowanymi w zachodniej prasie może wspierać radykalizację, nawet jeżeli stoją za tym intencje wspierania wielokulturowości i różnorodności.

„Tylko oczy jeźdźca były widoczne pod zasłoną twarzy. Z łukiem w lewej ręce i strzałą w prawej skierowała konia w kierunku celu”, takim romantycznym obrazem zaczyna „The New York Times” artykuł o indonezyjskim fanklubie nikabu, zwanym „niqab squad”. Nie tylko strój, ale i sport powinien być miły Allahowi, a łucznictwo uważane jest za jeden z ulubionych sportów proroka Mahometa. To pozwoli im, jak twierdzą, zbliżyć się do nieba. [1]

Wschodnia Jawa, gdzie powstała moda na nikab, to także miejsce gdzie niechciane awanse męskiej części populacji i molestowanie występują często. Więc zasłona nie tylko ma zbliżyć do nieba, ale również oddalić od „piekła” na Ziemi. Bohaterki artykułu protestują też przeciwko wizerunkowi kobiety jako słabszej płci. „Możemy stać się silnymi muzułmankami przez ćwiczenie łucznictwa i jeździectwa”, opowiada nauczycielka w islamskiej szkole Idhanur.

I chociaż autor artykułu zauważa narastającą radykalizację w Indonezji, to stara się podkreślić różnice między terroryzmem, a skrajnym konserwatyzmem islamskim oraz pokojowy charakter „nikab squad”. Poświęcenie jego członkiń dla Allaha ma oznaczać ukrycie swojej urody i przywdzianie stroju zgodnego z islamem. „To znaczący przykład ruchu, gdzie ubiór może być bardzo mylący”, wypowiada się w artykule dyrektor Instytutu Politycznej Analizy Konfliktu w Dżakarcie, Sidney Jones.

Społeczne normy pielęgnowane przez indonezyjskie „zamaskowane amazonki” nie są nowe. Podobne są do działań salafickiej grupy Tablighi Dżamaat („Towarzystwo krzewienia wiary”), uprawiającej globalny prozelityzm promujący fundamentalistyczne wartości islamu. Grupa powstała w Indiach w roku 1927 jako odłam szerszego ruchu Deobandi, łączącego islam suficki z wahabbickimi wpływami. Rozpowszechniła się głównie w Azji Południowo-Wschodniej.

Tablighi Dżamaat, chociaż uchodzi za bardzo konserwatywną, a jednocześnie głoszącą pokojową drogę, wyprodukowała także terrorystów. Szczególnie w Wielkiej Brytanii, gdzie ze względu na kolonialne powiązania jest popularnym ruchem. [2] Stanowi przedmiot coraz większego zaniepokojenia europejskich środowisk zajmujących się zwalczaniem terroryzmu.

Nawet jeżeli do tej pory nie udowodniono Tablighi Dżamaat bezpośrednich związków z terroryzmem i głoszenia przesłań wzywających do dżihadu, to jej doktryna odrzuca wszystko co niemuzułmańskie, prowadzi do podziałów nie tylko w społeczeństwach mieszanych, ale także wśród samych muzułmanów. Przedstawianie świata jako czarno-białego podziału na muzułmanów i niemuzułmanów stanowi pożywną glebę dla radykalizacji i dalszego procesu rekrutacyjnego dla terroryzmu. Nie mówiąc o bardzo negatywym wpływie na spójność społeczną.

Przedstawianie świata jako czarno-białego podziału na muzułmanów i niemuzułmanów stanowi pożywną glebę dla radykalizacji i dalszego procesu rekrutacyjnego dla terroryzmu.

Problem nie dotyczy tylko Wielkiej Brytanii. We Francji także uważa się, że ugrupowanie miało istotny wkład w proces radykalizacji w poszczególnych obszarach, gdzie rekrutacja okazała się skuteczna. Przykładem tego jest Lunel, miejscowość nazywana francuskim Molenbeek, gdzie miejscowy meczet został zinfiltrowany przez Tablighi Dżamaat. [3]

Wyzwanie dla społeczeństw zachodnich przez tworzenie się społeczności równoległych i domaganie się uznania dla konserwatywnego islamskiego stylu życia opisywał też sędzia Sądu Najwyższego, profesor Mirosław Sadowski z Pracowni Badań Prawa Orientalnego UWr. W jego opinii stopniowa zmiana społeczna, jaka dokona się za sprawą tej i podobnych dobrze zorganizowanych grup, może być zagrożeniem o wiele większym niż terroryzm. [4]

Tymczasem artykuł „NYT” nie jest jedynym, łączącym podporządkowanie z romantycznym obrazem. Trzy lata wcześniej o indonezyjskich miłośniczkach nikabu pisała australijska prasa. Dziennikarka Jewel Topsfield zachwycała się tym, że nikab, kojarzony zwykle z czernią, ma teraz elementy w kropeczki, które dzielą się radością ze światem. A do tego bejsbolówka z napisem: „Noszę nikab i nie jestem terrorystką”. [5]

„Nikab Challenge”, do którego zaproszono Topsfield, to inicjatywa mająca przekonać do nikabu. Kobiety mają się przekonać, że nikab to nie jest duszna zasłona. Przeciwnie, jak donoszą relacje „czują się bardziej spokojne, czują się chronione”, po założeniu zasłony obejmującej całe ciało. Zafascynowana różnorodnością nikabu, różnymi społecznymi aktywnościami nikabistek i brakiem przeszkód w robieniu kariery, dziennikarka „Sydney Morning Herald” nie stawia jednak pytania o podstawowy cel fizycznego odgrodzenia się od świata i potrzebę podkreślania odmienności.

Ten proces pokazuje za to serial szwedzkiej telewizji dostępny na Netflixie – „Kalifat”. Chociaż platforma streamingowa oskarżana jest często o lewicowe skrzywienie, tutaj nie występuje kolorowe zabarwienie fascynacji chustą. W „Kalifiacie” potrzeba podkreślenia odmienności, bycia muzułmanką, w opozycji do szwedzkiego państwa i własnej zsekularyzowanej rodziny, oraz poszukiwanie tożsamości, wykorzystywane są bez skrupułów przez rekrutera z konsekwencjami dla całej rodziny, a nawet społeczeństwa.

A wszystko zaczyna się od tej samej narracji, którą można usłyszeć od Tablighi Dżamaat i przeczytać w wymienionych gazetach. Chusta jest cool, zachodnie społeczeństwo opresyjne i dyskryminujące. Ci, którzy nie praktykują islamu zgodnie z konserwatywną doktryną i nie interpretują ksiąg dosłownie, to niemuzułmanie. Można jednocześnie być zasłoniętą i prowadzić nowoczesne życie, twierdzą propagatorzy zasłon, chociaż utrzymując dystans i wstręt do wszystkiego, co nieislamskie.

To nie jest tylko wymysł fantazji twórców filmu, to także zdanie specjalistów. Jemeńsko-szwajcarska politolog, dr Elham Manea, w wywiadzie opublikowanym po polsku na stronie Euroislam.pl, mówi bez ogródek o dużo mniej zauważalnym muzułmańskim symbolu, hidżabie, że „służy islamistom do oznaczania terytorium”. [6]

W ten sposób znaczenie islamskiego stroju dla rozwoju Bractwa Muzułmańskiego w Egipcie i poza nim rozumiał jego lider Muhammad Badi. Opowiadał jak strój ten doprowadza stopniowo do zmiany społecznej, w której poprzez widoczny symbol społeczeństwo stopniowo akceptuje konserwatywne islamskie wartości. A rzecznikami tych wartości stają się takie ruchy, jak Bractwo Muzułmańskie czy Tablighi Dżamaat.

I tak też paradoksalnie kończy się artykuł „New York Timesa”: „Kiedy zaczynałam tutaj, bardzo rzadko widziało się kobiety i dziewczęta w nikabach. Ale teraz jest już nas wiele” – mówi trendesetterka nikabu.

[1] https://www.nytimes.com/2020/03/23/world/asia/indonesia-niqab-veil-islam-women.html

[2] http://www.listyznaszegosadu.pl/dawa-sianie-nasion-nienawisci

[3] https://euroislam.pl/burmistrz-francuskiego-molenbeek-prosi-rzad-o-pomoc/

[4] https://www.rp.pl/article/20150920/OPINION/309209911?preview=3&remainingPreview=2&grantedBy=preview&

[5] https://www.smh.com.au/world/meet-indonesias-niqab-squad-working-to-destigmatise-the-full-face-covering-20171123-gzr8de.html

[6] https://euroislam.pl/hidzab-sluzy-islamistom-do-oznaczania-terytorium/




Grecja daje odpór Turcji. Partia Pracy wyrzuca czarnego „islamofoba”.

Przegląd tygodnia 9.04-15.04.

Jeżeli nie mają Państwo czasu czytać na bieżąco wszystkich informacji, zapraszamy do krótkiego przeglądu najważniejszych interesujących nas wydarzeń.

1. Europa nie ulega tureckiemu szantażowi i wojnie hybrydowej. Grecja broni granic przed tysiącami nielegalnych imigrantów oraz wspierającymi ich tureckimi siłami. Grecy otrzymali wsparcie Straży Granicznej z Polski i Austrii oraz dofinansowanie z budżetu UE. Stanowcze stanowisko wydaje się popłacać. Wg New York Times Turcja wycofuje autobusami imigrantów znad granicy. Na razie nie znaleźliśmy potwierdzenia tej informacji w innych źródłach.

2. W Holandii dyskusja o meczetach, które znalazły się pod wpływem Bractwa Muzułmańskiego. Ekspert Robert Sandee sugeruje wzorem Austrii zakaz finansowania meczetów z zagranicy, bo inaczej wiara Holendrów w wolność religijną zostanie wykorzystana przez Turcję, Katar czy Kuwejt.

3. Świat muzułmański także walczy z koronawirusem. Najbardziej zagrożony jest Iran; nawet pomimo złej sytuacji – 14 tys. zachorowań, ponad 700 zmarłych – są uzasadnione podejrzenia, że informacje są zafałszowane. Arabia Saudyjska zamknęła meczet w Mekce. Turcja zanotowała tylko kilka przypadków, ale zapaśnicy na tradycyjnych i popularnych zawodach mają nie podawać sobie ręki przed walką.

4. Labour Party wyrzuciła Trevora Phillipsa. W latach 90. był zwolennikiem wielokulturowości, przestrzegał przed islamofobią. Później zaniepokoił go brak integracji muzułmanów. Krytykował też partię za ukrywanie przypadków antysemityzmu. Solidarność z nim wyrazili muzułmańscy reformatorzy, np. Maajid Nawaz.

5. Brytyjczycy walczą z imigracją, wprowadzając system punktowy, ale ta nielegalna i tak trwa, korzystając z lotów, głownie z Albanii do Dublina, a dalej taksówką przez Północną Irlandię.

6. Okazało się w badaniach, że oskarżany o dyskryminację muzułmanów brytyjski antyekstremistyczny program „Prevent” przeszkadza islamistom, salafitom i samozwańczym liderom społeczności. Większość muzułmanów nie ma z nim problemu i zgłosiłaby na policję podejrzenie o przygotowanie zamachu.

7. Na Sahelu doszło do współpracy między Al-Kaidą i Państwem Islamskim, do tej pory walczących ze sobą. Ich połączone siły zwiększą destabilizację regionu wrażliwego także dla Europy ze względu na biegnące tamtędy szlaki przemytnicze.

8. Siedem państw Unii Europejskiej zdecydowało się na przyjęcie dzieci bez opieki z obozów uchodźców na greckich wyspach. Nie ma wśród nich Polski, chociaż uważamy, że kilkadziesiąt zweryfikowanych dzieci mogłoby też znaleźć opiekę w naszym kraju. Tymczasem dorośli imigranci, jeżeli zdecydują się na powrót do kraju dostaną 2000 euro na głowę z funduszy unijnych.

9. Turecki sąd skazał trzech przemytników, odpowiedzialnych za śmierć w 2015 roku Alana Kurdiego, chłopca, który utonął podczas nieudanej przeprawy do Grecji i którego zdjęcie było pokazywane na całym świecie jako symbol bezduszności Europy. Dostali łącznie 125 lat więzienia za handel ludźmi i „morderstwo z ewentualnym zamiarem”.

10. W wywiadzie „Powinniśmy być bardziej solidarni” Wojciech Wilk z Polskiego Centrum Pomocy Międzynarodowej mówi o możliwości pomocy Syrii i o tym jaka jest dysproporcja między wydatkami na pomoc uchodźcom w Europie, a tymi w obozach w rejonach konfliktu.

Więcej informacji na powyższe tematy:

„Grecja jest bastionem Europy”

Tożsamość i granice. Jak Turcja pomaga w budowaniu Europy

Oferta dla imigrantów z greckich wysp: dwa tysiące euro za powrót

Holandia: meczety pod wpływem ekstremistów 

Koronawirus: tak się to robi w Iranie

Labour Party: jak antyrasista został „islamofobem”

Wielka Brytania: nielegalna imigracja „tylnymi drzwiami” 

Wielka Brytania: większość muzułmanów popiera policję, a nie ekstremizm 

Afryka Zachodnia, kolejny matecznik dżihadu

Czy przyjąć dzieci z greckich wysp?

3 Men Sentenced to 125 Years Each in Drowning of Syrian Refugee Boy – The New York Times 




Brytyjski raport o gwałcicielach dzieci utajniony

Rząd brytyjski odmówił portalowi „Independent” ujawnienia raportu o gangach wykorzystujących seksualnie dziewczynki.

Zapowiadając przygotowanie tego raportu w 2018 roku ówczesny minister spraw wewnętrznych Sayid Javid powiedział, że nie będzie tematów, którymi raport się nie zajmie i że nie pozwoli, by „wrażliwość kulturowa czy polityczna przeszkadzała w zrozumieniu problemu i znalezieniu środków zaradczych. Wiemy, że w najbardziej znanych przypadkach gwałciciele pochodzili głównie z Pakistanu”.

Na żądanie „Independent” oparte o Freedom of Information Act (Ustawa o wolności informacji) rząd odpowiedział, że raport nie zostanie ujawniony z dwóch powodów. Po pierwsze, służy obecnie do przygotowania rządowej strategii walki z seksualnym wykorzystywaniem dzieci, a do tego ministrowie muszą mieć pełną swobodę dyskutowania, bez nacisku opinii publicznej. Po drugie, „informacje mogłyby wprowadzać w błąd, gdyby były podane bez kontekstu”.

W analizie przeprowadzonej przez walczącą z islamskim ekstremizmem Quilliam Foundation wykazano, że spośród 264 mężczyzn skazanych za seksualne wykorzystywanie nieletnich (grooming) aż 222 pochodziło z Azji (głównie Pakistan), 22 było czarnych a 17 białych.

Pomimo wielokrotnych skandali z gwałcicielami, którzy wykorzystywali dzieci przez wiele lat przy obojętności lub ślepocie miejscowych władz (pisaliśmy o tym wielokrotnie, m.in. o Rotherham, Newcastle, Telford,  Manchesterze i raporcie o policji z Rotherham) zjawisko nie tylko występuje nadal, ale przybiera na sile. Według „Independent” w roku 2019 ponad 19 tysięcy dzieci padło już ofiarą zorganizowanego wykorzystywania seksualnego; pięć lat wcześniej było to 3300. (gl)

Na podstawie The Independent

 




Islam i szanse demokratyzacji

Jan Wójcik

Świat muzułmański pozostaje w tyle za resztą świata w wielu obszarach, od politycznej otwartości przez gospodarczą liberalizację aż po postęp naukowy, twierdzą autorzy książki „Islamism, Crisis and Democratization. Implications of the World Values Survey for the Muslim World”. (Islamizm, kryzys i demokratyzacja. Implikacje Światowego Badania Wartości dla świata muzułmańskiego”).

„Co gorsze, ta przepaść poszerza się i jest bardzo nieproporcjonalnie odczuwana przez arabską młodzież, która patrzy w przyszłość z nadzieją” – piszą autorzy w artykule opublikowanym w „Wiener Zeitung”: Hussein Solomon, profesor nauk politycznych University of Free State w RPA i Arno Tausch, profesor Uniwersytetu Korwina w Budapeszcie.

Ich zdaniem przyczyną tej stagnacji jest bliski związek religii i państwa, od której Zachód odszedł w dobie Reformacji. Jako przykład podają Teheran, nękany zanieczyszczeniem powietrza, szczurami na ulicach i uzależnieniem narkotykowym. Tymczasem głównym problemem mułłów w stolicy Iranu są psy, postrzegane przez islam jako nieczyste.

Historycznie patrząc, także na przykład podejście do druku wynalezionego przez Gutenberga  było odmienne. Podczas gdy w Europie rewolucja drukarska rozprzestrzeniła się bardzo szybko, to trzy wieki później kiedy biznesmen Ibrahim Müteferrika przeniósł prasę drukarską do Stambułu, musiał zamknąć ją w ciągu kilkunastu lat pod naciskiem ulemów. Zdaniem autorów książki połowa muzułmanów to ludzie nie potrafiący czytać i pisać.

Wskaźnik demokracji przygotowany przez Economist Intelligence Unit
Wskaźnik demokracji przygotowany przez Economist Intelligence Unit

W świetle tego, jak twierdzi profesor Jared Rubin z Chapman University, slogan ruchów islamistycznych, które często uważają się za modernistyczne „Islam jest rozwiązaniem”, tylko tę przepaść i stagnację pogłębi. Z kolei liberalni muzułmanie, kwestionujący status quo, a bez których polityczna demokratyzacja jest niemożliwa, są poddawani represjom zarówno ze strony politycznych elit jak i konserwatywnego kleru. Dlatego młodzi ludzie, którzy rozpoczęli Arabską Wiosnę, nie odnieśli specjalnego sukcesu wśród konserwatywnego muzułmańskiego społeczeństwa.

Zacofanie przekłada się na sytuację ekonomiczną. Poza niektórymi bogatymi w ropę krajami z niską populacją, państwa muzułmańskie należą w większości do krajów biednych. Stanowiąc 21% światowej ludności wytwarzają tylko 5% globalnego PKB. Do problemów tych krajów ze stagnacją dochodzi korupcja i polityczne represje.

Jeżeli miałaby być jakakolwiek nadzieja na demokratyczną przyszłość dla islamskiego świata, to należy wygrać wojnę ideologiczną z islamizmem. Jak podkreśla autor książki „Islam po liberalizmie” Zaheer Kazmi: „Liberalny islam musi najpierw znaleźć sposób na uwzględnienie różnic, dysydentów, heterodoksji i herezji”.

Tymczasem inne siły, obecne w świecie islamu, działają ciągle przeciwko liberalnemu islamowi. Arabia Saudyjska wydaje duże sumy petrodolarów na promowanie fundamentalistycznej doktryny wahhabickiej; Iran rozszerza swoją islamską rewolucję wspierając takie organizacje, jak Hezbollah.

Na to wszystko nakładają się liczne wewnętrzne konflikty zbrojne toczące się w świecie islamu. Wszystkie powyżej opisane czynniki ograniczają możliwości rozwoju demokracji w świecie muzułmańskim.

Źródło: www.wienerzeitung.at

 




Islamistyczne „straże bezpieczeństwa” mogą wykorzystać fundusze Kongresu

Powołując się na konieczność ochrony miejsc kultu i religijnych organizacji non-profit, Kongres jest gotów wydać miliony dolarów aby przydzielić prodżihadystycznym grupom islamistycznym prywatną, uzbrojoną ochronę.

Senatorowie Rob Portman (R-OH) i Gary Peters (D-MI) przedstawili nowy projekt ustawy o ochronie organizacji religijnych i organizacji non-profit przed terroryzmem, mający zapewnić 75 milionów dolarów rocznie przez następne pięć lat na bezpieczeństwo dla grup religijnych.

Zwolennicy Hamasu i Al-Kaidy też mogą być dotowani?

Prawodawcy muszą odnieść się do dwóch zasadniczych problemów, rozpatrując ten wydatek. Po pierwsze, wniosek przewiduje finansowanie dla organizacji non-profit. W ramach planu, do finansowania kwalifikowałyby się powiązane z Bractwem Muzułmańskim grupy islamistyczne – takie jak Council on American-Islamic Relations (CAIR), Muslim American Society (MAS), oraz Islamic Society of North America (ISNA). Tym samym fundusze na ochronę otrzymałyby organizacje dzielące wpólne dziedzictwo ideologiczne z Al-Kaidą i Hamasem. Inna sieć muzułmańskich organizacji non-profit (w tym Islamic Circle of North America (ICNA) oraz Muslim Students Association (MSA)), również skorzystałaby z tej ustawy, mimo że jest powiązana z Jamaat-e-Islami, brutalnym południowoazjatyckim ruchem islamistycznym.

Oczywiście islamiści nie są jedynymi ekstremistami wykorzystującymi przepisy; biali nacjonaliści od dawna robią to samo.

Po drugie, ustawa nie ogranicza odpowiednio sposobu wydatkowania środków z dotacji. Wyznacza trzy ogólne rodzaje wykorzystania funduszy: „wzmocnienie ochrony obiektu”, „szkolenie w zakresie bezpieczeństwa” i „wszelkie inne odpowiednie działania”. Co jednak miałoby powstrzymać ośrodki religijne i organizacje non-profit od zatrudniania lub szkolenia uzbrojonych strażników w zakresie egzekwowania prawa religijnego?

Muzułmańskie „grupy ochrony” działają już od 40 lat

Społeczności muzułmańskie w Ameryce już wcześniej rekrutowały ochroniarzy do wymuszania stosowania prawa islamskiego. Takie patrole często były bardziej zainteresowane nawracaniem, egzekwowaniem standardów ubioru oraz zakazem używania narkotyków i alkoholu, niż bezpieczeństwem.

Datę powstania sunnickich muzułmańskich grup „ochrony” można określić na styczeń 1988 r., kiedy to nowojorski imam, Siraj Wahhaj – wymieniony jako współspiskowiec (którego jednak nie postawiono w stan oskarżenia) w zamachach bombowych na World Trade Center w 1993 r. – ogłosił swoją kampanię „40 dni i 40 nocy” w celu pozbycia się z Brooklynu dealerów kokainy. Uzbrojony w pałki i broń palną zespół prawie 50 mężczyzn Wahhaja rekrutował ludzi ze schronisk dla bezdomnych i spośród byłych więźniów.

Po tym wydarzeniu powstała bardziej sformalizowana, stała i licencjonowana grupa paramilitarnych strażników, znana jako SSI Patrol Services. W 1991 r. Nagłówek „New York Timesa” opisał SSI jako „prywatną policję, równie brutalną jak jej wróg”; gazeta stawiała pytanie: „Czy firma zatrudnia strażników czy bojowników?”.

Żołnierze imama nie mieli pojęcia o proporcjonalności: „Jeśli rozleją jedną kroplę krwi, my wylejemy ich galony” – zapowiedział jeden z ochroniarzy. I istotnie dotrzymywali słowa: jeden z islamskich strażników został oskarżony o zabójstwo drugiego stopnia, drugi był zatrzymany za postrzelenie niepełnosprawnego mężczyzny, a trzeciego oskarżono o brutalne pobicie.

Nękanie mieszkańców, oszustwa i morderstwa

SSI nie była jedyną muzułmańską grupą paramilitarną o wątpliwej historii. W 1996 r. „Washington Post” ujawnił, w jaki sposób skrzydło „Fruit of Islam” należące do grupy Nation of Islam (NOI) zainspirowało powstanie wielu prywatnych firm ochroniarskich, które otrzymały „około 20 milionów dolarów z zamówień publicznych w 10 miastach”. Mieszkańcy obszarów patrolowanych przez grupy bezpieczeństwa NOI twierdzili, że „strażnicy – opłacani z publicznych pieniędzy – nawołują by przyłączyć się do organizacji Louisa Farrakhana, nękają mieszkańców, żeby przestali jeść wieprzowinę, udali się do meczetu lub wykupili prenumeratę islamistycznego magazynu organizacji – ‚Final Call’”.

BMT International Security Services to kolejna muzułmańska grupa bezpieczeństwa oskarżona o defraudacje i kłamstwo odnośnie wiarygodności, w celu pozyskania kontraktu wartego 450 000 dolarów, a obejmującego patrolowanie parków w Port of Oakland. Takie zachowanie było zgodne z przeszłością grupy: „prokuratorzy nazwali ich kultem, prowadzącym przedsiębiorstwo przestępcze; skala przestępstw obejmowała zarówno oszustwa związanie z nieruchomościami i kredytami hipotecznymi jak i morderstwa”.

Niedawno, w zeszłym roku, Wahhaj ożywił swoją islamistyczną grupę ochroniarską pod nową nazwą: Muslim Community Patrol (MCP). Zaledwie kilka tygodni po jej stworzeniu członkowie MCP wywołali konflikt, gdy próbowali powstrzymać grupę Afroamerykanów przed paleniem marihuany w pobliżu meczetu. Według „Abdula”, informatora, który uczestniczył w spotkaniu MCP, Wahhaj powiedział: „Meczety potrzebują ochrony, a samochody MCP mogą pomóc powstrzymać ludzi, którzy nie przestrzegali zasad i przepisów szariatu”.

Islamski patrol w Brooklynie (Foto: Clarion Project)

Może lepiej finansować policję?

Senator Portman powinien rozważyć jeden istotny punkt swojego rachunku: należałoby przeznaczyć środki na zwiększenie obecności wyszkolonej już lokalnej policji, zamiast niebezpiecznych i nieprofesjonalnych patroli religijnych. Należy również wziąć pod uwagę zamienność finansowania grup islamistycznych; każdy dolar podatnika wypłacony tym grupom uwalnia ich fundusze na rzecz innych działań ekstremistycznych.

Amerykańscy islamiści są szczególnie biegli w jednej rzeczy – wykorzystywaniu dobrych intencji innych. I rzeczywiście, intencje stojące za tym projektem są słuszne, ale aby takie wysiłki odniosły sukces, Kongres musi wziąć pod uwagę możliwość nadużyć.

David M. Swindle
Autor jest koordynatorem projektu Islamist Watch w ramach Middle East Forum, think-tanku założonego przez Daniela Pipesa

Oprac. Memphis, na podst. www.meforum.org




Kto chce zarabiać na hidżabie

Są firmy, które twierdzą, że handlując hidżabami umożliwiają udział muzułmankom w sporcie albo promują wielokulturowość i różnorodność.

Jednak zdaniem tych kobiet, które uwolniły się od przymusu hidżabu, jest to normalizacja podporządkowania muzułmanek wymogom patriarchalnej kultury, w której skromność kobiety jest sprawą honoru rodziny lub wręcz stabilności państwa.

W oczach tych kobiet zachodnie koncerny okazują bolesną obojętność, kiedy promują hidżab, za którego brak ich współtowarzyszki idą w krajach muzułmańskich do więzienia lub są prześladowane w rodzinie czy społeczności.

Pomimo nośnych sloganów tak naprawdę sprzedaż hidżabów jest dla handlowców kolejnym rynkiem i będą z pewnością dbać, żeby nie zabrakło im klientów.

Kto promuje hidżab

Nike hidżab pro kosztuje około 90 do 139 złotych i wygląda jak kominiarka. Jego ambasadorka Shazia Hossen narzekała, że wcześniej ćwiczenie w salach gimnastycznych, gdzie są mężczyźni, było niewygodne dla kobiet noszących klasyczny hidżab.

Decathlon podobnie bronił swojej decyzji o wprowadzeniu francuskiego hidżabu dla sportowczyń, ale ugiął się pod presją społeczną i wycofał go ze swoich francuskich sklepów. We Francji nie było zgody na promocję w sporcie wartości sprzecznych ze świeckim państwem. Hidżab pozostał w sprzedaży tylko w Maroku.

Marks and Spencer z kolei oferuje nie tylko hidżaby dla dorosłych kobiet, ale także dla dziewczynek. Pojawiły się one w dziale mundurków szkolnych, nawet dla dziewcząt od 9 lat. Liberalny muzułmanin Maajid Nawaz powiedział wtedy: „Marks & Spencer sprzyja średniowieczu, sprzedając dziecięce hidżaby w kategorii odzieży szkolnej.”

Także w przypadku Macy’s pojawiły się słowa krytyki i wezwania do bojkotu ze strony muzułmańskich przeciwniczek chusty. Zwolenniczki noszenia chusty zaczęły wtedy bronić firmy, nawołując do pisania do sieci handlowej i dziękowania jej za ten ruch.

Ewolucję przeszła Barbie, popularna lalka, która przez islamskich fundamentalistów była przedstawiana jako symbol zepsutego Zachodu – do chwili kiedy przywdziała chustę. Wtedy też zyskała ochronę rządów europejskich. Uwaga wygłoszona przez niemiecką publicystkę Birgit Kelle, że potrzebny jest „jeszcze koniecznie domek dla Barbie, aby zabawnie przedstawić, jak Ken może wybatożyć lub ukamienować Barbie za zrzucenie hidżabu”, została zablokowana przez Facebooka na mocy umowy z niemieckim rządem o „przeciwdziałaniu nienawiści w sieci”.

Firm promujących kobiety w chustach – kiedy na całym świecie padają one ofiarą opresji i coraz głośniej o tym mówią – jest więcej: Gap, Banana Republic, Gucci, Versace.

Cóż, jeżeli muzułmanki bez chust będą nadal tak głośne i bezwstydne, zawsze można je wymazać z katalogów, jak zrobiła to Ikea.

Jan Wójcik




#HijabDay czy #NoHijabDay?

Co roku 1 lutego muzułmanki organizują Światowy Dzień Hidżabu, który ma być asertywną manifestacją kobiet noszących chusty, a dla niemuzułmanek okazją do sprawdzenia, czym jest hidżab.

Dać wolny wybór czy zakazać?

W odpowiedzi liberalni muzułmanie zaproponowali własne inicjatywy. Asra Nomani i Yasmine Mohammed (autorka książki „Unveiled”) zaproponowały światowy dzień przeciwko hidżabowi #NoHijabDay albo #FreeFromHijabDay. Zarzucają autorkom Dnia Hidżabu, że wmawiają społeczeństwu, iż noszenie chusty jest sprawą wolności osobistej. Tymczasem ich zdaniem i według licznych świadectw jest to przymus.

Solidarność powinna więc dotyczyć tych uciśnionych kobiet, które hidżabu nie chcą. Tu ujawniły się jednak podziały w środowisku reformatorów i liberałów. Maajid Nawaz oraz Shireen Qudosi uważają, że hidżab jest jednak wyborem, do którego powinny mieć prawo dorosłe kobiety. Narzucanie im tego, czy mają chodzić w hidżabie, czy mają przymusowo go ściągać, jest ich zdaniem sprzeczne z liberalizmem.

Ta różnica zdań stanowi dylemat pomiędzy doświadczeniem, a racjonalnie uzasadnionymi ideami wolności osobistej. Tutaj nie incydentalne przypadki, a masowe doświadczenia stoją po stronie zwolenniczek protestowania przeciwko hidżabowi. Dlaczego? Ponieważ za sprzeciw wobec noszenia chusty, rządy i rodziny karzą kobiety.

Wystarczy wspomnieć o inicjatywie Masih Alinejad – kampanii medialnej „MyStealthyFreedom”, która zainspirowała setki tysięcy kobiet na świecie do protestów przeciwko noszeniu hidżabu. Także w Iranie. Tam zapłaciły za to karami więzienia, jak ostatnio Saba Kord-Afshari, która przeszła się po pociągu bez chusty na głowie. Sądząc po odzewie wobec tej akcji jest to masowy problem, tak powszechny, że można tu sobie darować wymienianie przykładów i liczb – każdy chętny z łatwością je znajdzie.

Warunkowania dziewczynek do noszenia chusty nie da się też porównać do uwarunkowania chłopców do chodzenia w spodniach, a nie w spódniczkach. To drugie to nie jest ani szeroki problem społeczny, ani nie ciążą na nim sankcje ziemskie i boskie.

Wolność wyboru?

Z drugiej strony mamy argument wolności osobistej. Czy można zakazać dorosłej kobiecie lub nawet tworzyć wrażenie (to ważne w kulturze bezpiecznych przestrzeni), że jej wybór hidżabu jest czymś złym? Liberałowie twierdzą, że nakaz i zakaz hidżabu to skrajności, a ludzie powinni być wolni w sprawie ubioru jaki chcą nosić. To z kolei wywołuje pytanie o wolność dokonywanych wyborów, jeżeli cała kultura wokół kobiety, najbliższa rodzina, sąsiedzi, państwo i sam Bóg kształtują przymus wyboru chusty.

Yasmine Mohammed publikuje na Twitterze memy, pokazujące, jak kobiety ubierały się w różnych krajach przed przybyciem islamu. Ma to świadczyć o kulturowym zawłaszczaniu społeczeństw przez islamską zasłonę. O tym też opowiadał wprost jeden z liderów Bractwa Muzułmańskiego Mohammed Badi w filmie „Wolność, równość, Bractwo Muzułmańskie”. Dla niego hidżab jest narzędziem islamizowania społeczeństwa.

Zmiana, jaka nastąpiła w ostatnich dekadach w regionie MENA, ale także w Indonezji, pokazuje jak bardzo skuteczne jest to narzędzie. O tym mówi w wywiadzie szwajcarska muzułmanka, ekspert stosunków międzynarodowych Elham Manea: „Hidżab służy islamistom do oznaczania terytorium”.

Tu zwolennikom „wolności wyboru” w sprawie hidżabu przychodzi w sukurs amerykańsko-somalijska kongreswoman Ilhan Omar. „Dla mnie hidżab oznacza moc, wyzwolenie, piękno i opór” – oznajmiła. Jak widać, chusta nie jest dla niej tylko wolnością i mocą, ale symbolem oporu. Przeciwko czemu? Można mieć nadzieję, że nie przeciwko zachodniej kulturze, która dała jej wolność, utrzymanie i pozwoliła nawet piastować najwyższe stanowiska w państwie. Z jednej strony można odbierać deklarację Omar jako wyraz liberalnej wolności wyboru, z drugiej – zbyt dużo łączy ją z islamistami, żeby nie mieć podejrzeń co do jej prawdziwych intencji.

Polityczny islam i polityczny hidżab

Profesor Bassam Tibi mówi o takich muzułmankach, że „zinternalizowały podporządkowanie„, którego doświadczają. Sam jako hafiz, czyli muzułmanin znający Koran na pamięć, podejmuje się udowodnienia, że chusta nie jest wymogiem religijnym. „Chuściany islam” przeciwstawia się jego wizji islamu europejskiego. Wtórują mu potomkowie imigrantów z krajów muzułmańskich, którzy twierdzą, że dopiero w Europie usłyszeli, iż chusta jest jakąś koniecznością. Są to na przykład doradca komisarza brukselskiej policji Saad Amrani, czy dziennikarka i była włoska parlamentarzystka Souad Sbai; obydwoje pochodzący z Maroka.

Można odnieść wrażenie, że problem jest bardziej praktyczny niż teoretyczny, niżby to wynikało z przedstawionej debaty. Nawet jeżeli uważamy chustę za narzędzie polityczne islamistów, to na bazie praw wolności osobistej trudno jest jej zakazać.

Mogą być jednak wprowadzane prawa w instytucjach publicznych, wymagające od urzędników reprezentowania bezstronności wyznaniowej. Poważne działania restrykcyjne prowadziłyby także do radykalizacji postaw, co w obecnych warunkach może być trudne do ogarnięcia. Prawdopodobnie też muzułmanki, które ogłaszają #NoHijabDay, chcą raczej zwrócić uwagę na prześladowania, niż wprowadzać restrykcyjne prawa na Zachodzie.

Mam obawę, że progresywna lewica, feministki i liberałowie nie będą analizować argumentów muzułmańskich reformatorów, lecz poprą bezkrytycznie Światowy Dzień Hidżabu.

Jednak na fundamencie samych liberalnych wartości można wpływ kultury hidżabu ograniczyć. Zostawiając wybór osobom dorosłym można zadbać o to, żeby dzieci nie były przez nich warunkowane do noszenia chust, podobnie jak zrobiła to Francja (i niebo nie zwaliło się Galom na głowy). Szwecja też już podejmuje pierwsze takie próby.

Można także uruchomić środki, które wesprą liberalnych muzułmanów w edukowaniu, promowaniu i działaniu na rzecz muzułmanek chcących chodzić z odkrytą głową. Zrównoważyłyby one promocję, jaką prowadziły firmy odzieżowe i sportowe (np. Nike), widzące tak naprawdę w hidżabie nie wolność, lecz zysk.

I nie chodzi tu już o narzucanie muzułmanom własnej kultury, ale o wsparcie osób jednak – jak pokazuje doświadczenie – prześladowanych. To nie jest zderzenie cywilizacji, to walka polityczna.

Niezależnie jednak od tego, co tutaj piszę, mam obawę, że progresywna lewica, feministki i liberałowie, przesiąknięci na Zachodzie polityką tożsamościową, nie będą analizować argumentów muzułmańskich reformatow, lecz poprą bezkrytycznie Światowy Dzień Hidżabu.

Jan Wójcik




Nowy Jork: uliczny gang kontra muzułmański patrol

Muzułmański patrol z Brooklynu przekazał swojego byłego członka gangowi Bloods. Muzułmanin pobił nastoletniego syna „prawdziwego gangstera” z tego gangu ulicznego. Zajście miało miejsce przed meczetem Taqwa, a sprawę opisał Martin Mawyer z Christian Action Network.

Takie posunięcie zarządził radykalny imam z tego meczetu, Siraj Wahhaj, który jest także szefem muzułmańskiego patrolu (Muslim Community Patrol). Ruch ten miał na celu zażegnanie wrogości między dwiema grupami, a członek patrolu został poświęcony dla dobra ogółu. Gang Bloods zażądał wydania im człowieka albo przynajmniej podania adresu zamieszkania. Był to warunek zakończenia akcji odwetowych na meczecie.

Ali Karim, negocjator ze strony muzułmanów, który pracował bezpośrednio z Sirajem, odrzucił to żądanie i w zamian wynegocjował, że muzułmańskie patrole,  których auta stylizowane są na auta nowojorskiej policji, nie będą się zapuszczać w rejony podlegające Bloods. Przekazał też gangowi informację, że sprawca pobicia został wydalony z szeregów patrolu.

Wahhaj odrzucił plan Karima i powiedział, że sprawca powinien być wydany Bloods z zastrzeżeniem, że karą dla niego będzie „walka na pięści”. Jak scharakteryzował to jeden ze współpracowników imama, była to typowa umowa „oko za oko”. „Członek patrolu rzucił chłopakiem o płot, a potem trzymał go za kark. To było złe i powinien zostać za to ukarany. Koran uczy zasady oko za oko. Nic poza tym i taka była umowa. Bloods mogą ustawić z nim walkę, ale nic poza tym” – mówił Wahhaj. Co wydarzyło się potem, było dalekie od zapowiedzi.

Walka została umówiona na 29 grudnia o 21:00, w okolicach głównej siedziby Bloodsów. Muzułmanin pojawił się w asyście ośmiu uzbrojonych kolegów i z godzinnym opóźnieniem został przekazany pięciu uzbrojonym członkom gangu. Scena była jak wyjęta z musicalu West Side Story – muzułmanie stali po jednej stronie boiska, gang po drugiej, a pośrodku byli walczący.

Według relacji świadków, były członek muzułmańskiego patrolu, Ahmed, został rzucony na ziemię, po czym przez 31 minut był kopany i bity. Jego przeciwnik wyszedł ze starcia „bez szwanku”. „Nigdy nie widziałem czegoś takiego”, powiedział świadek walki i dodał, że Ahmed walczył „anemicznie”, był „zbyt przestraszony” aby oddawać ciosy. „Myślę, że Ahmed naprawdę się bał. Był dla przeciwnika jak szmata. Ale wiedział, że jeśli zacznie bić się z nim, inni członkowie gangu prawdopodobnie go zastrzelą. Walczyli przez 31 minut, ponieważ taka jest zasada gangu Bloods, walczysz przez 31 minut”, opowiadał świadek.

Niesnaski zaczęły się trzy tygodnie wcześniej, kiedy Ahmed rzucił nastolatkiem o ogrodzenie w odpowiedzi na jego „werbalny” brak szacunku względem muzułmanki koło meczetu na Brooklynie. Nastolatek okazał się być synem wysoko postawionego członka gangu. Po tym zajściu Bloods natychmiast określili wszystkich członków patrolu jak i innych członków muzułmańskiej społeczności przy meczecie jako „jedzenie dla swoich psów”.

Na pierwszy odwet muzułmanie nie musieli długo czekać. W kilka dni później przed meczetem został pobity przypadkowy muzułmanin, na tyle poważnie, że przewieziono go na intensywną terapię. Aby zapobiec eskalacji przemocy Ahmed został usunięty z szeregów patrolu, a Karim zorganizował spotkanie z pobitym nastolatkiem i jego ojcem. Padło wtedy żądanie przekazania Ahmeda gangowi albo ujawnienia jego adresu. Propozycję odrzucił Karim i zaproponował inne rozwiązanie. Kilka dni później zostało ono odrzucone przez imama Wahhaja, który zarządził przekazanie Ahmeda gangowi.

„Bloods nie lubi walczyć, wolą strzelać. Ahmed dostał siedem, może 8 ciosów w głowę, ale były to mocne ciosy i mocno go zraniły. Dostał mocno w tyłek” – mówił świadek.

Po zakończonej walce Ahmed przeprosił ojca nastolatka za dotknięcie jego syna. W odpowiedzi usłyszał, że powinien podziękować Aliemu, ponieważ to on „ocalił jego życie”. Gdyby nie Ali, Ahmed zostałby zastrzelony. Powiedziano też Ahmedowi, że jeśli jeszcze kiedykolwiek dotknie członka Bloods to „rozwalą mu łeb”.

Samochody muzułmańskiego patrolu naśladują wygląd aut policyjnych. (Twitter)

Poza żądaniem wydania Ahmeda, Bloodsi zażądali, aby auta muzułmańskiego patrolu trzymały się z dala od ich terenów.

Muslim Community Patrol jest organizacją non profit, która przykuła uwagę w zeszłym roku używając aut wyglądających jak radiowozy nowojorskiej policji oraz narzucając muzułmanom i niemuzułmanom przestrzeganie szariatu na ulicach. MCP Posiada obecnie siedem aut patrolujących głównie Brooklyn, ale docelowo chcą mieć 30 wozów patrolowych. Spór z Bloods może pogrzebać plany tej ekspansji. „Muzułmański patrol został zlekceważony, to niedobrze. Teraz będziemy mieć problemy z innymi gangami, które nie chcą naszych aut na ulicach” – powiedział anonimowy członek patrolu.

Oprac. Severus Snape, na podstawie https://clarionproject.org




Ferie z Koranem. Turcja indoktrynuje w Szwajcarii

Wygląda to jak normalny obóz zimowy, pisze szwajcarski dziennikarz Fabian Eberhard, ale jest miejscem indoktrynacji prowadzonej przez tureckich imamów przysłanych z Turcji.

Eberhard przypomina, że prezydent Turcji Erdogan zacytował ponad 30 lat temu wiersz, gdzie meczety nazwał „naszymi koszarami”, minarety „naszymi bagnetami”, a wiernych „naszymi żołnierzami”.

Teraz szkolenie „żołnierzy” zaczyna się od dziecka, na wyjeździe w trakcie świąt Bożego Narodzenia. W otoczeniu gór, na sankach, z bilardem i zabawami w łucznictwo, ale także z intensywnymi lekcjami Koranu, wspólnymi modlitwami do Allaha i przestrzeganiem ścisłych zasad segregacji płciowej, z umacnianiem tureckiej kultury, z kilkuletnimi dziewczynkami opatulonymi hidżabami.

Organizatorem jest Fundacja Turecko-Islamska w Szwajcarii, a tak naprawdę Diyanet, ministerstwo ds. religijnych Turcji, którego budżet przerasta budżety innych ministerstw. Na działania strategiczne do 2023 roku Diyanet przeznaczy 11 miliardów dolarów.

Uczestnikami szkoleń były dzieci ze szkoły podstawowej, pochodzenia tureckiego. Nie ma informacji co do treści przekazywanych na wyjeździe, ale przykładowo obecny tam imam z Neuchâtel, który przyjechał z południowej Turcji, wyraża w sieciach społecznościowych skrajne poglądy. Eberhard wymienia tu wzywanie do walki z Izraelem, wychwalanie Bractwa Muzułmańskiego, negatywne nastawianie muzułmanów przeciwko homoseksualistom.

Szwajcarsko-tureckie obozy zimowe to tradycja, jednak sama społeczność mniejszości tureckiej zaniepokojona jest coraz większym zaangażowaniem Diyanetu. „Coraz więcej imamów przysyłanych z kraju nad Bosforem mówi bardzo słabo po niemiecku i jest bezwarunkowo oddanych kursowi obranemu przez Erdogana”, pisze szwajcarski dziennikarz.

Prezydent Turcji podczas swoich wizyt jasno sie przeciwstawia asymilacji mniejszości tureckich za granicą. (j)

źródło: Blick