Turcja Erdogana: o jeden meczet za daleko

Piątkowy dekret tureckiego prezydenta Erdogana, zamieniający muzeum Hagia Sophia na meczet, jest jego zwycięstwem w walce o poparcie Turków, ale gwoździem do trumny jego relacji z Zachodem.

Erdogan wyraźnie mówi, że nie chodzi o uzyskanie dodatkowej przestrzeni na modlitwy w zatłoczonym Stambule, lecz o „realizację marzeń muzułmanów na świecie o wskrzeszeniu Hagia Sophii”, co ma być krokiem na drodze do oswobodzenia meczetu Al Aksa w Jerozolimie. Czyli krokiem do odzyskania przez Turcję roli przywódcy świata muzułmańskiego, a przez Erdogana – zyskania statusu kalifa, przywódcy wiernych. Takie ambicje Erdogan ma od co najmniej 2016 roku.

Zbudowana w 527 roku n.e. katedra Hagia Sophia była symbolem wielkości Cesarstwa Bizantyńskiego, wzorem świątyni doskonałej i najwspanialszą budowlą religijną pierwszego tysiąclecia naszej ery. Po ponad 900 latach została zdobyta przez Mehmeta II w dniu 29 czerwca 1453 roku i natychmiast zamieniona na meczet. Jej chrześcijańskie mozaiki i freski zostały zatynkowane, zamalowane i zakryte na prawie 500 lat.

Na jej wzór zbudowano w Stambule liczne meczety, w tym słynny Błękitny Meczet. Dopiero w 1934 roku Atatürk, ówczesny dyktator Turcji, który starał się zmodernizować kraj na wzór Zachodu i uczynić ją świecką potęgą, zrobił z Hagia Sophii muzeum. Chrześcijańskie mozaiki zostały ponownie odsłonięte, a świątynia stała się najczęściej odwiedzanym w Turcji zabytkiem.

Erdogan od lat mówił o przywróceniu jej roli meczetu. Od czterech lat z jej minaretów (dobudowanych przez muzułmanów) odzywały się wezwania do modlitwy, w rocznicę zwycięstwa nad niewiernymi i zajęcia jej przez Turków recytowano tam modlitwy.

Sprawa sądowa ciągnęła się piętnaście lat. Teraz najwyższy sąd administracyjny orzekł, że decyzja Atatürka była nielegalna i przeznaczeniem Hagia Sophii jest być meczetem – i natychmiast Erdogan wydał dekret, który to ustanowił. Zapowiedział wprawdzie, że wszyscy będą mogli nadal ją zwiedzać, w dodatku bezpłatnie, ale nie jest jasne, czy rzeczywiście będzie to możliwe. Wiadomo, że chrześcijańskie mozaiki będą na czas nabożeństw zakrywane, ale nie wiadomo, czy nie zostaną zakryte na stałe.

Decyzja Erdogana wzbudziła oczywiście protesty na świecie. Protestowały m.in. Grecja (zwierzchnik jej kościoła prawosławnego nadal rezyduje w Stambule), Stany Zjednoczone, UNESCO (Hagia Sophia jest jednym z najważniejszych zabytków uznawanych przez UNESCO za Dziedzictwo Światowe). Krytykę Erdogan uznał za naruszenie suwerenności Turcji, apele o kompromis (np. wydzielenie tylko części miejsca na modlitwy i pozostawienie reszty jako muzeum) pozostawił bez komentarza.

Hagia Sophia: chrześcijańskie mozaiki. (Foto: publicdomainpictures.net; Can Atacan)

Dla Erdogana przywrócenie meczetu w Hagia Sophii ma znaczenie praktyczne i symboliczne. Praktyczne – bo realizuje dawne obietnice wyborcze, odzyskując część poparcia wśród bardziej religijnych i nacjonalistycznych Turków. Symboliczne – bo pokazuje się światu muzułmańskiemu jako ten, kto odzyskuje dla islamu stracony teren i być może poprowadzi wiernych do walki o inne utracone tereny, od Al Aksy poczynając.

Hagia Sophia jest dla Turków symbolem zarazem nacjonalistycznym i religijnym, symbolem zwycięstwa ich Imperium Osmańskiego nad Cesarstwem Bizantyjskim i symbolem zwycięstwa islamu nad chrześcijaństwem. „Odrodzenie” meczetu jest więc popularne zarówno wśród religijnych zwolenników Erdogana, jak i wśród nacjonalistów, wspierających partię MHP.

To bardzo ważne dla tureckiego prezydenta, bo i on i jego partia AKP tracą poparcie w Turcji – według niektórych badań w wyborach prezydenckich Erdogan przegrałby dzisiaj z burmistrzem Stambułu Ekremem Immoglu a poparcie dla AKP jest najniższe od 17 lat.

Ale decyzja Erdogana nie wynika tylko z kalkulacji politycznych. Jest częścią zapoczątkowanego przez niego kilkanaście lat temu procesu przekształcania Turcji ze świeckiej republiki Atatürka w państwo islamskie. „Świecka Turcja coraz słabsza”, pisaliśmy osiem lat temu.

Erdogan, zwolennik Bractwa Muzułmańskiego (i Hamasu, odłamu Bractwa, którego przywódców gości w Stambule), niesłychanie rozbudował szkolnictwo religijne (z kilkudziesięciu do ponad miliona uczniów w szkołach imamów), wprowadził obowiązkowe lekcje religii w szkołach, zlikwidował zakaz noszenia chust przez kobiety w pracy w urzędach publicznych (zakaz pochodzący z czasów Atatürka), likwiduje stopniowo obecność portretów Atatürka i instytucji jego imienia, na każdym kroku podkreślając muzułmańskość ideologii AKP.

Wysiłki wychowania „pobożnego pokolenia”  nie przyniosły zamierzonych przez niego rezultatów – z badań wynika, że młodzi ludzie wcale się częściej nie identyfikują z islamem, a wręcz przeciwnie, zaś religijni duchowni i szkoły dla imamów nie cieszą się szacunkiem. Jak wskazuje przypadek Hagia Sophii, Erdogan nie zamierza jednak zmieniać kursu na islamizację kraju, kursu, który prowadzi do kolizji z Unią Europejską.

Turcja Erdogana, która formalnie ciągle jeszcze jest kandydatem do Unii, nie tylko od lat zwiększa udział religii w życiu publicznym, ale likwiduje swobody obywatelskie. Rząd turecki jest w tej chwili właścicielem większości mediów w tym kraju, w tym portali internetowych, a w tureckich więzieniach przebywa około stu dziennikarzy, najwięcej na świecie.

Po nieudanym zamachu stanu z 2016 roku dziesiątki tysięcy osób zostało wyrzuconych z pracy i aresztowanych, ludzie trzymani są latami w więzieniach bez procesu. W więzieniu znajdują się też niektórzy posłowie i działacze z prokurdyjskiej partii HDP. Ostatnia ustawa parlamentu zmierza do ograniczenia niezależności tureckich adwokatów, jednej z ostatnich instytucji nie poddanych dotychczas kontroli władz.

Rokowania Turcji z Unią Europejską są praktycznie zamrożone i decyzja o zmianie Hagia Sophii w meczet na pewno tych negocjacji nie odmrozi, a przeciwnie. Już próba szantażu wysyłaniem imigrantów do Unii pod koniec lutego wydawała się dla tych rozmów ostatecznym ciosem, ale być może nowy meczet będzie symbolicznym przypieczętowaniem zerwania Turcji z Zachodem.

Erdogan bardzo wyraźnie wskazuje „krzyżowcom” (tak publicznie nazywa Zachodnią Europę), że dla niego ważniejsze niż dobre stosunki z Unią jest przekształcenie Turcji w kraj oparty na dominacji islamu, a nie na tolerancji i demokracji.

Na ten ostatni komunikat Unia jeszcze oficjalnie nie odpowiedziała, ale sprawa wydaje się przesądzona. Póki Erdogan budował dziesiątki meczetów zagranicznych, Europy mogło to nie obchodzić, nawet jeśli był wśród nich wielki meczet w Kolonii.

Kiedy jednak Erdogan mówi, że odrzuca dziedzictwo świeckiej Turcji, ma w nosie dobre stosunki z prawosławnym chrześcijaństwem i należącymi do Unii prawosławnymi Grecją i Cyprem, i będzie czcił symbol zwycięstwa islamu nad Zachodem – to w stosunkach z Europą posunął się o jeden meczet za daleko.

Grzegorz Lindenberg




Dekret Erdogana: Hagia Sophia znowu jest meczetem

Prezydent Erdogan podpisał w piątek dekret, zmieniający status Hagia Sophii z muzeum na meczet. Na konferencji prasowej powiedział, że pierwsze modlitwy powinny się odbyć w meczecie  już za dwa tygodnie, a natychmiast po podpisaniu dekretu z minaretów Hagia Sophii rozległo się, transmitowane przez radio, muzułmańskie wezwanie do modlitwy.

Hagia Sohpia była przez ponad 1000 lat najważniejszym kościołem wschodniego chrześcijaństwa. Została zmieniona na meczet po podbiciu Konstantynopola w 1453 roku – wówczas dobudowano minarety –  a świecki przywódca Turcji, Kemal Ataturk zmienił jej status na muzeum w 1934 roku, jako część procesu modernizacji państwa. Teraz po piętnastoletnim procesie sąd orzekł, że decyzja Ataturka była nielegalna i muzuem – należące do wyróżnionych zabytków UNESCO jako World Heritage Site – powinno stać się meczetem. Dla Erdogana, który od lat starał się o przywrócenie meczetu, jest to okazja do odzyskania popularności wśród religijnej części ludności Turcji, która zaczęła zniechęcać się do niego i jego partii AKP. (g)
Źródło: BBC




Hagia Sophia ponownie meczetem?

Prezydent Turcji planuje ponowną konsekrację świątyni Hagia Sophia tak, żeby mogła służyć jako meczet. Gazeta „Hürriyet” oraz watykańskie media informują, że Erdogan szuka formuły prawnej, która pozwoliłaby zmienić status budowli, z muzeum na islamskie miejsce kultu.

Informacja ta budzi opór u członków diaspory chrześcijańskiej w Turcji. Świątynia została zbudowana w VI wielu przez Justyniana Wielkiego. Od tego momentu była uważana za najważniejsze miejsce kultu chrześcijańskiego w Cesarstwie Bizantyjskim. Została zamieniona w meczet w 1453 roku po podboju Konstantynopola przez imperium osmańskie. Funkcję meczetu pełniła do 1935 roku, kiedy to Kemal Atatürk przekształcił ją w muzeum. Decyzja ta wpisywała się w laicki projekt Republiki Tureckiej.

„Hürriyet” informuje, że pomysł zmiany przeznaczenia Hagia Sophii został ogłoszony przez samego Erdogana na posiedzeniu centralnego komitetu wykonawczego partii AKP. Plan jest taki, żeby wykorzystać świątynię bizantyjską jako meczet, ale jednocześnie utrzymać go otwartym dla turystów. Podobny model zastosowano w Stambule w przypadku Błękitnego Meczetu.

Jednocześnie Erdogan wezwał do tego, by zmianę przeznaczenia świątyni przeprowadzić ostrożnie i bez zbędnego pośpiechu. Głowa tureckiego państwa ma świadomość, że decyzja ta może wywołać protesty międzynarodowej opinii publicznej. Głośno przeciwko tym planom protestuje Rosja. Cytowany przez jeden z greckich dzienników szef biura spraw zagranicznych rosyjskiego prawosławnego patriarchatu moskiewskiego, metropolita Hilarion (Alfejew) powiedział, że plan Erdogana stanowi zagrożenie dla pokojowego współżycia religii i narodów.

Prawosławny Ekumeniczny Patriarchat Konstantynopola jak dotąd nie zajął oficjalnego stanowiska w tej sprawie. Ekumeniczny patriarcha Bartłomiej I, w kazaniu z okazji prawosławnego święta Zesłania Ducha Świętego 7 czerwca, wezwał „do ochrony i pomocy w nadchodzących zagrożeniach”. Słowa te przez niektórych zostały odczytane jako aluzja do planów tureckich.

Już nie pierwszy raz sposób wykorzystywania sanktuarium przez władze Turcji budzi kontrowersje. 29 maja tego roku rząd w Ankarze podjął decyzję o odczytaniu fragmentów Koranu (tzw. wersetów miecza) w murach chrześcijańskiej bazyliki. Koraniczne sury wybrzmiały w tym miejscu po raz pierwszy od 81 lat. Wydarzenie to transmitowała turecka telewizja publiczna. Modlitwa była częścią obchodów 567. rocznicy osmańskiego podboju Konstantynopola.

Ta formuła obchodów wywołała ostrą reakcję ze strony greckiego rządu. Prezydent Turcji odpowiedział Grekom, że „nie rządzą w Turcji”, a ostrzeżenia przed eskalacją konfliktu grecko-tureckiego, płynące z Aten określił mianem „pustych gróźb”.

Erdogan od momentu przejęcia władzy wykorzystuje meczety do swoich politycznych celów. W czerwcu 2013 roku przez Turcję przetoczyła się fala antyrządowych protestów. Jednym z punktów zapalnych była budowa monumentalnego meczetu na placu Taksim w Stambule.

Nowa budowla stanęła na dawnych terenach parkowych (Park Gezi), stąd też protestowali przeciwko niej, oprócz przeciwników islamizacji życia publicznego w Turcji, także ekolodzy. Wówczas Erdogan nazwał ich „terrorystami” i sugerował, że protesty te są inspirowane przez wrogie Turcji ośrodki zagraniczne. „To, co robimy, to ochrona praw większości i zachowanie piękna Stambułu” – oświadczył ówczesny premier.

Do tłumienia demonstracji władze użyły armatek wodnych i gazu łzawiącego. Setki ludzi zostało rannych, a represje trwały jeszcze przez wiele miesięcy po stłumieniu protestów. Niewiele mediów zwróciło uwagę na to, że meczet ten nie tylko niszczył zielone płuca metropolii, ale także miał stanowić kontrapunkt dla chrześcijańskiego Kościoła Trójcy Świętej, usytuowanego po drugiej stronie placu. Tę urbanistyczną politykę można nazwać symbolicznym zawłaszczaniem przestrzeni, która ma podkreślać przede wszystkim islamski charakter miasta.

Podobne zabiegi nie są obce także innym reżimom autorytarnym. Odwołując się do naszej rodzimej historii – komunistyczne władze Warszawy zaprojektowały socrealistyczny kompleks MDM tak, żeby przyćmił plac Zbawiciela wraz z kościołem.

Źródła: tvn24.pleuroislam.pllivenet.chwiadomosci.onet.plvaticannews.va




Imigranci znowu płyną do Europy, NATO toleruje współpracę Turcji z dżihadystami, a Indonezja traci swój tolerancyjny charakter. Tygodniowy przegląd wydarzeń, 25-31 maja

Wielka Brytania odsyła nielegalnych imigrantów i wprowadza zaostrzone prawo antyterrorystyczne. Do Libii wciąż płyną imigranci. Kanadyjski imam prosi Allaha o wspieranie dżihadystów. 

Wiadomości

W tureckim Izmirze zamiast głosu wzywającego do modlitwy z głośników zamontowanych w meczetach popłynęła antyfaszystowska pieśń „Balla Ciao” w wykonaniu prześladowanych artystów. Prokuratura ma zamiar postawić przed sądem hakerów oraz tych, którzy poparli akcję w mediach społecznościowych. Więcej

Wielka Brytania odsyła do Francji coraz więcej nielegalnych imigrantów, którzy przypływają z tego kraju na łodziach. W tym roku przypłynęło już w ten sposób ponad tysiąc osób, a  w całym roku ubiegłym 1890. W ramach operacji o nazwie „Sillath” 155 osób już odesłano. Więcej

Straż przybrzeżna Libii powstrzymała prawie 400 migrantów próbujących przepłynąć Morze Śródziemne na pięciu łodziach na początku tego tygodnia. Według danych Międzynarodowej Organizacji ds. Migracji (IOM), łącznie już ponad 1000 osób próbowało w maju dopłynąć do Europy, pomimo zamknięcia międzynarodowych granic Libii z powodu koronawirusa. Więcej

Rząd brytyjski przedstawił przygotowywany od paru miesięcy pełny projekt nowych, ostrzejszych przepisów antyterrorystycznych. Ostrzejsze będą kary, trudniej o zwolnienie warunkowe, większy dozór nad skazanymi. Więcej

Kanadyjski uczony w islamie, Younus Kathrada, poprosił w kazaniu Allaha o wsparcie tych, którzy prowadzą dżihad w jego sprawie. Jego zdaniem dżihad to zbiorowy wysiłek, dążący do tego, żeby islam stał się religią panującą na świecie. Więcej

Analizy i opinie

W Indonezji rosną wpływy politycznego islamu za sprawą Arabii Saudyjskiej. W jakim kierunku zmierza ten uważany dotychczas za tolerancyjny kraj muzułmański? Więcej

ISIS podnosi głowę, ISIS się odradza – czytamy w mediach, które zauważają zwiększoną ostatnio aktywność terrorystów. Wbrew tym doniesieniom nie jest to jednak efekt pandemii, lecz skutek dłuższych procesów zachodzących w tym samym czasie. Więcej

NATO toleruje współpracę Turcji z terrorystami. Trzonem tureckiego zaangażowania w konflikt toczący się w Libii są syryjscy najemnicy. Część z nich związana jest z dżihadem. Więcej

Fala samobójstw wśród Jazydów. Krajowe i międzynarodowe organizacje niewiele robią w sprawie rosnącej liczby samobójstw w społeczności Jazydów – uchodźców. Ich dramat trwa. Brak pomocy psychologicznej sprawia, że zgwałcone przez ludobójców z Państwa Islamskiego kobiety często odbierają sobie życie.  Więcej

Liczba aresztowań oraz planowanych ataków przypisywanych amerykańskim ekstremistom islamskim podwoiła się w 2019 r., informuje Anti-Defamation League (ADL). Większość tych, którzy planują zamachy, ma paszport USA. Więcej

Silvia Romano, włoska wolontariuszka w NGO, która spędziła 18 miesięcy w niewoli w Somalii, wylądowała w niedzielę na rzymskim lotnisku Ciampino ubrana od stóp do głów w ubiór islamski. Dlaczego jej konwersja powinna budzić zaniepokojenie? Więcej

„Amnesty International” opublikowała raport, w którym informuje o tragicznym losie nigeryjskich dzieci. Gwałty, przemoc, porwania i głód. Skala cierpienia dzieci, ofiar Boko Haram, przeraża. Wraz z nadejściem nigeryjskiej armii ich los się jednak nie poprawia. Więcej

Przygotował Piotr Ślusarczyk 




Włochy: rząd nie dostrzega zagrożenia islamizmem

27 maja włoski senat ratyfikował umowę Włoch z Katarem dotyczącą edukacji, badań naukowych i współpracy uniwersyteckiej. Eksperci od islamskiego fundamentalizmu nazywają politykę Włoch schizofreniczną i krótkowzroczną.

Dokument został podpisany w Rzymie już w 2012 roku przez rząd Mario Montiego oraz emira Tamima bin Hamad al-Thaniego.

Oskarżenia o wspieranie terroryzmu

Układ nie wszedł wtedy w życie z powodu braku zgody parlamentu, trafił do „zamrażarki”. Teraz sytuacja się zmieniła. Nad Tybrem decyzja senatu budzi wiele kontrowersji. Katar zdobywa bowiem wpływ na uniwersytetY i placówki badawcze. Państwo to promuje radykalny islam i jest pod silnym ideologicznym wpływem Bractwa Muzułmańskiego, którego jest głównym sponsorem.

Nieprzypadkowo Doha wspiera duchowego lidera Bractwa Muzułmańskiego Jusufa al-Karadawiego. Ten wpływowy islamski duchowny poparł dzihad w Syrii, a także usprawiedliwiał zamachy terrorystyczne przeciwko Izraelowi. Katar o wspieranie terroryzmu oskarżyły w 2017 roku inne kraje Zatoki Perskiej – Arabia Saudyjska, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Egipt i Bahrajn.

Stanowisko włoskiej opozycji

Reakcje polityków w Rzymie na umowę katarsko-włoską były zróżnicowane. Forza Italia wstrzymała się od głosu, z wyjątkiem senatora Rafaela Tantettiego, który głosował przeciwko.

Zdecydowaną postawę wobec umowy przyjęła Fratelli d’Italia, która przypomniała o powiązaniu Kataru z BM i zarzuciła rządowi postawę uległą wobec fundamentalistów. Ich zdaniem porozumienie pozwoli Katarowi kształtować włoską opinię publiczną poprzez wymiany studenckie, możliwość wypłacania stypendiów, wpływanie na badania naukowe oraz nauczanie języka arabskiego we Włoszech.

Chwiejna postawa Salviniego

Liga Północna Matteo Salviniego zagłosowała przeciwko, z powodu antysemickiej polityki Kataru. Salvini wcześniej, jako członek rządu, oskarżał publicznie Katar o związki z terroryzmem, a także domagał się ograniczenia jego wpływów na włoskie organizacje muzułmańskie we Włoszech. Jednakże w październiku 2018 roku w czasie wizyty w Doha opowiedział się za dwustronną współpracą w zakresie bezpieczeństwa oraz gospodarki.

Parę miesięcy wcześniej włoski potentat zbrojeniowy Leonardo podpisał z katarskim ministrem obrony kontrakt o wartości 3 miliardów na dostawę helikopterów wojskowych. Część prasy zarzucała wówczas włoskiemu rządowi hipokryzję.

Włosi są bardzo surowi w walce z terroryzmem, deportują setki osób co roku za popieranie ekstremistów, a jednak wydają się w dużej mierze ślepi ma inne formy islamizmu, takie jak Bractwo Muzułmańskie

Mimo kontrowersji większość deputowanych poparła jednak umowę z Katarem. Laura Gravini z Viva Italia uznała, że współpraca między dwoma państwami, dotycząca badań, edukacji i uniwersytetów, pozytywnie wpłynie na wzajemne stosunki. M5S z kolei ma nadzieję, że porozumienie wzmocni więzi między Włochami a Katarem we „wspieraniu pokoju i zgody między ludźmi”.

Katarski antysemityzm

Niektórzy deputowani, w tym Salvini, otwarcie wyrażali zaniepokojenie stosunkiem Kataru do Izraela. Doha wspiera Jusufa al-Karadawiego, który nazwał holocaust biczem Boga na Żydów, publicznie chwalił Adolfa Hitlera, a także poparł karę śmierci dla tych, którzy porzucają islam. Reżim katarski ściśle współpracuje z Iranem, a także popiera Hamas.

Polityka ta spotkała się ze sprzeciwem Stanów Zjednoczonych, Izraela, Kanady, Egiptu i Arabii Saudyjskiej. W 2014 roku republikański senator Ted Poe domagał się od Kataru przerwania finansowania Hamasu. Mimo upływu lat, wątpliwości wobec działalności Katarczyków pozostały aktualne.

Wpływ może sięgnąć polityki zagranicznej

Raport fundacji Lawfare Project z Nowego Jorku odsłonił skalę infiltracji przez islamistów środowiska akademickiego w Stanach Zjednoczonych. Zdaniem specjalistów Katar promuje radykalną islamską ideologię oraz antysemityzm. Z tego powodu Lawfare Project wezwał prezydenta USA do oficjalnego uznania, na mocy Foreign Agents Registration Act (Ustawa o rejestracji zagranicznych agentów) katarskich fundacji jako „agentów wpływu”.

Fundacja Katarska (QF), kontrolowana przez tamtejszy rząd, której zadaniem jest promowanie interesów kraju, od 2012 roku wydała co najmniej 1,5 miliarda dolarów na szereg inicjatyw edukacyjnych na 28 uniwersytetach w całych USA, co czyni ją jednym z najbardziej aktywnych zagranicznych sponsorów placówek edukacyjnych w Ameryce.

Lawfare Project domaga się także ujawnienia przez uczelnie powiązań z Katarem i zależnymi do niego fundacjami. „Przez wiele lat Katar wpływał za pomocą środków finansowych na think-tanki, organizacje społeczne, meczety, a także na uniwersytety amerykańskie i programy edukacyjne. Działania te wpłynęły korzystnie na interesy Kataru w sferze politycznej, jednocześnie szerząc brutalny antysemityzm” – czytamy w dokumencie.

Wpływ Kataru na Włochy nie jest żadną nowością. Natomiast jego wpływ na uniwersytety i badania może spowodować poważny problem z powodu wysokiego ryzyka indoktrynacji ideologicznej. Katar za pośrednictwem zasobnych fundacji może wpływać nawet na włoską politykę zagraniczną.

Ekspert: to schizofrenia i krótkowzroczność

Dla portalu „Euroislam” umowę katarsko-włoską skomentował wybitny znawca Bractwa Muzułmańskiego z George Washington University, Lorenzo Vidino. Oto jego wypowiedź.

„Włochy od dawna współpracują z Katarem w wielu aspektach, od ekonomicznych poprzez wojskowe aż po kulturalne i edukacyjne. Jest to silny związek, który rozwinął się dopiero w ostatnich latach. Istnieją powody do szczególnego niepokoju o społeczne, kulturowe i edukacyjne aspekty partnerstwa, które obecnie są jeszcze bardziej intensywne.

Zaledwie w zeszłym roku książka „Qatar Papers” pokazała, że Włochy są krajem, w którym Qatar Charity zainwestowała więcej pieniędzy niż w jakimkolwiek innym kraju europejskim, finansując ponad 50 meczetów. Jednak w odróżnieniu od większości innych krajów europejskich, debata na ten temat jest tam niewielka.

Włosi są bardzo surowi w walce z terroryzmem, deportują setki osób co roku za popieranie ekstremistów, a jednak wydają się w dużej mierze ślepi na inne formy islamizmu, takie jak Bractwo Muzułmańskie. Jest to krótkowzroczne i schizofreniczne podejście, które nie jest już zgodne z podejściem większości innych krajów europejskich do tej sprawy.

Podczas gdy zagraniczne fundusze, szczególnie z takich krajów jak Katar, który jest prawdopodobnie głównym patronem grup islamistycznych na całym świecie, są analizowane w całej Europie, we Włoszech głosy sprzeciwu są dość słabe. Niewiele osób zdaje się tam dostrzegać, że islamizm finansowany przez Katar ma destrukcyjny wpływ na integrację społeczności muzułmańskich, czyli na coś, co Włochy – biorąc pod uwagę masowy napływ migrantów w ciągu ostatnich kilku lat – zdecydowanie powinno martwić”.

Piotr Ślusarczyk

Źródła: freebeacon.comit.insideover.com




Indonezja na drodze do arabskiego fundamentalizmu

„Arabisasi” czyli „arabizacja” to w Indonezji określenie oznaczające rosnący wpływ politycznego islamu, burek i hidżabów, częstsze stosowanie przepisów o bluźnierstwie, rozwój nowych meczetów i szkół religijnych oraz prześladowania mniejszości.

Indonezja uważana była za przykład „tolerancyjnego islamu” i oficjalnie jest krajem sześciu religii, a ideologią państwową jest Pancasila („Pięć zasad”) a nie islam, lecz pod wpływem Arabii Saudyjskiej staje się coraz bardziej religijnie konserwatywna.

To kraj o największej liczbie muzułmańskiej ludności na świecie – mieszka tam ponad 220 milionów muzułmanów; stanowią około 87% ludności. Przez 150 lat, do roku 1949, Indonezja była kolonią holenderską, po uzyskaniu niepodległości miała silną partię komunistyczną, a od 1965 roku przez kolejne trzydzieści lat była dyktaturą świecką – wszystko to sprawiło, że islam był tam raczej sprawą prywatną i  musiał współistnieć z innymi religiami i ideologiami.

Przemiany w duchu wahhabizmu

Dla Arabii Saudyjskiej Indonezja jest jednym z głównych obszarów jej wieloletniego projektu przekształcania islamu na świecie na bardziej fundamentalistyczny, zbliżony do panującego w Arabii wahhabizmu. Saudyjczycy zaczęli wspierać indonezyjskie organizacje muzułmańskie od roku 1967, a na szerszą skalę od 1972/73, gdy po pierwszym „szoku naftowym” zaczęli mieć znacznie więcej pieniędzy.

Pierwszą organizacją, która rozwinęła się dzięki saudyjskim pieniądzom, była DDII, Dakwah Islamiyah Indonesia (Indonezjska Islamska Rada Nawracania), założona przez duchownego i byłego premiera Mohammada Natsira. Przez dziesięciolecia organizacja prowadziła szkoły, kształciła duchownych, prowadziła działalność charytatywną wśród ubogich muzułmanów, zmieniając powoli oblicze indonezyjskiego islamu.

Z czasem jednak zaangażowanie Arabii Saudyjskiej przybierało bezpośrednie formy. W ambasadzie w Dżakarcie jest specjalny „attache religijny”, a głównym ośrodkiem rozprzestrzeniania wahhabizmu jest dzisiaj uczelnia w skrócie nazywana Lipia, co jest indonezyjskim skrótem od nazwy Islamski i Arabski College Indonezji.

Zajęcia prowadzone są tam wyłącznie po arabsku, mężczyźni i kobiety uczą się osobno, a jednym z głównych przedmiotów jest studiowanie pisma twórcy fundamentalistycznej wersji islamu, Muhammada Ibn Abd al-Wahhabiego, Nauka jest darmowa, studenci dostają stypendia, a najlepsi mogą kontynuować studia w Arabii Saudyjskiej.

Rizieq Syihab

Jednym z absolwentów Lipii jest duchowny Rizieq Shihab, założyciel islamistycznej organizacji Front Obrony Islamu (FPI), która w 2016 zorganizowała trzy wielkie wiece w stolicy kraju, na których domagała się postawienia przed sądem za bluźnierstwo burmistrza Dżakarty, walczącego o powtórny wybór, grożąc rewolucją w kraju i zabiciem winnego, jeśli jej żądania nie będą spełnione. Udało się – burmistrz, chińskiego pochodzenia chrześcijanin, przegrał wybory, a następnie został skazany na dwa lata za bluźnierstwo (odczytał na wiecu fragment z Koranu).

Islamizm wkracza we wszystkie obszary życia

Nauka jest darmowa nie tylko na prowadzonej przez Saudyjczyków uczelni, lecz także w tysiącach szkół religijnych, często z internatem, do których biedniejsi posyłają swoje dzieci, ale w których uczą się też osoby dorosłe. Jedną z takich szkół jest al-Mukmin na Jawie, założona przez Arabię Saudyjską w 1972; to tam właśnie kształcili się zamachowcy, którzy zorganizowali zamach na Bali w 2002 roku, kiedy zginęło ponad 200 osób.

Saudyjskie pieniądze to nie tylko fundusze rządowe, lecz również środki fundacji religijnych i biznesmenów. Arabia troszczy się nie tylko o dusze, ale i o ciała indonezyjskich muzułmanów. Finansowane są nie tylko działania edukacyjne i religijne lecz także charytatywne, na przykład odbudowa wyspy Aceh po tsunami w 2004 roku.

Saudyjczycy zasilają zarówno grupy politycznego islamu, zbliżone często do Bractwa Muzułmańskiego (z którym Arabia Saudyjska u siebie walczy), jak i salafickie, które dążą do odtworzenia historycznego islamu w życiu ludzi, nie starając się o przejęcie władzy. Rijad wspiera nie tylko studiowanie islamu, ale również naukę arabskiego, który jest konieczny do czytania i recytowania Koranu.

Coraz więcej religii w polityce

Efekty tych działań to radykalizacja Indonezyjczyków (prawie 700 osób walczyło w szeregach ISIS, a odłamy tej organizacji przeprowadzają zamachy również w Indonezji), ataki na wyznawców innych odłamów islamu (szyitów, Ahmadija) i chrześcijan, oraz wzrastająca rola religii w indonezyjskiej polityce.

Prezydent Joko Widodo, tu z indonezyjskimi olimpijczykami (Wikipedia)

Na drugim z wieców organizowanych przez Front Obrony Islamu pojawił się prezydent kraju i modlił się wraz z fanatykami, chociaż wzywali do zabicia burmistrza stolicy. W ostatnich wyborach prezydenckich obaj kandydaci podkreślali swoje muzułmańskie zalety; zwyciężył powtórnie Joko Widodo, który jako kandydata na wiceprezydenta miał Marufa Amina, byłego głównego duchownego Indonezji.

Finansowanie saudyjskie – którego dokładnych sum nie znamy – szczyt miało prawdopodobnie kilka lat temu. Jednak w coraz większym stopniu te same działania finansowane są obecnie przez indonezyjskie fundacje i biznes. W miarę, jak rośnie konserwatyzm społeczeństwa, coraz więcej środków można zbierać na miejscu. Pieniądze saudyjskie nie są już tak konieczne, żeby Indonezja stawała się coraz mniej tolerancyjna.

Grzegorz Lindenberg

Na podst. „The Guardian”

Więcej o saudyjskich wpływach w Indonezji i o indonezyjskim islamie:

https://euroislam.pl/w-indonezji-rosnie-w-sile-saudyjski-salafizm

https://euroislam.pl/sa-muzulmanie-ktorzy-nie-chca-nienawisci-w-kazaniach

https://euroislam.pl/trzeba-przyznac-ze-istnieje-problem-z-islamem




Uległość Netflixa. Zwolenie z pracy za „islamofobię”. Zakaz okaleczania kobiet w Sudanie. Tygodniowy przegląd wydarzeń

Netflix uległ żądaniom islamistów i tureckiego rządu. Przed niemieckim sądem stanęła wdowa po terrorystach z Państwa Islamskiego. W Kanadzie imigrant z Indii stracił pracę za krytykę głośnego nawoływania do modlitwy. W egipskim więzieniu zmarł przetrzymywany bez wyroku fotograf i artysta muzyczny Shady Habash, zaś w Danii wybitny poeta i przenikliwy krytyk islamu Yahya Hassan. Obaj mieli 24 lata. Zapraszamy na przegląd wydarzeń minionego tygodnia.

Wiadomości

Netflix zerwał umowę z producentem serialu „Mesjasz”. Na tę decyzję wpłynęły głosy muzułmanów, którzy złożyli petycję wzywającą do usunięcia serialu. Podpisało ją jedynie 6 tysięcy osób. Mimo tego poprawność polityczna zwyciężyła. Więcej…

Wycofanie się z produkcji prowokacyjnego serialu to nie jedyna tego typu decyzja Netflixa. Na żądanie władz w Ankarze popularna platforma zablokowała tureckiej widowni możliwość oglądania jednego z odcinków serialu „Designated Survivor”. Powód? Pojawia się w nim fikcyjna postać tureckiego prezydenta. Więcej…

Okaleczenie kobiet w Sudanie zabronione. Za ten czyn grozi 3 lata więzienia. Według ONZ około 87% dziewczynek i kobiet w wieku 14-49 lat jest obrzezanych. Miejmy nadzieję, że tym razem zakaz FGM będzie przestrzegany. Więcej…

W tym tygodniu ulicami Berlina miał przejść marsz Al-Quds. Organizowany przez Palestyńczyków oraz Islamską Republikę Iranu antysemicki wiec nie dojdzie jednak do skutku. Oficjalnie jako powód odwołania podaje się koronawirusa, nieoficjalnie delegalizację Hezbollahu. Więcej…

Podejrzana o współpracę z Państwem Islamskim 35-letnia Omaima Abdi stanęła przed sądem w Hamburgu. Ta podwójna wdowa po terrorystach ISIS do Syrii wyjechała w 2015 r. Prokuratura niemiecka oskarża ją o wspieranie  organizacji terrorystycznej, handel ludźmi i zaniedbywanie dzieci. Więcej…

W kairskim więzieniu o zaostrzonym rygorze zmarł Shady Habash, 24-letni fotograf i reżyser muzycznych filmów wideo. Za kratami znalazł się, ponieważ nagrał klip, w którym wykpiwał prezydenta Egiptu Sisiego. Mężczyźnie przedłużano areszt co 45 dni. Nigdy nie został postawiony w stan oskarżenia. Więcej…

Nie podobało mu się głośne wzywanie do modlitwy. Skrytykował rytualne zabijanie zwierząt, noszenie burki i szariacką karę chłosty. Na Twitterze zapytał: „Co następne? Osobne pasy ruchu dla jazdy na wielbłądach i kozach?”. Po czym mieszkający w Kanadzie Hindus, Ravi Hooda stracił pracę, gdyż jego głos uznano za przejaw „islamofobii”. Więcej…

Analizy i opinie

Byli związani z Partią Islamskiego Odrodzenia Tadżykistanu (PIOT). Dziś mieszkają w Polsce. We własnym kraju są prześladowani. Na Zachodzie ich rodacy próbują dokonywać zamachów terrorystycznych. Czy mamy powody, żeby obawiać się politycznych uciekinierów z Tadżykistanu? Więcej…

Europejska straż graniczna Frontex poinformowała, że liczba prób nielegalnego przekraczania granic spadła w 2019 roku do najniższego poziomu od 6 lat. Obecnie znaczący wpływ na stymulację imigracji ma łączenie rodzin.  Więcej…

Zmienia się wizerunek Żydów w arabskich mediach. Pokazywani są bez nienawiści, a czasem nawet bardzo sympatycznie. Niektórzy Saudyjczycy otwarcie opowiadają się po stronie Izraela. W jaką stronę idą media w Arabii Saudyjskiej? Więcej…

Zmarł 24-letni palestyńsko-duński poeta i znany krytyk islamu Yahya Hassan. Wychowywał się w konserwatywnej rodzinie. Porzucił islam. Miał za sobą kryminalną przeszłość. Grożono mu śmiercią. Cisza polskich mediów nad tą trumną jest niezrozumiała, chociaż poeta był nominowany do tytułu Europejskiego Poety Wolności, który przyznaje miasto Gdańsk. Więcej…

Przygotował PŚ

 




Kanada: spór o nagłaśnianie wezwania do modlitwy z meczetów

Pochodzący z Indii mieszkaniec Brampton stracił pracę, ponieważ skrytykował nawoływanie do modlitw emitowane z tamtejszego meczetu. Uznano to za przejaw „islamofobii”.

Ravi Hooda protestując przeciwko obejściu prawa dotyczącego hałasu, dzięki czemu meczety mogły nadawać przez głośniki wezwania do modlitwy, zdenerwowany zapytał na Twitterze: „Co następne? Osobne pasy ruchu dla jazdy na wielbłądach i kozach?”. W efekcie stracił pracę w firmie deweloperskiej w Ontario i został pozbawiony roli przewodniczącego rady szkolnej. W tym samym wpisie krytykował rytualne zabijanie zwierząt i noszenie burki czy chusty. Hooda wycofał się później z tonu swojej wypowiedzi.

Zdjęcie

Z uwagi na epidemię i niemożność odwiedzania meczetów przez muzułmanów, lokalne władze zezwoliły na nagłaśnianie wezwania do modlitwy. Nie wszyscy jednak akceptują tę decyzję. Założyciel Kanadyjskiego Kongresu Muzułmanów (MCC) Tarek Fatah krytykuje rozbrzmiewające w Toronto zawołania, że „nie ma Boga poza Allahem”.

Fatah opisuje też sytuację sąsiedniego miasta Mississagua, gdzie jego zdaniem rada miejska ominęła prawa dotyczące ograniczenia hałasu i wydała zgodę na nawoływania. Krytyków naginania prawa nazwano rasistami i islamofobami. W mieście jednak szybko skrzyknęła się koalicja przeciwników, gromadząc 120 tysięcy dolarów na skargę konstytucyjną.


W grupie kilku tysięcy osób znalazło się także 100 muzułmanów. Jeden z nich, członek MCC Munir Pervaiz wskazywał, że nagłaśnianie wezwania jest w tym przypadku sprzeczne z duchem islamu. Zdaniem przeciwników, propagatorom nagłaśniania adhanu nie chodzi o swobody religijne, tylko o narzucanie własnego przekonania religijnego, które za pomocą głośników wdziera się w prywatną przestrzeń domów.

Petycja, która domaga się zaprzestania emisji wezwania do modlitwy, jako jeden z argumentów podała, że może to odnowić zespół PTSD u byłych żołnierzy walczących na Bliskim Wschodzie. W sieci pojawiły się z kolei komentarze muzułmanów, że PTSD dotyczyłoby raczej mordowania niewinnych muzułmanów i muzułmańskich dzieci. Autor petycji, pochodzący z dyskryminowanej egipskiej społeczności Koptów, został też nazwany „koptyjskim psem Sisiego”.

Działania miasta Mississagua zezwalające na nagłaśnianie wsparła Islamic Society of North America w Kanadzie. Organizacja ta w 2018 roku została zawieszona na rok i ukarana 550 tysiącami dolarów przez kanadyjski urząd podatkowy, ponieważ gromadzone przez nią środki na cele charytatywne mogły w sposób bezpośredni lub pośredni trafiać do islamistycznej partii Dżamaat-e-Islami, a nawet do jej zbrojnego skrzydła Hizbul Mudżahedin.Jak pokazuje ten przykład, szczególnie Hindusi są wrażliwi na instalowanie nagłośnienia meczetów. W Indiach odbierają nagłaśnianie wezwania do modlitwy jako islamski imperializm, który zawłaszcza przestrzeń publiczną i jest problematyczny, zwłaszcza podczas wezwań na modlitwy przed świtem, jak twierdzi we wpisie na „Medium” Harbir Singh. Przypomina, że meczety nie zostały tam zbudowane przez imigrantów, a przez zdobywców.

Nagłaśnianie modlitw przez meczety staje się ostatnio coraz bardziej zarzewiem problemów na Zachodzie. W północno-zachodnich Niemczech, w miasteczku Oer-Erkenschwick, parze chrześcijan udało się zablokować nagłaśnianie adhanu. Sąd przyznał rację ich skardze, że narusza ono ich religijne prawa. W październiku burmistrz Amsterdamu z partii Zielonych, Femke Halsema, odmówiła meczetom nagłaśniania wezwań. Halsema uważa, że mając do dyspozycji technologię, od budzików po aplikacje, nie ma takiej konieczności.

Uzasadniając to polityką utrzymania społecznego dystansu w trakcie epidemii, coraz więcej miast na Zachodzie zezwoliło na nagłaśnianie wezwania do modlitwy. Pozwolono na to między innymi we Wschodnim Londynie i w Minneapolis.

W Polsce Liga Muzułmańska w RP budując meczet w Warszawie obiecała, że nie będzie występować o nagłaśnianie wezwania do modlitwy. (j)

Na podstawie: Muslim New, Irish Times, The Toronto Sun




Jak Netflix ugiął się przed islamistami

Widzowie Netflixa będą musieli zadowolić się jednym sezonem popularnego serialu „Mesjasz”. Islamiści złożyli petycję z żądaniem usunięcia serialu. Podpisało ją niecałe 6000 osób, ale platforma zerwała w marcu umowę z producentem filmu. 

Wkrótce po utworzeniu petycji, w grudniu 2019 (na podstawie trailera, przed rozpoczęciem emisji w styczniu 2020), Netflix odpowiedział, że „Mesjasz to dzieło fikcyjne. Nie przedstawia konkretnej osoby, postaci czy religii”. Dodano, że przy produkcjach podane są informacje, dzięki którym widz może zdecydować, czy film jest dlań odpowiedni.

Reżyser Michael Petroni powiedział natomiast: „Tak, ten film jest prowokacyjny. Ale prowokacyjny to nie znaczy obraźliwy”.

Islamiści w ofensywie

Do ataków na serial dołączyły się jednak różne media islamistyczne, m.in. kanał The Mad Mamluks (TMM) na YouTube, czy salafistyczny portal Al Maghrib (AMI). Ogólnie, argumentacja krytyków jest nieprzejrzysta – chodzi głównie o to, że jako „dobry” z definicji Mesjasz pokazana jest postać kojarząca się z pochodzącym z islamu „złym” – Al-Masihem ad-Dajjalemem (Al-Masih to po arabsku Mesjasz), swego rodzaju islamskim Antychrystem, co, jak napisała autorka petycji, muzułmanka z Kalifornii, „może zwodzić ludzi na manowce i odmieniać serca”.

Prowadzący TMM Imran Muneer powiedział, że „Mesjasz” może być chrześcijańskim spiskiem, który ma zachęcić chrześcijan do ewangelizacji muzułmanów na Bliskim Wschodzie. Z kolei Yasmin Mogahed z AMI napisała, że to „typowy program polityczny” i że serial pokazuje, iż „brutalni Izraelczycy mogą odkupić swoje grzechy, a muzułmanów przedstawia się jako zamachowców – samobójców”. Jej sprzeciw wzbudziło to, że jeden z zamachowców w filmie został rzekomo zradykalizowany przez werset z Koranu, a nic się nie mówi o krzywdach i niesprawiedliwości, jakie dotykają muzułmanów.

Jednocześnie Królewska Komisja Filmowa Jordanii oznajmiła, że zakazuje projekcji filmu w tym kraju i nie pozwoli już na kręcenie go w jordańskich plenerach, ponieważ „narusza świętość religii”.

Po zamknięciu serialu, w marcu, platforma tak tłumaczyła decyzję: „Film dostał wiele kiepskich recenzji, a kiedy tak się dzieje, Netflix nie odnawia umowy z producentem… nie jesteśmy uprzedzeni”.

Komentarz liberalnej muzułmanki

Shireen Qudosi z Clarion Project tak komentuje całą sprawę:

„Podczas gdy islamistom z wielkim trudem przychodzi okazywanie wsparcia dla kampanii przeciwko prawdziwym przywódcom religijnym, wzywającym w meczetach do apokaliptycznej nienawiści, tym razem z wściekłością zareagowali na produkcję Netflixa, pokazującą fikcyjnego przywódcę duchowego w apokaliptycznych okolicznościach.

Ekstremistów oburzyła główna postać, Al-Masih, której tożsamości i motywom towarzyszy wiele znaków zapytania. Dla mnie i dla wielu innych osób bohater jest ciekawą zagadką i – poprzez ukazanie ludzkiej potrzeby kultu przywódców – odzwierciedleniem naszych czasów. Tymczasem dla islamistów profil tej postaci zanadto się kojarzy z proroctwem Dajjala, fałszywego proroka lub uosobienia „antychrysta” w islamie.

Nie mogę przemówić bezpośrednio do gwiazd „Mesjasza”, ale zwrócę się do nich jako muzułmanka: kulturowy rak „islamofobii”* jest plamą na naszych społecznościach, a niektóre [islamistyczne] ugrupowania wciąż rzucają oskarżenia oparte na narracji tożsamościowej.

Taka kultura nie ma nic do zaoferowania ani mojej społeczności religijnej, ani waszej kreatywnej społeczności. Serial gromadził przed ekranami tłumy, które zazwyczaj nie oglądały telewizji. „Mesjasz” stał się punktem wyjścia do rozmów w rodzinach, gdzie tego typu rozmowy zazwyczaj prowadziły do konfliktów.

Zdolność do opowiadania historii jest jedną z najważniejszych właściwości ludzkich. Jest jednym z filarów człowieczeństwa. Jako amerykańska muzułmanka jestem głęboko zaniepokojona, że zmyślona koncepcja „islamofobii” zyskała moc pozwalającą na zniszczenie świata wyobraźni z historii, które wciąż jeszcze moglibyśmy opowiadać”.

Polskie reakcje

Pierwszy – i ostatni – sezon „Mesjasza” jest dostępny na Netfliksie również w polskiej wersji językowej. Niektóre polskie media podały informacje o zamknięciu serialu, ale albo bez podania wyżej opisanych przyczyn, albo obwiniając za to katolików – jak na przykład Radio Zet.

Warto więc zapoznać się z recenzją pióra katolickiego księdza, Dariusza Piórkowskiego, na portalu Deon.pl. Cytat z tekstu: „Film okazał się inspirujący, ponieważ pozwolił mi głębiej spojrzeć chociażby na dzisiejszą Ewangelię i samą Eucharystię. (…) Serialowy Mesjasz potrafi przemówić do serca. Niezwykłe jest to, że porusza nawet te najtwardsze. Dociera tam, gdzie nikt nie może dotrzeć, do najskrytszych tajemnic, także do ludzkiej ciemności, bólu i cierpienia. Ale bez osądzania. Pokazuje ludziom, że jest w nich coś więcej niż to, co oni widzą”.

Oprac. Bohun/PJ, na podst. https://clarionproject.orgpatheos.comwww.the-sun.comwww.meforum.org

Petycja: https://www.change.org

———————–

* Clarion Project dodał wart przytoczenia przypis o „islamofobii”:

Nieuzasadniony strach przed muzułmanami; termin często używany przez grupy islamistyczne i ich sojuszników do określania krytyków ekstremizmu islamskiego mianem bigotów, w celu stłumienia krytyki.

Abdur-Rahman Muhammad, były członek Międzynarodowego Instytutu Myśli Islamskiej (IIIT), frontu Bractwa Muzułmańskiego w USA, był na spotkaniu grupy na początku lat 90., kiedy to uczestnicy wpadli na pomysł wykorzystania „islamofobii” jako politycznej broni. „Ten wstrętny termin jest niczym więcej, niż uśmiercającą myślenie kliszą, stworzoną w trzewiach muzułmańskich think tanków w celu atakowania krytyków” – skomentował to Muhammad.




Lewica szkodzi muzułmanom broniąc islamizmu

Radykalna lewica, jak inne ruchy skrajne, dzieli z islamizmem podobieństwa charakteryzujące wszystkie ideologie totalitarne, pisze ekspert od islamizmu Tommaso Virgili w European Eye on Radicalization.

Nie tylko o podobieństwa chodzi w przyjęciu uproszczonego, makiawelicznego obrazu świata i utopijnych wizji szczęśliwego porządku. Od dłuższego czasu można zaobserwować, że różniące się co do konkretnych wizji, islamizm i nowa lewica (goszyzm* – stąd nazwa islamogoszyzm) zbliżają się do siebie. Przekraczając wydawałoby się niemożliwe podziały i łącząc ogień z wodą.

W imię szacunku dla odrębności kulturowej i ochrony tożsamości marksistowskim ateistom nie przeszkadzają wizje państwa religijnego, feministki idą ręka w rękę z szowinistyczną ideologią, a aktywiści LGBT dbają, żeby nie krytykować takiej homofobii, która posuwa się nawet do postulowania kar śmierci dla homoseksualistów.

Przyczyną tego stanu rzeczy jest walka nowej lewicy z postkolonializmem, imperializmem oraz polityka tożsamości i multikulturalizm, twierdzi Virgili.

Głównymi krytykami tego podejścia lewicy nie są jednak osoby sytuujące swoje poglądy po prawej stronie. Najbardziej zawiedzeni takim podejściem są sami muzułmanie, którzy nie zgadzają się na redukcję do jakiejś formy „orientalistycznego fetyszu”.

Tu Virgili cytuje Maajida Nawaza, który oskarża lewicę o „odwrotny rasizm” i zaniżanie oczekiwań wobec muzułmanów. Także brytyjski intelektualista Kenan Malik zauważa, że lewica odeszła od idei równości bez względu na rasę czy religię, a idee Oświecenia uważa za europocentryczne, czytaj – narzucanie ich innym kulturom jest dyskryminacją.

Przykładów nie brakuje. To na przykład współpraca lewicowego burmistrza Molenbeek (dzielnica Brukseli) z konserwatywnymi imamami, w dzielnicy, która stała się klastrem rekrutacji terrorystów. Głosy na francuskiej lewicy, że prawdziwymi ofiarami w sytuacji zamachu na „Charlie Hebdo” byli muzułmanie stygmatyzowani przez satyryczny tygodnik. Zabronienie byłym muzułmanom na paradzie LGBT wywieszenia banneru z napisem „Allah jest gejem”.

Virgili zarzuca skrajnej lewicy brak uniwersalnego kompasu moralnego i przyzwolenie na zbrodnie w imię przeciwstawiania się „islamofobii”. Obecnie tracą najbardziej na tym sami muzułmanie.

Oprac. JW.

Pełny artykuł na stronie Instytutu Spraw Europejskich

* goszyzm – nowa lewica, ruch zapoczątkowany w latach 60. XX wieku w Europie Zachodniej, kiedy część lewicy stała się rozczarowana zarówno kapitalizmem, jak i sowieckim komunizmem.

Tytuł – red. Euroislamu