Zmiany klimatyczne uzasadniają prawo do statusu uchodźcy

W przełomowym i kontrowersyjnym orzeczeniu Komitet Praw Człowieka (KPC) orzekł, że nie można zawracać osób starających się o ochronę międzynarodową, a powołujących się na zmiany klimatyczne.

Decyzja zapadła po rozpatrzeniu skargi obywatela Kiribati, państwa na Pacyfiku. W 2015 r. uciekł z żoną do Nowej Zelandii, gdzie ubiegał się o azyl. Jego wniosek został odrzucony, rodzina deportowana. Skarga w jego przypadku została odrzucona, ale KPC stwierdził, że same zmiany klimatyczne mogą być warunkiem wystarczającym do przyznania azylu. Przy tym uchodźcy nie muszą udowadniać, że ich życie i zdrowie jest w niebezpieczeństwie. Wystarczy, że oświadczą, iż zagrożone jest prawo do życia.

Zmiany, które wymienia komitet, to między innymi wzrost poziomu wód oceanicznych i morskich, niebezpieczeństwo nagłych powodzi czy sztormów, a także degradacja ziemi. W przypadku skarżącego zdaniem KPC władze Kiribati podjęły stosowne działania zapobiegawcze, żeby chronić obywateli przed skutkami zmian.

Eksperci jednak uważają, że decyzja jest przełomowa, chociaż część twierdzi także, że może wywołać lawinę, która otworzy drzwi do wniosków o azyl spowodowanych czynnikami klimatycznymi. Brak także precyzji, bo w jaki sposób oceniać, czy państwa we właściwy sposób zajmują się problemem zmian klimatycznych na swoim terytorium. To właśnie kraje Pacyfiku mogą być „kanarkiem w kopalni” sygnalizującym innym, że niekoniecznie wyspy muszą znaleźć się pod wodą i doświadczyć rzeczywistych skutków zmian, żeby walczyć o status uchodźcy.

Media podają jednocześnie mylnie, że jest to decyzja ONZ. KPC, zwane też Komitetem Praw Człowieka ONZ nie jest ciałem ONZ, a organem kontrolnym powołanym przez „Międzynarodowy pakt praw obywatelskich i politycznych”. Nie zawsze też jego decyzje podtrzymywane są przez inne instytucje. Tak było w przypadku Francji potępionej przez KPC za zakaz burki, chociaż Europejski Trybunał Praw Człowieka prawo podtrzymał. (j)

Na podst. DW i Guardian




„Merkel zapraszając imigrantów złamała prawo”

Były prezes Federalnego Sądu Konstytucyjnego Hans-Jürgen Papier skrytykował politykę Niemiec w trakcie kryzysu imigracyjnego w roku 2015, 

Działania kanclerz Merkel, decyzję o otwarciu granic, Papier określił w swojej książce „Die Warnung” („Ostrzeżenie”) jako „złamanie prawa”. Działania rządu federalnego i landów w tej sprawie określił mianem „politycznej samowoli”. Autor narzeka także na „kapitulację państwa prawa” i wzywa do radykalnego przemyślenia ówczesnych i obecnych postaw.

„Pomogła w potrzebie”

Kanclerz broniła swojej decyzji mówiąc, że „wierzy, że Niemcy pomogły wielu ludziom w potrzebie”. Pomimo tych tłumaczeń jej krytycy uważają, że powinna była stosować obowiązujące prawo. Już w 2016 roku uznany konstytucjonalista Udo di Fabio twierdził, że rząd federalny jest zobowiązany konstytucyjnie do „utrzymania efektywnej kontroli na granicach federacji”. Jednocześnie ustawa zasadnicza nie gwarantuje ochrony wszystkich ludzi na całym świecie poprzez faktyczne lub legalne zezwolenia na wjazd.

Teraz najwyższy rangą sędzia w stanie spoczynku wprost krytykuje decyzje Merkel w książce, której pełny tytuł brzmi: „Ostrzeżenie – jak następuje erozja rządów prawa”. Analizując niemieckie prawo azylowe i imigranckie Papier dochodzi do poważnych wniosków. Jego zdaniem Merkel złamała prawo, a rząd powinien działać „tylko w ramach obowiązującego prawa” bez względu na to, jakie powodują nim strategiczne, polityczne, ekonomiczne czy moralne motywacje. Tymczasem naruszono niemieckie prawo azylowe, jak również europejską regulację Dublin III.

Ten brak zastosowania się do prawa w obszarze polityki azylowej i imigracyjnej uważa Papier za przyczynę, która „wstrząsnęła zaufaniem ludzi do demokracji i jej zdolności funkcjonowania”.

Przede wszystkim ludzie pochodzący z bezpiecznych krajów trzecich „nie mają prawa do wyjaśniania, czy przysługuje im azyl w Niemczech i nie mogą pozostawać w Niemczech tymczasowo”, wyjaśnia ekspert. Jego zdaniem „mogą – i powinni być – odprawieni na granicy”.

„Wir schaffen nicht”

Oskarża także sławny slogan Merkel „Wir schaffen das” (damy radę) o napędzanie kryzysu imigracyjnego na Morzu Śródziemnym przez wysłanie złego sygnału do obywateli krajów pochodzenia imigrantów.

Emocje takie, jak szczodrość, solidarność, chęć niesienia pomocy – słuszne, ale zastosowane bez poszanowanie dla prawa – wywołały chaos oraz „strach i opór w wielu Niemcach, co doprowadziło do politycznej radykalizacji i pogłębienia podziałów społecznych”. To istotny, ale nie jedyny problem, jaki wywołała zdaniem autora decyzja Merkel.

Uchodźstwo i imigracja stały się biznesem na skalę przemysłową, przy udziale bandytów i podrabianych paszportów. Prawo stało się narzędziem stosowanym arbitralnie zgodnie z doraźnymi interesami grup. Bezpieczne kraje trzecie stały się de facto krajami tranzytu, a Niemcy głównym krajem docelowym dla imigrantów. W Niemczech przebywają teraz setki tysięcy ludzi bez prawa do pobytu lub z prawem uzyskanym w sposób dyskusyjny. Nowym wyzwaniem dla rządów prawa będzie deportacja tych ludzi, nawet jeżeli brzmi to dramatycznie.

W tej sytuacji Hans-Jürgen Papier wzywa do przywrócenia kontroli granicznych w Niemczech, bo jest to jedyny – chociaż bardzo obciążający – sposób rozwiązania obecnych problemów.

Jan Wójcik

Od redakcji: Niektóre z problemów związanych z wykorzystywaniem bezpiecznych państw trzecich poruszaliśmy już na początku kryzysu w roku 2015.

źródło: Focus.de




Mafia nigeryjska coraz groźniejsza w Europie

Jedną z najszybciej rozwijających się sieci przestępczych w Europie jest obecnie mafia nigeryjska, która rozprzestrzenia swoją działalność przestępczą na całym kontynencie. Składa się z rywalizujących grup, takich jak Black Axe, Vikings i Maphite.

Niedawno władze we Włoszech, Francji, Niemczech, Holandii i na Malcie przeprowadziły międzynarodową operację skierowaną przeciwko dwóm głównym nigeryjskim grupom mafijnym. Policja oskarża gangi o handel ludźmi, handel narkotykami, rabunki, wymuszenia, przemoc seksualną i sutenerstwo.

Zgodnie z raportem „Washington Post” z czerwca 2019 r. na temat nigeryjskiej mafii we Włoszech: „mafia kontroluje terytorium od Turynu na północy do Palermo na południu. Przemycają narkotyki i przewożą kobiety, zmuszając je do prostytucji na ulicach. Szukają nowych członków wśród kasty ubogich migrantów, nielegalnie rekrutują ich w prowadzonych przez rząd włoskich ośrodkach azylowych.”

Według gazety, ofiarą nigeryjskiej mafii padły „dziesiątki tysięcy kobiet”. Według włoskiego wywiadu grupa ta jest „najbardziej ustrukturyzowaną i dynamiczną” spośród wszystkich zagranicznych podmiotów przestępczych działających we Włoszech. Niektórzy eksperci twierdzą, że aż 20 000 nigeryjskich kobiet, w tym nieletnich, przybyło na Sycylię w latach 2016-2018, przemyconych we współpracy z Nigeryjczykami.

Tym, co wyróżnia nigeryjskie sieci przestępcze, jest ich brutalność – włoska policja podkreśla, że prowadzą one „miejską wojnę partyzancką” w celu utrzymania terytorium oraz stosują rytuały voodoo. Według raportu Międzynarodowej Organizacji ds. Migracji (IOM) z lipca 2017 r. ofiary handlu ludźmi składają przysięgę „przypieczętowaną rytuałem voodoo lub rytuałem wtajemniczenia (ofiara zobowiązana jest dotrzymać swojego zobowiązania)” wobec handlarzy ludźmi, a także żywią „strach przed odwetem na członkach swojej rodziny w kraju pochodzenia”.

Według raportu IOM z 2017 r.: „W ciągu ostatnich trzech lat we Włoszech odnotowano prawie 600-procentowy wzrost liczby potencjalnych ofiar handlu ludźmi przybywających do Włoch drogą morską. Tendencja wzrostowa utrzymywała się przez pierwszych sześć miesięcy 2017 r., przy czym większość ofiar przybywała z Nigerii „W swoim raporcie IOM oszacowała, że 80 procent dziewcząt, często nieletnich, przybywających z Nigerii – których liczba gwałtownie wzrosła z 1454 w 2014 r. do 11 009 w 2016 r. – było ‚potencjalnymi ofiarami handlu ludźmi w celu wykorzystania seksualnego’”.

Nigeryjska mafia nie ograniczyła swojej działalności tylko do Włoch. Jej działalność sięga na północ Europy, aż do Niemiec i Szwecji. W Londynie troje członków gangu Black Axe zostało uznanych za winnych wyprania prawie miliona funtów, które zostały wyłudzone poprzez oszustwa telefoniczne i e-mailowe. Ta sama nigeryjska grupa Black Axe rozprzestrzeniła swoją działaność także na Kanadę, gdzie raport „Globe and Mail” już w 2015 roku zdefiniował ją jako „kult śmierci” pochodzący z Nigerii, gdzie jej działalność wiąże się z „dekadami morderstw i gwałtów, a jej członkowie muszą składać przysięgę krwi”. W USA FBI połączyło ostatnio Black Axe z szeregiem oszustw finansowych. Według doniesień prasowych: „W Stanach Zjednoczonych i na całym świecie grupa jest odpowiedzialna za kradzież milionów dolarów w wyniku rozmaitych wyszukanych oszustw”.

W Szwecji policja opisała Black Axe jako „jeden z najskuteczniejszych syndykatów przestępczych na świecie”. Szwedzkie media opublikowały niedawno historię, która pokazuje, jak działa Black Axe: 16-letniej dziewczynce z Nigerii obiecano pracę w Szwecji jako stylistka fryzur. Kiedy przybyła, Black Axe zmusił ją do pracy jako prostytutka po przejściu rytuału voodoo. „Mamy teraz twoją krew – oznajmili gangsterzy. – Jeśli uciekniesz, zawsze cię znajdziemy”.

W 2018 roku trzech Nigeryjczyków było ściganych w Malmö za zwabienie swoich rodaczek do Szwecji obietnicą zatrudnienia, a następnie zmuszanie ich do prostytucji po przeprowadzeniu rytuału voodoo, który polegał na jedzeniu surowego kurczaka. Według szwedzkiego prokuratora rytuał voodoo jest sposobem kontrolowania i wykorzystywania ofiar handlu ludźmi, które wierzą w skuteczność tych praktyk.

Podobne rytuały miały miejsce w Wielkiej Brytanii w 2018 r., kiedy jeden z mafiosów próbował przewieźć Nigeryjki z Nigerii do Niemiec i Hiszpanii, a także w 2018 r., kiedy aresztowano 12 Nigeryjczyków, również za sutenerstwo. W Niemczech, według ostatniego raportu „Deutsche Welle”, rosnąca liczba nigeryjskich kobiet kończy jako prostytutki w jednej z największych niemieckich dzielnic czerwonych latarni w Duisburgu, a według Barbary Wellner z Solidarity with Women in Distress, “handlarze żywym towarem z Nigerii są odpowiedzialni za przemyt większości z nich”.

Według raportu Info-Migrants z marca 2019 r., liczba nigeryjskich kobiet, które padły ofiarą sutenerstwa w Niemczech, choć jest wciąż stosunkowo niewielka, rośnie w ostatnich latach. W 2013 r. zaledwie 2,8% znanych ofiar pochodziło z Nigerii. Liczba ta wzrosła do  8% w 2017 r. Według raportu, który cytuje Andrea Tivig z organizacji zajmującej się prawami kobiet, Terre des Femmes, handlarze wykorzystują system azylowy: „We Włoszech handlarze mówią swoim ofiarom, aby ubiegały się o azyl, a następnie uzyskały status uchodźcy, aby móc pozostać w Europie, po czym nadal są wykorzystywane do pracy w seksbiznesie”.

Nigeryjskie grupy mafijne stanowią tylko jedną, aczkolwiek bardzo niepokojącą, część ogólnego obrazu przestępczości gangów migrantów w Europie. (…) W listopadzie 2018 r. Naser Khader, członek duńskiego parlamentu z Partii Konserwatywnej i współzałożyciel Muslim Reform Movement, napisał w gazecie „Jyllands-Posten”: „Oprócz powszechnego zamiłowania do przestępczości, kultura gangów imigrantów to koktajl religii, przynależności do klanu, honoru, wstydu i braterstwa. Im bardziej brutalny jest dany gangster, tym silniejszą ma pozycję i przyciąga więcej ludzi”.

W Szwecji przestępstwa popełniane przez gangi migrantów stały się niemal nie do opanowania: niektórzy komentatorzy opisują sytuację jako „wojnę”. Dania w coraz większym stopniu walczy z przestępczością gangów migrantów. W Niemczech, gdzie gangi migracyjne są znane jako przestępcze klany rodzinne, władze zakładają, że będą walczyć z tym problemem przez dziesięciolecia.

Judith Bergman

Felietonistka, prawniczka i analityk polityczny, jest członkiem Gatestone Institute.

Tłumaczenie GB na podstawie https://www.gatestoneinstitute.org/15398/europe-nigerian-mafia (tamże odnośniki do źródeł).

 




Wielka Brytania: System punktowy skończy niekontrolowaną imigrację

System punktowy, w odpowiedzi na masową imigrację do Wielkiej Brytanii, może zostać wprowadzony dwa lata wcześniej, twierdzi minister spraw wewnętrznych Piri Patel.

Patel powiedziała, że do końca roku jest gotowa wprowadzić system na podobieństwo australijskiego, co zbiegnie się z końcem przejściowego okresu po Brexicie.

Rząd uważa, że brytyjski biznes potrzebuje „utalentowanych i wykwalifikowanych pracowników”, a jednocześnie trzeba ograniczać masowy napływ tych niewykształconych. Zbiega się to też z planami premiera Borisa Johnsona, który chce, żeby Wielka Brytania w Afryce stała się partnerem inwestycyjnym, zapowiada więc, że jego rząd przedłoży „ludzi nad paszporty”. Oznaczać to ma, że liczyć się będą kwalifikacje, a nie pochodzenie.

Zapowiedzi te spotykają się z krytyką opozycji, która twierdzi, że jest to dalsze podsycanie wrogości wobec imigrantów i obarczanie ich za błędy polityki torysów.

W Australii obowiązuje system, w którym imigranci aplikując o wizę są wybierani ze względu na kryteria ekonomiczne, takie jak edukacja, znajomość języków, doświadczenie. System jest elastyczny, ponieważ punkty alokowane są w zależności od potrzeb gospodarki. (j)

Na podst. Sky News




W ciągu dwóch tygodni roku tysiąc imigrantów zawrócono do Libii

Setki imigrantów zostały przejęte na Morzu Śródziemnym przez libijską straż przybrzeżną i zawrócone do ośrodków detencyjnych znajdujących się na terenie kraju.

Grupa imigrantów próbujących nielegalnie przedostać się na łodziach z Libii do Unii Europejskiej wyniosła łącznie 953 osób, w tym 85 dzieci, podała we wtorek Międzynarodowa Organizacja do spraw Migracji (IOM). Migranci zostali przejęci przez przeszkoloną przez Unię Europejską straż przybrzeżną Libii.

Jednocześnie IOM wskazuje, że ośrodki detencyjne są zagrożone przez proceder handlu ludźmi. Sytuacja imigrantów pogarsza się wraz z bezpieczeństwem w Trypolisie, co wykorzystują gangi przestępcze, żerujące na osobach chcących opuścić niebezpieczny teren.

Stolica Libii jest teraz zagrożona narastającymi walkami między Rządem Jedności Narodowej (GNA) wspieranym przez Turcję i Katar, a Libijską Armią Narodową (LNA) marszałka Chalifa Haftara, wspieraną przez Egipt, ZEA, USA, Francję i Arabię Saudyjską. Włochy, dla których współpraca z Libią jest istotna z powodów bezpieczeństwa imigracyjnego, pozostają neutralne. Haftar wczoraj opuścił Moskwę nie zgadzając się na warunki rozejmu zaproponowane przez Turcję i Rosję, które pozycjonują się w roli mediatorów w konflikcie. Turcja odgraża się, że „da nauczkę” Haftarowi; z kolei Egipt wyraża gotowość na zwiększenie konfrontacji z Turcją.

Od czasu ustąpienia włoskiego ministra spraw wewnętrznych Matteo Salviniego i zniesienia wprowadzonej przez niego blokady portów, w ubiegłym roku imigracja do Włoch przez Morze Śródziemne zaczęła wzrastać. (j)

 




„Islamista” prowadzi fanpage Szymona Hołowni

Podczas awarii Facebooka okazało się, że prowadzącymi profil publiczny kandydata na prezydenta Szymona Hołowni są dziennikarze katolickiej strony Deon.pl, między innymi Karol Wilczyński, orientalista współprowadzący stronę „Islamistablog.pl”.

W piątek miała miejsce awaria Facebooka, która pozwalała zajrzeć pod podszewkę oficjalnych profili, ujawniając, kto dodaje i moderuje posty na tych stronach. Wyszły przy tym dość dyskusyjne powiązania polityków z różnymi środowiskami, wskazujące na konflikt interesów; wyszło też kto stoi za stronami hejterskimi.

Przy okazji, jak ujawnił na Twitterze dziennikarz „DoRzeczy” Marcin Makowski, ujawniono prowadzących profil Szymona Hołowni kandydującego w 2020 roku na prezydenta. Okazały się nimi osoby związane z katolickim portalem Deon.pl, założonym przez Towarzystwo Jezusowe i katolickie wydawnictwo WAM.


Związki Hołowni ze środowiskiem katolickiej inteligencji z Krakowa to żadna sensacja. Etyce dziennikarskiej trzeba natomiast pozostawić pytania o wiarygodność, kiedy wykonują prace dla polityka, którym stał się od niedawna Szymon Hołownia.

Natomiast samego kandydata na prezydenta, który obecnie deklaruje chęć dbania o bezpieczeństwo Polaków, mogą obciążać związki ze zwolennikami otwartych granic. Strona prowadzona przez Wilczyńskich nie raz zamieszczała materiały reklamujące „otwarte granice”, czy bardzo krytycznie wypowiadała się na temat projektu polityki migracyjnej, którego celem byłaby kontrolowana migracja do Polski uwzględniająca obecne zagrożenia społeczne.

W tej sytuacji trudniej będzie uwierzyć Szymonowi Hołowni – który wcześniej sam deklarował przyjmowanie imigrantów za wszelką cenę, nawet za ryzyko pozbawienia życia – że teraz zależy mu na bezpieczeństwie Polaków. W trakcie kryzysu imigracyjnego w 2015 roku Szymon Hołownia pisał na portalu Deon.pl: „Nawet jeśli przyjęlibyśmy (absurdalne) założenie, że każdy muzułmanin to potencjalne zagrożenie – to co z tego? Przecież Ewangelia mówi wyraźnie, że mam dobrze czynić również (albo: zwłaszcza) tym, którzy mnie prześladują i nienawidzą!”.

Jan Wójcik




140 000 nielegalnych imigrantów w 2019

Według komunikatu agencji Frontex, w 2019 r. do Europy przybyło około 140 tysięcy nielegalnych imigrantów, co jest najniższą liczbą od roku 2013. Na szlaku z Libii do Europy i na zachodzie Morza Śródziemnego nastąpiły duże spadki liczby imigrantów, natomiast głównym szlakiem przerzutowym ponownie stała się droga z Turcji do Grecji, którą przypłynęło 82 tysiące osób, o prawie połowę więcej niż rok temu.

Turcja twierdzi jednak, że powstrzymała ponad szesnaście tysięcy osób przed wypłynięciem do Grecji, aresztując 447 przemytników ludzi i konfiskując 50 łodzi.

W czasie podróży na Morzu Śródziemnym utonęły 1283 osoby (i przypuszczalnie ponad 400 znajdujących się na łodziach, które zatonęły i żadnych ciał nie odnaleziono. Jest to jednak znacznie mniej niż w poprzednim roku, kiedy utonęło 2299 osób, przy nieznacznie większej liczbie osób próbujących dostać się do Europy.

Ogromna większość osób, które przybyły nielegalnie do Europy ubiegała się o azyl w Niemczech, gdzie wnioski złożyło  sto jedenaście tysięcy osób i był to trzeci kolejny rok spadku liczby osób, które chcą uzyskać azyl w Niemczech. (g)




Austria zaostrzy przepisy wobec imigrantów

W Austrii zawarto porozumienie koalicyjne między partią konserwatywną a Zielonymi. Oprócz różnych ustaleń związanych z kwestiami klimatycznymi i podatkowymi porozumienie przewiduje zmiany w kilku przepisach dotyczących imigrantów.

Zieloni zgodzili się m.in. na  podniesienie wieku, od którego uczennice mogą nosić w szkołach chusty z 10 do 14 lat oraz wprowadzenie dwóch nowych rozwiązań dotyczących azylantów. Ubiegający się o azyl, którzy wg służb są niebezpieczni, mają być bez wyroku sądowego zamykani w specjalnych „ośrodkach zapobiegawczych”, nawet jeśli nie popełnili przestępstwa – ten pomysł szefa konserwatystów kanclerza Sebastiana Kurza będzie wymagał jednak zmiany konstytucji. Nie wymaga natomiast zmian prawnych zgoda koalicjantów na zwiększenie liczby ośrodków, w których przebywać będą przed deportacją osoby, którym odmówiono azylu. (g)

Źródło: ttheguardian.com




Grecja: brzemię migracji coraz cięższe

Unia Europejska musi wziąć odpowiedzialność za falę migrantów – twierdzą władze Grecji i jak podaje „Guardian”, tworzą plan wybudowania obozów dla migrantów o charakterze „więzień”.

Nie zapowiada się, aby liczba osób ubiegających się o azyl, docierających do brzegów Grecji, miała spaść, pomimo krótszych zimowych dni oraz srogich burz i deszczów. Od czasu zawarcia historycznego porozumienia z Turcją o ograniczeniu fali migracyjnej w szczytowej fazie syryjskiej wojny domowej w marcu 2016 roku, nigdy nie przybyło aż tylu migrantów.

Tylko we wrześniu 2019 dotarło ich 10 551, co stanowi największą ich liczbę od czasu zawarcia tej umowy. Ten ponowny wzrost liczby przybywających wywiera coraz większą presję na centroprawicowy rząd, który obiecał, że będzie prowadził o wiele ostrzejszą politykę migracyjną niż jego poprzednicy. Od czasu objęcia rządów premier Kyriakos Mitsotakis apelował do UE o okazanie większej solidarności z Grecją i innymi państwami granicznymi, które zmagają się z problemem jeszcze większej liczby uchodźców i migrantów.

Ostatnie dane pokazują, że na wyspach Samos, Lesbos, Chios, Kos i Leros, które są głównymi punktami wejścia do UE na szlaku z Turcji, jest około 40 000 mężczyzn, kobiet i dzieci. Większość z nich została umieszczona w przeludnionych obozach, które planowo miały pomieścić 5400 osób. Pomimo starań o ograniczenie problemu przeludnienia na wyspach, udało się przenieść w ostatnich miesiącach tylko około 10 000 ludzi do kontynentalnej części Grecji.

Nowy organ wykonawczy UE ma stworzyć regulacje dotyczące wyzwań związanych z problemem migracyjnym. Ateny twierdzą, że kluczową kwestią jest to, aby Bruksela uznała fakt, że konieczny jest równy podział osób ubiegających się o azyl pomiędzy kraje członkowskie.

Premier Mitsotakis powiedział ostatnio nowej wiceprzewodniczącej Komisji Europejskiej, Margaritis Schinas, oraz komisarz do spraw wewnętrznych Ylvie Johansson, które odpowiadają za zmianę polityki migracyjnej i azylowej, że Grecja osiągnęła już swój limit i dłużej nie poradzi sobie sama z napływem migrantów.

„To nie jest tylko kwestia grecko-turecka – stwierdził Mitsotakis w czasie wizyty urzędników w Atenach. – To sprawa, która ma wpływ na całą Unię Europejską, dlatego czekamy na waszą pomoc i zdecydowaną europejską politykę, która stanowiłaby odpowiedź na ten problem”.

Grecja stała się też głównym celem fali migracyjnej dla przemytników ludzi. W całym kraju jest blisko 90 000 uchodźców i migrantów. Jest ich tam więcej, niż zarejestrowanych osób ubiegających się o azyl we Włoszech, Hiszpanii, Malcie i na Cyprze, zgodnie z informacją podaną przez UNHCR.

Ze względu na rosnące obawy dotyczących okropnych warunków bytowych tych ludzi, Bruksela znalazła się pod presją, aby podjąć działania. 12 grudnia Francja zadeklarowała się przyjąć 400 osób z Grecji, ale uważa się, że jest to zbyt mało, a działania podjęto za późno. W tym samym czasie, gdy UE zmaga się z nieprzejednanym sprzeciwem ze strony niektórych członków, choćby krajów z Grupy Wyszehradzkiej pod przewodnictwem Węgier, gesty dobrej woli w bardzo ograniczonym stopniu mogą pomóc w sprawiedliwej redystrybucji migrantów – twierdzą Ateny.

Pod koniec listopada Wysoki Komisarz Narodów Zjednoczonych do spraw uchodźców, Filippo Grandi, również zwrócił się do Europy, aby zrobiła więcej w obliczu rosnącej liczby migrantów na świecie, którzy opuszczają swoje ojczyzny z powodu prześladowań i wojen. Grandi wykorzystał symboliczną podróż do Grecji, aby zwrócić uwagę na to, że jasno widać, iż sympatia, z jaką ten naród powitał ponad milion Syryjczyków w szczytowej fazie kryzysu obecnie przygasa i może kompletnie zniknąć. “Europa musi wziąć się w garść – stwierdził po wizycie na Lesbos. – Potrzebuje nowego systemu opartego na dzieleniu się odpowiedzialnością”.

Regulacje prawne stworzone 20 lat wcześniej, które nakazują osobom starającym się o azyl zarejestrowanie się w pierwszym kraju, do którego dotrą, zupełnie nie pasują do obecnej sytuacji – uważa Grandi. Jak powiedział, jeszcze bardziej niepokoi liczba osób małoletnich podróżujących bez opieki, które są najbardziej narażone na wykorzystywanie do niewolniczej pracy czy seksualne oraz przemoc. „W Grecji jest ich ponad 5000. W tym kraju mamy do czynienia z sytuacją kryzysową związaną z dziećmi podróżującymi bez opieki, która musi zostać rozwiązana” – powiedział.

Jako, że rząd Mitsotakisa został wybrany ze względu na zapowiadaną surową politykę, opartą na bezwzględnym przestrzeganiu prawa, zapowiedziano podjęcie kroków mających na celu zniechęcenie migrantów oraz deportację osób, które nie są uprawnione do przebywania w Europie. W politycznej agendzie greckich władz jest m.in. uważany za kontrowersyjny plan zastąpienia rozrastających się obozów na wyspach „zamkniętymi” ośrodkami detencyjnymi, które aktywiści działający na rzecz praw człowieka nazywają „więzieniami”.

„Powiedziałem jasno rządowi greckiemu, że polityka UNHCR jest przeciwna zatrzymywaniu osób starających się o azyl, ponieważ nie jest to przestępstwo” – skomentował to stanowczo Grandi, wskazując przy tym na różnicę pomiędzy prawem greckiego rządu do kontrolowania procesu przyjmowania uchodźców, a staraniem się o zatrzymanie ich w ośrodkach.

Państwa stanowiące zewnętrzną granicę UE coraz silniej postrzegają problem migracji jako największą porażkę polityczną Unii. Z tego względu Grecja, Cypr i Bułgaria stworzyły Eastern Mediterranean Migration Route Initiative, sojusz, który współpracuje też z Maltą i Włochami.

Oprac. Wistaria, na podst. The Guardian




Nowy rok, stare problemy? Jak 2019 wpłynie na 2020

Jan Wójcik

Trudno z wielu różnych wydarzeń 2019 roku wyłuskać te najważniejsze. Zawsze coś trzeba odrzucić. Poniżej subiektywnie dobrany zestaw tych, które w mojej opinii mają najszersze oddziaływanie i będą wpływać na następne lata.

Turcja rozpycha się w basenie

W roku 2019 mieliśmy bez dwóch zdań do czynienia z coraz bardziej asertywną Turcją na arenie międzynarodowej. Asertywną głównie wobec Zachodu czy konkurencji na Bliskim Wschodzie, a nie wobec Rosji czy Chin. Wymieńmy: romans z rosyjskim uzbrojeniem wbrew ostrzeżeniom Stanów Zjednoczonych; atak – pod pretekstem zapewnienia sobie bezpieczeństwa – na północno-wschodnią Syrię zamieszkałą głównie przez Kurdów; narastający spór o złoża węglowodorów na wschód od Cypru i bezpośrednie zaangażowanie się w konflikt libijski w ostatnich dniach roku.

Z drugiej strony mamy turecką bezradność wobec prowincji Idlib, gdzie kontrolę próbuje przejąć syryjski reżim przy pomocy Rosji i ciszę wokół chińskich obozów reedukacyjnych dla muzułmanów. Może to sugerować, że obecny rząd Turcji rozumie język siły, a takich komunikatów nie dostaje od swoich sojuszników z NATO. Dzięki temu prezydent Erdogan może szantażować Europę imigrantami, a NATO jeszcze większym zbliżeniem z Rosją. Próbuje też tworzyć własny układ sił wśród państw muzułmańskich podzielających islamistyczną ideologię, wyrywając spod wpływów Zatoki Katar, Pakistan czy Malezję.

Ruchy Turcji w Libii i wojna proxy, jaką tam toczy z państwami arabskimi oraz sytuacja w Idlib, będą zwiększać presję imigracyjną na Europę, a Erdogan chce się postawić w roli osoby trzymającej rękę na kurku z przepływem imigrantów. W noworocznym przemówieniu już wieszczył zamieszki na ulicach europejskich miast. Nadepnął już na odcisk tylu państwom, że pozostaje mieć nadzieję, iż w końcu otrzyma odpowiedź na swoje działania.

Nielegalna imigracja osłabła, ale nie wszędzie

Był to kolejny rok spadku liczby imigrantów przekraczających nielegalnie granicę. Według Frontexu, do listopada było to około 110 tysięcy osób. 70% z nich dostawało się na wyspy Grecji z terytorium Turcji. I co prawda w 2018 roku granice nielegalnie przekroczyło 136 tysięcy osób, ale jednak poprawa nastąpiła na szlaku centralnym (Libia/Tunezja – Włochy) i zachodnim (Maroko – Hiszpania), natomiast liczba imigrantów przedostających się z Turcji wzrosła, co oznacza, że kraj ten nie wywiązuje się z umowy z Unią Europejską o powstrzymywaniu imigracji.

Kolejnym powodem do zaniepokojenia jest skutek odejścia ministra spraw wewnętrznych Matteo Salviniego z rządu we Włoszech i koniec blokady portów przed organizacjami przewożącymi imigrantów. Restrykcyjna polityka zmniejszała imigrację, co pośrednio przekładało się na mniejszą liczbę utonięć. Nowy rząd powoli zmniejsza ograniczenia, a część krajów unijnych obiecuje relokować imigrantów z Włoch, co ma stabilizować rząd w tym państwie, gdzie nastroje antyimigracyjne dają ponad 50% poparcia prawicowej opozycji.

Przyczynia się to jednocześnie do wzrostu liczb w statystykach imigracyjnych, co widać pod koniec roku. Nielegalna imigracja od sierpnia do października wynosiła w 2018 roku 3,7 tysiąca osób, a w 2019 już ponad 6,8 tys. To wzrost o ponad 80%. Obawy o wzmocnienie czynników przyciągających, czyli łatwość pozostania na danym terytorium i uniknięcia deportacji, są uzasadnione.

Polska wciąż nie ma swojej polityki imigracyjnej (…) a dzisiaj naszemu krajowi nie wystarczy już tylko niezgoda rządzących na relokację.

Ogólnie biorąc, wymienione liczby nielegalnych imigrantów nie byłyby problemem, gdyby skuteczność odsyłania osób niemających tytułu do pobytu na terytorium UE była wysoka. Jest niestety na odwrót, co więcej w niektórych krajach, na przykład w Niemczech, liczba deportacji spada.

Wracają dzielni chłopcy i dziewczęta

Kolejnym żywo dyskutowanym w ubiegłym roku wyzwaniem był powrót do Europy (ale nie tylko) obywateli europejskich (czasami podwójnego obywatelstwa), którzy wzięli udział w działaniach terrorystycznych na terenie Syrii i Iraku.

Państwa europejskie starają się tego uniknąć jak mogą, chociażby pozbawiając obywatelstwa, ale może to w ogóle nie rozwiązać problemu, zwłaszcza, że Turcja straszy wypuszczeniem ich bez porozumienia z ich krajami pochodzenia, a inne państwa regionu, delikatnie mówiąc, nie mają rozbudowanej polityki  w tym zakresie.

Oczywiście każdy zaprawiony w boju terrorysta, owiany legendą, stanowi niebezpieczeństwo, jednakże według statystyk, to na przykład Francja ma większy problem z imigrantami, którzy w najbliższym czasie wyjdą z jej więzień, niż z tymi, którym teoretycznie uda się wrócić do kraju. A Brytyjczycy z kolei przekonali się boleśnie jak nie zadziałał w tym przypadku system penitencjarny.

Problem osób zradykalizowanych, przebywających na wolności, które trzeba będzie objąć kontrolą służb, będzie narastał w roku 2020 i w następnych.

Pozytywnie

W minionym roku pojawiły się również trendy pozytywne. Na Bliskim Wschodzie spada liczba osób, które wierzą, że „islam jest rozwiązaniem”. Spada religijność muzułmanów w tamtym regionie. Słabsze jest także poparcie dla islamizmu jako ustroju społeczno-politycznego, który mógłby rozwiązać problemy społeczeństw. To nie musi jednak bezpośrednio przekładać się na Europę, ponieważ islam stał się tutaj cechą tożsamościową odróżniającą jego wyznawców od reszty społeczeństwa.

Warte odnotowania jest też to, że o radykalizmie islamskim wśród ekspertów i instytucji coraz częściej się mówi, że stanowi problem jako ideologia, a nie tylko jako proces prowadzący do przemocy. Podobnie jak w odniesieniu do ruchów faszystowskich, uważamy, że samo wyznawanie islamistycznych poglądów stanowi podstawę do kwalifikacji jako ekstremizm, a nie wyłącznie wtedy, kiedy przekładają się one na działania z użyciem przemocy.

Wreszcie, odrzucenie w Wielkiej Brytanii napisanej i popieranej głównie przez muzułmańskich posłów definicji „islamofobii”, która zdaniem krytyków i muzułmanów nastawionych reformatorsko ograniczałaby wolność słowa, jest też pozytywnym sygnałem. Nie należy mieć wątpliwości, że będą kolejne podejścia, żeby ustawę przepchnąć bocznymi drzwiami, ale zwycięstwo konserwatystów, którym próbowano zrzucić instytucjonalną islamofobię – dla równowagi z instytucjonalnym antysemityzmem, który pogrążył lewicę – nie ułatwi sprawy cenzorom.

Co z nami?

Na koniec pozostaje pytanie o Polskę, która wciąż nie ma swojej polityki imigracyjnej pozwalającej na układanie imigracji z korzyścią dla państwa. Niestety doniesienia z ubiegłego roku, takie jak o aresztowaniu osób przygotowujących zamachy islamistyczne, czy z drugiej strony planujących zamachy na muzułmanów, pokazują, że powielanie błędów Zachodu doprowadzi do tych samych rezultatów co tam, a dzisiaj naszemu krajowi nie wystarczy już tylko niezgoda rządzących na relokację.