KE proponuje relokację, Polska ją odrzuca, zamachy w Europie. Tygodniowy przegląd wiadomości 21-27.09

Komisja Europejska zaproponowała obowiązkowy mechanizm solidarnościowy w kwestii imigracji, który natychmiast został odrzucony przez Grupę Wyszehradzką. W Paryżu miał miejsce zamach związany z „Charlie Hebdo”, a w Austrii toczy się śledztwo w sprawie doniesień o planowanych przez turecki wywiad zabójstw polityków.

Wiadomości

Grupa Wyszehradzka odrzuciła propozycje KE. Przedstawiciele Polski, Czech, Węgier i Słowacji nie zgadzają się na mechanizm solidarnościowy oparty na tzw. sponsorowanych powrotach. Więcej..

Polacy są pozytywniej nastawieni do imigracji niż 5 lat temu. Badanie Gallupa sprawdza nastawienie do imigracji jako takiej, nie do poszczególnych grup imigrantów w zależności od miejsca pochodzenia. Więcej…

We Francji pochodzący z Pakistanu nożownik zaatakował kilka osób pod dawną siedzibą magazynu satyrycznego „Charlie Hebdo”. W tym miesiącu rozpoczął się proces terrorystów, którzy w styczniu 2015 roku zamordowali dziennikarzy gazety. Więcej…

Francuskie służby zatrzymały zarząd szyickiej organizacji Zahra Center powiązanej z Hezbollahem. Organizacja popierała przemoc, nawoływała do dżihadu i rozpowszechniała treści antysemickie. Więcej…

Austria prowadzi dochodzenie w sprawie tureckiego szpiega, który twierdzi, że otrzymał od tureckiego wywiadu MIT zlecenie zabicia kurdyjsko-austriackiej polityk partii Zielonych. Więcej…

Turcja skazała za obrazę prezydenta na dodatkowy rok więzienia kurdyjską byłą posłankę partii HDP. Kurdyjka odsiaduje wyrok 15 lat za przynależność do PKK, czemu zaprzeczała w trakcie procesu. Więcej…

Cypr odsyła imigrantów przypływających na łodziach z Libanu z powrotem do kraju pochodzenia. Na razie sytuacja jest opanowana, ale w przypadku pogorszenia się sytuacji w Libanie istnieje ryzyko zwiększonego ich napływu. Więcej…

Analizy i raporty

Komisja Europejska przedstawiła nowy pakt imigracyjny, zmieniający zasady polityki azylowej i migracyjnej. Propozycje zawierają ukryty mechanizm przymusowej relokacji. Więcej w analizie Jana Wójcika.

Kanclerz Niemiec Angela Merkel jest w kwestii imigracji całkowicie niewiarygodna. Tak twierdzi Piotr S. Ślusarczyk, podając przykłady sytuacji, w których w sprawie polityki imigracyjnej Niemiec dokonywała zwrotu o 180 stopni. Więcej…

Dżuhajman Ibn Muhammad al-Utajbi; sylwetkę zamachowca z 1979 roku z Mekki przedstawia Sławosz Grześkowiak w cyklu „Ideolodzy i bojówkarze dżihadyzmu”. Więcej…




Grupa Wyszehradzka odrzuca propozycje migracyjne KE

Przedstawiciele Polski, Czech, Słowacji oraz Węgier nie zgadzają się na propozycję Komisji Europejskiej, dotyczącą tzw. sponsorowanych powrotów. Nie jest to wprawdzie obowiązkowa relokacja imigrantów, ale skutki mogą być podobne.

Grupa Wyszehradzka nie zgadza się na mechanizm solidarnościowy oparty na tzw. sponsorowanych powrotach.

Czym jest mechanizm sponsorowania powrotów?

Polega on na tym, że jeśli dane państwo odmówi przyjęcia do siebie uchodźców, czyli osób którym przyznano ochronę międzynarodową, w zamian za to będzie odpowiedzialne za deportację dokładnie takiej samej liczby imigrantów. Jeśli więc Polska odmówi przyjęcia 10 tysięcy przebywających na greckich wyspach uchodźców, na rząd w Warszawie spadnie odpowiedzialność za wydalenie 10 tysięcy imigrantów. Deportacja taka powinna zająć nie więcej niż 8 miesięcy. Po tym czasie ci, których nie udało się odesłać do kraju pochodzenia, będą musieli zostać przyjęci.

Kłopoty z deportacją

Deportacja ludzi, którym odmówiono prawa pobytu, jest działaniem kosztownym  i odbywa się na podstawie umów międzynarodowych o readmisji. Takie umowy UE ma podpisane jedynie z 24 krajami. Pozostałe państwa po prostu nie chcą przyjmować z powrotem własnych obywateli. Postawa taka wynika chociażby z faktu, że pieniądze wysyłane przez imigrantów do pozostałych w kraju rodzin stanowią znaczące dochody. Niektóre rządy także z przyczyn ideologicznych popierają imigrację na Zachód.

Zgodnie z propozycją KE, kraje mają mieć 8 miesięcy na deportacje nielegalnego imigranta. Może wydawać się to długim okresem, jednak aż w jednej trzeciej przypadków deportacja zabiera więcej czasu.

Tak więc imigranci nielegalnie przebywający na terenie UE mogą trafić do Polski, Czech, Węgier czy Słowacji z dwóch powodów. Po pierwsze nie będzie możliwości odesłania ich do kraju pochodzenia, po drugie nie uda się zorganizować deportacji w ciągu 8 miesięcy.

Grupa Wyszehradzka krytycznie o propozycji Brukseli

Premier Polski Mateusz Morawiecki po ostatnim spotkaniu z przewodniczącą Komisji Europejskiej podkreślił znaczenie ochrony granic zewnętrznych UE oraz po raz kolejny podniósł kwestię pomocy krajowi, którego obywatele chcą przedostać się do Europy.  „Tutaj mamy z naszymi przyjaciółmi z Grupy Wyszehradzkiej bardzo jednoznaczne spojrzenie na to. Są pewne zasady, których się trzymamy. Dotyczą one konieczności zapewnienia jak najbardziej rygorystycznych i skutecznych działań w zakresie kontroli na granicach i pomocy w miejscach, z których potencjalnie migranci mogą migrować do Europy” – powiedział. Propozycje Komisji Europejskiej ocenił jako niewystarczające, choć zmierzające we właściwym kierunku.

W podobnym tonie wypowiedział się czeski minister spraw wewnętrznych Jan Hamáček. „Jesteśmy jej zasadniczo przeciwni. Nie zgodzimy się na żadną propozycję, która zawiera przymusową relokację. Najważniejsze jest teraz wzmocnienie ochrony zewnętrznych granic Unii i przyspieszenie powrotów nielegalnych migrantów do krajów ich pochodzenia” – oświadczył polityk.

Najbardziej krytyczny wobec propozycji Brukseli pozostaje Wiktor Orban. „Relokacja i kwoty, jakkolwiek je nazwać, są ciągle relokacją i kwotami. Zmiana nazwy nie wystarczy. Główne podejście KE ciągle się nie zmieniło. To chęć zarządzania migracją, ale nie zatrzymania migrantów. A to dwie różne kwestie” – powiedział szef węgierskiego rządu.

Imigracja przyczynia się do konfliktów na tle kulturowym

Przywódca Węgier stanowisko to szeroko uzasadnił w tekście, który ukazał się na łamach gazety „Magyar Nemzet”. Orban uznał, że budowa wielokulturowego społeczeństwa na Zachodzie zakończyła się fiaskiem, o czym świadczyć mają chociażby konflikty między wyznawcami islamu a rodzimą ludnością, czy próby budowania społeczeństwa równoległego przez muzułmanów. „Zachód stracił swoją atrakcyjność w oczach Europy Środkowej” – ocenił węgierski premier. „Naszym zdaniem mieszane społeczeństwo muzułmanów i chrześcijan nie może być pokojowe, nie może zapewnić ludziom bezpieczeństwa i dobrobytu” – dodał węgierski lider.

Więcej o polityce migracyjnej UE przeczytasz tu.

EURACTIV.pl, TVN24, PAP




Polacy pozytywniej nastawieni do imigrantów

W badaniach nad stosunkiem do imigrantów, opublikowanych 23 września, a  przeprowadzonych przez Gallupa w zeszłym roku, Polska należy do krajów, w których nastąpiła największa pozytywna zmiana od poprzednich badań z roku 2016.

Badania przeprowadzono na reprezentatywnych próbach w 145 krajach świata, wyniki można traktować jako odzwierciedlające poglądy społeczeństw. Badacze pytali po prostu o „imigrantów”, nie precyzując, skąd mieliby oni pochodzić.

Pytania były trzy: czy dobrą rzeczą są imigranci przebywający w danym kraju, będący sąsiadami i będący członkiem rodziny (czyli małżeństwo). Punktacja wahała się od 0 („zła rzecz”) do 3 („dobra rzecz”), a potem liczono sumę punktów – zatem maksimum, zarówno dla osoby badanej jak i średnia dla całego kraju, mogło wynieść 9 punktów.

Wśród 10 krajów, w których stosunek do imigrantów jest najbardziej pozytywny, na czele znajdujemy głównie kraje zbudowane przez przybyszy. To Kanada (8,46 pkt.), Islandia (8,41), Nowa Zelandia (8,32), Australia (8,28), Stany Zjednoczone (7,95) Wśród pozostałych jest kilka krajów afrykańskich, w których są duże liczby imigrantów i z których pochodzi ich dużo: Sierra Leone (8,14 – jest wyżej niż USA!), Burkina Faso (7,93), Czad (7,91), Rwanda (7,88), oraz dwa kraje Unii: Irlandia (7,88 – ma ogromną tradycję emigrowania) oraz Szwecja (7,92).

Średnia dla całego świata praktycznie się przez trzy lata nie zmieniła i wynosi obecnie 5,21 a w roku 2016 wynosiła 5,34. Jednak niezmienność średniej maskuje zmiany, które zaszły w różnych krajach, zmniejszające i zwiększające pozytywne nastawienie do imigrantów.

Bardzo wyraźnie pogorszył się stosunek do nich w krajach Południowej Ameryki (Peru, Ekwador, Kolumbia – spadki z ponad 6 do niewiele ponad 3), co jest skutkiem masowej imigracji ludności uciekającej z Wenezueli. W Unii Europejskiej w pierwszej dziesiątce krajów o największych spadkach sympatii jest Belgia (z 6,16 na 4,83) i stowarzyszona z Unią Szwajcaria (7,11 na 6,42).

Polska, wbrew temu, czego moglibyśmy się spodziewać,  znalazła się w dziesiątce krajów, w których pozytywny stosunek do imigrantów najbardziej się poprawił i to znacznie, bo z 3,21 na 4,11. Oprócz nas z Unii znalazły się na tej liście Litwa (z 2,72 na 3,73) i Słowacja (z 1,83 na 2,52).

Wzrósł przede wszystkim odsetek osób uważających, że imigranci mieszkający w kraju to rzecz dobra (28% do 42%), ale także zadowolonych z sąsiada imigranta (z 26% do 38%). Najmniej wzrosła akceptacja imigranta jako członka rodziny (z 23% do 27%)

Wśród krajów o najgorszym teraz stosunku do imigrantów na czele są cztery kraje bałkańskie – od najgorszej w rankingu Północnej Macedonii (1,72 pozytywnych ocen) do Czarnogóry (1,87). Oprócz nich w czołowej dziesiątce są również trzy kraje unijne: Węgry na miejscu drugim (1,64), Łotwa na miejscu szóstym (2,25) i Słowacja na dziewiątym (2,52) a także Malezja, Tajlandia i na dziesiątym miejscu Turcja (2,53), w której przebywa kilkumilionowa rzesza uchodźców z Syrii.

Rosnąca aprobata dla imigrantów w Polsce może wydać się zastanawiająca z powodu wysokiego poziomu niechęci do przyjmowania uchodźców z krajów objętych konfliktami zbrojnymi i relokacji imigrantów (badania CBOS).

Jednak z różnych badań wynika, że Polacy rozróżniają imigrantów muzułmańskich, do których są nastawieni bardzo negatywnie, od imigrantów z innych krajów. Przez ostatnich kilka lat imigranci w Polsce, przede wszystkim z Ukrainy, ale także z Indii czy Wietnamu, stali się stałym elementem życia społecznego i gospodarki; prawie każdy ma z nimi na co dzień kontakt, Te właśnie bezpośrednie kontakty, które przekonują, że imigranci z Ukrainy czy innych krajów, obecni w Polsce, nie tylko nie są groźni, ale ich obecność jest korzystna dla gospodarki, a oni sami na ogół sympatyczni, przekonywały Polaków do zmiany postaw wobec przybyszy.

W zeszłorocznych badaniach Gallupa z imigrantami, o których pytano, te właśnie zbiorowości kojarzyły się z hasłem „imigranci”, podczas gdy w 2016 kojarzyli się z tym hasłem raczej imigranci muzułmańscy, przybywający przez Węgry do Niemiec i Szwecji.

Grzegorz Lindenberg

Źródło: Gallup




Nowy unijny pakt imigracyjny. Analizujemy propozycje KE.

Komisja Europejska zaproponowała nowy unijny pakt imigracyjny, który ma zmienić dotychczasowe procedury zarządzania azylem i imigracją.

W środę 23 września, KE przedstawiła nowy plan zarządzania imigracją w Unii Europejskiej, który zdaniem jego twórców jest koniecznym kompromisem i możliwością odbudowy europejskiej solidarności. Pojawia się jednak coraz więcej zarzutów wobec KE, że plan jest tak naprawdę wprowadzeniem obowiązkowego mechanizmu relokacji. Poniżej przedstawiam analizę zaproponowanych przez Ursulę von der Leyen zmian, wskazując zarówno na dobre rozwiązania, jak też i na potencjalne zagrożenia.

Deklaracje celów Komisji

Celem nowego Paktu na rzecz Migracji i Azylu według KE mają być szybsze i usprawnione procedury, ale też solidarność państw członkowskich i odbudowa wzajemnego zaufania. Zdaniem Komisji obecny system i rozwiązania ad hoc nie sprawdzają się. Przewodnicząca Ursula von der Leyen chce, by nowy projekt zarządzania migracją stał się odpowiednikiem wspólnego rynku, wspólnej waluty, wspólnego planu odbudowy Europy.

Propozycja KE skupia się na kilku obszarach. Są to działania na granicach wobec nielegalnych prób ich przekroczenia, przyspieszenie i poprawienie skuteczności procedur powrotowych, wprowadzenie solidarności wobec obciążonych migracją państw członkowskich, zwalczanie przemytu ludzi, współpraca z krajami trzecimi oraz działania u źródeł powstawania problemów z imigracją.

Zaostrzenie polityki na granicach, szybsza deportacja

Odbudować zaufanie von der Leyen chce przez przyspieszenie rozpatrywania wniosków składanych przez nieregularnych imigrantów, a także przez przyspieszenie i poprawienie skuteczności ich deportacji. Na granicach i w miejscach przywożenia ratowanych imigrantów na morzu ma być podejmowana decyzja, czy imigrant ma być skierowany do procedury azylowej czy do procedury sprawdzania na granicy i ewentualnej szybkiej deportacji. Procedura ma zająć do 12 tygodni. Zdaniem KE 2/3 nielegalnych imigrantów to osoby, które powinny być deportowane.

Mówimy dla przykładu o liczbie 140 tysięcy osób wykrytych na próbie nielegalnego przekroczenia granic i 400 tysięcy wykrytych jako osoby pozostające nielegalnie w UE w 2019 roku. Frontex podaje, że w ubiegłym roku zrealizowano tylko 140 tysięcy z 300 tysięcy decyzji deportacyjnych. Większość dotyczyła Ukraińców, Gruzinów i Rosjan.

Ograniczyć nielegalną imigrację ma także wstępny proces prześwietlania osób nielegalnie przekraczających granicę, w którym będą sprawdzane ich zdrowie i zagrożenie dla bezpieczeństwa wewnętrznego, pobierane dane biometryczne i wprowadzane do wspólnej unijnej bazy. W dokumentach szczegółowych KE zaznacza, że w trakcie procedury prześwietlania przybysze nie mają prawa wejścia na terytorium państwa członkowskiego, uzasadniając to ryzykiem ich ucieczki. Taka sama procedura ma dotyczyć osób, które zostały zidentyfikowane na terytorium UE, a nie posiadają legalnego powodu przebywania. Dane będą wprowadzane do systemu Eurodac, który będzie dostępny dla wszystkich państw członkowskich.

Propozycja ta zwiększy rolę samej Unii w ochronie granicy. Opierając się na zasadzie subsydiarności KE dowodzi, że państwa członkowskie same nie są w stanie osiągnąć tych celów, a skoro sytuacja na zewnętrznych granicach dotyczy wszystkich członków, więc widzi tu uzasadnienie dla roli UE. Jednym z elementów nowej polityki będzie powołana od stycznia 2021 roku Europejska Straż Graniczna i Przybrzeżna, która ma stanowić wsparcie dla jednostek krajowych i docelowo liczyć 10 tysięcy personelu.

Komisja chce także, żeby na terenie samej UE zająć się bardziej likwidowaniem przyczyn nielegalnej imigracji, to jest zatrudnianiem osób bez prawa do legalnego pobytu. Chce zwiększyć kontrole  pracodawców i kary za zatrudnianie nielegalnych imigrantów.

Wreszcie, dokument mówi o współpracy z państwami trzecimi w kwestii zawracania imigrantów, umożliwiania legalnej imigracji osobom potrzebnym na rynku pracy, zwalczania przemytników, ale też i ewentualnych sankcji w postaci znoszenia ruchu bezwizowego dla tych państw pozaunijnych, które mają taką umowę z Unią.

Komisja także chce rozwinąć wsparcie udzielane osobom w potrzebie w krajach trzecich, co prawdopodobnie oznacza uchodźców, którzy znaleźli schronienie w tych krajach. Wymienia między innymi kraje na których terytorium przebywają syryjscy uchodźcy, ale także wspomina o pomocy w relokacji przebywających w Libii uchodźców do obozów w Nigrze. Był to jeden z głównych postulatów Stowarzyszenia Europa Przyszłości, podnoszony w 2015 roku.

Pomoc ma też dotyczyć osób zdobywających wykształcenie i potrzebne na unijnym rynku pracy kompetencje. KE zapowiada szeroki plan Partnerstwa Talentów, który takim osobom umożliwi legalną drogę do imigracji. Nie mówi jednak o jakie kwoty osób chodzi.

Diabeł tkwi w szczegółach obowiązkowej solidarności

Niestety, kiedy przechodzimy do mechanizmów solidarności wobec członków UE znajdujących się pod presją imigracyjną, to pod hasłem głośno reklamowanej „elastycznej” solidarności kryje się ryzyko obowiązkowego mechanizmu. W trybie normalnym procedura ta ma działać na zasadzie dobrowolności. Są cztery sposoby, na jakie państwa członkowskie mogą elastycznie wybierać formy pomocy krajom obciążonym nielegalną imigracją.

  1. Relokacja osób starających się o azyl.
  2. Sponsorowanie powrotów nielegalnych imigrantów.
  3. Relokacja osób, które otrzymały w przeszłości (do trzech lat wstecz) ochronę międzynarodową.
  4. Wsparcie operacyjne w zakresie azylu, przyjmowania i powrotów imigrantów.

Kiedy dochodzi jednak do sytuacji kryzysowej – a może nią być duży napływ imigrantów, ryzyko takiego napływu lub powtarzające się przywożenie imigrantów ratowanych na morzu – mechanizm udzielania wsparcia staje się obowiązkowy. Państwa członkowskie zobowiązane są zgłaszać wtedy swoje deklaracje pomocy w oparciu o wymienione punkty 1, 2 i 3. Opcją dla krajów sceptycznych wobec relokacji mogłoby się okazać, przewidziane w punkcie 2, sponsorowanie powrotów, bo w tej procedurze imigranci pozostają w miejscu aktualnego pobytu do momentu zakończenia procedury deportacyjnej. Nie są przenoszeni na terytorium kraju sponsorującego deportację.

Jednak „diabeł ukryty jest w szczegółach”, jak mówił w wywiadzie dla TVP przed oficjalnym ogłoszeniem propozycji europoseł Jacek Saryusz-Wolski. „Krajom, które próbowały odsyłać imigrantów, niezbyt to się do tej pory udawało” – stwierdził.

Tu KE ogranicza czas realizacji skutecznego powrotu do 8 miesięcy, a jeśli się nie uda deportować imigranta w tym okresie, zostanie przekazany do państwa, które zgłosiło się jako sponsor procedury powrotowej. Innymi słowy, jeżeli europoseł ma rację, jest to ukryty mechanizm relokowania i to nie azylantów, a nielegalnych imigrantów, niemających prawa pobytu na terenie UE. Dalsze postępowanie z imigrantem, czyli próby deportacji, czy wydania zgody na pobyt zostaje złożone na barki kraju sponsora. Co więcej, słabość UE polega obecnie na tym, że nie ma podpisanych umów o readmisji z takimi krajami, jak kraje Afryki Północnej, Afganistan, Liban, Jordania czy Irak i większość państw afrykańskich. Z Turcją umowa praktycznie nie funkcjonuje, jeżeli spojrzymy na sytuację w Grecji. Innymi słowy, mamy zgodzić się na bardzo konkretny mechanizm i obowiązki, w zamian za niejasne obietnice Unii Europejskiej uregulowania z państwami trzecimi powrotów ich obywateli, czy to w postaci zawieranych nowych umów, czy w postaci dopilnowania skutecznej realizacji umów już zawartych.

A co z wsparciem operacyjnym państw dotkniętych kryzysem imigracyjnym wymienionym w punkcie 4, który miał być furtką dla krajów sprzeciwiających się relokacji? Chodzi tu o państwa Grupy Wyszehradzkiej, Austrię, Łotwę czy Słowenię. Artykuł 53 proponowanej przez Komisję regulacji zarządzania azylem i migracją przewiduje, że KE oceni czy propozycja wsparcia operacyjnego w sytuacji kryzysowej jest wystarczająca. Jeżeli uzna, że nie, to narzuci te środki przewidziane w pozostałych punktach, czyli relokację lub przyjęcie odpowiedzialności za deportację.

Komisja Europejska chce uzyskać, w zamian za konieczne środki jakie należy podjąć w zwalczaniu nielegalnej imigracji, zgodę na obowiązkowy mechanizm solidarności

Dodatkowo KE przedstawiła zasady kalkulacji kwot relokacji dla państw członkowskich. Opierać się będą na formule, która uwzględnia populację (waga 50%) i PKB kraju (waga 50%). Dla krajów takich, jak Polska, jest to rozwiązanie bardzo nieproporcjonalnie obciążające, w relacji do państw mniejszych, ale o wysokim PKB per capita, czyli o większej możliwości w zakresie udzielenia wsparcia. Mechanizm ten zostanie wprowadzony, gdy dobrowolna solidarność okaże się niewystarczająca.

KE chce skłonić państwa unijne do solidarności oferując także marchewkę tj. wsparcie w postaci 10 tysięcy euro, jednorazowo, na każdą relokowaną osobę starającą się o ochronę oraz członków jego rodziny jeżeli będzie wynikało to z konieczności łączenia rodzin. Także 10 tysięcy dostanie państwo sponsor, które w terminie nie zdążyło deportować nielegalnego imigranta i zostanie on przeniesiony na terytorium tego państwa. W przypadku dzieci bez opieki kwota wsparcia wzrasta do 12 tysięcy euro.

Mechanizm solidarności obowiązkowej, pomimo że otwiera się pozornie na propozycje Grupy Wyszehradzkiej, Austrii, Danii, Łotwy, Estonii i Słowenii w zakresie elastyczności udzielania wsparcia, ostatecznie zachowuje możliwość narzucenia kwot imigracyjnych, dodatkowo rozszerzając kategorie objętych tą procedurą osób daleko poza propozycje z roku 2015.

Osłabienie kompetencji państw

Kolejnym problemem może być podkreślona w dokumencie i obowiązująca w prawie międzynarodowym zasada non refoulement w stosunku do osób zagrożonych konfliktami w kraju pochodzenia, a także obowiązek zagwarantowania im tymczasowej zastępczej ochrony. Może to skutkować powtórką z roku 2015, w sytuacji, kiedy danych osób nie będzie można zawrócić do kraju pochodzenia ze względu na trwający tam konflikt, a z krajem trzecim, z którego docierają na teren UE, nie ma umowy o readmisji i w efekcie narasta presja imigracyjna i konieczność wprowadzania stałego mechanizmu.

Brak też jasnej definicji kraju ogarniętego konfliktem. W 2015 roku Irakijczycy byli traktowani jako osoby kwalifikujące się do ochrony zastępczej, chociaż spore części tego kraju były wolne od walki z ISIS. Co więcej, ochrona taka może zostać przyznana określonej z góry grupie, co może osłabić procedury weryfikacyjne.

Komisja zakazuje także kryminalizacji działań organizacji pozarządowych i osób prywatnych, dotyczących akcji poszukiwawczych i ratowania na morzu. Obecność NGO zachęca jednak przemytników w tanich, niesprawnych łodziach do wypływania w morze, mając prawie zapewniony odbiór przemycanych ludzi. Udowodnienie współpracy z przemytnikami będzie jeszcze trudniejsze. A przypomnijmy, że powtarzające się dostarczanie imigrantów uratowanych na morzu do kraju członkowskiego może być podstawą do wnioskowania o obowiązkową solidarność.

Podsumowanie

Chociaż wiele pomysłów jest zasadnych to trudno nie zauważyć, że Komisja Europejska chce uzyskać, w zamian za konieczne środki jakie należy podjąć w zwalczaniu nielegalnej imigracji, zgodę na obowiązkowy mechanizm solidarności, w którym zawiera się ryzyko obowiązkowej relokacji. I nazywa to „budowaniem zaufania między państwami członkowskimi”. Stosuje strategię pozornego kompromisu, gdzie proponuje działania, które są tak czy inaczej naturalnym obowiązkiem zabezpieczenia granic, w zamian za dalekie ustępstwa w sprawach suwerenności.

Dużym zaskoczeniem jest wprowadzenie ukrytego mechanizmu relokacji, wobec wcześniejszych informacji dochodzących z KE, że takiego mechanizmu nie będzie. Niezadowolenie jest nie tylko po stronie państw przeciwnych takiemu mechanizmowi, ale też po stronie Włoch czy Hiszpanii, które chciałyby jasnego sformułowania dotyczącego obowiązków relokacji.

Szanse:

  • Powstrzymywanie nielegalnych imigrantów przed wejściem na teren UE, procedura uprzedniego prześwietlenia imigranta.
  • Usprawniona wymiana informacji na temat imigrantów poprzez bazę Eurodac.
  • Deklaracja współpracy z państwami trzecimi na rzecz skutecznych powrotów, powstrzymywania imigracji i zwalczania przemytników.
  • Dostrzeżenie, że większość nielegalnych imigrantów nie ma prawa do azylu i tego, że brak skutecznych deportacji podważa zaufanie obywateli do polityki Unii Europejskiej i państw członkowskich.
  • Możliwość różnych form udzielania pomocy krajom UE dotkniętym presją imigracyjną przez państwa członkowskie.
  • Ograniczenie źródeł migracji. Kary za zatrudnianie osób bez prawa pobytu.
  • Wspieranie osób w potrzebie w krajach trzecich, ograniczające presję imigracyjną.
  • Współpraca z krajami trzecimi na rzecz rozwoju i kształcenia kadr.

Zagrożenia:

  • Mechanizm obowiązkowej solidarności, który ostatecznie prowadzi do relokacji.
  • Zasadna non refoulement* bez wsparcia z umowami z krajami trzecimi, będzie skutkować presją imigracyjną.
  • Zakaz kryminalizowania osób i organizacji prowadzących akcje poszukiwawcze na morzu ogranicza zwalczanie przemytu.
  • Dokument przewiduje duże zobowiązania państw członkowskich versus niejasne perspektywy na kluczową dla zawracania imigrantów i ograniczania imigracji, współpracę z krajami trzecimi.
  • Na chwilę obecną dokument zajmuje się nielegalną imigracją. Większość imigracji jest jednak legalna i w gestii państw członkowskich. 30% z niej to procedura łączenia rodzin, która niekoniecznie skutkuje pozytywnie dla rynku pracy.

Patrząc na projekt migracyjny w kontekście naszych postulatów z 2015 roku uważamy, że z jednej strony KE idzie w dobrym kierunku ograniczania imigracji, z drugiej wiele zależy od nawiązania współpracy z państwami trzecimi prowadzącej do skutecznych powrotów. W sytuacji, gdy zawarcie takich umów jest niepewne i nowe zasady dotyczące imigracji nie funkcjonują jako całość, Polska nie powinna zgadzać się na mechanizmy prowadzące do relokacji.

*non refoulement – obowiązujący w prawie międzynarodowym zakaz cofania osób, którym nie przyznano statusu uchodźcy, do krajów, gdzie mogą grozić im prześladowania.

Jan Wójcik, obserwuj autora na Twitter @jankwojcik

Strona z pełną dokumentacją propozycji KE




Cypr odsyła imigrantów do Libanu

Cypr odsyła imigrantów, przypływających na łodziach z Libanu, nie dopuszczając do składania przez nich wniosków azylowych. Imigrantami są głównie Libańczycy, uciekający z ogarniętego kryzysem gospodarczym kraju. 

W pierwszych dniach września rząd Cypru odesłał do Libanu 230 Libańczyków i Syryjczyków, którzy przypłynęli w ciągu kilku tygodni na kilku łodziach. Od lipca do września na Cypr przypłynęło 21 łodzi, w całym 2019 roku było ich 17. Zmienił się skład imigrantów – obecnie są to przede wszystkim Libańczycy oraz dodatkowo syryjscy uchodźcy mieszkający w Libanie, w latach poprzednich byli to Syryjczycy i Palestyńczycy.

Imigranci twierdzą, że obawiają się przemocy i niestabilności politycznej w kraju, ale kryzys gospodarczy i bieda nie są według przepisów o uchodźcach podstawą do przyznawania azylu, a w Libanie nie toczy się wojna. O rosnącym niebezpieczeństwie wzmożonego napływu imigrantów z Libanu, w którym od kilku miesięcy nie ma rządu, państwo nie spłaca pożyczek, szaleje inflacja i bezrobocie, pisaliśmy miesiąc temu w artykule „Liban na krawędzi”.

Cypr odległy jest od Libanu o zaledwie 264 kilometry. (g)

Źródło: Reuters




Kanclerz Niemiec i imigracja: zero wiarygodności

Kanclerz Niemiec Angela Merkel zmieniała zdanie na temat migracji kilkukrotnie. Z jej oświadczeń niewiele wynika. Jak uczy doświadczenie, przywódczyni Niemiec może powiedzieć wszystko, a na końcu i tak ulegnie medialnym naciskom czy moralnym szantażom.

Jeśli prześledzić wypowiedzi Merkel na temat imigracji i wielokulturowego modelu społeczeństwa, łatwo można zauważyć, że w wielu miejscach zaprzecza sama sobie. Do tego dochodzi rozdźwięk między tym, co przywódczyni Niemiec mówi, a tym, co robi.

„Multi-kulti jest martwe”

W Poczdamie na spotkaniu z partyjną młodzieżówką CDU w 2010 roku Angela Merkel ogłosiła śmierć społeczeństwa wielokulturowego. I otwarcie przyznała, że model ten „zawiódł absolutnie”. Przekonywała, że imigracji zupełnie nie da się wyeliminować, że Niemcy potrzebują specjalistów oraz że dotychczas od imigrantów wymagano zbyt mało.

Angela Merkel chciała wymagać więcej. Można było podejrzewać, że państwo niemieckie stanie się bardziej asertywne i postawi tamę roszczeniom imigrantów. W swoim przemówieniu za ówczesnym prezydentem RFN przekonywała, że „islam należy do Niemiec”. Świadczyć miał o tym chociażby przykład niemieckiego piłkarza tureckiego pochodzenia, Özila.

W tej wypowiedzi wyraźnie widać pewną sprzeczność. Problemy ze społeczeństwem wielokulturowym wzięły się przede wszystkim z tego, że wiele norm religijnych, obyczajowych i prawnych islamu wprost koliduje z wartościami demokracji liberalnej, standardami ochrony praw człowieka oraz szeroko rozumianą tradycją, zarówno tą chrześcijańską, jak i tą oświeceniową.

Multi-kulti nie może się udać, bo islam ze swoim szariatem, opresyjnością wobec kobiet i dzieci, myśleniem w kategoriach religijnych o sprawach społeczno – politycznych nie pasuje do wzorców niemieckiej demokracji. Multikulturalizm się nie udał, ponieważ islamscy imigranci nie chcą budować społeczeństwa wielokulturowego, wolą żyć w swoich gettach, tworząc równoległe społeczeństwo. Nie przeszkadza to Angeli Merkel jednocześnie zgodzić się z twierdzeniem, że islam jest częścią Niemiec, przywołując niereprezentatywny dla islamskich migrantów przykład zintegrowanego piłkarza.

„Damy radę”

31 sierpnia 2015 roku w Budapeszcie koczuje tysiące imigrantów. Rząd węgierski podejmuje decyzję o zamknięciu granic, obawiając się, że napływu przybyszów po prostu nie da się zatamować. Uchodźcy skandują „Niemcy, Niemcy”, wznoszą okrzyki na cześć Merkel. Chcą przez Austrię przedostać się właśnie do RFN. Wielu imigrantów widziało lub miało okazję słyszeć o tym, że Niemcy są krajem przyjaznym imigracji i że obowiązuje tam „kultura gościnności”. Niemiecki urząd migracyjny parę miesięcy wcześniej opublikował film instruktażowy, pokazujący, że uzyskanie prawa pobytu jest stosunkowo łatwe (film można obejrzeć tutaj).

Kanclerz Niemiec na konferencji z dziennikarzami rzuca hasło motywacyjne: „Damy radę”. Zdanie to świadczy o tym, że sztukę PR Berlin opanował perfekcyjnie. Decyzja o otwarciu granicy niemieckiej zapadnie kilka dni później. Przez Niemcy przetoczy się fala imigracyjnego entuzjazmu. Plakaty, transparenty, szpalty gazet zapełnią się hasłem: „Refugees welcome”. Stosunek do imigracji w społeczeństwie niemieckim będzie się zmieniał. Masowe napady, gwałty i próby gwałtów w Kolonii i fałszywe oświadczenia policji, które chroniły sprawców i odarły z godności molestowane kobiety, wydają się pewnym punktem zwrotnym.

„2020 to nie 2015 rok”

Marzec 2020. Na granicy turecko-niemieckiej trwa w istocie konflikt hybrydowy. Prezydent Turcji narusza porozumienie z Unią Europejską i wysyła imigrantów do Europy. Niemiecka prasa na tę informację reaguje impulsywnie. Strach przed tym, że kryzys z 2015 roku się powtórzy, w zasadzie staje się powszechny. Prasa zmienia ton – mówi o porażce polityki Merkel, która nie zdołała problemu migracji rozwiązać systemowo.

Sama kanclerz zapewnia, że kolejnego otwarcia granic już nie będzie, a to, co się stało w 2015 roku należy traktować jako decyzję podejmowaną w szczególnych okolicznościach. Można odnieść wrażenie, że politycy przekonali się o tym, że masowe przyjmowanie imigrantów jest drogą donikąd. Wbrew zapewnieniom, zaklęciom i wizerunkowym chwytom, państwo niemieckie kwestii imigracji nie rozwiązało. Publicyści piszą wprost o tym, że w polityce imigracyjnej Niemiec dokonał się zwrot.

„Jednorazowa akcja”

Wrzesień 2020. Niemcy przyjmują do siebie ponad 1500 uchodźców z greckich obozów. W tym wielu ze spalonej Morii na wyspie Lesbos. Jednocześnie Merkel zapewnia, że chodzi jedynie o „jednorazową akcję”, nie zaś o ponowne otwarcie granic.

Szefowa niemieckiego rządu nie bierze jednak po uwagę tego, że gest ten zostanie zapewne odczytany jak zachęta. Inni przecież też chcą do Niemiec. Może więc skutecznym sposobem, żeby tam się dostać, jest wywołanie lokalnego kryzysu, zamieszek, kolejnych podpaleń.

Słuchacze oświadczenia Merkel po kryzysie na greckiej wyspie mogą mieć deja vu. O tym, że sytuacja jest wyjątkowa, a decyzja o przyjęciu imigrantów z Afryki i Azji jednorazowa, kanclerz Niemiec mówiła przecież wielokrotnie. Problem w tym, że te „jednorazowe przypadki” można zliczać w dziesiątkach tysięcy. Jedynie w 2019 roku oficjalne statystyki podały, że do Niemiec przybyło ponad 160 tysięcy „uchodźców”.

Utopijna polityka moralnych impulsów

Z perspektywy pięciu lat można powiedzieć, że polityka migracyjna Niemiec jako zorganizowany i racjonalny proces po prostu nie istnieje. Rząd w Berlinie oraz patrzący chłodnym okiem analitycy widzą, że masowa imigracja w tym kształcie przysparza wielu problemów – od tych ekonomicznych po związane z bezpieczeństwem. Mimo tego za każdym razem kiedy „robi się gorąco”, Merkel ulega lewicowym aktywistom czy cynicznym zagrywkom tureckiego autokraty Erdogana. Pokazuje w ten sposób własną słabość i niezdolność do przeciwstawienia się szantażom moralnym.

Źródeł tej chwiejnej polityki można szukać w odrzuceniu tzw. Realpolitik na rzecz utopii, wyrażającej się nakazem przyjmowania wszystkich do własnego kraju. „Europa bez granic”, tak jak każda utopia, przerodzi się wcześniej czy później we własną karykaturę i zamiast obiecywanego raju przyniesie piekło.

Piotr Ślusarczyk




Demonstracje w Dover: za i przeciw imigracji

Kilkaset osób wzięło udział w sobotę w antyimigranckiej demonstracji w Dover, portowym mieście położonym na wybrzeżu, do którego przypływają z Francji nielegalni imigranci.

Dziesięć osób zostało zatrzymanych po starciach z policją. Na kilka godzin zablokowano autostradę wiodącą do portu.

Demonstracja miała miejsce po tym, jak w środę do brzegów Wielkiej Brytanii nielegalnie przypłynęła rekordowa liczba 409 imigrantów. Ogółem od początku roku z Francji przypłynęło ponad 5600 osób. Wzmożone brytyjskie patrole lotnicze i morskie nie odstraszają imigrantów, podobnie jak groźby wydalenia. Rząd nagłośnił wydalenie w ubiegłym tygodniu 11 syryjskich imigrantów do Hiszpanii, gdzie władze hiszpańskie odmówiły zajmowania się nimi.

W centrum Dover odbyła się też kontrdemonstracja zwolenników imigracji, w której wzięło udział około 100 osób. Demonstranci nieśli hasła „Refugees welcome” i nawołujące do przyjmowania ofiar biedy i konfliktów na świecie. Do starć między obu demonstracjami nie doszło, w odróżnieniu do roku 2016, kiedy kilka osób zostało rannych. Dla uniknięcia powtórki tej sytuacji do Dover ściągnięto posiłki policji spoza miasta.

Na czwartkowych przesłuchaniach w parlamentarnej komisji spraw wewnętrznych urzędnicy z ministerstwa spraw wewnętrznych i urzędu imigracyjnego nie byli w stanie jasno odpowiedzieć na pytanie, czy po 31 grudnia, gdy zaczną obowiązywać przepisy dotyczące Brexitu, rząd brytyjski będzie miał prawo odsyłania imigrantów do krajów europejskich. (GL)

Od red. Euroislam.pl: Być może przybywający do Wielkiej Brytanii liczą na to, że nawet jeśli otrzymają za kilka miesięcy nakaz opuszczenia kraju, to władze nie będą w stanie go wyegzekwować, bo kraj nie będzie już częścią Unii Europejskiej.(g)

Źródło: dailymail.co.uk 




Proimigracyjna propaganda Niemiec i terroryzm we Francji. Przegląd wydarzeń 31.08-06.09

We Francji i Niemczech zagrożenie terroryzmem islamskim dalej jest poważne, lecz mimo to niemieckie elity odtrąbiły sukces integracji. Ten optymizm został podparty zmanipulowanymi danymi. We wschodniej części Morza Śródziemnego, w kolebce naszej cywilizacji, narasta konflikt, który może przerodzić się w wojnę.

Wiadomości

Mahomet wrócił na okładkę „Charlie Hebdo”, a to z okazji rozpoczynającego się procesu zamachowców, którzy zabili w 2015 roku dziennikarzy magazynu. Redakcja informuje, że się nie podda. Więcej…

Zagrożenie terrorystyczne we Francji jest „niezwykle wysokie” poinformował minister spraw wewnętrznych Francji przy okazji procesu wyżej wspomnianych zamachowców. Więcej…

Niemcy wykryły kolejny spisek terrorystyczny w tym roku – planowany zamach bombowy w restauracji. Więcej…

Niemiecki sąd pracy uchylił zakaz noszenia chust przez nauczycielki w szkole. Prawo do manifestowania swojej tożsamości religijnej postawił ponad neutralnością światopoglądową państwa. Więcej…

Turcja grozi Grecji wojną; spór między tymi krajami eskaluje, a obecność państw trzecich sugeruje, że nie chodzi tylko o kwestie dostępu do gazu. Więcej…

Narastająca nielegalna imigracja do Wielkiej Brytanii powoduje, że brytyjskie służby imigracyjne są przeciążone napływem osób szukających azylu. Więcej…

Media społecznościowe są trybuną dla kaznodziejów nienawiści. Wielkie firmy technologiczne oskarżane są o przymykanie oka na ich działalność w sieci. Więcej…

Opinie i analizy

Sukcesy integracji fali imigracyjnej z 2015 roku opisywały niemieckie, brytyjskie, a w ślad za nimi polskie media. Przedstawiane dane zmanipulowano, by popierały tezę. Gdzie nastąpiła manipulacja, pokazuje socjolog, dr Grzegorz Lindenberg. Więcej…

Polityczny islam przenika do systemów dążąc do zdobycia władzy i spycha na margines inne religie, a także sam islam, twierdzi reformatorka Raheel Raza. Więcej…

Przygotował JW




O kilka nieprawd za daleko: Interia o imigrantach

Grzegorz Lindenberg

Nie wiem, czy taki jest po prostu stan dzisiejszego dziennikarstwa, czy też następuje selekcja negatywna dziennikarzy, którzy zajmują się tematem imigracji, że bzdury mieszają się z propagandową manipulacją.

Spektakularnym przykładem połączenia dziennikarskiego lenistwa, bezmyślności i manipulowania czytelnikiem jest anonimowy artykuł z Interii, pod tytułem „Niemcy: zaskakujące skutki masowego przyjęcia uchodźców”.
Artykuł jest streszczeniem znacznie obszerniejszego tekstu z brytyjskiego „Observera” (dodatek do „Guardiana”), autorstwa korespondenta „Guardiana” w Niemczech Philipa Oltermana: „Opłaciło się wielkie ryzyko, które podjęła Angela Merkel”.

O ile anonimowy polski autor po prostu bezmyślnie, bez sprawdzania danych przepisuje twierdzenia Brytyjczyka, to Olterman na pewno wie, co robi, manipulując danymi i informacjami.

Sytuacja z imigrantami wygląda zupełnie inaczej, niż pisze Olterman i Interia, i gdyby uczciwie, zgodnie ze standardami dziennikarskimi przyjrzeli się danym, to musieliby to przyznać.

Oba te źródła twierdzą, że przyjęcie przez Niemcy półtora miliona imigrantów w latach 2015-2016 nie przyniosło, wbrew obawom, żadnych negatywnych konsekwencji, a czarnowidze się pomylili. Imigranci są świetnie zintegrowani, bo 80% dzieci imigranckich czuje się lubianych w szkołach, ponad połowa imigrantów już pracuje, zamachów terrorystycznych od trzech lat nie ma, a przestępczość zamiast rosnąć spada.

Sądzę, że korespondent „Guardiana” jest świadomym propagandzistą, który celowo ukrywa prawdziwe informacje i podaje fałszywe. Natomiast przepisujący od niego polski dziennikarz jest propagandzistą nieświadomym

Te stwierdzenia są pozornie prawdziwe, bo można znaleźć liczby, które są z nimi zgodne – ale znaczenie  tych liczb jest inne, niż przypisują im Olterman i anonim z Interii. Te twierdzenia są równie prawdziwe, jak na przykład takie, że sądy skazują wyłącznie niewinnych, spokojnych obywateli, bo przecież w więzieniach, gdzie jest najwięcej skazanych „przestępców”,  przestępstw jest najmniej.

Na czym polegają manipulacje Oltermana, a w ślad za nim Interii?

Zacznijmy od danych o integracji. Pomińmy już fakt, że to, czy dzieci są zintegrowane czy nie, nie mówi nam niczego o integracji osób dorosłych albo jej braku. Jednak wyciąganie wniosku, że dzieci imigrantów są zintegrowane, bo czują się lubiane w szkole, jest także całkowicie błędne.

Gdybyśmy spytali zamachowców z 11 września, którzy mieszkali wcześniej w Niemczech, czy czuli się lubiani przez innych studentów i sąsiadów, zapewne powiedzieliby, że tak – co nie przeszkodziło im zabić wkrótce potem czterech tysięcy ludzi.

Z tego, że dzieci imigrantów czują się lubiane, można wysnuć wniosek dotyczący nie ich, ale dzieci niemieckich: to znaczy, że te niemieckie są przyjazne, otwarte, nieuprzedzone do imigrantów. Żeby dowiedzieć się, czy dzieci imigrantów się zintegrowały, też trzeba pytać dzieci niemieckie – o to, czy młodzi imigranci zachowują się podobnie do nich, czy chcą się z nimi bawić, czy są koleżeńscy i tak dalej.

Jak widać, każde dane dają się zinterpretować w dowolny sposób, żeby potwierdzić z góry przyjętą tezę. To się właśnie nazywa manipulacja.

Podobna manipulacja dotyczy informacji o zamachach terrorystycznych, których „przez trzy lata nie było”. Wygląda to tak, jakby obecność imigrantów niemalże zapobiegała zamachom, bo wcześniej były, a potem się skończyły.

Akurat tak się nieszczęśliwie złożyło, że tuż przed opublikowaniem tekstów w „Observerze” i Interii doszło do terrorystycznego zamachu przeprowadzonego przez imigranta na autostradzie niemieckiej, ale rzeczywiście, w poprzednich trzech latach masowych zamachów nie było. Tylko że…

To jednak nie napływ masy imigrantów w tajemniczy sposób zbiegł się z brakiem zamachów, tylko niemieckie służby skutecznie te zamachy udaremniały. Po zamachu imigranta z Tunezji, który w grudniu 2016 wjechał w tłum na bożonarodzeniowym jarmarku ciężarówką skradzioną polskiemu kierowcy, służby te bardzo poprawiły swoją skuteczność.

Holger Münch, szef Urzędu Kryminalnej Policji Federalnej powiedział, że zostały wyeliminowane luki w prawie imigracyjnym, śledzeniu podejrzanych i postępowaniach karnych, które umożliwiły Tunezyjczykowi przeprowadzenie zamachu. W tym trzyletnim okresie, kiedy nie było zamachów terrorystycznych, służby udaremniły ich siedem, poinformował Holger Münch (nie wiemy, w ilu z nich uczestniczyli nowi imigranci).

Jeśli chodzi o przestępczość, to na pewno od wielu lat w Niemczech istnieje wyraźny trend jej spadku – dlatego, że rodowici Niemcy popełniają coraz mniej przestępstw, a nie dlatego, że imigranci ich nie popełniają, jak sugeruje Interia i Olterman. Nie wiem, czy rok 2019 miał najmniejszą liczbę przestępstw od 2003 – jak twierdzi brytyjska gazeta (linku do źródła danych nie podaje) – ale na pewno mniej było w ubiegłym roku przestępstw, niż w poprzednich kilku latach.

Mniej przestępstw niż w poprzednim roku popełnili też w roku 2019 migranci, ale i tak odpowiadają za nieproporcjonalnie dużą część niemieckiej przestępczości. Przytoczmy dane policji z najnowszej edycji oficjalnej publikacji „Przestępczość w kontekście przybyszów 2019” (mianem „przybyszów” określa policja imigrantów przybyłych od 2014 roku).

„Przybysze”, których jest 1 mln 906 tys., czyli 2,3% ludności, popełnili w ubiegłym roku 266 tysięcy, czyli 8% wszystkich przestępstw (mowa oczywiście tylko o tych, których sprawcy zostali wykryci).

Nowi imigranci popełnili w 2019 roku między innymi 443 morderstwa i zabójstwa (12% wszystkich), 36 tysięcy kradzieży i 48 tysięcy „przestępstw przeciwko mieniu” (po 10% wszystkich), 5400 przestępstw seksualnych (też 10%), 57 tysięcy napaści i pobić (8%). Łącznie w latach 2015-2019 nowi imigranci popełnili 1 350 000 przestępstw, w tym 1800 morderstw i zabójstw i 22 193 przestępstwa seksualne (różnego rodzaju, nie tylko gwałty).

Tych informacji ani brytyjski dziennikarz, ani jego polski kopista nie podają – bo może troszkę zmieniłoby to sielankowy obraz „najmniejszej od 2003 roku liczby przestępstw”.

O ile w kwestiach przestępczości dziennikarze stosują przemilczanie szczegółowych oficjalnych danych, to w kwestiach zatrudnienia nie tylko kłamią, ale do tego jeszcze manipulują informacjami. Idą tu ręka w rękę z niektórymi badaczami, posługując się danymi, które zostały przez badaczy (a może polityków) nazwane w taki sposób, który ma wprowadzić w błąd opinię publiczną.

Gdy przyjrzeć się, co oryginalne dane naprawdę znaczą, cała narracja, że „imigranci świetnie sobie poradzili na rynku pracy, gospodarka ma z nich wielką korzyść”, nadaje się tylko do kosza.

Dokładne przyjrzenie się, jak powstaje „fake news” w sprawie pracy imigrantów, jest bardzo pouczające. „Ponad połowa uchodźców z tego okresu już pracuje w Niemczech i płaci podatki” – pisze Interia za „Obseverem”. Od tego stwierdzenia jest link do artykułu z DW.com z lutego br., który mówi jednak co innego: „Połowa uchodźców znajduje pracę w ciągu pięciu lat” – a więc przybysze z 2015 i 2016 roku i tak w tej grupie się nie znajdują. Ale to dopiero początek.

Skąd wiadomo, że połowa uchodźców znajduje pracę w ciągu 5 lat? DW.com nie daje linku, ale z tekstu można się dowiedzieć, że źródłem jest właśnie opublikowany raport instytutu IAB, części Urzędu Imigracyjnego. IAB przeprowadził wywiady z kilkoma tysiącami pozaeuropejskich migrantów w 2016 roku, a potem powtórnie w 2017 i 2018.

Ostatnie dane pochodzą z jesieni 2018 roku – więc pięcioletni okres, jakiego potrzebowali imigranci, żeby połowa z nich miała pracę, dotyczy osób, które przybyły do końca 2013 roku, a nie imigrantów z lat 2015 i 2016.

Wsród tych ostatnich, dwa lata lub trzy lata po przybyciu do Niemiec, zatrudnienie ma 25-37 procent osób; na pewno nie „połowa tych, którzy przybyli”. Średnio dla całej grupy badanej „ma pracę” 35% osób. Już w tym momencie informacja polsko – brytyjska o „połowie” jest po prostu nieprawdziwa.

Ale teraz dochodzimy do najważniejszego elementu manipulacji, wspólnego dzieła polityków, badaczy i dziennikarzy. Kiedy mówimy „ma pracę, płaci podatki”, to rozumiemy przez to normalne, oficjalne zajęcie, pracę w pełnym wymiarze czasu.

Tymczasem sformułowanie „ma pracę” rozumiane jest przez badaczy z IAB zupełnie inaczej. Przyjmują oni definicję Federalnego Urzędu Statystycznego, który za zatrudnionych uważa osoby otrzymujące wynagrodzenie za pracę, w tym praktykantów, stażystów i osoby zatrudnione w minimalnym wymiarze czasu.

Wśród tych, którzy „mają pracę”, jedna piąta jest na czasowych stażach i szkoleniach, a co ósmy zatrudniony jest w minimalnym wymiarze czasu na pracach interwencyjnych za 450 euro miesięcznie płacone przez państwo (dane ze strony 14 raportu IAB).

Czyli tak naprawdę „ma pracę” 23-24% nowych imigrantów. Jak wynika z innych analiz Federalnego Urzędu Pracy, jakieś 17-18% w roku 2017 było  zatrudnionych w pełnym wymiarze godzin, a reszta tylko na część etatu.

Czyli podatki płaci nie połowa, jak piszą Interia i „Observer” tylko mniej niż jedna czwarta nowych imigrantów, a pełne podatki płaci zaledwie co szósty. Pamiętajmy też, że te informacje pochodzą z wywiadów z imigrantami – którzy mogą mówić co chcą – a nie z twardych danych z biura zatrudnienia czy niemieckiego ZUS.

W dodatku tylko część grupy, którą wylosowano do badań, udzielała odpowiedzi w 2018 roku, a osoby, które wypadły z badanej grupy, raczej nie miały ustabilizowanej sytuacji zawodowej.

Nikt nie broni dziennikarzom dostępu do danych. Te podlinkowane w powyższym artykule są całkowicie oficjalne i publiczne dostępne, i znalezienie ich dla kogoś, kto zna niemiecki, jest kwestią kilkunastu minut a nie miesięcy dziennikarstwa śledczego.

Dlatego sądzę, że korespondent „Guardiana” jest świadomym propagandzistą, który celowo ukrywa prawdziwe informacje i podaje fałszywe. Natomiast przepisujący od niego polski dziennikarz jest propagandzistą nieświadomym, który chce w łatwy sposób zarobić wierszówkę. A może po prostu obaj nie rozumieją tego, co piszą.

W każdym razie, za publikowanie fałszywych, manipulacyjnych informacji, obaj powinni być z pracy wyrzuceni. I kiedyś być może by byli.

P.S. Już po ukazaniu się tego tekstu „Gazeta Wyborcza” opublikowała artykuł identyczny jak „Interia”, tylko znacznie dłuższy: „Czy imigrancki hazard kanclerz Merkel się opłacił”.  Autor artykułu, Macieja Stasiński, równie bezkrytycznie jak Interia przepisał wszystkie bzdury i kłamstwa „Guardiana”.




Brytyjskie służby imigracyjne sparaliżowane liczbą azylantów

Brytyjskie służby imigracyjne nie są w stanie sprawnie podejmować decyzji o przyznaniu bądź odmowie udzielenia azylu. Aż 80% osób czeka na rozpatrzenie sprawy ponad pół roku, a połowa z nich czeka ponad rok. 

Tak długo procedura azylowa w Wielkiej Brytanii nigdy jeszcze nie trwała. W roku 2014, z którego pochodzą pierwsze dane, proporcje były dokładnie odwrotne: 80% osób czekało na decyzję mniej niż pół roku.

Władze na różne sposoby starają się wytłumaczyć przyczyny opóźnień. Z jednej strony obwiniają rekordową liczbę wniosków azylowych – w 2019 było ich 45 tysięcy, więcej niż w jakimkolwiek innym czasie od 2003 r., w tym w okresie kryzysu imigracyjnego 2015-2016. Z drugiej strony twierdzą, że powodem jest ogromna liczba wniosków „skomplikowanych”, cokolwiek to miałoby znaczyć.

Azylanci oczekujący na decyzję mieszkają w specjalnych ośrodkach i dostają 5 funtów dziennie na wydatki, nie mogą natomiast pracować. Prowadzi to często do problemów psychologicznych osób skazanych na przymusową, długotrwałą bezczynność.

W związku z rosnącą liczbą osób bardzo długo czekających na decyzję podniosły się głosy, że należy udzielać zezwolenia na pracę już po złożeniu wniosku. Ministerstwo spraw wewnętrznych nie wypowiedziało się w tej sprawie, stwierdziło natomiast, że przygotowywane są „nowe zasady pracy”, które przypuszczalnie mają doprowadzić do skrócenia czasu rozpatrywania wniosków. (g)

Źródło: BBC

Od redakcji Euroislam.pl: Liczba azylantów w Wielkiej Brytanii rośnie systematycznie z roku na rok, więc aktualna sytuacja nie jest zaskoczeniem dla brytyjskich władz. Podejrzewamy, że aktualny paraliż służb imigracyjnych wynika raczej nie ze skomplikowanej natury wniosków, lecz z braku jasnych kryteriów przyznawania azylu w tym kraju i wyraźnego odróżnienia imigrantów ekonomicznych od osób, których życiu i zdrowiu zagraża niebezpieczeństwo.. Oba oficjalne wyjaśnienia – dlaczego procedury na ogół trwają pół roku albo rok – nie wydają się szczególnie wiarygodne, skoro głównymi krajami pochodzenia azylantów są Irak, Iran i Albania; przynajmniej w przypadku tej ostatniej przypadków prawdziwego zagrożenia życia będącego podstawą do przyznania azylu prawie nie ma – ogromna większość to imigranci ekonomiczni.