Jak działała „autostrada dżihadu” z Turcji do Syrii

Poniższy tekst pochodzi sprzed 6 lat, ale uznaliśmy, że wart jest publikacji nawet teraz. Pokazuje bowiem mechanizmy działające u samych początków Państwa Islamskiego, a co istotne, przypomina o co najmniej niejasnej postawie Turcji wobec terrorystów z ISIS w tamtym czasie.

* * *

Syryjski przemytnik zgodził się z nami spotkać w kawiarni w Kilis, mieście na pograniczu syryjsko – tureckim. Opowiedział nam o swojej roli w tak zwanej „jihad highway” oraz o powodach, które zmusiły go do odejścia.

Ma 20 lat, ujawnia każdy aspekt swego lukratywnego interesu poza swoim imieniem. Jest dobrze znany bojówkarzom z ISIS, którzy płacili mu za jego usługi, a którzy z pewnością by go zabili, gdyby dowiedzieli się, że rozmawiał z dziennikarzami.

W ciągu dwóch lat swojej działalności pomógł setkom młodych, brodatych mężczyzn, a także młodym kobietom, przekroczyć granicę turecko-syryjską i dołączyć do ISIS. Jak sam o sobie mówi, nie jest radykałem, ale musiał zarabiać na siebie i rodzinę podczas wojny domowej w Syrii. Zdecydował się zaprzestać działalności, kiedy umiarkowani bojownicy, kontrolujący obecnie północną Syrię, zaczęli mu grozić. Chcieli zamknąć szlaki przemytnicze i tym samym ograniczyć napływ ochotników do ISIS.

Ze wzruszeniem ramion stwierdza, że to był dobry biznes. „Zarabia się bardzo dobre pieniądze, ale czujesz, że to ty jesteś tym złym”. Kiedy jednak zaczynał działalność w 2012 roku, czuł się inaczej. Wierzył wtedy, że pomaga rewolucjonistom, którzy w Syrii zbuntowali się przeciwko reżimowi. Kiedy reżim rozpętał spiralę przemocy, rebelianci witali z otwartymi ramionami rekrutów z innych krajów chcących walczyć i umrzeć w Syrii. Napływający ochotnicy mówili, że przyjechali dla dżihadu. „Byli podekscytowani i nie myśleli o ryzyku” – mówi przemytnik.

Na początku pracowało się łatwo, „Turcy przymykali oczy”. Na tureckich lotniskach przy granicy witał brodaczy ze wszystkich zakątków świata, którzy przyjechali bez bagażu. Niektórzy z Turków życzyli im szczęścia, „powodzenia w dżihadzie w Syrii”, i wydawało się, że ze strony Turcji jest milczące przyzwolenie na taki obrót sprawy. Nawet jeśli jego klienci byli młodymi mężczyznami, między 17, a 20 rokiem życia, z Tunezji, Maroka, czasami z Wielkiej Brytanii, nikt nie robił mu trudności.

„Jihad highway” między Turcją, a Syrią przed długi czas była tajemnicą poliszynela, dobrze opisaną w międzynarodowych mediach. Przybyli bojówkarze byli często widywani w przygranicznych miastach podczas zakupów wyposażenia przed przekroczeniem granicy.

Wiceprezydent Biden powiedział podczas wykładu w Harvardzie, że „nasi sprzymierzeńcy w regionie byli naszym największym problemem”, ponieważ wspierali rozwój radykalnych ugrupowań. Byli tak zdeterminowani do usunięcia Asada, że zaopatrywali w broń i finansowali każdego, kto chciał walczyć. Erdogan poczuł się oburzony tymi słowami i Biden musiał przeprosić. Do zaostrzenia kryzysu  doszło w momencie, kiedy USA chciały, aby Turcja dołączyła do koalicji przeciwko ISIS.

„Turecki rząd stanowczo zaprzecza, że kiedykolwiek pomagał ISIS” – powiedział Soli Ozel, specjalista od stosunków międzynarodowych w Kadir Has University w Stambule. Ale dodaje, że tureckie media mają udokumentowane ciche poparcie, jakiego Turcja udzieliła ISIS „przymykając oko na przemyt ludzi oraz pozwalając na leczenie rannych w tureckich szpitalach”.

Tureccy analitycy twierdzą, że turecka pomoc opierała się na założeniu, że  dodatkowi bojownicy wzmocnią rewoltę podczas braku poparcia z Zachodu. Turcja nie kwapiła się z dostrzeżeniem zagrożenia pomimo alarmujących sygnałów z Waszyngtonu. Dopiero po jakimś czasie wprowadziła graniczne patrole i zaczęła aresztować podejrzanych o wspomaganie ISIS, a ostatecznie zastopowała przepływ ludzi przez granicę.

„Wszyscy dostali ostrzeżenie” od tureckich służb granicznych i „przedostanie się teraz przez granicę do ISIS nie jest łatwe”, jak mówi przemytnik. Ale dodaje, z uśmiechem profesjonalnej dumy, że nie jest też niemożliwe.

Wszystkie te posunięcia nastąpiły zbyt późno dla samej Turcji – uważa Ozel – gdzie obserwujemy rozprzestrzenianie się radykalnego islamu, a samo ISIS zaczęło stwarzać bezpośrednie zagrożenie. Raporty mówią o 1000 Turków, którzy dołączyli do komórek wewnątrz kraju.

ISIS skupiło się tureckiej młodzieży oraz tych, „którzy być może nie pochwalają metod, ale sympatyzują z ideologią”. Było to dobrze widoczne na Istanbul University, gdzie starli się przeciwnicy i sympatycy ISIS oraz w meczecie w dzielnicy Fatih, który zainicjował modlitwy w intencji bojowników zabitych w amerykańskich nalotach. Jak mówi Ozel, to są drobne szczegóły, które pokazują niepokojący trend w Turcji.

Deborah Amos

Tłumaczenie Severus-Snape na podstawie www.npr.org




Koronawirus: rozsądny głos szejka

Szejk Hussein Halawa, sekretarz generalny Europejskiej Rady Fatw i Badań, powiedział w Hiwar TV (Wielka Brytania), że skutki pandemii COVID-19 są wyraźnie widoczne i krytykował każdego, kto chciałby, by uwierzył w jakiś rodzaj globalnego spisku.

Oto jego wypowiedź.

„Są chorzy ludzie – widziałem to na własne oczy. Ludzie umierają – widziałem to na własne oczy. Jest pandemia, która zaraża ludzi i widzę jej skutki własnymi oczyma. Ktokolwiek więc chce kłamać mi o tym, co widzę, i ignorować [mój wzrok] i logikę, jaką pobłogosławił mnie Allah, i rozważa tak zwany spisek… Czy oczekujecie ode mnie, że po prostu zostawię chorych ludzi, by umarli i pozwolę pandemii na szerzenie się? Czy mam myśleć, że to jest globalny spisek, którego celem było osiągnięcie… czego właściwie? Kiedy [koronawirus] pojawił się w Chinach, powiedzieli, że jest to kara Allaha, ponieważ Chińczycy traktowali naszych ludzi, ujgurskich muzułmanów, w nieludzki i niecywilizowany sposób i łamali ich prawa człowieka. Ale ta pandemia szerzy się na całym świecie. Nie oszczędza muzułmanów ani niemuzułmanów. Obecnie widzimy na własne oczy, jak wyszła z Chin i przenosi się do innych krajów. Zaraża ujgurskich muzułmanów tak samo, jak zaraża innych. Nie oszczędza Arabii Saudyjskiej, tak jak nie oszczędza Ameryki lub Rosji. Allah pobłogosławił mnie zmysłami i muszę ich używać. Nie mogę pozwolić ludziom na odciągnięcie mnie od prawdy do urojenia.”

Źródło: https://www2.memri.org




Nikab: romantyczny czy ekstremistyczny?

Zachwyt nad romantycznymi islamskimi obrazami prezentowanymi w zachodniej prasie może wspierać radykalizację, nawet jeżeli stoją za tym intencje wspierania wielokulturowości i różnorodności.

„Tylko oczy jeźdźca były widoczne pod zasłoną twarzy. Z łukiem w lewej ręce i strzałą w prawej skierowała konia w kierunku celu”, takim romantycznym obrazem zaczyna „The New York Times” artykuł o indonezyjskim fanklubie nikabu, zwanym „niqab squad”. Nie tylko strój, ale i sport powinien być miły Allahowi, a łucznictwo uważane jest za jeden z ulubionych sportów proroka Mahometa. To pozwoli im, jak twierdzą, zbliżyć się do nieba. [1]

Wschodnia Jawa, gdzie powstała moda na nikab, to także miejsce gdzie niechciane awanse męskiej części populacji i molestowanie występują często. Więc zasłona nie tylko ma zbliżyć do nieba, ale również oddalić od „piekła” na Ziemi. Bohaterki artykułu protestują też przeciwko wizerunkowi kobiety jako słabszej płci. „Możemy stać się silnymi muzułmankami przez ćwiczenie łucznictwa i jeździectwa”, opowiada nauczycielka w islamskiej szkole Idhanur.

I chociaż autor artykułu zauważa narastającą radykalizację w Indonezji, to stara się podkreślić różnice między terroryzmem, a skrajnym konserwatyzmem islamskim oraz pokojowy charakter „nikab squad”. Poświęcenie jego członkiń dla Allaha ma oznaczać ukrycie swojej urody i przywdzianie stroju zgodnego z islamem. „To znaczący przykład ruchu, gdzie ubiór może być bardzo mylący”, wypowiada się w artykule dyrektor Instytutu Politycznej Analizy Konfliktu w Dżakarcie, Sidney Jones.

Społeczne normy pielęgnowane przez indonezyjskie „zamaskowane amazonki” nie są nowe. Podobne są do działań salafickiej grupy Tablighi Dżamaat („Towarzystwo krzewienia wiary”), uprawiającej globalny prozelityzm promujący fundamentalistyczne wartości islamu. Grupa powstała w Indiach w roku 1927 jako odłam szerszego ruchu Deobandi, łączącego islam suficki z wahabbickimi wpływami. Rozpowszechniła się głównie w Azji Południowo-Wschodniej.

Tablighi Dżamaat, chociaż uchodzi za bardzo konserwatywną, a jednocześnie głoszącą pokojową drogę, wyprodukowała także terrorystów. Szczególnie w Wielkiej Brytanii, gdzie ze względu na kolonialne powiązania jest popularnym ruchem. [2] Stanowi przedmiot coraz większego zaniepokojenia europejskich środowisk zajmujących się zwalczaniem terroryzmu.

Nawet jeżeli do tej pory nie udowodniono Tablighi Dżamaat bezpośrednich związków z terroryzmem i głoszenia przesłań wzywających do dżihadu, to jej doktryna odrzuca wszystko co niemuzułmańskie, prowadzi do podziałów nie tylko w społeczeństwach mieszanych, ale także wśród samych muzułmanów. Przedstawianie świata jako czarno-białego podziału na muzułmanów i niemuzułmanów stanowi pożywną glebę dla radykalizacji i dalszego procesu rekrutacyjnego dla terroryzmu. Nie mówiąc o bardzo negatywym wpływie na spójność społeczną.

Przedstawianie świata jako czarno-białego podziału na muzułmanów i niemuzułmanów stanowi pożywną glebę dla radykalizacji i dalszego procesu rekrutacyjnego dla terroryzmu.

Problem nie dotyczy tylko Wielkiej Brytanii. We Francji także uważa się, że ugrupowanie miało istotny wkład w proces radykalizacji w poszczególnych obszarach, gdzie rekrutacja okazała się skuteczna. Przykładem tego jest Lunel, miejscowość nazywana francuskim Molenbeek, gdzie miejscowy meczet został zinfiltrowany przez Tablighi Dżamaat. [3]

Wyzwanie dla społeczeństw zachodnich przez tworzenie się społeczności równoległych i domaganie się uznania dla konserwatywnego islamskiego stylu życia opisywał też sędzia Sądu Najwyższego, profesor Mirosław Sadowski z Pracowni Badań Prawa Orientalnego UWr. W jego opinii stopniowa zmiana społeczna, jaka dokona się za sprawą tej i podobnych dobrze zorganizowanych grup, może być zagrożeniem o wiele większym niż terroryzm. [4]

Tymczasem artykuł „NYT” nie jest jedynym, łączącym podporządkowanie z romantycznym obrazem. Trzy lata wcześniej o indonezyjskich miłośniczkach nikabu pisała australijska prasa. Dziennikarka Jewel Topsfield zachwycała się tym, że nikab, kojarzony zwykle z czernią, ma teraz elementy w kropeczki, które dzielą się radością ze światem. A do tego bejsbolówka z napisem: „Noszę nikab i nie jestem terrorystką”. [5]

„Nikab Challenge”, do którego zaproszono Topsfield, to inicjatywa mająca przekonać do nikabu. Kobiety mają się przekonać, że nikab to nie jest duszna zasłona. Przeciwnie, jak donoszą relacje „czują się bardziej spokojne, czują się chronione”, po założeniu zasłony obejmującej całe ciało. Zafascynowana różnorodnością nikabu, różnymi społecznymi aktywnościami nikabistek i brakiem przeszkód w robieniu kariery, dziennikarka „Sydney Morning Herald” nie stawia jednak pytania o podstawowy cel fizycznego odgrodzenia się od świata i potrzebę podkreślania odmienności.

Ten proces pokazuje za to serial szwedzkiej telewizji dostępny na Netflixie – „Kalifat”. Chociaż platforma streamingowa oskarżana jest często o lewicowe skrzywienie, tutaj nie występuje kolorowe zabarwienie fascynacji chustą. W „Kalifiacie” potrzeba podkreślenia odmienności, bycia muzułmanką, w opozycji do szwedzkiego państwa i własnej zsekularyzowanej rodziny, oraz poszukiwanie tożsamości, wykorzystywane są bez skrupułów przez rekrutera z konsekwencjami dla całej rodziny, a nawet społeczeństwa.

A wszystko zaczyna się od tej samej narracji, którą można usłyszeć od Tablighi Dżamaat i przeczytać w wymienionych gazetach. Chusta jest cool, zachodnie społeczeństwo opresyjne i dyskryminujące. Ci, którzy nie praktykują islamu zgodnie z konserwatywną doktryną i nie interpretują ksiąg dosłownie, to niemuzułmanie. Można jednocześnie być zasłoniętą i prowadzić nowoczesne życie, twierdzą propagatorzy zasłon, chociaż utrzymując dystans i wstręt do wszystkiego, co nieislamskie.

To nie jest tylko wymysł fantazji twórców filmu, to także zdanie specjalistów. Jemeńsko-szwajcarska politolog, dr Elham Manea, w wywiadzie opublikowanym po polsku na stronie Euroislam.pl, mówi bez ogródek o dużo mniej zauważalnym muzułmańskim symbolu, hidżabie, że „służy islamistom do oznaczania terytorium”. [6]

W ten sposób znaczenie islamskiego stroju dla rozwoju Bractwa Muzułmańskiego w Egipcie i poza nim rozumiał jego lider Muhammad Badi. Opowiadał jak strój ten doprowadza stopniowo do zmiany społecznej, w której poprzez widoczny symbol społeczeństwo stopniowo akceptuje konserwatywne islamskie wartości. A rzecznikami tych wartości stają się takie ruchy, jak Bractwo Muzułmańskie czy Tablighi Dżamaat.

I tak też paradoksalnie kończy się artykuł „New York Timesa”: „Kiedy zaczynałam tutaj, bardzo rzadko widziało się kobiety i dziewczęta w nikabach. Ale teraz jest już nas wiele” – mówi trendesetterka nikabu.

[1] https://www.nytimes.com/2020/03/23/world/asia/indonesia-niqab-veil-islam-women.html

[2] http://www.listyznaszegosadu.pl/dawa-sianie-nasion-nienawisci

[3] https://euroislam.pl/burmistrz-francuskiego-molenbeek-prosi-rzad-o-pomoc/

[4] https://www.rp.pl/article/20150920/OPINION/309209911?preview=3&remainingPreview=2&grantedBy=preview&

[5] https://www.smh.com.au/world/meet-indonesias-niqab-squad-working-to-destigmatise-the-full-face-covering-20171123-gzr8de.html

[6] https://euroislam.pl/hidzab-sluzy-islamistom-do-oznaczania-terytorium/




Europa – Turcja: relacja w kryzysie

Bruksela mogłaby utrzymywać transakcyjne podejście do stosunków z Ankarą i pogłębić te relacje dopiero wtedy, gdy ta ostatnia przeprowadzi wewnętrzne reformy i przemyśli na nowo swoją politykę zagraniczną.

Niektórzy opisują relację Unii Europejskiej z Turcją jako zbyt ważną, by ponieść na tym polu porażkę. Jednak ostatnie wydarzenia sugerują, że ta relacja naprawdę się popsuła. W ostatnim miesiącu Turcja unieważniła porozumienie z Europą w sprawie imigracji podpisane w 2016 roku i aktywnie zachęcała uchodźców do udania się w kierunku greckiej granicy. Gdy ich nie wpuszczono, tysiące osób znalazło się na ziemi niczyjej. Niektórzy doświadczyli bicia i gazu łzawiącego.

Niedola uchodźców bardzo przygnębia. Poszukujący lepszego losu, żeby poprawić życie sobie i swojej rodzinie, budzą naszą sympatię. Nikt nie chce być świadkiem ich cierpienia, szczególnie gdy są ofiarami manipulacji politycznej – tureckie władze zachęciły ich do udania się nad granicę, w pełni świadome, że jest ona zamknięta.

Podczas gdy Unia Europejska mogłaby przemyśleć swoją politykę migracyjną, Europejczycy mają również prawo się oburzać. Turcja spowodowała ten ostatni kryzys w celu zmuszenia Brukseli do wsparcia niebezpiecznej i szalonej polityki Ankary dotyczącej Syrii.

Co gorsza, turecki prezydent Erdogan przyrównał taktykę Greków do nazistowskiej, a to co najmniej złośliwa przesada. Erdogan miał również śmiałość w złości opuścić spotkanie z europejskimi przywódcami, którzy zebrali się dla znalezienia rozwiązania dla tego problemu. W międzyczasie Turcja przesunęła swoje wojska w kierunku granicy i sfilmowano, jak przecinają ogrodzenie graniczne w akcie, który może być opisany jedynie jako jawne naruszenie greckiej suwerenności.

Jednak jest to tylko ostatni z wielu incydentów, w których Turcja działała przeciwko interesom bezpieczeństwa Unii Europejskiej.

Niektóre inne przykłady to: przymykanie oczu na dziesiątki tysięcy bojówkarzy udających się do Syrii przez Turcję, by dołączyć do ISIS; sabotowanie sankcji nałożonych na Iran poprzez praktykę złoto-za-ropę administrowaną przez turecki bank; arbitralne aresztowania europejskich i amerykańskich obywateli, używanych następnie jako karty przetargowe w celu uzyskania ekstradycji osób podejrzanych o członkostwo w organizacji Gülena, który Turcja oskarża o próbę zamachu stanu w czerwcu 2016 roku.

Turcja również konsekwentnie groziła, że zakończy korzystanie przez NATO z tureckich baz i odmówiła niemieckim posłom prawa do odwiedzin ich oddziałów w tych bazach. Zakupiła rosyjski system pocisków S-400 pomimo powtarzanych ostrzeżeń o tym, że mogą stanowić zagrożenie dla bezpieczeństwa hardware’u NATO, i groziła przed szczytem NATO w grudniu ubiegłego roku, że zawetuje plany obrony krajów nadbałtyckich.

W takich warunkach europejskie relacje z Turcją nie mogą po prostu zostać „wyzerowane”, jak to niektórzy zasugerowali.

Bruksela działała przy błędnym i nieaktualnym założeniu, że w interesie Ankary jest dążenie do reform demokratycznych, rządów prawa i niezależności sądów, ponieważ to przyniesie jej ekonomiczne i polityczne nagrody ze strony Europy.

Dopóki Turcja nie przejdzie wewnętrznych reform i nie przemyśli swojego wojowniczego podejścia do spraw międzynarodowych, najlepiej żeby Bruksela trzymała do niej dystans.

Było to niejawne założenie umowy migracyjnej z 2016 roku. W uzupełnieniu do kwoty 6 milionów euro, którą miała otrzymać Turcja za opiekę nad syryjskimi uchodźcami, Europejczycy oferowali także liberalizację przepisów wizowych i modernizację unii celnej między UE a Turcją, jako środki do ułatwienia procesu jej akcesji do Unii. Jednakże Unia podkreślała, że ważne jest, by Turcja poprawiła swoje przepisy antyterrorystyczne, które są zbyt ogólnie i szeroko zdefiniowane.

Tymczasem nie było woli ze strony Erdogana poprawienia tych przepisów. W okresie po podpisaniu umowy posłużył się nimi w celu wyeliminowania politycznych przeciwników, czołowych postaci ruchu obywatelskiego i przywódców Partii Pracujących Kurdystanu.

Później, po próbie zamachu stanu w 2016 roku, Erdogan skoncentrował w swych rękach bezprecedensową władzę polityczną z pomocą referendum konstytucyjnego, które zniszczyło mechanizmy gwarantujące zachowanie równowagi politycznej. Objął prezydenturę podczas gdy kraj wciąż jeszcze znajdował się w stanie wyjątkowym.

W stosunkach z Europą Erdogan i jego rząd, zamiast dyplomacją opartą o zasady, wolą posługiwać się instrumentami siłowymi i przymusem, żeby zapewnić sukces własnym strategicznym interesom. Tureckie władze uważają, że ich kraj jest sam w sobie wielką potęgą i dlatego nie zawahały się zaangażować w szereg wrogich aktów przeciwko członkom Unii Europejskiej.

Turcja próbowała zablokować wydobywanie podmorskiego gazu przez Cypr, podczas gdy sama dąży do nielegalnych odwiertów na wyspie. Jednostronnie przesunęła granice morskie z Libią, ignorując greckie żądania w sprawie wyłącznych stref ekonomicznych przy wyspach takich jak Kreta.

Szukając inspiracji w imperialistycznej, otomańskiej historii swojego kraju, Erdogan i jego zwolennicy utrzymują fantazje o roli Turcji w sprawach zagranicznych. W ich umysłach Turcja nie będzie nic winna Europie. Jeśli już, to raczej Bruksela powinna paść na kolana, z powodu milionów uchodźców gotowych do chwycenia za broń i ruszenia na europejskie granice.

Dopóki Turcja nie przejdzie wewnętrznych reform i nie przemyśli swojego wojowniczego podejścia do spraw międzynarodowych, najlepiej żeby Bruksela trzymała do niej dystans. Europa powinna przeciwstawić się tureckim próbom zastraszania i udzielić dodatkowego wsparcia Grecji i Bułgarii, dwóm krajom  borykającym się z ochroną swoich granic.

Pewnie, że Europa musi utrzymać silne ekonomiczne relacje z Turcją. Ale w sprawach bezpieczeństwa i strategii powinna ograniczyć się do wzajemnie korzystnych ustaleń transakcyjnego bezpieczeństwa w każdym pojedynczym przypadku.

Simon Waldman

Tłum. Grażyna Jackowska na podst.: https://www.thenational.ae

Opinie autorów publikowanych artykułów nie zawsze odzwierciedlają poglądy redakcji Euroislamu




„Niech każdy człowiek modli się według swojej religii”

Urodzony w Jordanii muzułmański duchowny, Waseem Jousef, ma swój program w telewizji Zjednoczonych Emiratów Arabskich; odpowiada na pytania widzów. 18 stycznia 2020 zadzwoniła muzułmanka mieszkająca w Norwegii i wyraziła obawy, że norweska szkoła może odciągnąć jej dzieci od islamu. Duchowny miał kłopoty ze zrozumieniem jej obaw, w kraju, który dał jej schronienie, mieszkanie, płaci za naukę jej dzieci.

Mówił o potrzebie reagowania życzliwością na życzliwość i grozie religijnej nietolerancji. Ten film oczywiście przekazał MEMRI, instytut, o którym niedawno pewien wybitny polski intelektualista, wydawca i człowiek o bardzo szerokich horyzontach umysłowych napisał mi, że to nierzetelne źródło i uprawia propagandę. Próbowałem mu powiedzieć, że ten „nierzetelny” instytut zaledwie przekazuje to, co różni ludzie mówią w językach, których nie znam, czasem są to słowa polityków, generałów, dziennikarzy, zarówno tych reżimowych, jak i opozycyjnych, ale również słowa duchownych.

Poniżej jeden z wielu materiałów MEMRI – odpowiedź muzułmańskiego duchownego na niepokoje syryjskiej matki mieszkającej w Norwegii. (Andrzej Koraszewski)

* * *

Umm Muhammad: Mieszkam w Norwegii z sześciorgiem moich dzieci. W szkole mają przedmiot nazywany „religie” – nie „religia”. Obejmuje judaizm, chrześcijaństwo, buddyzm, a nawet ateizm. Do jakiego stopnia mogę nie dopuścić, by moje dzieci żywiły przekonanie, że jest nieco prawdy w religiach żydowskiej lub chrześcijańskiej, aby nie nawróciły się z islamu na jakąś inną religię? Podczas ich świąt wszystkie dzieci w szkole zabierane są do kościoła.

Szejk Waseem Jousef: Jesteśmy zalani falą protekcjonalizmu wobec innych. Kiedyś sam byłem protekcjonalny zanim Allah mną pokierował. Jeśli chrześcijanin składa mi życzenia w Ramadan, czy staje się muzułmaninem?

Umm Muhammad: Oczywiście, że nie.

Szejk Waseem Jousef: Racja. Pozostaje chrześcijaninem. Dlaczego pozostaje chrześcijaninem po złożeniu mi życzeń, ale ja miałbym stać się heretykiem jeśli składam jemu życzenia? Odpowiedz mi. On nie uznaje Ramadanu ani tego święta. Po prostu powiedział „wesołych świąt” do mnie lub, „szczęśliwego nowego roku, Waseem”. Czy stał się z tego powodu muzułmaninem?

Umm Muhammad: Oczywiście, że nie.

Szejk Waseem Jousef: Jak to więc jest, że kiedy ja mówię „Wesołych Świąt” albo „Szczęśliwego Nowego Roku”, ludzie oskarżają mnie o herezję? Niektórzy mówią, że składanie chrześcijanom życzeń w ich święta jest gorsze niż czarnoksięstwo, samobójstwo, picie alkoholu i cudzołóstwo razem wzięte. To nazywają… Nie chcę tego powiedzieć… Ktokolwiek przyjmuje tę fatwę uważa tych, którzy popełnili cudzołóstwo, popełnili samobójstwo, praktykują czarnoksięstwo i piją alkohol, za mniejszych grzeszników niż ludzi, którzy składają życzenia chrześcijanom. To jest zacofanie! Żyjesz w ich kraju i dali ci schronienie. Nawiasem mówiąc, skąd jesteś?

Umm Muhammad: Z Syrii.

Szejk Waseem Jousef: Żyjesz w ich kraju i dali ci schronienie. Uciekłaś przed wojną, a oni cię przyjęli. Po tym wszystkim nadal chcesz, żebyście ty i twoje dzieci byli religijnie oddzieleni od nich? Naucz swoje dzieci islamu i pozwól im zintegrować się z wszystkimi innymi religiami. Wyobraź sobie, że ludzie z chrześcijańskiego kraju rozdzieranego wojną przybywają do Zjednoczonych Emiratów Arabskich jako uchodźcy, a potem, w szkole, poproszeni, żeby odwiedzili meczet Szejka Zajeda, chrześcijańscy uczniowie odmawiają i mówią, że mają zabronione wchodzenie do meczetu. Powiedzielibyśmy im: „Wracajcie tam, skąd przybyliście!”. Gość jest moralnie zobowiązany do uprzejmości wobec swoich gospodarzy. Odwiedzenie kościoła nie robi z ciebie heretyka. Nie opuściłaś islamu.

Umm Muhammad: Oczywiście, że nie.

Szejk Waseem Jousef: Powiedzmy, że jestem ożeniony z chrześcijanką i ona obchodzi swoje święto. Czy nie powinienem złożyć jej życzeń? Czy zrobienie tego zrobi ze mnie heretyka? Co to jest za rodzaj zacofania? Siostro, żyjesz w ich kraju i oni cię utrzymują. Dostarczają bezpieczeństwa i edukacji twoim dzieciom, i po tym wszystkim ty chcesz nie dopuścić, by twoje dzieci poszły do kościoła i złożyły im życzenia?

Umm Muhammad: A więc nie ma tu problemu?

Szejk Waseem Jousef: Nie ma żadnego problemu. Naucz swoje dzieci o islamie i pozwól im współistnieć z wszystkimi innymi religiami. Bój się Allaha i zastanów nad najpiękniejszym obrazem muzułmanów, jaki możesz sobie wyobrazić. Kiedy my niszczymy nasze kraje z powodu sekciarstwa… Syrii nie zniszczył żaden konkretny człowiek. Dlaczego Syria została zniszczona, moja siostro?

Umm Muhammad: Z powodu ideologii…

Szejk Waseem Jousef: Syria została zniszczona z powodu sekciarstwa. Spalono ją z powodu sekciarstwa. Nie siej ziaren sekciarstwa w Norwegii! Żyj tak, jak żyją oni.

Umm Muhammad: Inszallah

Szejk Waseem Jousef: Masz swój meczet i swój mihrab, a oni mają swoje kościoły i krzyże. To nas nie dotyczy. „Pokój z tobą, mój przyjacielu i rodaku. Ja mam meczet, a ty masz kościół”. Kiedy dojdziemy do punktu, w którym kraj jest dla nas wszystkich i każdy człowiek może mieć swoją religię? Niech każdy człowiek modli się według swojej religii, jakiej chce. (…) Jeśli ich kraj jest bezpieczny i my jesteśmy tymi, którzy przyszli do nich, powinniśmy trzymać się ich norm. Czy rozumiesz, siostro? Jeśli boisz się o swoje dzieci, ucz je w domu i ucz je o współistnieniu. Nie mów swojemu synowi złych rzeczy o kościele. Powiedz mu, że chrześcijanin jest jego bratem. Chrześcijanin jest moim bratem, niezależnie od jego narodowości.  Muzułmanin jest moim bratem i Żyd jest moim bratem, jak długo mnie nie atakują. A jeśli chodzi o resztę – ktokolwiek jest wobec mnie przyjazny, jest moim bratem, niezależnie od jego religii.

Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska; Źródło: http://www.listyznaszegosadu.pl

Odwiedź polską stronę MEMRI: https://www2.memri.org/polish/




Koronawirus: tak się to robi w Iranie

Najwyższy Przywódca Islamskiej Republiki Iranu nazwał ostatnio koronawirusa „błogosławieństwem”. Iran jest po Chinach – swoim sojuszniku – drugim głównym ogniskiem koronawirusa i dzięki kłamstwom oraz próbom tuszowania faktów przez rządzących mułłów rozprzestrzenia go teraz na resztę planety.

Irańskie władze twierdziły z początku, że ich kraj nie zmaga się z kryzysem związanym z koronawirusem i że nikt na jego terenie nie jest chory. Wkrótce jednak pojawiły się doniesienia o tym, że najwyżsi irańscy urzędnicy byli świadomi obecności koronawirusa w kraju, ale ten fakt zatajali.

Kiedy na irańskie władze zaczęto wywierać presję, urzędnicy oświadczyli, że nie upoważniono ich do informowania o aktualnych statystykach dotyczących liczby osób zainfekowanych i zmarłych. Mohammad Reza Ghadir, dyrektor Uniwersytetu Nauk Medycznych w Kom, oznajmił na antenie irańskiej telewizji państwowej, że ministerstwo zdrowia zakazało ujawniania statystyk na temat rozwoju epidemii.

Pytanie brzmi więc: „Czy rządzący mułłowie próbują celowo rozprzestrzenić koronawirusa na inne kraje w ramach kampanii globalnego dżihadu? Jeśli tak nie jest, dlaczego ajatollah Chamenei nazywał go „błogosławieństwem”?

Obecnie irański reżim nie tylko odmawia społeczeństwu i międzynarodowej opinii publicznej dostępu do pełnego obrazu sytuacji, ale nie podejmuje również żadnych kroków ani środków ostrożności, które zapobiegałyby rozszerzaniu się kryzysu.
Choć miasto Kom stało się epicentrum, z którego wirus rozprzestrzenia się na pozostałe części świata, prezydent Iranu, Hassan Rouhani, oświadczył, że rząd nie planuje objąć ani tego, ani żadnego innego miasta kwarantanną. Co więcej, pomimo iż irańscy przywódcy byli świadomi wysokiej liczby zarażonych wśród współobywateli, nie powstrzymali ich przed lataniem do innych krajów. Co gorsza, 19 lutego wydali kłamliwe oświadczenie, w którym twierdzili, że loty zostały wstrzymane.

Warto przypomnieć, że irańskie komercyjne linie lotnicze, przede wszystkim Iran Air i Mahan Air, były w przeszłości wykorzystywane do nielegalnego transportu broni i personelu wojskowego, w tym Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej, jego elitarnej jednostki znanej jako Siły Ghods oraz członków organizacji paramilitarnej Związek Mobilizacji Uciemiężonych. Linie te latają zazwyczaj bez zapowiedzi do krajów takich, jak Syria. Niektóre państwa, w tym Niemcy i Francja, odmówiły przyjmowania lotów Mahan Air.

Islamska Republika nie dostarcza również testów na obecność wirusa. Mohammad Reza Ghadir potwierdził, że „większość testów musi być wykonywana w Teheranie i władze w Teheranie same to ogłosiły”. Reżim nie przeprowadza też pełnych badań wśród pacjentów. Po tym, jak w szpitalu Kamkar w Kom zmarło kilka osób, jeden z pracowników placówki powiedział, że „trudno mówić o dokładnych statystykach, ponieważ osoby, które zmarły w ciągu ośmiu dni poprzedzających [10 marca] zostały pochowane bez wnikliwego badania, przy czym istnieje wysokie prawdopodobieństwo, że były zarażone koronawirusem”.

Poseł Amirabadi skrytykował rząd za brak odpowiedniej reakcji na zagrożenie

Sytuacja stała się na tyle niebezpieczna, że niektórzy członkowie irańskiego parlamentu wreszcie odważyli się publicznie zabrać głos i skrytykować teokratyczny establishment za brak adekwatnej reakcji na problem. Jednym z nich jest poseł Ahmad Amirabadi, który w rozmowie z Iranian Labour News Agency podkreślił, że „sytuacja w Kom w kontekście rozprzestrzeniania się koronawirusa nie jest dobra”, i że jego zdaniem „rząd nie zdołał zapanować nad sytuacją”. „To prawda, że musimy zachować spokój, ale nie możemy traktować kryzysu na taką skalę jakby nic nie stało”, dodał Amirabadi.

Jedną z głównych przyczyn stojących za rozprzestrzenianiem się koronawirusa na inne kraje są kłamstwa irańskich przywódców i podejmowane przez nich próby zatuszowania faktów. Nazywając koronawirusa „błogosławieństwem” irański teokrata zdaje się sugerować, że jego celem jest przeniesienie wirusa na inne kraje, zwłaszcza na Izrael i na Zachód.

Majid Rafizadeh

Autor pochodzi z Iranu, zajmuje się strategią i doradztwem biznesowym. Ukończył Harvard, pracuje w obszarze nauk politycznych, jest członkiem zarządu Harvard International Review oraz przewodniczącym think tanku International American Council on the Middle East. Napisał kilka książek poświęconych tematyce islamu i polityki zagranicznej USA.

Tłumaczenie Bohun, na podst. www.gatestoneinstitute.org
Tytuł – red. Euroislamu

————————————

Poglądy autorów publikowanych artykułów nie zawsze są zgodne ze stanowiskiem redakcji Euroislamu




Czy przyjąć dzieci z greckich wysp?

Jako część unijnego programu pomagania Grecji w kryzysie imigracyjnym, Komisja Europejska proponuje przyjęcie przez chętne kraje dzieci, głównie pozbawione opieki, a przebywające w obozach dla imigrantów na greckich wyspach.

Nie chodzi o imigrantów na granicy turecko-greckiej tylko o tych, którzy przybyli do Grecji w ostatnich kilku latach. W obozach mieszka obecnie 42 tysiące osób, w tym około 5500 dzieci nieletnich bez opiekunów. Część z nich jest poważnie chora, a dziewczynki zagrożone są gwałtami, które w obozach regularnie się zdarzają. W tym tygodniu do Grecji udaje się na rozmowy w sprawie dzieci unijna komisarz Ylva Johannson.

Chęć przyjęcia dzieci wyraziło pięć krajów unijnych: Niemcy, Francja, Portugalia, Luksemburg i Finlandia. Same Niemcy gotowe są przyjąć do 1500 dzieci, chęć ich przyjęcia zgłosiło 140 niemieckich miast. Według niemieckich władz chodzi o dzieci poważnie chore, albo w wieku poniżej 14 lat i nie mające opiekunów, głównie dziewczynki.

Polska mogłaby przyłączyć się do tej „koalicji chętnych”, przyjmując kilkadziesiąt dzieci potrzebujących pomocy medycznej albo tymczasowego domu. W niczym nie zagroziłoby to bezpieczeństwu naszego kraju; taka liczba nie groziłaby też przyszłym przekształceniem się w enklawy imigracyjne – nawet gdyby do dzieci przybyli rodzice. W Polsce przebywa w tej chwili co najmniej kilkanaście tysięcy pracowników tymczasowych z krajów muzułmańskich i nie stanowią problemu, tym bardziej problemu nie stanowiłyby dzieci.

Warunkiem podstawowym musi być jednak zapewnienie, że rzeczywiście przyjadą potrzebujące pomocy dzieci, a nie dorośli, którzy udają nieletnich, jak to się masowo działo w Niemczech i Szwecji, gdzie nie przeprowadzano badań wieku „ze względu na godność imigrantów”. Medyczne badania wieku powinny być obowiązkowe i zgoda wydawana tylko w nie budzących wątpliwości przypadkach osób poniżej 14 lat.

Gotowość Polski do przyjęcia grupy dzieci z Grecji byłaby symbolicznym gestem, pokazującym, że jesteśmy gotowi pomóc w rozwiązaniu problemów z obozami na greckich wyspach i że nasz sprzeciw wobec niekontrolowanej imigracji nie oznacza, że jesteśmy nieczuli na cierpienia dzieci. Znalazły się one w greckich obozach niezależnie od swojej woli, nie powinny więc cierpieć ani za decyzje swoich rodziców wysyłających je w niebezpieczną drogę, ani za niesprawność Grecji w radzeniu sobie z przybywającymi na wyspy dorosłymi imigrantami.

Decyzja, którą podjęła Komisja Europejska, nie grozi zalewem Unii przez tłumy nieletnich, pozbawionych opieki. Rodzice wysyłają ich wtedy, gdy widzą szanse na dostanie się dzieci do Europy i stanowią one tylko niewielki procent ogółu imigrantów. W tej chwili, gdy Grecja broni swojej tureckiej granicy, szanse te są bardzo niewielkie. Jeśli z jakichś powodów znajdą się sposoby na docieranie nielegalnych imigrantów do Europy, to będziemy mieli głównie problemy z dorosłymi, młodymi mężczyznami, a nie z nieletnimi dziewczynkami.

Polska opinia publiczna jest przeciwna przyjmowaniu imigrantów i ich relokacjom; to stanowisko, z którym się zgadzamy, ponieważ relokacja nie rozwiązuje problemu, lecz jedynie napędza imigrację. Ale uważamy, że w sytuacjach nadzwyczajnych trzeba ważyć rozmaite racje i skoro nie ma zagrożenia dla naszego bezpieczeństwa, to powinniśmy dać głos współczuciu.

Stowarzyszenie Europa Przyszłości, wydawca portalu Euroislam.pl




Tożsamość i granice. Jak Turcja pomaga w budowaniu Europy

To, czego nie dały parady Schumana, ulotki i plakaty reklamujące Unię Europejską, obowiązkowe oznaczenia przy unijnych instytucjach, slogany „jedność w różnorodności” i tym podobne prounijne działania, paradoksalnie może teraz dać Europie Turcja, atakując grecką granicę.

Kiedy w 2004 roku podjęto decyzję o rozpoczęciu negocjacji akcesyjnych z Turcją, na wokandzie pojawiła się kwestia tożsamości europejskiej. Tożsamość ta była podważana szczególnie przez tureckich oficjeli i negocjatorów. Pamiętam tureckiego ambasadora w Warszawie na konferencji w „Gazecie Wyborczej”, który poddawał ją w wątpliwość. Bo co wspólnego ma Irlandczyk z Grekiem, Hiszpan z Litwinem, itd?

Ten kryzys wspólnej tożsamości pogłębiały kolejne kryzysy unijne – finansowy, imigracyjny, Brexit. Ujawniały się różnice interesów i perspektyw wobec tego, czym ma być Wspólnota. Z drugiej strony trudno budować poczucie lojalności i wspólnoty wobec biurokratycznej instytucji i jej dość niezrozumiałych mechanizmów.

I nagle Turcja, która do tej pory wykorzystywała podział wewnątrz Unii i wewnątrz unijnych krajów, dotyczący relokacji imigrantów i rozwiązywania tego problemu, postanowiła zrealizować swoje groźby głoszone pod adresem Europy od czterech lat. Otworzyła granice dla migrantów licząc, że zastraszy unijne państwa. Stało się inaczej.

Czy Unia Europejska swój ruch w kierunku dalszej integracji będzie zawdzięczać nieprzewidywalnemu dyktatorowi znad Bosforu?

Grecja zamknęła granice, zyskała wsparcie unijnych przywódców, niektórzy liderzy państw, w tym i Polska, także deklarują konkretne działania. Kiedy czyta się komentarze w internecie, wielu Europejczyków, okazuje się, zaczyna myśleć o granicy Grecji jako o granicy Europy, o swojej granicy.

I nie ma w tym niczego zaskakującego. Tożsamość budowana jest w relacji ja – nie ja. A wzmacniana dodatkowo, kiedy to, co identyfikowane jako „swoje” doświadcza zagrożenia od strony tego, co „obce”, co „poza”. Tożsamości posiadamy na wielu poziomach. Poza swoją osobistą, są tożsamości regionalne, narodowe, religijne itd. Najsilniejszą w Europie tożsamością łączącą ludzi jest jak do tej pory tożsamość narodowa – pomimo lat integracji utożsamiamy się najczęściej z narodem.

Tożsamość europejska była do tej pory słaba, od interesów całej Europy ważniejsze były nasze interesy krajowe. Taki układ zapewne jeszcze pozostanie, ale działania Turcji wzmacniają tę tożsamość wspólną. Wspólny interes europejskich społeczeństw, żeby nie dopuścić do szantażowania nas, do zachwiania naszego bezpieczeństwa, do destabilizacji politycznej, jaka będzie tego skutkiem.

Możliwe więc, że ostatecznie Unia Europejska swój ruch w kierunku dalszej integracji będzie zawdzięczać nieprzewidywalnemu dyktatorowi znad Bosforu.

Jan Wójcik




Kontrolować debatę, kontrolując język

Organizacje pozarządowe działające na rzecz masowego przyjmowania imigrantów i uchodźców, a także dziennikarze reprezentujący podobne poglądy próbują narzucić język debaty o kryzysie imigracyjnym. Akurat tego wyrażenia – „kryzys imigracyjny” – też chcieliby, żebyśmy nie używali.

W mediach społecznościowych dziennikarz portalu gazeta.pl Patryk Strzałkowski kolportuje zasady mówienia o imigracji, które pochodzą m.in. ze strony promującej migrację – uchodzcy.info. Pod pretekstem, że szerzą dehumanizację, niektóre słowa są deprecjonowane po to, żeby sterować dyskusją i odebrać innym możliwość opisywania sytuacji w inny sposób, niż pożądany przez zwolenników przyjmowania imigrantów. I tak wzywa się, żeby nie używać słów:

Nielegalny imigrant, ponieważ człowiek nie jest nielegalny, argumentują.

To nadużycie, bo stwierdzenie „nielegalny imigrant” nie oznacza, że człowiek sam w sobie jest nielegalny, tylko że w sposób bezprawny przekroczył granicę. Co prawda konwencja gwarantuje uchodźcom prawo do wjazdu bez dokumentów, ale nie każda taka osoba jest uchodźcą. Mamy też wyrok Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, który pozwala państwu wydalać osoby nielegalnie przekraczające granicę bez rozpatrywania ich wniosków zaraz po złapaniu. ETPC uzasadnia: „Postawili siebie samych w sytuacji niezgodnej z prawem, usiłując jako część dużej grupy przekroczyć granicę z Hiszpanią w miejscu niedozwolonym, wykorzystując przy tym przewagę liczebną i używając siły”.

Fala imigracyjna – ponieważ przedstawienie tego w ten sposób jest jakoby odczłowieczaniem imigrantów.

Prezentującym taki pogląd widocznie zależy na tym, żeby pozbawić język możliwości przedstawienia takiego zjawiska jako potencjalnego zagrożenia. Nie ma wątpliwości, że sytuacja imigrantów i uchodźców jest trudna, ale zjawisko masowej, nielegalnej migracji jest także zagrożeniem dla stabilności państw i nie ma powodu, żeby nie używać do tego celu języka opisowego, który w żaden sposób nie narusza dobrego imienia poszczególnych imigrantów, ani nie neguje ich trudnej sytuacji.

Kryzys imigracyjny – bo nie jest kryzysem szukanie azylu przez tych ludzi, lecz sami oni doświadczają kryzysu.

Jest to zmuszanie nas do przyjęcia perspektywy imigranta i jednostronnego spojrzenia na zjawisko, co jest niedopuszczalne, bo sama masowa imigracja stanowi kryzys i wyzwanie dla państw. Jeżeli nie można nazwać zjawiska, to nie można podjąć środków mu przeciwdziałających.

Takie podejście przypomina orwellowską metodę kontroli nad językiem. Doprowadzi to nie do ucywilizowania dyskursu, lecz do wytrącenia tym, którzy chcą powstrzymywać masową, nieuregulowaną migrację, narzędzi komunikowania swoich zastrzeżeń. O wyzwaniach, jakie stanowią masowe próby przekroczenia nielegalnie granicy nie byłoby można wówczas mówić językiem opisującym to zjawisko jako problem, zagrożenie, łamanie prawa. A na to nie może być przyzwolenia.

Jan Wójcik




Egipski dziennikarz: Europa daje ekstremistom swobodę działania

Po zamachu na London Bridge, w którym zginęło dwoje ludzi, egipski liberalny dziennikarz, Khaled Montasser, opublikował artykuł zatytułowany „Czy terrorysta może się pokajać?”.

Napisał w nim, że terroryści są niezdolni do skruchy, ponieważ motywują ich takie ekstremistyczne idee, jak odrzucenie państw narodowych, izolacja od społeczeństwa i pragnienie założenia islamskiego kalifatu, jak również radują się z powodu zamachów terrorystycznych dokonywanych przez muzułmanów na Zachodzie.

Oto fragmenty artykułu.

„Dwoje ludzi zostało zabitych, a troje rannych w nożowniczym zamachu na przechodniów w pobliżu London Bridge w piątek [29.11. 2019]… Burmistrz Londynu, Sadiq Khan, powiedział: ‚Nie pozwolimy terrorowi grozić naszemu miastu i naszej jedności… ani zakłócać naszego codziennego życia’.

[Przykro mi] poinformować pana, drogi panie burmistrzu, że ma pan złudzenia. Ci ludzie będą zagrażać pana miastu, czy się to panu podoba, czy nie i ściągną z powrotem wasze codzienne życie do epoki kamiennej, jeśli nadal będziecie łudzić się, że skorpion poniesie żabę na plecach i dostarczy ją bezpiecznie do brzegu. Niestety, Wielka Brytania połyka truciznę węży [tj. islamskich ekstremistów], kiedy ich kultywuje i obsypuje miłością i współczuciem, ignorując ostrzeżenia wielu państw… wśród nich Egiptu.

CYTAT

Wielka Brytania pozwoliła, żeby zalały ją fundusze z Kataru, sponsora Bractwa Muzułmańskiego na całym świecie. Pozwoliła [ekstremistom] przejąć wszystkie obszary życia, szczególnie media drukowane i wizualne. Daje schronienie mordercom, którzy używają swoich ambon terroru, przebranych za ośrodki badawcze, do strzelania pociskami takfir [oskarżenia o herezję] i podżegania. Zwolniła terrorystę [sprawcę zamachu na London Bridge] ponieważ wyraził skruchę i wyrzekł się [terroru]. Zaprosiła go do dialogu [seminarium dla zwolnionych więźniów] na University of Cambridge, a on zadźgał dwoje ludzi na London Bridge.

Panowie, terroryści nie wyrażają skruchy. Religijni ekstremiści będą zawsze łudzić się, że są przedstawicielami Boga na ziemi. Liberałowie w Europie czują rodzaj sympatii dla salafitów i Bractwa Muzułmańskiego, aż do granic bezradności i głupoty, pod hasłami dialogu, integracji i praw człowieka. Nie rozumieją, że [ekstremiści] nie uznają pojęcia dialogu, bowiem dialog ma miejsce między dwiema różnymi opiniami. Ekstremiści z góry odrzucają inne opinie, ponieważ [wierzą, że] mówią w imieniu Boga i że ich opinie są bożymi nakazami.

Nie można ich zintegrować w państwach narodowych, ponieważ nie uznają narodowości, a tylko ummę [wspólnotę muzułmańską] i ich ambicją jest założenie kalifatu bez granic. Chcą żyć w gettach, które utrwalają izolację od innych i agresję wobec nich. To oni tańczyli ze złośliwą radością, kiedy paliła się katedra Notre-Dame, a także po zamachu w metrze w Belgii [2016] i taranowaniu samochodem w Barcelonie [2017]. To oni zamienili ataki na World Trade Center w symbol dżihadu! Nie uznają praw człowieka, a tylko prawa tych, którzy podzielają ich wiarę i idee. Uznają tylko prawa „zbawionej sekty”, co jest dozwolone, by wykluczyć innych, a nawet zabijać ich na podstawie tak niejasnych oskarżeń jak apostazja, niewiara i herezja. Chcą zaprowadzić reguły, które należą do muzeów etnograficznych.

Europa zapada się demograficznie z powodu niskiej stopy urodzeń, podczas gdy ci [ekstremiści] rozmnażają się jak króliki. Europa nie zdaje sobie sprawy z tego, że motto tych ekstremistów brzmi: „Daj mi palec, a pożrę całą twoją rękę”. Pozwala im na zakładanie islamskich szkół poza ramami systemu szkolnego, które zamieniają się w bastiony zacofania i spiskowania przeciwko samemu istnieniu państwa, jak również nie nadzorowanych ośrodków religijnych, które stają się inkubatorami terroru i wylęgarniami ekstremizmu. Zaczyna się to od zaaprobowania [takich szkół], kontynuuje przez pozwolenie na wyjście na ulice z megafonami, a potem oni zakładają grupy wolontariuszy i jednostki policji religijnej. Jeśli Europa nie zbudzi się, padnie i zamieni się w Tora Bora”*.

Tłumaczenie MEMRI; www.memri.org

* Kompleks jaskiń we wschodnim Afganistanie, uważany za twierdzę Osamy bin Ladena na pocz. 21 w.