Misja politycznego islamu w Europie

Jan Wójcik

Legalistyczny islamizm maszeruje przez Niemcy. Jego bramą jest edukacja, a jego celem utworzenie islamskiego „państwa bożego” przy pomocy pokojowych środków – ostrzegał we wrześniu nagłówek „Frankfurter Algemeine Zeitung”.

To artykuł austriackiego historyka Heiko Heinischa i politolog Niny Scholz zajmujących się badaniem antysemityzmu, neonazizmu, a teraz islamizmu. Zamiast jednak przedstawiać jedynie ich poglądy, pozwolę sobie połączyć je ze stanem wiedzy na temat islamistów w Polsce, także w tej sferze goniącej, niestety, Europę.

Islamiści i „marsz przez instytucje”

Na początku autorzy rozbrajają sam termin „islamizm”, który na Zachodzie i w badaniach związany jest z politycznym islamem, a nie tak, jak uparcie twierdzą to polscy naukowcy, z dziedziną nauki badającej islam. Pomijając powyższą dygresję, Heinisch i Scholz odrywają islamizm od skojarzenia wyłącznie z przemocą i terroryzmem. „Taki pogląd błędnie ocenia ideologię, która powstała w celu fundamentalnego przeobrażenia społeczeństw”, piszą. Decyzja o użyciu przemocy jest taktyczna, a tymczasem, kiedy my skupiamy się na terrorystach, legalistyczni islamiści odbywają „marsz przez instytucje”.

Pogląd ten oczywiście nie jest nowy. Wcześniej formułował go profesor Bassam Tibi pisząc o islamistach instytucjonalnych. Zagrożenie, chociaż nie gwałtowne i bezpośrednie, to w dłuższym okresie grozi czymś więcej niż tylko śmiercią przypadkowych osób. Dlatego też w Polsce zwracamy uwagę na działania islamistów pojawiających się w sferze publicznej przy okazji Dni Islamu w Kościele Katolickim, raportów i spotkań z Rzecznikiem Praw Obywatelskich, wspólnym występowaniu z organizacjami żydowskimi do władz kraju.

Groźniejszy od dżihadyzmu

Podobnie jak publikacje ABW zwracały uwagę na działalność polskich islamistów, tak samo niemiecki jej odpowiednik, Urząd Ochrony Konstytucji, BfV, podkreśla niebezpieczeństwo płynące z tej strony dla państwa. W Polsce jeszcze nie ma to miejsca, ale w Niemczech „instytucjonalny islam zbudował gęstą sieć stowarzyszeń i organizacji, która zatacza szerokie kręgi w polityce i społeczeństwie”. Dlatego też austriaccy badacze uważają, że „islamizm przedstawia większe zagrożenie niż dżihadyzm”.

Chociaż ideologia obydwu jest podobna. „Podział świata na wiernych i niewiernych. Wyższość islamu nad wszystkimi religiami i poglądami. Odrzucenie liberalnej demokracji i ogólnie praw człowieka oraz rozdziału religii i państwa; równość kobiet i mężczyzn przed Bogiem, ale różne prawa i obowiązki na tym świecie”.

Autorzy zwracają uwagę na jeszcze ważny czynnik, o którym wielokrotnie pisałem jako o nawozie dla radykalizacji – czyli na „narrację wiktymizacji”. Według niej społeczeństwo muzułmańskie wyobrażone jest jako grupa poddana ciągłym prześladowaniom.

W Polsce też są aktywni

Opis zakorzenienia się islamizmu w Europie począwszy od pierwszych prób w latach 50., poprzez utworzenie w latach 70. pierwszych organizacji Millî Görüş Necmettina Erbakana (mentora prezydenta Turcji Erdogana), po czasy współczesne, czytelnicy znajdą między innymi w książce Iana Johnsona .  „Meczet w Monachium” Tam też znajdują się informacje o Ibrahimie El-Zayacie, niemieckim biznesmenie, liderze islamistów w Europie, z którym współpracowali, bądź dalej współpracują przywódcy Ligi Muzułmańskiej w RP, na przykład Samir Ismail czy Abdul Janbar Al-Koubaisy.

Zresztą Heinisch i Scholz wymieniają organizacje, które nieobce są czytelnikom naszego portalu, w związku z działalnością polskich islamistów. W uniwersum islamistów w Europie znajduje się Federacja Islamskich Organizacji w Europie (FIOE), do której polska Liga Muzułmańska należy, jak i Europe Trust czy Niemiecka Społeczność Muzułmańska (GDM, kiedyś IGD). Jest także i szkoła islamistów Institut Euopéen des Sciences Humaine, do której rekrutowała polska Liga.

Islamizm, który u swojego zarania czerpał z idei ideologii totalitarnych, takich jak nazizm czy komunizm, po ich kompromitacji dalej wzoruje się na koncepcjach powstałych na skrajnej lewicy

Kluczowym jednak problemem według autorów jest niefrasobliwość ze strony polityków w podejściu do islamizmu. Pomimo ostrzeżeń BfV i świadomości powiązań El Zayata z brytyjskim Islamic Relief oraz podejrzeń wobec Islamic Relief o finansowanie Hamasu, niemiecki MSZ przekazał Islamic Relief 5,6 miliona euro w latach 2015-17. To jeden z wielu przykładów, kiedy państwo nie tylko nie przeszkadza w działalności organizacjom co do zasady jemu przeciwnym, ale także je wspiera.

Skuteczna strategia – krok po kroku

Strategia działania legalistycznych islamistów nie jest niczym nieznanym. W artykule w FAZ przypominany jest dokument znaleziony po przeszukaniu domu jednego z założycieli Bractwa w Europie, Yusuafa Nady, zawierający opis stopniowej drogi przenikania do instytucji świeckiego państwa. Takie gradualistyczne podejście zaleca także Jusuf Al Karadawi, duchowy i intelektualny lider współczesnych islamistów.

Znamienne jest, że islamizm, który u swojego zarania czerpał z idei ideologii totalitarnych, takich jak nazizm czy komunizm po ich kompromitacji dalej wzoruje się na koncepcjach powstałych na skrajnej lewicy, jak choćby „marsz przez instytucje”. I jest to strategia, w przeciwieństwie do dżihadyzmu, skuteczna.

Forum Europejskiej Młodzieży Muzułmańskiej i Studentów FEMYSO było partnerem Unii Europejskiej w wyborach do Europarlamentu w 2019 roku. Autorzy artykułu określają FEMYSO jako organizację parasolową dla organizacji młodzieżowych zbliżonych do Bractwa Muzułmańskiego. BfV w Badenii-Wirtembergii poszedł dalej i w 2005 roku określił ją jako organizację . zdominowaną przez Bractwo.

„Islam podbije Europę bez walki”

Wspomina się też o szczególnym nacisku islamistów na edukację. Już dla założyciela Bractwa Muzułmańskiego Hasana Al-Banny wykształcenie i wyszkolenie młodego pokolenia oraz budowa szkół i meczetów były punktem szczególnego zainteresowania. Tak samo Erdogan deklarował chęć wykształcenia „pobożnego pokolenia”. To jednak, według ostatnich badań, . niespecjalnie mu wychodzi. W Europie jednak organizacje politycznego islamu przez lata fundowały prywatne instytucje edukacyjne – od przedszkoli do liceów.

„Instytucjonalni islamiści wykorzystują możliwości demokratycznego państwa konstytucyjnego, lecz fatalnym błędem byłoby postrzeganie ich jako demokratów” –  podsumowują Heinisch i Scholz. I przypominają wizję Jusufa al-Karadawiego: „Spodziewam się, że islam podbije Europę bez uciekania się do miecza lub walki – ale dzięki Dawa (krzewieniu wiary – przyp. autora) i ideologii”.

Źródło: https://zeitung.faz.net

Heiko Heinisch – austriacki historyk zajmujący się badaniem antysemityzmu, prześladowań Żydów przez neonazistów, a także integracją i islamem.

Nina Scholz – politolog i pisarka o podobnym spektrum zainteresowań.

Obydwoje są autorami książek „Europa, prawa człowieka i islam – spór kulturowy?” oraz „Charlie kontra Mahomet”. W kwietniu 2019 ukazała się ich kolejna książka „Wszystko dla Allaha. Jak polityczny islam zmienia nasze społeczeństwa”.




Więzienie dla terrorystów nie powstrzymuje terroryzmu

Kolejny atak terrorystyczny islamistów w Wielkiej Brytanii pokazuje nieudolność kraju w radzeniu sobie z problemem recydywy zwolnionych z więzienia terrorystów.

Sudesh Amman ranił nożem dwie osoby na ruchliwej londyńskiej ulicy. Obie ofiary przeżyły atak, a sprawca został zastrzelony przez policję. Zwolniono go z więzienia zaledwie tydzień wcześniej, po odsiedzeniu połowy z czterdziestomiesięcznego wyroku za działalność związaną z terroryzmem.

Monitoring mało skuteczny

Sprawca był w posiadaniu literatury dżihadystycznej, w tym podręczników instruujących, jak przeprowadzić śmiercionośny atak nożem. Amman publikował zjadliwe tyrady antysemickie w mediach społecznościowych. Twierdził również, że gwałcenie kobiet jest usankcjonowane przez Koran.

Przestępca znalazł się na liście obserwacyjnej po zwolnieniu z więzienia i nosił elektroniczne urządzenie monitorujące. Pomimo zastosowania tych środków oraz obserwacji przez grupę do trzydziestu funkcjonariuszy antyterrorystycznych i tak udało mu się ukraść ze sklepu nóż i przeprowadzić szaleńczy atak. Miał na sobie imitację kamizelki samobójczej z bombą. ISIS ogłosiło, że Amman był jednym z jego bojówkarzy.

Opisywany atak był uderzająco podobny do innego zabójczego szału sprzed dwóch miesięcy. Wtedy świeżo zwolniony z więzienia terrorysta Usman Khan zabił dwie osoby oraz ranił kilka innych podczas ataku z użyciem noża przy London Bridge.  Khan również miał na sobie sztuczną kamizelkę samobójczą i nosił elektroniczne urządzenie monitorujące.

Resocjalizację można symulować

Po ostatnim ataku podniosły się głosy, żeby zmienić przepisy dotyczące wymiaru kary oraz warunków zwolnienia z więzienia dla skazanych terrorystów.

Niektóre z proponowanych zmian zakładają obowiązek odsiadki przez skazanych co najmniej dwóch trzecich wyroku (zamiast dotychczasowej połowy) oraz zatrzymania sprawców na cały wymiar kary, jeśli rada ds. zwolnień warunkowych nie zgadza się w kwestii powodzenia rehabilitacji danego więźnia.

Niemniej jednak Khan został uznany za zresocjalizowanego przed przeprowadzeniem swojego zabójczego ataku.

W przypadku Ammana, warunki zwolnienia zakładały zarekwirowanie jego paszportu oraz ograniczenie korzystania z telefonu i internetu.

Nikomu nie udało się określić, jak udowodnić, że terrorysta został z powodzeniem zresocjalizowany. Niektórzy przestępcy wydają się wiedzieć, co chce usłyszeć komisja ds. zwolnień warunkowych. Jeden brytyjski były więzień opowiadał o swoich muzułmańskich niepijących współwięźniach, którzy chodzili na spotkania Anonimowych Alkoholików. Mieli dzięki temu uzyskać dodatkowe przywileje, przyznawane uczestnikom więziennych programów resocjalizację.

Musimy zdecydować, co jest naszym głównym celem w polityce antyterrorystycznej. Resocjalizacja i deradykalizacja czy bezpieczeństwo publiczne?

Usman Khan sfingował swoją deradykalizację i został zwolniony. Rezultaty okazały się śmiercionośne.

Trudno jest zaostrzyć warunki zwolnienia

Wiemy, że terroryści nie boją się odsiadki. W wielu przypadkach tym chętniej „poświęcają się” dla dżihadu. Często są katalizatorami w rekrutacji albo radykalizacji innych więźniów.

Pomimo wielu głosów żądających zmiany, poprawki w obecnie trwających wyrokach mogą okazać się utrudnione. Premier Boris Johnson przyznał, że zmiany prawne generalnie nie działają wstecz, więc odsiadujący aktualnie swoje wyroki więźniowie mogą nie zostać objęci nowymi przepisami.

Lista skazanych terrorystów, którzy niedługo wyjdą z więzienia rośnie. Tuzin takich osób może wyjść na wolność w ciągu trzech miesięcy.

W Stanach Zjednoczonych również były przypadki wcześniejszego zwolnienia terrorystów, takich jak John Walker Lindh albo Kevin James. Działania Jamesa oraz jego aktywność w mediach społecznościowych pokazują, że nie jest on ani zresocjalizowany, ani zderadykalizowany.

Zastosowanie zaostrzonych warunków zwolnienia dla skazanego terrorysty wymaga od prokuratury oraz kuratora złożenia specjalnego wniosku, który musi zatwierdzić sąd. Zwolniony warunkowo więzień ma następnie prawo podważyć słuszność stosowania takich środków.

Bezpieczeństwo publiczne jest najważniejsze

Wcześniejsze zwolnienie za dobre sprawowanie jest gwarantowane każdemu więźniowi, niezależnie od popełnionego przez niego przestępstwa. Nie powinno tak być w przypadku ludzi, którzy wyznają radykalną ideologię, mającą na celu zabijanie niewiernych oraz niszczenie demokracji. Tylko przestępcy seksualni są wpisywani na specjalną listę; zwolnieni terroryści po prostu wracają do społeczeństwa.

Propozycja zmiany ustawy w USA, autorstwa republikańskich senatorów Toma Cottona oraz Richarda Shelby’ego zakłada zakaz wcześniejszego zwolnienia dla skazanych terrorystów. Jednakże nie podjęto nad nią żadnych prac od czasu odesłania ustawy do Komisji Sądowniczej.

Do tej pory mieliśmy szczęście nie być świadkami [w USA] zabójczych ataków, przeprowadzanych przez dżihadystów po zwolnieniu z więzienia. Jeśli niczego nie zrobimy, może się to zmienić.

Musimy zdecydować, co jest naszym głównym celem w polityce antyterrorystycznej. Resocjalizacja i deradykalizacja czy bezpieczeństwo publiczne?

Podjęcie ryzyka recydywy pozornie zresocjalizowanych terrorystów prędzej czy później skończy się dla nas źle. Społeczeństwo zasługuje na coś lepszego.

Patrick Dunleavy

Autor jest byłym zastępcą Generalnego Inspektora Departamentu Więziennictwa Stanu Nowy Jork oraz autorem „The Fertile Soil of Jihad”, książki o rekrutacji terrorystów więzieniach. Obecnie wykłada na temat terroryzmu w United States Air Force’s Special Operations School.

Tłumaczenie Veronica Franco, na podstawie: www.investigativeproject.org




„Islam to g….”, napisała. Wciąż się ukrywa

Mila, 16-letnia francuska uczennica, która ostro skrytykowała islam i dostała groźby śmierci, zostanie przeniesiona do innej szkoły, ale nie wiadomo, kiedy będzie mogła bezpiecznie podjąć naukę.

Władze francuskie nie podały, jaką szkołę dla niej znaleziono, żeby nie narażać dziewczyny na niebezpieczeństwo. Informacja o szkole, do której poprzednio chodziła, została podana publicznie przez osoby wzywające do zabicia Mili. Do tej pory ukrywa się pod ochroną policyjną i nie wiadomo, kiedy pójdzie do nowej szkoły.

Uczennica w styczniu skrytykowała islam w swojej relacji na Instagramie, w odpowiedzi na obelgi ze strony muzułmańskiego fana i napisała, że w Koranie jest sama nienawiść a „islam to gówno”. W przeprowadzonym później wywiadzie telewizyjnym powiedziała, że podtrzymuje swoją wypowiedź i że chciała, żeby zabrzmiała ona bluźnierczo.

Bluźnierstwo nie jest we Francji przestępstwem, jest nim jedynie obrażanie wyznawców jakiejś religii lub wzywanie do nienawiści w stosunku do nich.

Bluźnierstwo nie jest przestępstwem

Sprawa Mili wywołała we Francji ożywioną dyskusję o granicach wolności słowa. Abdallah Zekri, jeden z przywódców Francuskiej Rady Wyznania Muzułmańskiego (CFCM), powiedział: „Wiedziała co robi, zbiera to, co zasiała”, odnosząc się do kampanii nienawiści i gróźb śmierci przeciwko dziewczynie. Według Zekriego jej wypowiedź nie mieści się w obszarze wolności słowa, bo jest obraźliwa i napastliwa. Jednak przewodniczący CFCM stwierdził, że groźby śmierci nawet po takiej wypowiedzi są niedopuszczalne.

Z Abdallahem Zakrim najwyraźniej nie zgadza się prezydent Macron, który w wywiadzie prasowym bronił prawa Mili do swobody wypowiedzi, Powiedział w nim, że „bluźnierstwo nie jest przestępstwem”. „Prawo jest jasne – stwierdził Macron. – Mamy prawo do bluźnierstw, do krytyki i karykatur [w odniesieniu do] religii. Zabronione jest tylko podżeganie do nienawiści i atakowanie godności”.

Znalezienie nowej szkoły dla Mili prezydent Francji nazwał ” wypełnieniem zobowiązania ze strony państwa” i powiedział, że dzieci muszą być lepiej chronione przed nowymi formami nienawiści i prześladowania w Internecie, które mogą być dla nich destruktywne. (gl)




Dania: państwo dobrobytu, a nie imigracji

Dania wybrała budowanie państwa dobrobytu i spójność społeczną zamiast masowej imigracji, twierdzi profesor Stefan Hedlund z Uniwersytetu w Uppsali. Główni duńscy politycy, w odróżnieniu od polityków ze Szwecji i Niemiec, zajmują zdecydowanie antyimigracyjne stanowisko.

Dania jest jednym z najbogatszych krajów na świecie, z niezmiernie rozbudowanym systemem świadczeń społecznych, drugim w rankingu krajów pod względem szczęścia (pierwsza jest Finlandia, Polska na 40. miejscu). Jest krajem niesłychanie liberalnym, pierwszym, gdzie dopuszczone zostały małżeństwa gejów; w dzielnicy Christiania w Kopenhadze można swobodnie kupić marihuanę. Przez dziesięciolecia był to kraj, w którym schronienie znajdywali emigranci polityczni, tak jak wyjeżdżający z Polski Żydzi w 1968, czy irańscy uchodźcy, uciekający przed islamistycznym reżimem Chomeiniego po 1979 roku.

Coraz ostrzej wobec imigrantów

Stosunek Duńczyków do imigrantów, głównie do tych muzułmańskich, zmienił się po zamachach z 11 września 2001 roku, a szczególnie po histerii, jaka wybuchła w świecie islamskim po publikacji karykatur Mahometa przez gazetę  „Jyllands-Posten” w 2005 roku. Dania stopniowo zaczęła zaostrzać przepisy dotyczące imigrantów, ale zmiany polityki imigracyjnej gwałtownie przyspieszyły dopiero od momentu kryzysu w 2015 roku.

Mieszkańcy kraju, w którym media nie zostały tak zdominowane przez poprawność polityczną, jak w Niemczech i Szwecji, zorientowali się, że imigracja wiąże się z rosnącymi kosztami, finansowymi i społecznymi, że rację miał słynny ekonomista profesor Milton Friedman, gdy mówił: „Wolność imigracji i państwo dobrobytu nie dają się pogodzić”. Szczodre państwo dobrobytu, oparte na masowym zatrudnieniu (pracuje 80 procent Duńczyków w wieku produkcyjnym) nie jest w stanie finansować napływu osób, które znacznie rzadziej pracują (56 procent niezachodnich imigrantów).

Państwo, w którym nawet kibice na stadionach nazywają siebie „ruligans” od słowa „rule” czyli „zasada, przepis”, nie może istnieć jako bezpieczne dla obywateli, gdy muzułmańscy imigranci popełniają przestępstwa dwa lub trzy razy częściej niż Duńczycy, a dzieci tych imigrantów popełniają jeszcze więcej przestępstw. Ilustruje to poniższy wykres.

Osobne ograniczenia dla muzułmanów

Nastroje antyimigranckie wykorzystywała Duńska Partia Ludowa (Dansk Folkeparti), która w 2015 roku zdobyła 21 procent głosów, stając się drugą partią w kraju, a jej przywódczyni została marszałkiem parlamentu. Chociaż DF nie weszła do mniejszościowego rządu, to wspierała go w parlamencie w zamian za wprowadzanie antyimigracyjnego ustawodawstwa.

W czasie kryzysu imigracyjnego 2015-2016 Dania nie przyjmowała imigrantów z otwartymi ramionami, tak jak Niemcy i Szwecja. Przeciwnie, wprowadziła kontrole na granicach z tymi państwami i pilnowała, żeby zdążający do Szwecji imigranci na pewno tam dotarli, a nie zostawali w Danii. Zróżnicowano wtedy świadczenia socjalne, przyznając imigrantom niższe, niż należące się Duńczykom.

Ostracyzm i potępianie mogą dawać aktywistom proimigranckim miłe poczucie moralnej wyższości, ale biorąc pod uwagę realne problemy związane z migracją, nie są strategią zwycięską.

Wprowadzono też kontrowersyjne przepisy, pozwalające konfiskować imigrantom pieniądze i kosztowności na pokrycie kosztów ich pobytu. Wydłużono czas, po jakim można sprowadzać rodzinę, natomiast skrócono okres, na jaki wydawane są tymczasowe pozwolenia pobytu (rok lub dwa lata), które w dodatku w niektórych sytuacjach mogą być odebrane.

W dodatku Dania wprowadziła wtedy przepisy, wyraźnie dotyczące imigrantów muzułmańskich: zakazano zasłaniania przez kobiety twarzy w miejscach publicznych, a na ceremoniach przyznawania obywatelstwa wprowadzono obowiązek podawania ręki urzędnikowi państwowemu, niezależnie od płci imigranta i urzędnika. Skazanych terrorystów można pozbawiać obywatelstwa i wydalać. Uchwalono stworzenie na małej wyspie specjalnego miejsca odosobnienia dla imigrantów pozbawionych azylu, ale których nie można deportować (po wyborach 2019 plan zarzucono).

Dania przyznała też, że powstały getta imigrantów, z nasiloną przestępczością, zwiększonym bezrobociem i trudnościami w integrowaniu kolejnych pokoleń. Wprowadziła przepisy, dotyczące 25 takich gett. Dzieci, począwszy od tych, które skończyły rok, muszą obowiązkowo spędzać w przedszkolach przynajmniej 25 godzin tygodniowo (nie licząc leżakowania) dla nauki języka duńskiego i duńskich wartości (również o tradycji Bożego Narodzenia). Jeśli rodzice nie posyłają dzieci na te zajęcia, tracą prawo do zasiłków.

Przestępstwa popełniane na terenie gett będą karane w podwójnej wysokości. Rodzice mogą zostać skazani na kary paroletniego więzienia, jeśli wysyłają dzieci na długie pobyty w kraju ojczystym, które mają wymazać to, czego nauczyły się w Danii. Część gett ma zostać zburzona, a osoby otrzymujące zasiłki zachęcane do wynajmowania mieszkań poza gettami.

Politycy prawie jednym głosem

Przejęcie przez główne partie polityczne postulatów Partii Ludowej spowodowało, że w wyborach 2019 roku otrzymała ona tylko niecałe 9% głosów, a jej jeszcze bardziej skrajna nowa konkurencja „Twardy Kurs” (Stram Kurs), poniżej dwóch procent.

Tymczasem na przykład Szwedzcy Demokraci (Sverigedemokraterna) głoszący poglądy podobne do Partii Ludowej, są w Szwecji bojkotowani politycznie, dzięki czemu z wyborów na wybory podwajają swój stan posiadania, w wyborach w 2018 roku stali się trzecią partią po uzyskaniu 18% głosów, a dzisiaj w sondażach mają 23% poparcia i walczą o pierwsze miejsce z rządzącą socjaldemokracją. Podobnie dzieje się w Niemczech, gdzie antyimigrancka „Alternatywa dla Niemiec” (AfD) zdobywa rosnące poparcie w każdych kolejnych wyborach, dziś mając w sondażach 14% i trzecie miejsce ex-aequo z socjaldemokratami.

„Ostracyzm i potępianie, pisze profesor Hedlund, mogą dawać aktywistom miłe poczucie moralnej wyższości, ale biorąc pod uwagę realne problemy związane z migracją, nie są strategią zwycięską. Sprawiają jedynie, że imigracja staje się kwestią zapalną, która polaryzuje społeczeństwo, wzmacnia poparcie dla sił antyimigranckich i uniemożliwia rozwiązywanie problemów, takich jak praca, poziom życia i bezpieczeństwo na ulicach, które są najważniejszymi rzeczami interesującymi wyborców”.

Jaki scenariusz na przyszłość?

Profesor Hedlund widzi dwa scenariusze rozwoju sytuacji w Danii. W pierwszym kraj kontynuuje to, co robi dotychczas, stawiając na integrację dotychczasowych imigrantów, a nie na nową imigrację i deportując tych, którzy się nie integrują. Zwiększa to stabilność polityczną kraju i dobrobyt Duńczyków ale wywołuje moralne oburzenie, że Dania odrzuca tych, którzy mieli nieszczęście urodzić się w biednych krajach.

W drugim scenariuszu, gdy nadejdzie nowa fala imigracji do Europy, Dania znajdzie się pod naciskiem Unii, żeby przyjęła odpowiednią liczbę imigrantów i nie wiadomo, czy utrzyma swoją pozycję, czy pójdzie drogą Szwecji, ale zdaniem profesora Hedlunda przykład Szwecji będzie raczej umacniał Duńczyków w przekonaniu, że muszą się przeciwstawić imigracji.

Przykład Szwecji pokazuje bowiem, pisze Hedlund, że „rosnące koszty utrzymywania imigrantów, którzy nie mogą być zintegrowani ze społeczeństwem, podważają fundament państwa dobrobytu. Powstanie równoległych społeczności, rządzonych wartościami nie dającymi się pogodzić z wartościami miejscowych społeczeństw, podsyca przemoc gangów i wbija ostrze głęboko w tkankę społeczną. Rosnąca liczba osób nielegalnie przebywających w kraju świadczy zaś o tym, że powstaje brutalne społeczeństwo klasowe, gdzie obcy są bezlitośnie eksploatowani, a ich wynagrodzenia w niektórych zawodach zaniżane”.

Grzegorz Lindenberg

Na podstawie: https://www.gisreportsonline.com




Izraelscy Arabowie nie chcą żyć w Palestynie

Blisko dwa miliony arabskich obywateli Izraela sprzeciwia się planowi prezydenta Donalda Trumpa, który zawiera również możliwość przeniesienia niektórych arabskich społeczności w Izraelu pod jurysdykcję przeszłego państwa palestyńskiego.

Od momentu opublikowania tego planu tysiące Arabów demonstrowało, by wyrazić swój sprzeciw wobec pomysłu przeniesienia ich pod rządy palestyńskiego państwa.

Plan „Peace to Prosperity” proponuje wymianę terytoriów, która mogłaby obejmować zarówno obszary zamieszkałe, jak i niezamieszkałe. Sugeruje, że tak zwany Trójkąt obejmujący szereg miejscowości, których mieszkańcy identyfikują się jako „Palestyńczycy”, stałby się częścią państwa „Palestyna”. W planie podkreśla się, że te arabskie społeczności „podczas negocjacji w sprawie zawieszenia broni w 1949 roku, miały początkowo znaleźć się pod kontrolą Jordanii, ale ostatecznie pozostały w Izraelu, ze względów militarnych, które później straciły swoją ostrość”.

Dlaczego 250 tysięcy izraelskich Arabów z Trójkąta przeciwstawia się idei włączenia ich miejscowości do państwa palestyńskiego?

Głównym powodem, dla którego izraelscy Arabowie obawiają się, że zostaną obywatelami Palestyny, jest świadomość tego, że palestyńskie państwo będzie wszystkim, tylko nie demokracją. Wielu arabskich obywateli Izraela dobrze wie, jak wygląda życie Palestyńczyków pod władzą Autonomii Palestyńskiej (AP) na Zachodnim Brzegu i pod władzą Hamasu w Gazie, gdzie prawa człowieka są gwałcone każdego dnia.

Arabscy obywatele Izraela uczestniczą w wyborach i mają swoją reprezentację w Knesecie. Na Zachodnim Brzegu i w Gazie Palestyńczycy są pozbawieni możliwości wolnych i sprawiedliwych wyborów od 2006 roku.

Nieustająca walka między Autonomią Palestyńską i Hamasem pozbawiła Palestyńczyków możliwości wyboru nowych członków parlamentu, czyli Palestyńskiej Rady Ustawodawczej. W dodatku, od 2005 roku, czyli od czasu kiedy Mahmoud Abbas został wybrany na czteroletnią kadencję, którą sprawuje już szesnasty rok, Palestyńczycy nie mają możliwości wyboru prezydenta.

Głównym powodem, dla którego izraelscy Arabowie obawiają się zostać obywatelami Palestyny, jest świadomość, że palestyńskie państwo będzie wszystkim, tylko nie demokracją

Rezultat ciągnących się sporów między Autonomią Palestyńską i Hamasem to zerowe prawdopodobieństwo rozpisania nowych wyborów prezydenckich.

Podczas gdy Palestyńczycy nie mieli funkcjonującego parlamentu od 2007 roku, kiedy to Hamas przemocą przejął kontrolę nad Gazą, izraelscy Arabowie mają możliwość wybierania posłów do Knesetu. W obecnym Knesecie zasiada 14 posłów arabskich.

Niezależnie od sprawy wyborów, arabscy obywatele Izraela niepokoją się głównie tym, że byliby zmuszeni do życia w palestyńskim państwie, które tłumi wszelkie wolności, w tym wolność słowa i mediów. Praktycznie nie ma dnia, żeby arabscy obywatele Izraela nie słyszeli o tym, czego doświadczają Palestyńczycy od swoich władz w AP oraz ze strony Hamasu w Gazie. Palestyńscy dziennikarze, aktywiści na rzecz praw człowieka, działacze polityczni i studenci są systematycznie obiektami ataków palestyńskich władz.

Niedawny raport działającego na Zachodnim Brzegu Komitetu Rodzin Więźniów Politycznych ujawnił, że siły bezpieczeństwa AP aresztowały na przestrzeni ostatnich miesięcy dziesiątki studentów z powodu ich aktywności politycznej. Raport dokumentuje co najmniej 619 pogwałceń praw studentów przez siły bezpieczeństwa w ciągu ostatnich dwóch lat.

Tymczasem arabscy studenci, którzy są obywatelami Izraela, mają całkowitą swobodę organizowania protestów na kampusach i nie muszą się martwić, że zostaną aresztowani czy wezwani na przesłuchanie. Na przykład w ubiegłym tygodniu arabscy studenci na uniwersytecie w Tel Awiwie demonstrowali przeciwko planowi Trumpa, skandując hasło „Palestyna od rzeki [Jordan] do morza [Śródziemnego] jest arabska”.

Inny niedawno opublikowany raport ujawnił, że wielu studentów aresztowanych przez siły bezpieczeństwa AP było brutalnie torturowanych. Większość tych aresztowań miała miejsce na uniwersytecie An-Najah w Nablusie, który jest największą uczelnią na Zachodnim Brzegu.

Studenci żyjący w Gazie (gdzie nie ma obywateli izraelskich i praktycznie wszyscy mieszkańcy są Arabami)  znajdują się w nie lepszej sytuacji. Siły bezpieczeństwa Hamasu regularnie wpadają na kampusy uniwersyteckie, aresztując studentów i wykładowców za polityczną aktywność. Obiektem tych najazdów był najczęściej gazański Uniwersytet Al-Azhar. W listopadzie 2019, siły bezpieczeństwa Hamasu weszły również na teren Uniwersytetu Palestyny w północnej części Strefy Gazy. Aresztowano wielu studentów, którzy przygotowywali się do politycznego wiecu na kampusie.

Podczas gdy w Izraelu arabscy obywatele mogą swobodnie krytykować izraelski rząd i polityków, Palestyńczycy na Zachodnim Brzegu i w Gazie, którzy wypowiadają się krytycznie o Autonomii lub Hamasie, często lądują za kratkami. Na przykład na Zachodnim Brzegu profesor Abdel Sattar Kassem, znany z krytycznego stanowiska wobec Abbasa, został w 2016 roku oskarżony o „obrazę” prezydenta i aresztowany. Palestyński dziennikarz Majdoleen Hassouneh został również oskarżony o „obrazę” Abbasa na Facebooku.

W Gazie, Hamas w ostatnich latach aresztował setki swoich przeciwników politycznych. Również palestyńscy komicy, którzy odważają się żartować z Hamasu, systematycznie byli atakowani w ramach walki z wolnością słowa. Niedawno bezpieka Hamasu aresztowała komika, Adela Maszouchiego po tym jak opublikował wideo kpiąc z kryzysu energetycznego w Gazie.

Arabscy obywatele Izraela dobrze wiedzą, że kiedy tylko zostaną obywatelami palestyńskiego państwa, czeka ich ten sam los, co Palestyńczyków żyjących pod rządami AP i Hamasu. Niektórzy przywódcy arabskich społeczności w Izraelu mówią o pomyśle, że mieliby żyć w palestyńskim państwie, jako o „koszmarnym śnie, do którego nie wolno dopuścić”. Sondaż przeprowadzony przez Israel Democracy Institute w 2017 roku pokazał, że 66% izraelskich Arabów ocenia życie w Izraelu jako „dobre” lub „bardzo dobre”.

Inny sondaż, przeprowadzony przez profesora Samiego Samuha z uniwersytetu w Hajfie, pokazywał, że 68.3% izraelskich Arabów jest zdania, iż wolą mieszkać w Izraelu niż w jakimkolwiek innym państwie. Profesor Samuha powiedział, że większość arabskich obywateli „przyznaje, że w Izraelu jest wygodnie, panuje wolność i jest stabilizacja”.

„W Izraelu jest wiele świadczeń socjalnych, nowoczesny styl życia, jak również ekonomiczna i polityczna stabilność. Nie możesz porównywać życia Arabów [w Izraelu] do życia Arabów w Palestynie, Libanie lub Egipcie. Jest tu jeszcze jeden element – w Izraelu nie musisz się martwić, że islamiści przejmą władzę.”

Arabscy obywatele Izraela potrzebują teraz wybrania nowych przywódców, którzy będą nastawieni na współpracę między Arabami i Żydami w Izraelu i nie będą się angażowali w antyizraelską retorykę i działalność. Niektórzy przywódcy arabskiej społeczności w Izraelu, szczególnie niektórzy członkowie parlamentu, podejmują bowiem działania sprzeczne z interesami swoich wyborców. Czasem wydaje się, że ci rzekomi przywódcy bardziej reprezentują Autonomię Palestyńską i Hamas, niż tych Arabów izraelskich, którzy głosowali na nich z nadzieją, że będą działać na rzecz rozwiązania problemów, które trapią ich społeczność, takich jak bezrobocie.

Niech te uliczne protesty izraelskich Arabów przeciw wcieleniu do palestyńskiego państwa posłużą jako wczesne ostrzeżenie arabskich przywódców w Izraelu – albo reprezentujcie nas, albo zejdźcie z drogi.

Khaled Abu Toameh

Urodzony w 1963 r. w Tulkarem na Zachodnim Brzegu, palestyński dziennikarz, któremu wielokrotnie grożono śmiercią. Publikował między innymi w „The Jerusalem Post”, „Wall Street Journal”, „Sunday Times”, „U.S. News&World Report”, i palestyńskim dzienniku „Al-Fajr”. Od 1989 roku jest współpracownikiem i konsultantem NBC News.

Tłumaczenie: Andrzej Koraszewski

Źródło: https://pl.gatestoneinstitute.org

 




Niszcząca siła politycznego islamu

Zeynep Gürcanli

Główna opozycyjna gazeta turecka “Sözcü”, opublikowała artykuł Zeynep Gürcanlı, która wychodząc od niedawnych wydarzeń w Iranie pisze, że „jest jasne, iż sposób rządów politycznego islamu, opartych nie na umiejętnościach, ale na lojalności wobec reżimu, rozłożył ten kraj od środka”.

27 grudnia 2019 r. turecka państwowa agencja informacyjna, Anadolu Agency, doniosła, że sąd karny Stambułu skazał sześciu dziennikarzy z “Sözcü” na kary więzienia.

Oto tłumaczenie artykułu.

USA z największą precyzją uderzyły pociskami; generał Kasem Solejmani, koordynator wojny zastępczej Iranu w Jemenie, Libanie, Iraku i Syrii, zginął. Rząd irański zorganizował pogrzeb Solejmaniego, który trwał całymi dniami i w ceremoniach tragicznie zginęło 56 irańskich obywateli.

W ”odwecie” Iran zorganizował atak rakietowy na dwie bazy w Iraku, w których stacjonowali amerykańscy żołnierze. Nosy nie tylko amerykańskich, ale norweskich, kanadyjskich i irackich żołnierzy w tych bazach nawet nie zostały zakrwawione. Zdarzyło się to, co się zdarzyło z samolotem ukraińskich cywilnych linii lotniczych. Żołnierze administracji mułłów myśleli podobno, że cywilny samolot był pociskiem i zestrzelili go. 176 ludzi zginęło.

CYTAT

Od lat 1980. Iran jest bastionem szyickiego politycznego islamu na Bliskim Wschodzie. Jest jasne, że sposób rządów politycznego islamu, opartych nie na umiejętnościach, ale na lojalności wobec reżimu, rozłożył ten kraj od środka i doprowadził go do tego stanu. Głównym celem protestów w tych dniach na ulicach Teheranu jest, po raz pierwszy tak otwarcie, symbol reżimu szyickiego politycznego islamu i jego duchowy przywódca, Ali Chamenei.

Sunnicki polityczny islam nie jest inny

W dzisiejszych czasach sytuacja sunnickiego politycznego islamu, który wraz z Wiosną Arabską osiągnął najsilniejszą pozycję, nie jest inna. Bractwo Muzułmańskie zostało usunięte z egipskiego rządu przez wojskowy zamach stanu; polityczny islam poddał się w Tunezji, walczy o życie w Palestynie, w Algierii; w Libii jest ściśnięty w Trypolisie.

Miejscem, gdzie sunnicki polityczny islam nadal jest „najsilniejszy”, jest Turcja. Oczywiście, słowo ”najsilniejszy” jest w cudzysłowie. Bowiem ostatnio, wraz z wizytą Putina, stan sił politycznego islamu w Turcji stał się jasny. Wizyta Putina była pełna symbolicznych wydarzeń. Po pierwsze, na dzień przed przybyciem do Turcji Putin odwiedził Syrię Assada, który jest „najbardziej zażartym wrogiem” rządu AKP.

Szydząc z marzenia o ”modlitwie w Meczecie Umajjadów w Damaszku za trzy dni”, które AKP zamieniła w hasło, kiedy opowiadała się po jednej ze stron w wojnie domowej w Syrii, Baszar Al-Assad przyprowadził Putina do tego właśnie meczetu.

Kto nie zna międzynarodowego prawa?

Tematem, który sprawił najwięcej trudności rządowi AKP i prezydentowi Erdoğanowi podczas wizyty Putina, była Libia. Trzy dni przed wizytą Putina Erdoğan odrzucił w szyderczych słowach sugestię przywódcy [opozycyjnej partii] CHP, Kemala Kılıçdaroğlu, który poszedł do telewizji i powiedział: „Nie wysyłaj żołnierzy do Libii, wyślij dyplomatów i dokonaj mediacji”. Erdoğan oskarżył Kılıçdaroğlu o „nieznajomość prawa międzynarodowego”. W środę Putin przybył do Stambułu i rozmawiał z Erdoğanem. Ci dwaj przywódcy wydali wspólne oświadczenie, że „podejmą mediacje w Libii”. W oświadczeniu powiedziano: „Jako mediatorzy, Turcja i Rosja wzywają do zawieszenia broni w Libii”.

Pytanie ”kto nie zna międzynarodowego prawa” nadal zajmuje umysły ludzi.

Koncesje TürkAkım, lotnisko Atatürka i cypryjski gazociąg

Podczas wizyty Putina słabości rządu AKP w dziedzinach, w których tego zupełnie nie oczekiwaliśmy, stały się zaskakująco jasne. Kiedy Putin przybywał do Stambułu samoloty nie mogły lądować z powodu złych warunków pogodowych na stambulskim lotnisku, które było przedstawiane jako „projekt stulecia”. Putin wylądował na lotnisku Atatürka, które nonsensowną decyzją rząd AKP zamknął.

Symboliczna decyzja AKP: od ub. roku Atatürk Airport nie obsługuje już ruchu pasażerskiego. (Foto: wikimedia.commons)

Erdoğan i Putin uczestniczyli w ceremonii otwarcia gazociągu TürkAkım, który przesyła gaz z Rosji do Europy przez Turcję. Raz jeszcze oznajmiono, że przy budowie tego gazociągu rząd AKP, w kolejnym ustępstwie wobec Putina, dał „zwolnienie z VAT-u”.

Wraz z TürkAkım wzrosła zależność Turcji od ziemnego gazu z Rosji. Nade wszystko, Rosja Putina ani nie dała Turcji prawa dalszego eksportu gazu, który przechodzi przez jej terytorium, ani nie dała zniżki na jego cenę. Turcja będzie nadal kupowała rosyjski gaz po wyższej cenie niż wszystkie kraje Europy.

W dniach wizyty Putina upadł kolejny ”projekt stulecia” AKP. Pękł rurociąg, którym płynęła woda pod Morzem Śródziemnym z Turcji do Tureckiej Republiki Północnego Cypru i rury wypłynęły na powierzchnię morza. Stały się zagrożeniem dla ruchu morskiego.

Zestawmy to wszystko razem i pomyślmy: Kiedy szyicki i sunnicki polityczny islam upadają na całym świecie, czy włosy nie stają wam dęba na głowie na myśl o tym, że reżim mułłów w Iranie (którzy zestrzelili pasażerski samolot, myśląc, że to pocisk), mógłby zdobyć broń jądrową?

Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska

Źródło: www.memri.org

Tytuł – Euroislam.pl




Brytyjscy muzułmanie zasługują na lepsze przywództwo

W marcu 2004 roku towarzyszyłem osobom z mojej rodziny w Meczecie Regent’s Park (RPM) na „spotkaniu kondolencyjnym” (majlis al-‘aza’) zorganizowanym dla szejka Ahmada Jasina, założyciela i duchowego przywódcy Hamasu, który właśnie zginął podczas izraelskiego ataku rakietowego.

Żeby przybliżyć kontekst – powiernikami tego meczetu są ambasady w Londynie ponad dwudziestu krajów z przewagą sunnickiego islamu. Dyrektorem meczetu zawsze był saudyjski dyplomata, a wszyscy imamowie zazwyczaj byli absolwentami Al-Azhar z Egiptu. Teraz niektórzy imamowie są również absolwentami uniwersytetów saudyjskich i innych.

Spotkanie kondolencyjne było zorganizowane w dużej, prywatnej sali w RPM. Osiem lat później brałem udział w spotkaniu Borisa Johnsona z muzułmańskimi przywódcami w tej samej sali, podczas jego kampanii o powtórny wybór na burmistrza Londynu w 2012 roku.

Na spotkaniu poświęconym szejkowi Jasinowi kolejni mówcy, głównie z Bractwa Muzułmańskiego, Jamaat-e-Islami i sieci salafickich, opiewali go jako wielkiego mudżahedina i męczennika, którym oczywiście był dla zwolenników Hamasu. RPM i Rada Muzułmańska w Wielkiej Brytanii (Muslim Council of Britain – MCB) były szeroko reprezentowane.

W tym czasie ja znajdowałem się w połowie swojej drogi od islamizmu do post-islamizmu. (Tak, przez krótki czas byłem zwolennikiem Chomeiniego wiele lat temu, gdy miałem 12-15 lat.) Kilkakrotnie w trakcie tego spotkania miałem chęć chwycić za mikrofon (przestrzeń wtedy była zaaranżowana w sposób otwarty) i wezwać zwolenników Hamasu, żeby zaprzestali wspierania bombowych samobójców i innych zamachów na izraelskich cywili.

Jednak to nie był właściwy czas: wydarzenie było zdominowane przez osoby starsze, które nie zrozumiałyby takiego sposobu odczuwania, prezentowanego przez część młodego pokolenia, a spotkanie kondolencyjne nie było chyba właściwą okazją do wyrażania krytycyzmu ze względu na silne emocje. Później jednak miałem sobie za złe i żałowałem, że nie zebrałem się na odwagę, by wypowiedzieć to, co należało stwierdzić publicznie. Powiedziałem to na tym spotkaniu prywatnie kilku młodszym islamistom z mojego pokolenia, i wielu z nich zgodziło się ze mną.

Niektórzy brytyjscy szyiccy muzułmanie, zwłaszcza młodsze pokolenia, są uczeni sprzecznej lojalności, (…) znajdują się pomiędzy jednym światem – brytyjskiej liberalnej demokracji, a drugim – związanym z irańskim teokratycznym faszyzmem.

Zatem teraz, po 16 latach, rozumiem czemu spotkanie kondolencyjne dla Kasima Sulejmaniego pod przewodnictwem islamistów z British Muslim Shia (zwolennicy Chomeiniego) miało miejsce w szyickim odpowiedniku Regent’s Park Mosque – Islamic Centre of England (ICE). Jedyna różnica jest taka, że RPM nigdy nie wydał publicznego oświadczenia wychwalającego Yassina, jak to miało miejsce w przypadku ICE i Sulejmaniego.

Jednakże faktem jest, że brytyjscy podatnicy nie powinni subsydiować organizacji charytatywnych, organizujących w swoich siedzibach i na swoich platformach niecharytatywne i wysoce upolitycznione oświadczenia i wydarzenia, szczególnie gdy na taką propagandę narażone są dzieci. Komisja ds. Organizacji Charytatywnych (The Charities Commission) jest absolutnie w prawie, żeby zbadać tę sprawę.

Gdy dyrektor ICE mówi o osobach z rządu USA jako o „najgorszych członkach rasy ludzkiej”, to jest to bez wątpienia mowa nienawiści, nie wspominając o całkowitej niezgodności z charytatywną naturą platformy ICE, gdzie to miało miejsce. Ponadto, jeden z mówców na tym spotkaniu, chomeinista, dyrektor Islamic Human Rights Commission (IHRC), zwracając się do kilku pokoleń brytyjskich muzułmanów, głównie szyitów, wyraził swoje pragnienie, żeby publiczność dała światu “wielu więcej Kasimów Sulejmanich … zazdrościmy mu jego szahady…”. Zauważmy, że w tym kontekście szahada oznacza męczeństwo, a nie wiarę, jak to błędnie przetłumaczył „Daily Telegraph”.

Nawoływanie, żeby brytyjscy muzułmanie dali światu „więcej Sulejmanich” jest wysoce kontrowersyjne, szczególnie biorąc pod uwagę bezpośredni nadzór sprawowany przez Siły Ghods irańskiego Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC Quds Force – których dowódcą był Sulejmani – przyp. red.) nad zbrojnym skrzydłem Hezbollahu i pamiętając o odkryciu fabryki bomb Hezbollahu w Londynie w 2015 roku.

Niektórzy brytyjscy szyiccy muzułmanie, zwłaszcza młodsze pokolenia, włączając w to dzieci, są uczeni sprzecznej lojalności. Ci ludzie znajdują się pomiędzy jednym światem – brytyjskiej liberalnej demokracji, a drugim – związanym z irańskim teokratycznym faszyzmem. Zasługują na coś o wiele lepszego niż ten rodzaj przywództwa, które teraz dostają.

Wzywam tych brytyjskich szyitów, którzy mają wątpliwości co do wspierania Iranu pod rządami chomeinistów, do dyskusji na te tematy, zarówno prywatnie jak i na forum publicznym, w ich społecznościach i innych miejscach. (…)

Po ponad czterdziestu latach rządów mułłów i ajatollahów, z coraz to większymi represjami wobec dysydentów wśród irańskich muzułmanów oraz innych osób – czy rzeczywiście dobrym pomysłem jest, żeby brytyjscy szyiccy muzułmanie, zwłaszcza młode pokolenie, byli zachęcani do niekwestionowanego popierania ajatollaha Chameneiego i takich jego generałów, jak Sulejmani?

Usama Hasan

Tłumaczenie Grażyna Jackowska na podst.: http://journal.quilliaminternational.com

Autor jest brytyjskim astronomem i naukowcem, który jest obecnie starszym badaczem studiów islamskich w antyekstremistycznej Quilliam Foundation. Jest członkiem Royal Astronomical Society.




ONZ ostrzega: Państwo Islamskie nie zostało pokonane

Terroryści z Państwa Islamskiego są nadal groźni – taka jest konkluzja raportu przygotowanego przez Organizację Narodów Zjednoczonych.

ISIS zaczęło umacniać się na Bliskim Wschodzie i w dalszym ciągu stanowi zagrożenie dla państw Zachodu – czytamy w dokumencie opracowanym na zlecenie Rady Bezpieczeństwa.

ISIS nadal groźne

Raport Rady Bezpieczeństwa, opierający się na danych wywiadowczych informuje, że członkowie ISIS przeprowadzają coraz odważniejsze ataki w Iraku i Syrii, których celem jest odbijanie bojówkarzy z więzień i aresztów. Terroryści wykorzystują przy tym słabość służb bezpieczeństwa w tych krajach. Ponadto dokument przedstawia Państwo Islamskie jako organizację, która mimo licznych porażek nadal dysponuje sporymi środkami finansowymi i potencjałem operacyjnym, pozwalającym przeprowadzać skuteczne ataki terrorystyczne.

Nieuzasadniony triumfalizm prezydenta USA

„ISIS w dużej mierze zostało pokonane” – ogłosił w sierpniu 2019 r. Donald Trump. Tymczasem zarówno analitycy pracujący na zlecenie Pantagonu, jak i niektórzy wysocy rangą amerykańscy urzędnicy nie podzielali optymizmu prezydenta.

CYTAT

Wprawdzie zabicie samozwańczego kalifa Abu Bakra al-Baghdadiego przez siły specjalne Stanów Zjednoczonych bez wątpienia należy uznać za sukces w walce z terroryzmem, jednakże ISIS dość szybko znalazło nowego lidera. Zakłada się, że jest nim obecnie Amir Mohammed Abdul Rahman al-Mawli al-Salbi, który kierował ludobójczą eksterminacją Jazydów w Iraku oraz nadzorował wiele międzynarodowych operacji Państwa Islamskiego. Analitycy podejrzewają, że z uwagi na turkmeńskie pochodzenie al-Mawliego jego funkcja ma charakter tymczasowy i będzie ją pełnił, dopóki nie znajdzie się ktoś lepiej nadający się pod względem etnicznym na „prawowitego emira”.

Zachodni dżihadyści wciąż aktywni

ONZ również informuje, że od 50 do 75 procent z 40 tysięcy zagranicznych bojówkarzy walczących po stronie Państwa Islamskiego jest nadal aktywnych. Osobną kwestią pozostaje bezpieczeństwo w obozach detencyjnych, w których przebywają członkowie ISIS i ich rodziny. W jednym z najliczniejszych obozów, Al-Hol, kontrolowanym przez Kurdów, warunki sanitarne bezpośrednio zagrażają zdrowiu i życiu 70 tysiącom osób tam przetrzymywanych.

Autorzy raportu twierdzą, że powrót dżihadystów i ich rodzin (w tym dzieci) do swoich krajów obecnie wydaje się bardzo trudny. Raport wprawdzie uznaje, że terroryści, którzy wyrośli na lokalnym gruncie w Europie (tzw. homegrown terrorists) to element niepewny i o stosunkowo słabym wpływie na rozwój Państwa Islamskiego, jednak przeprowadzane przez nich zamachy, nawet jeśli statystycznie nie pochłaniają wielu ofiar, to jednak skutecznie budują napięcie w relacjach społecznych.

____________________

Komentarz:
Walka z Państwem Islamskim jako z terytorialnie osadzoną organizacją, choć wymaga dużego wysiłku militarnego, wydaje się możliwa i bez wątpienia siły Zachodu odnoszą duże sukcesy w jej prowadzeniu. Jednakże walka z Państwem Islamskim rozumianym jako wspólnota tych, którzy wyznają ideologię dżihadystyczną i popierają utworzenie kalifatu, wydaje się zadaniem bardzo trudnym. Dziś dżihadysta z ISIS to nie tylko wyszkolony terrorysta, lecz także radykał przeprowadzający zamachy i dysponujący wsparciem większej lub mniejszej społeczności fundamentalistów, nierzadko obywateli państw Zachodu. Z nimi jest walczyć najtrudniej. Można pokonać Państwo Islamskie jako organizację, trudno jednak uznać, że w ten sposób rozwiąże się problem agresywnego i sięgającego po przemoc islamskiego fundamentalizmu. Ruch dżihadystyczny przypomina hydrę – można rozbić jedną organizację salaficką i pozbawić życia jej przywódców, jednak wcześniej czy później pojawi się nowa struktura, realizująca te same szaleńcze i ludobójcze cele.

Piotr Ślusarczyk
Źródło: www.theguardian.com




#HijabDay czy #NoHijabDay?

Co roku 1 lutego muzułmanki organizują Światowy Dzień Hidżabu, który ma być asertywną manifestacją kobiet noszących chusty, a dla niemuzułmanek okazją do sprawdzenia, czym jest hidżab.

Dać wolny wybór czy zakazać?

W odpowiedzi liberalni muzułmanie zaproponowali własne inicjatywy. Asra Nomani i Yasmine Mohammed (autorka książki „Unveiled”) zaproponowały światowy dzień przeciwko hidżabowi #NoHijabDay albo #FreeFromHijabDay. Zarzucają autorkom Dnia Hidżabu, że wmawiają społeczeństwu, iż noszenie chusty jest sprawą wolności osobistej. Tymczasem ich zdaniem i według licznych świadectw jest to przymus.

Solidarność powinna więc dotyczyć tych uciśnionych kobiet, które hidżabu nie chcą. Tu ujawniły się jednak podziały w środowisku reformatorów i liberałów. Maajid Nawaz oraz Shireen Qudosi uważają, że hidżab jest jednak wyborem, do którego powinny mieć prawo dorosłe kobiety. Narzucanie im tego, czy mają chodzić w hidżabie, czy mają przymusowo go ściągać, jest ich zdaniem sprzeczne z liberalizmem.

Ta różnica zdań stanowi dylemat pomiędzy doświadczeniem, a racjonalnie uzasadnionymi ideami wolności osobistej. Tutaj nie incydentalne przypadki, a masowe doświadczenia stoją po stronie zwolenniczek protestowania przeciwko hidżabowi. Dlaczego? Ponieważ za sprzeciw wobec noszenia chusty, rządy i rodziny karzą kobiety.

Wystarczy wspomnieć o inicjatywie Masih Alinejad – kampanii medialnej „MyStealthyFreedom”, która zainspirowała setki tysięcy kobiet na świecie do protestów przeciwko noszeniu hidżabu. Także w Iranie. Tam zapłaciły za to karami więzienia, jak ostatnio Saba Kord-Afshari, która przeszła się po pociągu bez chusty na głowie. Sądząc po odzewie wobec tej akcji jest to masowy problem, tak powszechny, że można tu sobie darować wymienianie przykładów i liczb – każdy chętny z łatwością je znajdzie.

Warunkowania dziewczynek do noszenia chusty nie da się też porównać do uwarunkowania chłopców do chodzenia w spodniach, a nie w spódniczkach. To drugie to nie jest ani szeroki problem społeczny, ani nie ciążą na nim sankcje ziemskie i boskie.

Wolność wyboru?

Z drugiej strony mamy argument wolności osobistej. Czy można zakazać dorosłej kobiecie lub nawet tworzyć wrażenie (to ważne w kulturze bezpiecznych przestrzeni), że jej wybór hidżabu jest czymś złym? Liberałowie twierdzą, że nakaz i zakaz hidżabu to skrajności, a ludzie powinni być wolni w sprawie ubioru jaki chcą nosić. To z kolei wywołuje pytanie o wolność dokonywanych wyborów, jeżeli cała kultura wokół kobiety, najbliższa rodzina, sąsiedzi, państwo i sam Bóg kształtują przymus wyboru chusty.

Yasmine Mohammed publikuje na Twitterze memy, pokazujące, jak kobiety ubierały się w różnych krajach przed przybyciem islamu. Ma to świadczyć o kulturowym zawłaszczaniu społeczeństw przez islamską zasłonę. O tym też opowiadał wprost jeden z liderów Bractwa Muzułmańskiego Mohammed Badi w filmie „Wolność, równość, Bractwo Muzułmańskie”. Dla niego hidżab jest narzędziem islamizowania społeczeństwa.

Zmiana, jaka nastąpiła w ostatnich dekadach w regionie MENA, ale także w Indonezji, pokazuje jak bardzo skuteczne jest to narzędzie. O tym mówi w wywiadzie szwajcarska muzułmanka, ekspert stosunków międzynarodowych Elham Manea: „Hidżab służy islamistom do oznaczania terytorium”.

Tu zwolennikom „wolności wyboru” w sprawie hidżabu przychodzi w sukurs amerykańsko-somalijska kongreswoman Ilhan Omar. „Dla mnie hidżab oznacza moc, wyzwolenie, piękno i opór” – oznajmiła. Jak widać, chusta nie jest dla niej tylko wolnością i mocą, ale symbolem oporu. Przeciwko czemu? Można mieć nadzieję, że nie przeciwko zachodniej kulturze, która dała jej wolność, utrzymanie i pozwoliła nawet piastować najwyższe stanowiska w państwie. Z jednej strony można odbierać deklarację Omar jako wyraz liberalnej wolności wyboru, z drugiej – zbyt dużo łączy ją z islamistami, żeby nie mieć podejrzeń co do jej prawdziwych intencji.

Polityczny islam i polityczny hidżab

Profesor Bassam Tibi mówi o takich muzułmankach, że „zinternalizowały podporządkowanie„, którego doświadczają. Sam jako hafiz, czyli muzułmanin znający Koran na pamięć, podejmuje się udowodnienia, że chusta nie jest wymogiem religijnym. „Chuściany islam” przeciwstawia się jego wizji islamu europejskiego. Wtórują mu potomkowie imigrantów z krajów muzułmańskich, którzy twierdzą, że dopiero w Europie usłyszeli, iż chusta jest jakąś koniecznością. Są to na przykład doradca komisarza brukselskiej policji Saad Amrani, czy dziennikarka i była włoska parlamentarzystka Souad Sbai; obydwoje pochodzący z Maroka.

Można odnieść wrażenie, że problem jest bardziej praktyczny niż teoretyczny, niżby to wynikało z przedstawionej debaty. Nawet jeżeli uważamy chustę za narzędzie polityczne islamistów, to na bazie praw wolności osobistej trudno jest jej zakazać.

Mogą być jednak wprowadzane prawa w instytucjach publicznych, wymagające od urzędników reprezentowania bezstronności wyznaniowej. Poważne działania restrykcyjne prowadziłyby także do radykalizacji postaw, co w obecnych warunkach może być trudne do ogarnięcia. Prawdopodobnie też muzułmanki, które ogłaszają #NoHijabDay, chcą raczej zwrócić uwagę na prześladowania, niż wprowadzać restrykcyjne prawa na Zachodzie.

Mam obawę, że progresywna lewica, feministki i liberałowie nie będą analizować argumentów muzułmańskich reformatorów, lecz poprą bezkrytycznie Światowy Dzień Hidżabu.

Jednak na fundamencie samych liberalnych wartości można wpływ kultury hidżabu ograniczyć. Zostawiając wybór osobom dorosłym można zadbać o to, żeby dzieci nie były przez nich warunkowane do noszenia chust, podobnie jak zrobiła to Francja (i niebo nie zwaliło się Galom na głowy). Szwecja też już podejmuje pierwsze takie próby.

Można także uruchomić środki, które wesprą liberalnych muzułmanów w edukowaniu, promowaniu i działaniu na rzecz muzułmanek chcących chodzić z odkrytą głową. Zrównoważyłyby one promocję, jaką prowadziły firmy odzieżowe i sportowe (np. Nike), widzące tak naprawdę w hidżabie nie wolność, lecz zysk.

I nie chodzi tu już o narzucanie muzułmanom własnej kultury, ale o wsparcie osób jednak – jak pokazuje doświadczenie – prześladowanych. To nie jest zderzenie cywilizacji, to walka polityczna.

Niezależnie jednak od tego, co tutaj piszę, mam obawę, że progresywna lewica, feministki i liberałowie, przesiąknięci na Zachodzie polityką tożsamościową, nie będą analizować argumentów muzułmańskich reformatow, lecz poprą bezkrytycznie Światowy Dzień Hidżabu.

Jan Wójcik




Jak i z kim rozmawiać o islamie

Shireen Qudosi

Jeszcze w ubiegłym roku amerykański muzułmanin i weteran marines, Mansoor Shams, opublikował na Twitterze listę osób zatytułowaną: “Od kogo nie uczyć się o islamie”.  26 listopada opublikował ją ponownie. Publikacja wywołała mieszane uczucia; ja sama nie wiedziałam, co o niej myśleć.

Na początku poparłam ten punkt widzenia zakładając, że jeśli sami muzułmanie nie będą sami mówić krytycznie o islamie, to inni zrobią to za nas. Po drugiej publikacji doszłam do wniosku, że faktycznie, czas na zastanowienie się, od kogo nie uczyć się islamu. Lista wydaje się niepełna i było moim błędem poparcie jej za pierwszym razem bez poświęcenia jej chwili czasu, zrobię to teraz.

Opublikowanie listy dwa razy, bez szerszego kontekstu, sprawia, że jest bardziej atakiem niż dyskusją czy wyznaniem. Porozmawiajmy o ludziach, którzy są na tej liście. Osoby prowadzące tę debatę są ważniejsze niż sama debata.

Na zdrowie wyjdzie i islamowi, i nam [muzułmanom], jeśli sami zakwestionujemy pewne sprawy, zamiast wszystko trzymać pod kloszem

Nie rozpatrujemy tylko tego, czym islam jest albo był, ale musimy przyjrzeć się samym sobie. Ważni są ludzie, a nie religia. Sądzę, że ważniejsze jest, jak się rozumiemy, jak postrzegamy w sobie istoty ludzkie, i to, że zaczynamy się dogadywać i uczyć od siebie, niż to, żeby osłaniać islam jakimś polem siłowym.

Coś, co nie jest poddawane w wątpliwość, nie może się rozwijać i dobrze funkcjonować. Na zdrowie wyjdzie i islamowi, i nam [muzułmanom], jeśli sami zakwestionujemy pewne sprawy, zamiast wszystko trzymać pod kloszem, niczym jakiś organizm, który nie może przetrwać zarazy zwanej XXI wiekiem.

Niektóre osoby z listy pokazały głębię, dociekliwość, odbyły wewnętrzną podróż i niesprawiedliwym jest malowanie ich obrazu na zasadzie odpowiedzialności zbiorowej. Spójrzmy, które osoby z listy zostały niesprawiedliwie potraktowane.

Sam Harris * – Nie zgadzam się ze wszystkim, co mówi, ale szanuję jego własne dociekania, które sprawiły, że stał się tym, kim jest. Rodzaj pytań jakie zadaje, goście, których zaprasza, potwierdzają, że nie spoczął na laurach celebryty. Nadal docieka i poszukuje.

Ayaan Hirsi Ali – Nie podzielam niektórych jej poglądów i nie sądzę, że płytkie osobiste doświadczenia to całokształt wiary, ale ona zmieniła swoje postrzeganie. Złagodniała. Przeszła drogę od kogoś, kto nie wierzy w reformy do kogoś, kto uwierzył, że islam można zmienić. Bardziej zgadzam się z nią dzisiaj niż jeszcze pięć lat temu.

Robert Spencer – Nie wydaje się, aby się zmienił od kiedy poznałam go 17 lat temu. Gdy jednak po raz pierwszy zaczęłam pytać o islam nie było niczego, w co mogłabym się zagłębić, co pozwoliłoby mi spojrzeć na tę religię krytycznym okiem. Media społecznościowe nie były wtedy bramą do nauki i wymiany. Ale była już wtedy praca Roberta Spencera, która rzucała cię na głęboką wodę islamu. W świecie muzułmańskim nie było nikogo, kto udzieliłby mi odpowiedzi na pytania o braki naszej wiary. Spencer poza tym prezentuje też tak sztywną narrację, że można na niej zbudować antynarrację.

Steven Emerson – Nie jest może osobą, od której można nauczyć się czegoś o islamie, ale jest właściwą osobą, jeśli chcesz dowiedzieć się czegoś o mrocznej strukturze przezeń  stworzonej: o powiązaniach z terrorystyzmem. Jego strona, The Investigative Project on Terrorism  to jedno z najlepszych źródeł do głębokiej analizy problemów mających wpływ na islam. O tych sprawach nigdy nie usłyszysz podczas tradycyjnych studiów nad islamem, ani od nikogo, kto naucza teologii.

Laura Loomer  – Kolejna osoba, na którą trzeba spojrzeć z różnych perspektyw. Nie zgadzam się z nią co do podstawowych zasad islamu, ale darzę ją dużym szacunkiem jako osobę, która z dużą odwagą próbuje zwrócić uwagę na ważne persony wśród islamistów. Na przestrzeni ostatniego roku zaprzyjaźniłyśmy się i wspieramy się nawzajem. Jeśli w trakcie rozmowy dzieli się nieistotnymi szczegółami, z którymi się nie zgadzam, nie muszę z nią walczyć. Słucham. Z tego samego powodu, jeśli ja powiem coś, z czym ona się nie zgadza, wtedy Laura też słucha. Niekoniecznie trzeba być wojowniczym i prowadzić kłótnie – ale trzeba zacząć słuchać.

* * *

Moją rolą jako muzułmańskiej reformatorki jest stanąć na horyzoncie ludzkich doświadczeń i patrzeć na sprawy tak obiektywnie, jak to tylko możliwe. Jako muzułmanka z pewnymi uzasadnionymi frustracjami na temat tego, co mówi się o nas i o islamie, mogę powiedzieć, że nie pomaga nam, gdy zaczynamy marginalizować i szufladkować innych ludzi bez szukania dialogu, porozumienia i zrozumienia wartości, jakimi się kierują.

A przede wszystkim musimy zdjąć zbroję. Tak samo, jak nasza skóra reaguje na ciepło i zimno, musimy umieć poczuć siebie nawzajem, obserwować własne reakcje i  myśli, zobaczyć jak nasz umysł stawia opór lub przyswaja nowe idee. Nie zrobimy tego, jeśli pozostaniemy zamknięci we własnej bańce.

Nie pomoże nam odwzorowywanie tego samego zachowania, które nas frustruje. Mamy obowiązek działać mądrzej, co jak sądzę Mansoor rozumie biorąc pod uwagę, że prowadzi uczciwe dyskusje na temat muzułmanów w Ameryce z pozycji weterana marines i członka uciskanej mniejszości religijnej. Nauka islamu mówi nam, aby potępiać zachowania, a nie ludzi. Jednak publikowanie takiej listy bez kontekstu jest właśnie formą potępienia ludzi bez podjęcia próby jakiejkolwiek z nimi rozmowy.

Oprac. Severus-Snape/JP, na podstawie: https://clarionproject.org

Shireen Qudosi

Tytuł – red. Euroislamu.

* Linki przy nazwiskach prowadzą do artykułów na Euroislam.pl na temat tych osób, lub tekstów ich autorstwa

———————-

Pełna lista (i dyskusja na Twitterze): 

Pat Robertson
Jeanine Pirro
Tucker Carlson
Pamela Geller
Frank Gaffney
Sean Hannity
Richard Spencer
Sam Harris
David Horowitz
Ann Coulter
David Yerushalmi
Robert Spencer
Brigitte Gabriels
Steven Emerson
Ayaan Hirsi Ali
Laura Loomer