Austria zlikwiduje się sama?

Piotr Loew

Pochodzący z Turcji młody austriacki pisarz Inan Türkmen opisuje w swojej książce wzrastający wpływ Turków na Europę Zachodnią. Media i turecka społeczność widzą w nim przeciwnika tezy Sarrazina, który opisał wcześniej tę sytuację jako niepokojącą.

Społeczność turecka i media widzą w Inanie Türkmenie przeciwnika tezy Thilo Sarrazina, autora książki „Deutschland schafft sich ab” („Niemcy likwidują się same”). Jesteśmy młodsi, głodniejsi, jest nas więcej. Nadchodzimy i nie możecie nas zatrzymać, pisze w swojej książce Türkmen. Nadchodzimy – nieważne czy nas lubicie, czy nie, czy nas zintegrowaliście, czy nie.

To Turcy w nadchodzących dziesięcioleciach zyskiwać będą coraz więcej na znaczeniu – taka jest jego teza. Bez Turków na przykład Austria będzie się kurczyła – podczas gdy młode państwo, takie jak właśnie Turcja, będzie budowało centra technologiczne, stara Austria inwestować będzie jedynie w domy spokojnej starości.

Türkmen, syn tureckiego Kurda, przedstawia obok swych prowokacyjnych tez również fakty. Jeżeli 5,2 miliona pochodzących z Turcji cudzoziemców zbudowałoby własny, zjednoczony z UE kraj, byłby to kraj wcale nie najmniejszy. Byłoby to państwo prawie o wielkości Dani, pisze. Albo: Wszystkie punkty sprzedaży kababu w Niemczech mają mniej więcej trzy razy większy obrót niż McDonalds. Albo: [Niemieckie] fundusze finansowe związane z Turcją osiągają przeciętnie w ostatnich latach nawet 14 procent zysku w skali rocznej.

„Gwiazda społeczeństwa multikulturowego”, napisał dziennik „Süddeutsche Zeitung” o autorze, który tylko przez przypadek stał się pisarzem. Jego przyjaciółka pracująca w wydawnictwie uznała, że zagniewanie Türkmena może stać się zalążkiem bestsellera. W następstwie dodano mu do pomocy dwóch badaczy zagadnienia i tak narodził się austriacki anty-Sarrazin. Mimo obywatelstwa austriackiego Türkmen czuje się w stu procentach Turkiem i chociaż pochodzi z mniejszości kurdyjskiej dyskryminowanej w Turcji, to wobec Europy identyfikuje się jako turecki patriota.

Do napisania książki, liczącej tylko 80 stron, sprowokowały go bezpośrednio słowa pewnego Berlińczyka, który obraził Türkmena podczas jego pobytu w Berlinie specjalnie błędnie gramatycznie zbudowanym sformułowaniem: „Was du wollen?” (Co ty chcieć?). Po tym zdarzeniu, już po powrocie do Austrii, żałując, że nie wyliczył argumentów przedstawiających wyższość narodu tureckiego nad niemieckim, Türkmen usiadł przed komputerem (według jego słów branżę komputerową przejmą również całkowicie Turcy, zresztą podobnie jak produkcję wina) i rozpoczął pisanie książki, która miała utrzeć nosa Sarrazinowi.

Türkmen uważa w swojej książce, że: Turcy są według prowadzonych badań wybitnie dobrymi mediatorami w sytuacjach kryzysowych, są odporni na stres i zachowują spokojne nerwy. (S.16). Sam jednak był uczniem problemowym, który chętnie w szkole częstował innych pięścią. Najchętniej także usunąłby z austriackiej historii wszystkie opisy najazdów tureckich, które już w latach szkolnych budziły w nim agresję.

Jeżeli przebiłyby się do władzy austriackie prawicowe partie populistyczne i wygoniłyby wszystkich Turków z Austrii, to następstwem tego będzie postawienie tablic pamiątkowych na miejscu każdego dotychczasowego punktu sprzedaży kebabu – grzmi Turkmen. Jego książka wywołała jednak również krytykę. Przeciwnicy autora przytaczają inne stwierdzenia, pokazując, że gubi się on pomiędzy prowokacyjnymi, a zupełnie bezpodstawnymi i idiotycznymi wypowiedziami typu: Realnym pierwowzorem dla św. Mikołaja był Turek. Turek ten jednak musiałby być jednak jakimś wyprzedzającym własną epokę rodzynkiem, gdyż jak wiemy, Turcy dotarli do Anatolii dopiero jakieś 800 lat później (XI wiek). Lȃgari Hasan Çelebi już w XVII wieku przeleciał rakietą ponad Bosforem – to stwierdzenie w świecie naukowym od dawna zaliczane jest do bzdur w stylu „kuli armatniej barona Münchausena”. A skoro już mowa o literaturze, to Goethe jest według Türkmena również potomkiem tureckiego przywódcy, który żył w latach 1270-1328. Tureccy rodzice intensywniej dopingują swoje dzieci do robienia kariery zawodowej, pisze. Prawdą jest jednak, że 45,4% Turków w Niemczech kończy edukację już na szkole zawodowej – w porównaniu do 14,5% Niemców. Turecki wzrost gospodarczy, czytamy dalej, nie ma sobie równych – w rzeczywistości jednak opiera się on na popycie krajowym wywołującym coraz większe zadłużanie się społeczeństwa i bardzo ryzykowny poziom deficytu w obrocie bieżącym.

Debata na temat książki Türkmena mówi więcej o stanie mediów, niż o samym jej autorze. Z jednej strony potrafią one potępić doświadczonego polityka SPD, Sarazzina, który wprawdzie krytykuje imigrację w ostrych słowach, ale opiera się na danych i badaniach, a z drugiej strony zachwycają się wyssanymi z palca opiniami żółtodzioba, którego arogancja jest odwrotnie proporcjonalna do rzeczywistej wiedzy. (p)

na podstawie: http://www.unzensuriert.at/content/007441-Buch-Provokation-Wir-kommen-Getuerkte-Weltsicht oraz http://www.tagesanzeiger.ch/kultur/buecher/Wir-kommen–egal-ob-ihr-uns-moegt/story/17300453


Udostępnij na
Video signVideo signVideo signVideo sign